Szanowni Państwo!
Przez ostatnie tygodnie obserwujemy próbę zastąpienia argumentów prawnych kampanią oskarżeń, insynuacji i pomówień prowadzoną przez odwołany Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik”.
Nie zamierzam uczestniczyć w spirali wzajemnych oskarżeń i emocjonalnych polemik. Od rozstrzygania sporów są sądy, a nie enuncjacje medialne, publikowane przez osoby zainteresowane utrzymaniem dotychczasowego stanu rzeczy. Jestem spokojny zarówno o ocenę własnych działań przez niezależny wymiar sprawiedliwości, jak i o ocenę działań osób, które dziś publicznie zarzucają mi bezprawne postępowanie bez przedstawienia jakichkolwiek prawomocnych rozstrzygnięć potwierdzających te twierdzenia.
W państwie prawa odpowiedzialność ponosi się nie tylko za własne czyny, ale również za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Jestem przekonany, że wszystkie formułowane publicznie zarzuty zostaną zweryfikowane przez właściwe organy, a osoby świadomie naruszające cudze dobra osobiste poniosą przewidziane prawem konsekwencje.
Szczególnie przykra jest dla mnie sytuacja pracowników Spółdzielni, którzy znaleźli się dziś w centrum konfliktu wywołanego przez nieustępliwą postawę odwołanego Zarządu. Wielu z nich od lat rzetelnie wykonuje swoje obowiązki i nie powinno być stawianych przed koniecznością wyboru pomiędzy lojalnością wobec osób sprawujących dotychczas władzę a poszanowaniem demokratycznej decyzji podjętej przez większość członków Spółdzielni.
To właśnie odwołany Zarząd, odmawiając uznania skutków uchwał Walnego Zgromadzenia, stawia pracowników w niezwykle trudnej sytuacji organizacyjnej i prawnej. Pracownicy nie powinni być wykorzystywani jako narzędzie prowadzenia sporu ani angażowani w działania mające na celu utrzymywanie stanu, który został zakwestionowany przez członków Spółdzielni.
Jednocześnie należy pamiętać, że odpowiedzialność za podejmowane decyzje ma charakter indywidualny. Każda osoba działająca w imieniu Spółdzielni powinna mieć świadomość konsekwencji wynikających z podejmowanych działań i dochować należytej staranności przy wykonywaniu swoich obowiązków. Presja, dezinformacja czy fałszywe poczucie ochrony ze strony osób pełniących funkcje nie zwalniają z odpowiedzialności za własne decyzje.
Moim celem nie jest konflikt z pracownikami. Przeciwnie, zależy mi na jak najszybszym przywróceniu normalnego funkcjonowania Spółdzielni, zapewnieniu stabilności zatrudnienia oraz stworzeniu warunków, w których pracownicy będą mogli wykonywać swoją pracę bez nacisków, podziałów i niepewności.
Obecna sytuacja w Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” przypomina przypadek pacjenta, którego zgon został stwierdzony przez lekarza, odpowiednio udokumentowany i potwierdzony wszystkimi wymaganymi dokumentami. Sporządzono kartę zgonu, zakończono procedury medyczne, a sam fakt śmierci nie budzi żadnych wątpliwości. Mimo tego dyrektor szpitala odmawia przyjęcia rzeczywistości do wiadomości i twierdzi, że pacjent nadal żyje, ponieważ informacja o zgonie nie została jeszcze odnotowana w systemie PESEL.
Trudno wyobrazić sobie bardziej absurdalną sytuację. Pacjent nie odzyskuje życia dlatego, że urzędnik nie zdążył dokonać odpowiedniego wpisu. Rzeczywistość nie zmienia się pod wpływem rejestru. To rejestr ma odzwierciedlać rzeczywistość, a nie rzeczywistość podporządkowywać się rejestrowi.
Gdyby przyjąć logikę prezentowaną przez osoby kwestionujące decyzje Walnego Zgromadzenia, należałoby uznać, że żadne zdarzenie prawne nie wywołuje skutków, dopóki nie zostanie odnotowane w odpowiedniej bazie danych. Byłoby to całkowite zaprzeczenie podstawowych zasad państwa prawa.
Idąc dalej tym porównaniem, szczególny niepokój budziłaby sytuacja, w której po stwierdzeniu zgonu część osób nadal zajmowałaby pokój zmarłego pacjenta, wydawała polecenia personelowi, podpisywała dokumenty w jego imieniu oraz rozporządzała jego majątkiem, twierdząc, że jest do tego uprawniona wyłącznie dlatego, że nie nastąpiła jeszcze aktualizacja rejestru.
Jeszcze większe zdumienie wywołałoby jednak to, gdyby osoby te nadal pobierały należne pacjentowi świadczenia, korzystały z jego środków finansowych lub podejmowały decyzje dotyczące jego majątku, tłumacząc swoje działania wyłącznie brakiem odpowiedniego wpisu w urzędowych bazach danych.
Właśnie dlatego tak istotne jest odróżnienie faktu od jego ewidencji. Fakt wyboru nowych władz Spółdzielni nastąpił 5 i 9 września 2026 r. Został udokumentowany uchwałami, protokołami oraz wolą członków Spółdzielni wyrażoną w demokratycznym głosowaniu. Postępowanie przed Krajowym Rejestrem Sądowym ma odzwierciedlić zaistniały stan prawny, a nie go stworzyć.
Demokracja w spółdzielni polega na tym, że najwyższą władzę sprawują jej członkowie. Jeżeli ich decyzje zostały podjęte zgodnie z obowiązującą procedurą, nie przestają obowiązywać tylko dlatego, że są niewygodne dla osób, których dotyczą. W przeciwnym razie każdy odwołany zarząd mógłby bez końca twierdzić, że nadal sprawuje władzę, a demokratyczne decyzje członków byłyby pozbawione jakiegokolwiek znaczenia.
Wola członków Spółdzielni została wyrażona jasno i jednoznacznie. Nie może zostać unieważniona przez brak akceptacji ze strony osób odwołanych, przez mnożenie przeszkód proceduralnych, kampanię dezinformacji czy próby zastraszania pracowników.
Państwo prawa nie może funkcjonować według zasady, że rzeczywistość zaczyna istnieć dopiero po wpisaniu jej do rejestru. Rejestry mają odzwierciedlać rzeczywistość prawną, a nie zastępować wolę ludzi, którzy zgodnie z prawem podjęli określone decyzje.
dr Jakub Pietkiewicz
Prezes Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” w Tomaszowie Mazowieckim



Napisz komentarz
Komentarze