Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 października 2026 23:31
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Sprawdź, jak ten album zmienił pop lat 90. i głos kobiet.

Alanis Morissette – „Jagged Little Pill”. Dziewczyna, która przestała przepraszać za własny gniew

W 1995 roku świat muzyki popularnej usłyszał głos, którego nie sposób było pomylić z żadnym innym. Chwilami brzmiał jak krzyk zranionego zwierzęcia, innym razem jak szept dziewczyny piszącej pamiętnik przy zgaszonym świetle. Potrafił uwodzić, drażnić, wzruszać i prowokować. Należał do dwudziestojednoletniej Kanadyjki, która nie zamierzała już być grzeczną dziewczynką z telewizyjnego programu ani kolejną śliczną twarzą popowego przemysłu. Alanis Morissette wydała „Jagged Little Pill” — płytę przypominającą emocjonalny koktajl Mołotowa, rzucony w świat starannie wyprodukowanych uśmiechów, romantycznych banałów i udawanej kobiecej pokory. Ponad trzy dekady później ten album wciąż potrafi skaleczyć. I chyba właśnie dlatego pozostaje tak niezwykły.

Kiedy świat potrzebował kogoś, kto powie: mam dość

Przenieśmy się na chwilę do połowy lat dziewięćdziesiątych. Kurt Cobain nie żyje od ponad roku. Grunge stracił swojego najbardziej tragicznego bohatera, ale pozostawił po sobie przekonanie, że muzyka popularna nie musi być piękna, żeby była prawdziwa. Radio żyje własnym życiem. Z jednej strony rozbrzmiewają Oasis i Blur, z drugiej R.E.M., Pearl Jam, Radiohead, The Cranberries i Garbage. Madonna, Mariah Carey oraz Whitney Houston nadal przypominają, jak ogromną siłę ma popowa perfekcja.

Kobiety oczywiście od dawna nie są w rocku jedynie dekoracją. Patti Smith, Chrissie Hynde, Sinéad O'Connor, PJ Harvey, Tori Amos i Liz Phair zdążyły już napisać ważne rozdziały historii niezależności artystycznej. Ale Morissette robi coś szczególnego. Przenosi emocjonalną bezkompromisowość muzyki alternatywnej w sam środek światowego mainstreamu. Nie musi ukrywać gniewu w metaforach. Nie musi przekształcać bolesnych doświadczeń w eleganckie ballady o złamanych sercach. Nie musi też udawać, że po zakończeniu związku życzy byłemu partnerowi szczęścia, spełnienia i wszelkiej pomyślności.

Przeciwnie. Jest wściekła. Jest zazdrosna. Czuje się zdradzona, wykorzystana, niedoceniona. A przede wszystkim nie widzi powodu, żeby tych emocji się wstydzić. „Jagged Little Pill” ukazuje się 13 czerwca 1995 roku i staje się jednym z najważniejszych albumów dekady. W lutym 1996 roku zdobywa Grammy za Album Roku, pokonując między innymi „Daydream” Mariah Carey, „HIStory” Michaela Jacksona i „Vitalogy” Pearl Jam. To nie tylko triumf komercyjny. To sygnał, że coś zmieniło się w społecznej wyobraźni. Nagle miliony słuchaczy chcą usłyszeć piosenki, w których nie ma idealnych miłości, nieskazitelnych ludzi ani łatwych odpowiedzi. Jest za to człowiek ze wszystkimi swoimi pęknięciami.

Od plastikowego popu do rockowej spowiedzi

Historia narodzin „Jagged Little Pill” przypomina scenariusz filmu o artystce odzyskującej własny głos. Zanim świat poznał Alanis Morissette jako rozgniewaną bohaterkę rocka alternatywnego, była już znaną w Kanadzie młodą piosenkarką. Jej wcześniejsze albumy, „Alanis” z 1991 roku i „Now Is the Time” z 1992 roku, należały do zupełnie innego świata. Dominował w nich taneczny pop, modna produkcja i wizerunek dostosowany do oczekiwań rynku. Można powiedzieć, że była to muzyka, która chciała się wszystkim podobać.

