Są takie chwile, kiedy człowiek chciałby zatrzymać czas. Ocalić ulotną chwilę, przedłużyć szczęście, powrócić do tego, co bezpowrotnie minęło. Literatura uczyniła z tego pragnienia jeden ze swoich najpiękniejszych tematów. Marcel Proust szukał utraconego czasu w zakamarkach pamięci, a bohaterowie filmów podróżowali przez epoki, próbując naprawić własne błędy. Tymczasem współczesna Europa dwa razy w roku dokonuje czegoś znacznie bardziej prozaicznego. Administracyjną decyzją przesuwa wskazówki zegarów, jakby czas był urzędowym formularzem, który można poprawić jednym podpisem.
W najbliższą niedzielę, 25 października 2026 roku, o godzinie trzeciej nad ranem ponownie wybije druga. Dla większości mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całej Polski będzie to oznaczało możliwość dłuższego snu. Dla pracujących nocą, kierowców, pracowników ochrony zdrowia, transportu i służb ratunkowych może oznaczać jednak dodatkowe komplikacje. A dla polityków unijnych będzie przypomnieniem sprawy, której mimo upływu lat wciąż nie udało się rozwiązać.
Godzina, która wydarzy się dwa razy
Zasada jest prosta. W ostatnią niedzielę października kończy się czas letni środkowoeuropejski (CEST), a zaczyna czas środkowoeuropejski (CET), potocznie nazywany zimowym. O godzinie 3.00 cofamy zegarki na 2.00. W praktyce oznacza to, że noc z soboty na niedzielę będzie trwała godzinę dłużej, a doba kalendarzowa 25 października będzie miała 25 godzin.
Nie wszystkie urządzenia wymagają ręcznej korekty. Smartfony, komputery i większość współczesnych urządzeń połączonych z siecią powinny przestawić się automatycznie. Trzeba jednak pamiętać o tradycyjnych zegarach, niektórych urządzeniach gospodarstwa domowego czy starszych systemach elektronicznych.
Zmiana czasu wpływa również na sposób odczuwania długości dnia. W niedzielę słońce będzie zachodziło według wskazań zegara mniej więcej godzinę wcześniej niż dzień przed zmianą, choć sam ruch Ziemi i rzeczywista długość dnia pozostaną oczywiście niezmienione. Zyskamy jaśniejsze poranki kosztem wcześniejszego zapadania wieczornego mroku.
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego oznacza to powrót do dobrze znanego jesienno-zimowego krajobrazu. Coraz krótsze popołudnia, ciemniejsze ulice podczas powrotów z pracy i szkoły, spacery nad Pilicą, które trzeba będzie planować nieco wcześniej. Nie zmienia się natura, lecz sposób, w jaki odczytujemy jej rytm.
Bruksela rozpisała zmiany aż do 2031 roku
Najciekawsza informacja tegorocznej jesieni nie dotyczy jednak samego przestawiania zegarków. Komisja Europejska opublikowała 18 marca 2026 roku oficjalny harmonogram zmian czasu na kolejnych pięć lat, obejmujący okres od 2027 do 2031 roku.
Dokument oznaczony numerem C/2026/1660 został ogłoszony w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej i wskazuje konkretne daty rozpoczynania oraz kończenia czasu letniego. Wynikają one z dyrektywy 2000/84/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 19 stycznia 2001 roku.
Zgodnie z harmonogramem zegarki będziemy przestawiać w następujących terminach:
| Rok | Początek czasu letniego | Powrót do czasu zimowego |
|---|---|---|
| 2027 | 28 marca | 31 października |
| 2028 | 26 marca | 29 października |
| 2029 | 25 marca | 28 października |
| 2030 | 31 marca | 27 października |
| 2031 | 30 marca | 26 października |
Nie oznacza to, że Unia Europejska podjęła nową polityczną decyzję o utrzymaniu zmian czasu przez następne pięć lat. Harmonogram stanowi wykonanie obecnie obowiązujących przepisów. Gdyby państwa członkowskie porozumiały się w sprawie zniesienia sezonowego przestawiania zegarków, prawo mogłoby zostać zmienione.
Na razie jednak takiego porozumienia nie ma.
