The Clash – „London Calling”. Kiedy punk przestał krzyczeć, a zaczął opowiadać o świecie
Są płyty, które powstają z buntu. Są takie, które rodzą się z rozczarowania. I wreszcie są albumy nagrywane w chwili, gdy świat zaczyna przypominać dom, którego fundamenty właśnie pękają, a mieszkańcy zamiast uciekać, włączają radio, próbując zagłuszyć odgłos nadciągającej katastrofy. „London Calling” The Clash należy do tej ostatniej kategorii. To dziewiętnaście utworów, w których punk spotyka reggae, rockabilly flirtuje z jazzem, a polityczny gniew ustępuje czasami miejsca intymnej opowieści o samotności. Joe Strummer, Mick Jones, Paul Simonon i Topper Headon stworzyli album będący kroniką rozpadającej się epoki, ale jednocześnie pełen życia, humoru i niepohamowanej radości odkrywania nowych dźwięków. Zaczyna się jak ostrzeżenie przed końcem świata, a kończy wyznaniem człowieka proszącego, żeby ktoś przy nim pozostał. I właśnie pomiędzy tymi momentami mieści się cała jego wielkość.
Dzisiaj, 15:17