„Jagged Little Pill” chciało przede wszystkim coś powiedzieć.Przełom nastąpił dzięki spotkaniu z producentem i kompozytorem Glenem Ballardem, wcześniej współpracującym między innymi z Michaelem Jacksonem i Paulą Abdul. Ich współpraca okazała się jednym z najbardziej owocnych twórczych porozumień lat dziewięćdziesiątych. Morissette przynosiła emocje, doświadczenia i słowa, które nie zawsze dawały się zamknąć w tradycyjnych ramach radiowego przeboju. Ballard dostarczał melodie, aranżacje i produkcyjną dyscyplinę

Wspólnie znaleźli formułę niemal idealną: rockową szczerość połączoną z popową komunikatywnością. To trochę tak, jakby PJ Harvey zgodziła się na chwilę zamieszkać w świecie Fleetwood Mac, a Tori Amos postanowiła zamienić fortepian na gitarowe wzmacniacze. Rezultat nie przypominał jednak prostego połączenia stylów. Był nową muzyczną osobowością.

Jednym z powodów sukcesu albumu była jego niezwykła dwoistość. Produkcja Ballarda pozostawała dopracowana, chwilami wręcz radiowo elegancka. Ale głos Alanis zachowywał szorstkość, gwałtowność i pewien rodzaj emocjonalnego nieporządku. Słychać to już w pierwszych minutach. I słychać do samego końca.

„All I Really Want”. Gdy dziewczyna zaczyna przesłuchanie świata

Album rozpoczyna „All I Really Want”, utwór, który znakomicie przedstawia artystyczną osobowość Morissette. Od pierwszych chwil mamy do czynienia z muzyką niespokojną, lekko nerwową, napędzaną charakterystycznym rytmem i gitarową energią. Pojawia się harmonijka ustna, ale nie brzmi tutaj jak nostalgiczne wspomnienie Boba Dylana. Raczej jak nerwowy sygnał ostrzegawczy. Morissette śpiewa, zadaje pytania, przyspiesza, zwalnia, zmienia intonację. 

Jej głos chwilami porusza się tak, jakby nie zamierzał podporządkować się muzycznej dyscyplinie. Słuchając tej kompozycji, myślę o postaci Elizabeth Bennet z „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen, gdyby nagle przeniesiono ją do Los Angeles lat dziewięćdziesiątych, dano mikrofon i pozwolono powiedzieć wszystko, co naprawdę myśli o świecie. Jest tutaj ironia, inteligencja, irytacja i pragnienie autentycznej rozmowy. Bo „All I Really Want” wbrew swojej agresywnej powierzchni nie jest zwyczajnym buntem przeciwko wszystkiemu. To przede wszystkim wołanie o zrozumienie.

Morissette nie domaga się luksusu, pieniędzy ani wielkich romantycznych gestów. Pragnie intelektualnej bliskości, uczciwości i człowieka, z którym można prowadzić prawdziwy dialog. W świecie, w którym coraz więcej ludzi mówi, a coraz mniej słucha, utwór ten brzmi dzisiaj niemal proroczo. Peter Kane z brytyjskiego magazynu Q dostrzegł w młodej artystce niezwykłe połączenie wrażliwości Tori Amos z temperamentem Liz Phair. W recenzji albumu pisał:

„She really is a bit special.”

Czyli: „Ona naprawdę jest kimś wyjątkowym”. Trudno o trafniejsze rozpoznanie. Już pierwszy utwór pokazuje bowiem, że nie mamy do czynienia z kolejną wykonawczynią starannie napisanych piosenek. Mamy do czynienia z osobowością, która nie potrafi pozostać obojętna.

„You Oughta Know”. Cztery minuty, które wywróciły romantyczny pop do góry nogami

A potem przychodzi utwór, który zmienił wszystko. „You Oughta Know”. Jeden z najbardziej bezkompromisowych manifestów emocjonalnych lat dziewięćdziesiątych. Gdyby Emily Brontë żyła w czasach przesterowanych gitar i MTV, być może właśnie tak napisałaby jeden z najbardziej gwałtownych fragmentów „Wichrowych Wzgórz”. To nie jest piosenka o smutku po rozstaniu. To akt oskarżenia.

Morissette nie opowiada o miłości, która wygasła. Nie wspomina z czułością minionych chwil. Nie próbuje przekonać siebie, że czas leczy rany. Ona chce, żeby człowiek, który ją zranił, usłyszał każde słowo. I żeby zabolało. Wokal jest tutaj czymś więcej niż wykonaniem melodii. Staje się dramatycznym monologiem. Alanis niemal wyrzuca z siebie kolejne zdania. Chwilami słowa zdają się wyprzedzać rytm, jakby emocje nie mieściły się w muzycznej konstrukcji. A potem eksploduje refren.

