Przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Smardzewicach zamontowano automatyczny defibrylator zewnętrzny AED. Urządzenie zostało kupione dzięki społecznej zbiórce pieniędzy i – co szczególnie ważne – ma służyć nie tylko uczniom i pracownikom szkoły, ale również mieszkańcom Smardzewic.
Defibrylator oficjalnie zaprezentowano w piątek, 16 października, podczas Europejskiego Dnia Przywracania Czynności Serca. Tego samego dnia szkoła zamieniła się w miejsce praktycznej nauki ratowania życia.
Mundurowi pokazali dzieciom, jak ratować człowieka
Do Smardzewic przyjechali żołnierze z Powietrznej Jednostki Ewakuacji Medycznej 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, strażacy z OSP Smardzewice oraz funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim.
Nie chodziło jednak o oglądanie mundurów i sprzętu. Dzieci same ćwiczyły czynności, które kiedyś mogą okazać się ważniejsze niż niejeden szkolny sprawdzian.
Uczniowie uczyli się resuscytacji krążeniowo-oddechowej, zasad pierwszej pomocy oraz postępowania przy zadławieniu. Do ćwiczeń wykorzystywana była m.in. specjalna kamizelka treningowa. Szkolenia przygotowano również dla rodziców i mieszkańców.
– Dzieci mogły ćwiczyć resuscytację krążeniowo-oddechową, poznać zasady udzielania pierwszej pomocy oraz ćwiczyć z kamizelką do nauki postępowania w przypadku zadławienia. Takie szkolenia ratownicy przeprowadzili również dla rodziców i mieszkańców – mówiła „Tomaszowskiemu Informatorowi Tygodniowemu” Katarzyna Wosińska, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Smardzewicach.
Tego dnia oficjalnie zaprezentowano też AED kupione dzięki wcześniej prowadzonej zbiórce. Urządzenie zamontowano przy głównym wejściu do szkoły.
„Serce bije w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Smardzewicach”
Historia defibrylatora zaczęła się wcześniej.
Dyrektorka placówki Katarzyna Wosińska uruchomiła internetową zbiórkę pod znamiennym hasłem „Serce bije w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Smardzewicach”.
Cel od początku był jasno określony: szkoła chciała zdobyć urządzenie, które będzie mogło służyć nie tylko jej pracownikom czy uczniom.
„AED będzie dostępne dla każdego potrzebującego” – deklarowali organizatorzy zbiórki, podkreślając, że sprzęt ma zwiększać bezpieczeństwo całej lokalnej społeczności.
To ważne, bo w Smardzewicach nie kupiono wyłącznie samego defibrylatora.
Zbiórka zakładała stworzenie właściwie niewielkiego punktu ratowniczego. W planowanym zestawie znalazł się Philips HeartStart FRx, zewnętrzna kapsuła ochronna Rotaid z alarmem, oznaczenie informujące o obecności AED, apteczka modułowa oraz sprzęt służący do prowadzenia szkoleń z pierwszej pomocy, m.in. trenażer i kamizelka do ćwiczenia postępowania przy zadławieniach.
I właśnie ten element może być najważniejszy. Bo defibrylator na ścianie jest potrzebny. Ale jeszcze potrzebniejszy jest człowiek, który w krytycznej chwili nie będzie bał się podejść, zadzwonić pod 112, rozpocząć uciskania klatki piersiowej i sięgnąć po AED.
AED nie jest sprzętem tylko dla lekarzy
Wokół defibrylatorów wciąż funkcjonuje przekonanie, że to urządzenia przeznaczone dla ratowników medycznych albo lekarzy. Tymczasem idea publicznego dostępu do defibrylacji jest dokładnie odwrotna.
AED zostało zaprojektowane właśnie po to, żeby w nagłej sytuacji mogła skorzystać z niego także osoba bez wykształcenia medycznego.
Po uruchomieniu urządzenie wydaje polecenia głosowe i wizualne, prowadząc pomagającego przez kolejne etapy działania. Państwowa Straż Pożarna podkreśla, że defibrylatory AED mogą być obsługiwane przez osoby bez przygotowania medycznego.
I tu zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem.
