Uroczystość rozpocznie się dzisiaj o godz. 12.00 w kościele pw. św. Jadwigi Królowej przy ul. Warszawskiej 75/81 w Tomaszowie Mazowieckim. Według opublikowanej zapowiedzi przewidziano odsłonięcie tablic poświęconych majorowi Henrykowi Dobrzańskiemu oraz stu żołnierzom jego oddziału związanym z Tomaszowem Mazowieckim i okolicami, apel pamięci, złożenie kwiatów, mszę świętą oraz koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu zespołu „Hubal” z Hrubieszowa. Organizatorem jest Stowarzyszenie „Hubalowa Rodzina”, a współorganizatorami Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 1 i parafia św. Jadwigi Królowej.
Za legendą stało wojsko
Henryk Dobrzański nie planował zostać legendą. Był zawodowym kawalerzystą, żołnierzem Legionów, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, znakomitym jeźdźcem i olimpijczykiem. We wrześniu 1939 roku został zmobilizowany jako zastępca dowódcy 110. Rezerwowego Pułku Ułanów. Po rozbiciu regularnego Wojska Polskiego nie pogodził się jednak z myślą, że polski mundur powinien zniknąć z pola walki.
W październiku 1939 roku wraz z grupą żołnierzy znalazł się na Kielecczyźnie. Tam powstał Oddział Wydzielony Wojska Polskiego. W szczytowym okresie liczył ponad 300 ludzi. Dobrzański przyjął pseudonim „Hubal”, tworzył także terenowe struktury konspiracyjne i przygotowywał się na spodziewaną ofensywę Francji i Wielkiej Brytanii przeciwko Niemcom. Historia miała jednak pójść zupełnie inną drogą.
Warto przy tym unikać łatwego określenia Hubala mianem „pierwszego polskiego partyzanta”. Dobrzański i jego ludzie długo postrzegali siebie przede wszystkim jako żołnierzy regularnego Wojska Polskiego, które nie zakończyło walki. Nosili mundury, zachowywali wojskową organizację i symbolicznie podtrzymywali ciągłość armii pokonanej we wrześniu, ale niekapitulującej w sensie moralnym. Także współczesne opracowania historyczne zwracają uwagę, że sprowadzanie Hubala wyłącznie do roli partyzanta jest uproszczeniem.
Cena dalszej walki była straszliwa
Historia Oddziału Wydzielonego nie jest jednak prostą opowieścią z pomnika. Jest w niej heroizm, ale jest również dramatyczne pytanie o cenę walki prowadzonej w warunkach okupacyjnego terroru.
30 marca 1940 roku pod Huciskiem hubalczycy rozbili niemiecki batalion policji. Niemcy odpowiedzieli brutalnymi represjami wobec ludności cywilnej. Według danych przytaczanych przez Instytut Pamięci Narodowej w pacyfikacjach przeprowadzonych na szlaku oddziału zamordowano 711 mieszkańców 31 wsi. Szczególnie tragiczny los spotkał mieszkańców Skłobów, Gałek, Huciska i Szałasu Starego.
To właśnie ten wymiar historii sprawia, że opowieść o Hubalu jest czymś więcej niż legendą o człowieku na koniu. Jest historią wyboru dokonywanego w sytuacji, w której właściwie każda decyzja prowadziła do tragedii. W marcu 1940 roku do oddziału przybył płk Leopold Okulicki „Miller” z poleceniem jego rozwiązania. Dobrzański pozostawił swoim ludziom wybór. Część odeszła do konspiracji. Inni pozostali przy majorze.
I właśnie o tych ludziach przypomina dzisiejsza uroczystość.
Tomaszów na ostatniej drodze Hubala
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego historia Oddziału Wydzielonego nie jest historią odległą. Jej ostatnie sceny rozgrywały się niemal za progiem miasta.
30 kwietnia 1940 roku, po wielu dniach niemieckiej obławy, wyczerpany oddział zatrzymał się w zagajniku pod Anielinem. Niemcy zaskoczyli żołnierzy podczas postoju. W pierwszym uderzeniu zginął major Henryk Dobrzański oraz jego luzak, kapral Antoni Kossowski „Ryś”. Ciało dowódcy zostało zabrane przez Niemców. Po wykonaniu fotografii przewieziono je przez Studziannę do niemieckich koszar w Tomaszowie Mazowieckim. I właśnie tutaj ślad po Hubalu właściwie się urywa. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić miejsca jego pochówku.
