6 listopada o godz. 17.00 na Zamku w Inowłodzu odbędzie się prezentacja publikacji „Bitwa o Inowłódz. Wielka Wojna nad Pilicą 1914–1918” oraz spotkanie z jej autorem. Wydawcą książki jest Towarzystwo Fortyfikacyjne „Linia Pilicy”. Termin potwierdzają zarówno lokalne zapowiedzi, jak i kalendarz „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego”.
Wojna przyszła nad Pilicę
Żeby zrozumieć znaczenie Inowłodza, trzeba cofnąć się do końca bitwy łódzkiej. W grudniu 1914 roku wycofujące się oddziały rosyjskie oparły swoją obronę między innymi o Pilicę. Niemiecka 9 Armia nacierała od strony Tomaszowa. Niewielki Inowłódz znalazł się w miejscu o znaczeniu znacznie większym, niż wynikałoby to z jego rozmiarów: przy przeprawie przez rzekę i na styku dwóch rosyjskich frontów.
Dr Paweł Budziński pisał, że gdyby Niemcom udało się przebić przez Inowłódz w stronę Opoczna, mogliby wymusić dalszy odwrót rosyjskiej 4 Armii. Gdyby z kolei Rosjanie przełamali front i ruszyli w stronę Rzeczycy, zagrożona zostałaby prawa flanka niemieckiej 9 Armii, która musiałaby cofać się w stronę Tomaszowa Mazowieckiego. Pilica nie była więc tylko rzeką. Stała się linią, od której zależało położenie całych armii.
Boże Narodzenie w huku armat
Za początek właściwej bitwy o Inowłódz Budziński uznaje 23 grudnia 1914 roku. Nad ranem rosyjski batalion 71. Bielewskiego Pułku Piechoty zaatakował niemieckie pozycje i zdołał uchwycić przyczółek na lewym brzegu Pilicy. Niemcy sprowadzili jednak posiłki ze Spały i dzięki przewadze artylerii odzyskali utracony teren.
Dzień później Rosjanie zaatakowali ponownie. Jednym z najważniejszych punktów niemieckiej obrony był kościół św. Idziego, nazywany przez żołnierzy „małą twierdzą”. Walki trwały także w okresie świąt Bożego Narodzenia. Dochodziło do nocnych starć i ataków na bagnety, a od 25 grudnia Inowłódz znajdował się pod coraz intensywniejszym ostrzałem rosyjskiej artylerii.
To nie była wojna oglądana gdzieś na horyzoncie. Front przechodził przez miejscowość.
Władze Inowłodza w historycznym opracowaniu przypominają, że mieszkańcy, którzy nie zdążyli uciec, chronili się całymi dniami w piwnicach i prowizorycznych schronieniach. Niemcy podejrzewali miejscową ludność o przekazywanie informacji Rosjanom. Ostatecznie mieszkańców wyprowadzono do Tomaszowa. Kiedy po miesiącach zaczęli wracać, zastali w dużej części ruiny.
Ponad półtora tysiąca poległych
Skala walk robi wrażenie nawet po ponad stu latach. Paweł Budziński szacuje, że w walkach pod Inowłodzem poległo ponad 1500 żołnierzy. Ich groby znalazły się później na cmentarzach wojennych między innymi w Inowłodzu, Królowej Woli, Teofilowie, Żądłowicach, Spale i Tomaszowie Mazowieckim.
Jest w tej historii jeszcze jeden szczególnie gorzki rozdział.
W mundurach walczących armii znajdowali się Polacy. Jedni służyli w rosyjskiej 18. Dywizji Piechoty, inni w pruskich batalionach landszturmu, werbowanych między innymi w Wielkopolsce i na Śląsku. Nad Pilicą ludzie mówiący tym samym językiem mogli więc strzelać do siebie w imieniu cara i cesarza. Budziński określa te walki wprost jako bratobójcze.
To jeden z tych paradoksów Wielkiej Wojny, o których w polskiej pamięci mówi się znacznie rzadziej niż o późniejszej walce o niepodległość.
„Rzucając miastem z rąk do rąk”
Katastrofa Inowłodza znalazła później swoje miejsce również w literaturze.
Julian Tuwim znał miejscowość doskonale. Inowłódz zajmuje ważne miejsce w jego „Kwiatach polskich”, poemacie będącym mieszaniną wspomnienia, nostalgii, historii i mitu utraconej ojczyzny. Wolne Lektury wskazują wprost Łódź i Inowłódz jako jedne z podstawowych przestrzeni utworu.
Opisując wojenny kataklizm, poeta pisał:
„Artyleryjski ogień walił / Rzucając miastem z rąk do rąk”.
Trudno o bardziej lapidarny obraz tego, czym stał się Inowłódz w ostatnich dniach 1914 roku.
Nie było już sielankowego letniska nad Pilicą. Były leje po pociskach, płonące domy, rozbite przeprawy, prowizoryczne pozycje strzeleckie i ciała żołnierzy pozostające po nocnych szturmach.
Inżynier, który od lat szuka śladów wojny
Paweł Andrzej Budziński nie jest historykiem akademickim z wykształcenia. Jest doktorem nauk technicznych i absolwentem Politechniki Warszawskiej, ale od wielu lat zajmuje się historią rodzinnego regionu opoczyńskiego oraz opieką nad miejscami pamięci i cmentarzami wojennymi. Jest autorem licznych tekstów regionalnych oraz obszernej monografii „Wielka Wojna 1914–1918 w regionie opoczyńskim”.
Drugie, uzupełnione wydanie tej książki z 2021 roku liczy 479 stron i zawiera fotografie, mapy oraz obszerną bibliografię. Osobne rozdziały poświęcono między innymi bitwie o Inowłódz oraz wojnie pozycyjnej prowadzonej tutaj od stycznia do maja 1915 roku.
Nowa publikacja skupiona już bezpośrednio na Inowłodzu może więc być próbą zebrania w jednym miejscu wiedzy, którą autor gromadził przez wiele lat.
Na razie pozostaje jednak najciekawsze pytanie: co znajdziemy w niej nowego? Czy pojawiły się niepublikowane wcześniej dokumenty, fotografie albo mapy? Czy autorowi udało się ustalić nazwiska kolejnych poległych? Czy istnieją jeszcze relacje mieszkańców, które pozwalają spojrzeć na bitwę nie z perspektywy sztabów i pułków, lecz ludzi ukrywających się w piwnicach własnych domów?
O to warto zapytać autora 6 listopada.
Historia wciąż leży nad Pilicą
Ślady tamtej wojny nie zniknęły całkowicie. Są na cmentarzach, w lesie, w dawnych liniach umocnień, w dokumentach i fotografiach. Są również w krajobrazie, który dzisiaj wydaje się spokojny i niemal pocztówkowy.
I może właśnie dlatego historia bitwy o Inowłódz działa tak mocno.
Bo wystarczy zdjąć z tego krajobrazu współczesną warstwę, cofnąć zegar o 112 lat i wyobrazić sobie, że w miejscu, gdzie dziś spacerują turyści, biegną żołnierze. Że nad Pilicą zamiast kajaków są pontony wojskowe. Że ze wzgórza św. Idziego obserwuje się ruchy przeciwnika, a Tomaszów nie jest pobliskim miastem, lecz miejscem, do którego prowadzi się wypędzonych mieszkańców.
6 listopada o godz. 17.00 na Zamku w Inowłodzu historia ta powróci za sprawą książki „Bitwa o Inowłódz. Wielka Wojna nad Pilicą 1914–1918” i spotkania z dr. Pawłem Andrzejem Budzińskim.



Napisz komentarz
Komentarze