Przy nagłym zatrzymaniu krążenia samo wezwanie karetki może nie wystarczyć. Zanim zespół ratownictwa medycznego dotrze na miejsce, mijają kolejne minuty. Dlatego tak ważne są natychmiast rozpoczęte uciski klatki piersiowej oraz szybkie użycie dostępnego AED.
Komenda Główna PSP wskazuje, że skuteczność bardzo wczesnej defibrylacji może być niezwykle wysoka, natomiast wraz z każdą kolejną minutą opóźnienia szanse na przywrócenie prawidłowego rytmu serca wyraźnie spadają.
W takich chwilach różnica pomiędzy defibrylatorem oddalonym o kilkaset metrów a urządzeniem znajdującym się na budynku obok może oznaczać coś znacznie więcej niż kilka minut.
Może oznaczać różnicę pomiędzy życiem a śmiercią.
Smardzewice razem z ponad 200 tysiącami osób
Data prezentacji urządzenia również nie była przypadkowa.
16 października obchodzony jest Europejski Dzień Przywracania Czynności Serca. W całym kraju odbywały się wówczas szkolenia oraz organizowana przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy próba bicia Rekordu w Pierwszej Pomocy.
Tegoroczna skala akcji była imponująca.
Według danych WOŚP w jednoczesnej nauce i prowadzeniu RKO uczestniczyło 203 487 osób z 1688 instytucji, a ćwiczenia wykonywano na 10 002 fantomach. Program „Ratujemy i Uczymy Ratować” prowadzony jest przez Fundację WOŚP od 2006 roku, a podstawowe zasady pierwszej pomocy poznały dzięki niemu już ponad trzy miliony dzieci.
Smardzewice dołożyły do tej wielkiej liczby swoją część. Ale tutaj ogólnopolska akcja otrzymała dodatkowy, bardzo konkretny wymiar: po zakończeniu ćwiczeń AED nie zniknęło razem z fantomami i prowadzącymi zajęcia.
Zostało na miejscu.
Pomóc może zwykły przechodzień
Polskie prawo nie wymaga od przypadkowego świadka wypadku wiedzy lekarza czy ratownika. Wymaga jednak reakcji.
Zgodnie z art. 162 § 1 Kodeksu karnego, osoba, która nie udziela pomocy człowiekowi znajdującemu się w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, mimo że może zrobić to bez narażania siebie lub innych, może podlegać karze pozbawienia wolności do trzech lat.
Ministerstwo Zdrowia przypomina jednocześnie o podstawowej zasadzie: kiedy widzimy osobę w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, należy niezwłocznie powiadomić służby pod numerem 112 lub 999 i – w granicach swoich możliwości – rozpocząć udzielanie pierwszej pomocy.
AED właśnie w takiej sytuacji ma pomagać zwykłemu człowiekowi.
Nie trzeba samodzielnie rozpoznawać rodzaju zaburzenia rytmu serca. Nie trzeba być kardiologiem. Trzeba uruchomić urządzenie i wykonywać wydawane przez nie polecenia.
Największym przeciwnikiem bywa wtedy nie brak medycznego wykształcenia, lecz strach.
Oby nigdy nie był potrzebny
Nowy defibrylator w Smardzewicach można potraktować jak kolejny element wyposażenia budynku. Zielona kapsuła, urządzenie, kilka elektrod.
Byłoby to jednak ogromne uproszczenie.
Za tym niewielkim sprzętem stoją ludzie, którzy wpłacali pieniądze, udostępniali zbiórkę, organizowali przedsięwzięcie, szkolili dzieci i poświęcili swój czas. W efekcie przy szkole znalazło się urządzenie, z którego w dramatycznym momencie będzie mógł skorzystać ktoś idący ulicą, rodzic odbierający dziecko, nauczyciel, sąsiad czy przypadkowy świadek zdarzenia.
To jeden z tych zakupów, przy których można życzyć tylko jednego:
oby przez wiele lat wisiał nieużywany.
Ale jeśli któregoś dnia ktoś będzie musiał rozbić ciszę alarmem kapsuły i sięgnąć po AED, mieszkańcy Smardzewic będą mieli coś, czego w przypadku nagłego zatrzymania krążenia kupić już się nie da.
Czas.



Napisz komentarz
Komentarze