Jest jeszcze jeden lokalny szczegół tej historii. Ci, którzy wydostali się z niemieckiego okrążenia pod Anielinem, zebrali się później w Rzeczycy. Kilka dni później ogłosili śmierć dowódcy i zapowiedzieli dalszą walkę. Dopiero po klęsce Francji latem 1940 roku ostatnia, 24-osobowa grupa żołnierzy ukryła broń i rozeszła się, by kontynuować działalność konspiracyjną w innych strukturach.
Tomaszów pojawia się więc w tej historii dwukrotnie: jako miejsce, do którego Niemcy przywieźli ciało zabitego majora, oraz jako ziemia rodzinna wielu jego żołnierzy.
Brajer, „Ryś”, „Zemsta”, Kuczera…
Tomaszowskie związki z oddziałem Hubala badano już wiele lat temu. W 2009 roku Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego wydało książkę Jana Zaborowskiego „Oddział majora Hubala i jego tomaszowscy żołnierze”. Samo Muzeum podkreślało, że publikację poprzedziły rozległe poszukiwania źródłowe, a jej celem było właśnie wydobycie z cienia ludzi stojących za legendą dowódcy.
W materiale opublikowanym wcześniej na NaszTomaszow.pl, przygotowanym na podstawie tej publikacji, wskazano czterech tomaszowian, którzy walczyli przy Hubalu aż do ostatnich dni: ułana Romana Brajera, kpr. Antoniego Kossowskiego „Rysia”, kpr. Antoniego Lisieckiego „Zemstę” oraz Mariana Kuczerę.
Dzisiaj perspektywa ma być znacznie szersza. Mowa bowiem o stu żołnierzach związanych z Tomaszowem Mazowieckim i okolicami. W dostępnej zapowiedzi uroczystości nie podano jednak pełnego wykazu tych osób. Publikacja takiej listy wraz z miejscami urodzenia, losami wojennymi i powojennymi mogłaby stać się niezwykle cennym materiałem dla rodzin, regionalistów oraz lokalnych historyków.
Film dał legendzie twarz. Tablice mogą oddać ludziom nazwiska
Przez dziesięciolecia pamięć o Hubalu żyła również dzięki literaturze i kinu. Ważną rolę odegrali „Hubalczycy” Melchiora Wańkowicza, opublikowani w 1959 roku. Potem przyszedł film „Hubal” Bohdana Poręby z 1973 roku, z Ryszardem Filipskim w roli majora i muzyką Wojciecha Kilara. Obraz obejrzały miliony Polaków i dla kilku pokoleń to właśnie twarz Filipskiego stała się niemal twarzą samego Dobrzańskiego.
Ale kino ma swoje prawa. Potrzebuje bohatera pierwszego planu.
Historia potrzebuje czegoś jeszcze — nazwisk.
Bo obok majora byli wachmistrzowie, kaprale, ułani, piechurzy, łącznicy. Ludzie mający rodziców, żony, narzeczone, dzieci. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej pracowali, uczyli się, chodzili ulicami swoich miejscowości. Wojna odebrała im zwyczajne życie, a później czas niejednemu odebrał także pamięć potomnych.
Dlatego odsłonięcie w Tomaszowie tablic poświęconych stu miejscowym hubalczykom może mieć znaczenie większe niż kolejna oficjalna uroczystość z apelem, sztandarami i kwiatami.
Może być próbą przywrócenia historii właściwych proporcji.
Hubal był jeden. Ale legendę Hubala tworzyli ludzie. Także ludzie stąd.
Uroczystość w kościele św. Jadwigi Królowej przy ul. Warszawskiej 75/81 rozpocznie się w sobotę, 24 października, o godz. 12.00.
Najmocniejszym dalszym materiałem byłoby zdobycie pełnej listy stu upamiętnionych żołnierzy. Z niej można później zrobić osobny cykl „Hubalczycy z ziemi tomaszowskiej” — nazwisko po nazwisku, rodzina po rodzinie.



Napisz komentarz
Komentarze