Trudno wyobrazić sobie tę piosenkę bez charakterystycznego basu Flea i ostrej gitary Dave’a Navarro, muzyków Red Hot Chili Peppers, którzy uczestniczyli w nagraniu. Ich obecność nadaje utworowi puls niemal fizyczny. Bas nie tylko prowadzi melodię. On drażni, prowokuje, nie pozwala odpocząć. Gitary brzmią jak kolejne zdania wypowiadane przez człowieka, który dawno przekroczył granicę spokojnej rozmowy. 

Steve Hochman, recenzent Los Angeles Times, już 2 lipca 1995 roku dostrzegł siłę tej kompozycji, zestawiając ją z „Positively 4th Street” Boba Dylana i „How Do You Sleep?” Johna Lennona — dwoma klasycznymi przykładami muzycznego rozliczenia z drugim człowiekiem

To porównanie jest szczególnie trafne. Dylan potrafił być bezlitosny w swojej ironii. Lennon zamieniał rozczarowanie w bezpośredni atak. Morissette wnosi jednak do tej tradycji coś własnego: emocjonalną nagość. Nie próbuje zachować pozycji chłodnego obserwatora. Nie udaje, że jest ponad sytuacją. Pozwala sobie na zazdrość, gniew i upokorzenie. 

Właśnie ta gotowość do pokazania uczuć dalekich od elegancji czyni „You Oughta Know” tak mocnym. Nie wszyscy muszą lubić jego agresję. Ale trudno odmówić mu autentyczności. To muzyczny odpowiednik listu, którego rozsądny człowiek prawdopodobnie nigdy by nie wysłał. Morissette nie tylko go wysłała. Odczytała go całemu światu.

„Perfect”. Kiedy miłość rodzicielska staje się egzaminem, którego nie sposób zdać

Po gwałtowności „You Oughta Know” następuje „Perfect”. I nagle emocjonalna temperatura albumu ulega zmianie. Zamiast gniewu odrzuconej kobiety pojawia się ból dziecka, które nie potrafi sprostać oczekiwaniom dorosłych. To jeden z najbardziej poruszających fragmentów płyty. Utwór zaczyna się niemal niewinnie. Delikatny akompaniament i łagodniejszy wokal tworzą atmosferę bliskości. Ale bardzo szybko okazuje się, że pod tą pozorną czułością kryje się bezwzględny mechanizm. Miłość staje się nagrodą. Akceptacja jest uzależniona od sukcesu. A sukces nigdy nie okazuje się wystarczający.

„Perfect” można odczytywać jako dramat człowieka wychowanego w przekonaniu, że na miłość trzeba zasłużyć. Nie wystarczy być. Trzeba wygrywać, osiągać, zadowalać innych, spełniać oczekiwania. W literaturze podobny mechanizm odnajdujemy choćby w losach bohaterów Charlesa Dickensa, których dzieciństwo zostaje podporządkowane bezdusznym wymaganiom świata dorosłych. Można też przywołać „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” Petera Weira, zwłaszcza tragiczną historię Neila Perry'ego, przygniecionego oczekiwaniami ojca.

Morissette opowiada o tym bez rozbudowanej filozofii. Kilka minut wystarcza jej, aby zbudować portret emocjonalnej przemocy ukrytej pod pozorem troski. Co szczególnie interesujące, muzyka nie zamienia się w patetyczny lament. Narasta stopniowo, pozwalając słuchaczowi niemal fizycznie odczuć ciężar kolejnych wymagań.

„Perfect” należy do tych utworów, których znaczenie rośnie wraz z wiekiem odbiorcy. Dwudziestolatek może usłyszeć w nim opowieść o własnym dzieciństwie. Pięćdziesięciolatek może nagle zastanowić się, ile podobnych oczekiwań sam przekazał swoim dzieciom. I to jest właśnie miara dobrej sztuki. Nie tylko opisuje emocje. Potrafi zmusić do niewygodnej autorefleksji.