Co istotne, również polski rząd przygotowuje nowe przepisy. W wykazie prac legislacyjnych pojawił się projekt rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów dotyczącego wprowadzania i odwoływania czasu letniego w latach 2027–2031. Obecnie obowiązujące polskie rozporządzenie z 4 marca 2022 roku obejmuje bowiem jedynie lata 2022–2026.
Osiem lat obietnic. I ani jednej rozstrzygającej decyzji
Historia prób likwidacji zmian czasu w Unii Europejskiej przypomina serial, którego scenarzyści od dawna nie mają pomysłu na zakończenie.
W 2018 roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję rezygnacji z dwukrotnego przestawiania zegarków. Wcześniej przeprowadzono konsultacje społeczne, które przyniosły wyjątkowo jednoznaczny rezultat. Spośród 4,6 miliona uczestników aż 84 procent opowiedziało się za zakończeniem sezonowych zmian czasu.
Wynik robił wrażenie. Trzeba jednak pamiętać, że były to dobrowolne konsultacje internetowe, a nie reprezentatywny sondaż wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej.
W 2019 roku Parlament Europejski poparł projekt zniesienia zmian czasu. Wydawało się wówczas, że sprawa zmierza do szczęśliwego finału. Jednak propozycja utknęła w Radzie Unii Europejskiej, gdzie konieczne jest uzgodnienie stanowisk państw członkowskich.
Problem okazał się bardziej złożony niż samo przestawianie zegarków. Poszczególne kraje musiałyby zdecydować, czy chcą na stałe pozostać przy czasie letnim, czy standardowym, a następnie skoordynować te wybory z sąsiadami. Bez takiego porozumienia Europa mogłaby stać się mozaiką stref czasowych utrudniającą transport, handel i funkcjonowanie wspólnego rynku.
Do sprawy powróciła polska prezydencja w Radzie UE w pierwszej połowie 2025 roku, podejmując rozmowy techniczne z państwami członkowskimi. Nie doprowadziły one jednak do przełomu.
Według informacji Rady UE, aktualnych w sierpniu 2026 roku, nie zapadła ostateczna decyzja i nie określono terminu jej podjęcia.
Osiem lat po rozpoczęciu wielkiej europejskiej dyskusji pozostajemy więc dokładnie tam, gdzie byliśmy. Dwa razy w roku przestawiamy zegarki, chociaż sam sens tej operacji coraz częściej jest kwestionowany.
Organizm nie ma przycisku „przestaw zegar”
Zwolennicy zmian czasu przez dziesięciolecia przekonywali, że pozwalają one lepiej wykorzystywać naturalne światło i oszczędzać energię. Argument ten nabrał szczególnego znaczenia w XX wieku, zwłaszcza podczas wojen i kryzysów energetycznych. Współczesny świat wygląda jednak zupełnie inaczej. Oświetlenie stanowi dziś tylko część zapotrzebowania na energię, a klimatyzacja, ogrzewanie, przemysł i całodobowa gospodarka sprawiają, że bilans korzyści jest znacznie bardziej skomplikowany.
Coraz więcej uwagi poświęca się natomiast skutkom zdrowotnym przestawiania zegarków. Problem polega na tym, że ludzki organizm nie funkcjonuje według urzędowych rozporządzeń. Nasz wewnętrzny zegar biologiczny jest zsynchronizowany z rytmem światła i ciemności, regulując sen, czuwanie, temperaturę ciała, wydzielanie hormonów oraz szereg procesów metabolicznych.
Eksperci z Amerykańskiej Akademii Medycyny Snu (American Academy of Sleep Medicine) wskazują, że sezonowe zmiany czasu mogą zakłócać rytm dobowy. Szczególnie niekorzystne konsekwencje wiążą się z wiosennym przesunięciem zegarków o godzinę do przodu, kiedy tracimy część nocnego odpoczynku. Badacze zwracają uwagę na związki tego przejścia ze zwiększonym ryzykiem niektórych zdarzeń sercowo-naczyniowych, zaburzeń nastroju i wypadków komunikacyjnych.
Jesienne cofnięcie zegarków jest zazwyczaj łagodniejsze, ponieważ pozwala na dodatkową godzinę snu. Nie oznacza to jednak, że dla wszystkich pozostaje obojętne. Osoby pracujące w systemie zmianowym, dzieci przyzwyczajone do określonych godzin zasypiania czy ludzie z zaburzeniami snu mogą potrzebować czasu, aby dostosować się do nowego rozkładu dnia.
Naukowcy zajmujący się medycyną snu coraz częściej opowiadają się za pozostawieniem czasu standardowego przez cały rok. Ich argumentacja opiera się przede wszystkim na znaczeniu porannego światła dla prawidłowego funkcjonowania rytmu biologicznego. Dla wielu osób bardziej atrakcyjna wydaje się jednak wizja stałego czasu letniego, zapewniającego dłuższe, jasne popołudnia.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się kolejny spór. Bo to, co przyjemne dla naszego życia towarzyskiego, nie zawsze musi być najkorzystniejsze dla zdrowia.
Godzina więcej w pracy. Co z transportem i nocnymi zmianami?
Zmiana czasu nie jest wyłącznie sprawą zegarka stojącego na nocnym stoliku. Jej konsekwencje odczuwają również przedsiębiorstwa, instytucje publiczne i pracownicy.
W nocy z 24 na 25 października szczególne znaczenie będzie miała organizacja pracy w zakładach funkcjonujących przez całą dobę. Dotyczy to między innymi szpitali, placówek opiekuńczych, zakładów produkcyjnych, firm ochroniarskich, transportu i służb ratowniczych.
Pracownik, którego zmiana obejmuje moment cofnięcia zegarów, może faktycznie przepracować godzinę dłużej, niż wynikałoby to z prostego odczytu godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Rodzi to obowiązek prawidłowego rozliczenia rzeczywistego czasu pracy, z uwzględnieniem zasad dotyczących norm czasu pracy, wynagrodzenia i ewentualnych nadgodzin.
Nie można jednak automatycznie przyjmować, że każda dodatkowa godzina wynikająca z jesiennej zmiany czasu jest w każdym przypadku godziną nadliczbową. Jej kwalifikacja zależy od obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy oraz okoliczności konkretnej zmiany.
Problemy mogą pojawiać się również w transporcie kolejowym i autobusowym. Rozkłady jazdy muszą uwzględniać fakt, że pewien przedział czasu wystąpi dwukrotnie. Systemy informatyczne obsługujące rezerwacje, płatności, monitoring czy rejestrowanie zdarzeń również powinny poprawnie odróżniać oba przedziały między godziną drugą a trzecią.
Dla mieszkańców powiatu tomaszowskiego, korzystających z połączeń dalekobieżnych czy rozpoczynających pracę wcześnie rano, najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie sprawdzenie aktualnego rozkładu jazdy bezpośrednio u przewoźnika.
Czy naprawdę oszczędzamy energię?
To pytanie powraca przy każdej kolejnej zmianie czasu. Historycznie odpowiedź wydawała się oczywista. Przesunięcie aktywności ludzi na jaśniejszą część dnia miało ograniczać zużycie energii potrzebnej do oświetlania domów, biur i fabryk.
Dziś sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Korzyści energetyczne są zależne od położenia geograficznego, klimatu, stylu życia społeczeństwa i struktury zużycia energii. Potencjalne oszczędności na oświetleniu mogą być częściowo równoważone przez inne potrzeby energetyczne.
Nie ma więc podstaw, by bez dodatkowych zastrzeżeń twierdzić, że każda zmiana czasu przynosi gospodarce wymierne korzyści. Nie oznacza to również, że w każdym państwie bilans musi być ujemny.
Do rachunku należałoby dopisać koszty organizacyjne, aktualizację systemów informatycznych, dostosowanie rozkładów jazdy i planowania pracy. To wydatki mniej widowiskowe niż rachunek za prąd, ale jak najbardziej realne.
W tym sensie dyskusja o zmianie czasu jest także dyskusją o efektywności państwa. O tym, czy instytucje powinny podtrzymywać rozwiązania, których pierwotne uzasadnienie straciło część znaczenia, tylko dlatego, że przez lata zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić.
Czas zimowy czy letni? Oto prawdziwy problem
Samo zniesienie przestawiania zegarków nie rozwiązuje jeszcze wszystkich dylematów. Europa musi bowiem odpowiedzieć na pytanie znacznie ważniejsze: przy którym czasie pozostać?
Stały czas letni oznaczałby jaśniejsze wieczory przez większą część roku, ale zimą słońce wschodziłoby według zegara później. W okresie najkrótszych dni dzieci mogłyby rozpoczynać zajęcia szkolne jeszcze przed świtem, a wielu pracowników wyruszałoby do pracy w głębokich ciemnościach.
Stały czas standardowy, czyli potocznie zimowy, byłby lepiej dostosowany do naturalnego rytmu dnia i nocy, ale latem oznaczałby wcześniejsze wschody i zachody słońca według wskazań zegara. Część wieczornego światła, szczególnie cenionego przez osoby aktywne po pracy, zostałaby przesunięta na bardzo wczesne godziny poranne.
Nie sposób też pominąć różnic geograficznych. Potrzeby mieszkańców Hiszpanii, Polski czy Finlandii nie są identyczne. Inaczej wygląda doba słoneczna na północy Europy, inaczej nad Morzem Śródziemnym.
Dodatkowo sąsiednie państwa powinny uzgadniać swoje decyzje, aby nie tworzyć niepotrzebnych barier dla komunikacji i gospodarki.
Być może właśnie dlatego europejska debata trwa tak długo. Łatwo zgodzić się, że przestawianie zegarków jest uciążliwe. Znacznie trudniej uzgodnić, jaki porządek powinien je zastąpić.
Co możemy zrobić, żeby łagodniej przejść na czas zimowy?
Choć tej jesieni otrzymujemy dodatkową godzinę snu, warto potraktować zmianę jako moment uporządkowania codziennego rytmu. Specjaliści od medycyny snu zalecają przede wszystkim regularność godzin zasypiania i wstawania, korzystanie z naturalnego światła w ciągu dnia oraz ograniczenie intensywnego światła i korzystania z ekranów bezpośrednio przed snem.
W niedzielę dobrze będzie wyjść na poranny spacer. Światło dzienne pomaga organizmowi dostosować zegar biologiczny do nowego rozkładu aktywności. Warto też pamiętać, że godzina dodatkowego snu nie zastąpi systematycznego wypoczynku, którego często brakuje nam w ciągu całego tygodnia.
Osoby przyjmujące leki o ściśle określonych porach, szczególnie w przypadku terapii wymagających precyzyjnych odstępów między dawkami, powinny stosować indywidualne zalecenia lekarza lub farmaceuty.
W marcu zrobimy to ponownie
Czas zimowy rozpocznie się w Polsce w niedzielę 25 października 2026 roku i potrwa do 28 marca 2027 roku. Wtedy, w ostatnią niedzielę marca, przesuniemy wskazówki w przeciwną stronę: z godziny 2.00 na 3.00. Stracimy godzinę snu, ale ponownie zyskamy jaśniejsze wieczory.
O ile oczywiście do tego czasu nie nastąpi nieoczekiwany przełom legislacyjny.
Na razie nic nie wskazuje na szybkie zakończenie wieloletniego sporu. Unijni urzędnicy opublikowali harmonogram do 2031 roku, a państwa członkowskie nadal nie wypracowały wspólnego stanowiska w sprawie przyszłości sezonowych zmian czasu.
I jest w tym coś symbolicznego. Europa, która potrafi budować skomplikowane systemy prawne, regulować międzynarodowy handel i projektować politykę gospodarczą na dziesięciolecia, od ośmiu lat nie potrafi uzgodnić, co zrobić z jedną godziną.
W niedzielny poranek większość z nas nie będzie jednak zaprzątać sobie głowy politycznymi sporami. Ktoś wypije drugą kawę, ktoś wykorzysta dodatkową godzinę na sen, a ktoś będzie musiał pozostać dłużej na nocnym dyżurze.
Zegary posłusznie wykonają swoje zadanie.
Tylko czas, jak zwykle, popłynie dalej.
Opracowanie własne NaszTomaszow.pl na podstawie materiału PAP oraz dokumentów Komisji Europejskiej, Rady UE, Parlamentu Europejskiego, polskiego rozporządzenia z 4 marca 2022 r. i stanowisk American Academy of Sleep Medicine.



Napisz komentarz
Komentarze