„Hand in My Pocket”. Filozofia życia w starych dżinsach

Jeżeli „You Oughta Know” jest emocjonalnym wybuchem, „Hand in My Pocket” przypomina spacer po mieście po wyjątkowo ciężkiej nocy. Człowiek wciąż ma swoje problemy, ale nagle zaczyna dostrzegać w nich coś niemal zabawnego. Charakterystyczny gitarowy motyw, spokojny rytm i harmonijka ustna nadają piosence swobodę przywodzącą na myśl Sheryl Crow.

Jednak Morissette jest znacznie bardziej skłonna do filozoficznych paradoksów. Cała kompozycja opiera się na zestawianiu przeciwieństw. Bohaterka jest jednocześnie silna i bezradna, pewna siebie i zagubiona, szczęśliwa i smutna. Nie próbuje tych sprzeczności rozwiązywać. Po prostu je akceptuje. To trochę jak u Walt Whitmana, który w „Pieśni o sobie” z odwagą przyznawał, że człowiek może nosić w sobie całe mnóstwo pozornie wykluczających się tożsamości

W „Hand in My Pocket” nie ma jednak poetyckiego majestatu Whitmana. Jest dziewczyna w dżinsach, która wzrusza ramionami i idzie dalej. Moim zdaniem właśnie dlatego utwór stał się jednym z najbardziej trwałych przebojów albumu. Jest w nim coś wyzwalającego. Nie musimy mieć uporządkowanego życia, żeby poczuć się dobrze. Nie musimy znać wszystkich odpowiedzi. Nie musimy nawet konsekwentnie trzymać się jednej wersji samych siebie. Ta piosenka jest małym manifestem prawa do niedoskonałości. A jej największą zaletą pozostaje prostota. Ballard konstruuje aranżację tak, aby nie przeszkadzała tekstowi. Gitary są czytelne, rytm łagodny, refren naturalny. To znakomity przykład produkcji, w której techniczna dyscyplina pozwala wybrzmieć artystycznej osobowości.

„Right Through You”. Kiedy przemysł rozrywkowy pokazuje prawdziwą twarz

W „Right Through You” Morissette wraca do gniewu. Ale tym razem nie jest to wyłącznie dramat romantyczny. Utwór można odczytywać jako rozliczenie z ludźmi, którzy traktują młodą artystkę jak produkt, a nie pełnoprawnego człowieka. Jest tutaj pogarda dla protekcjonalności, fałszywego zainteresowania i mechanizmów władzy ukrytych w relacjach zawodowych. Krótka, dynamiczna kompozycja ma niezwykle skuteczną konstrukcję. Nie potrzebuje długiego wstępu. Nie buduje skomplikowanej atmosfery. Wchodzi, mówi swoje i wychodzi.

Przypomina scenę z filmu, w której bohaterka po latach upokorzeń wreszcie odwraca się do człowieka próbującego ją kontrolować i wypowiada zdanie, na które widz czekał od pierwszej minuty.

Dzisiaj, w epoce znacznie większej świadomości nadużyć w branży rozrywkowej, „Right Through You” brzmi szczególnie interesująco. Nie należy jednak automatycznie przypisywać każdej linijki konkretnemu człowiekowi czy wydarzeniu. Siła utworu polega również na jego uniwersalności. To opowieść o odzyskaniu podmiotowości.

O chwili, gdy ktoś, kto przez długi czas był oceniany, pouczany i lekceważony, zaczyna sam wydawać sądy.

„Forgiven”. Spowiedź przed trybunałem własnej pamięci

„Forgiven” należy do najbardziej niedocenianych kompozycji na albumie. Jeżeli ktoś zna „Jagged Little Pill” wyłącznie z największych singli, może być zaskoczony głębią tego utworu. Morissette dotyka w nim wychowania religijnego, poczucia winy, seksualności i napięcia pomiędzy ludzką naturą a moralnymi oczekiwaniami. Nie jest to prosta antyreligijna deklaracja. Raczej osobista opowieść o doświadczeniu religii jako systemu nakazów, zakazów i wstydu.

Muzycznie „Forgiven” rozwija się z imponującym dramaturgicznym wyczuciem. Cichsze fragmenty przechodzą w niemal rozpaczliwe wokalne kulminacje. Alanis śpiewa tak, jakby próbowała wydostać się z pomieszczenia, którego ściany zaczynają się do niej zbliżać. Myślę tutaj o wczesnej Tori Amos, szczególnie o „Crucify” z albumu „Little Earthquakes”. Obie artystki wykorzystują religijną symbolikę do opowiedzenia o kobiecej autonomii, poczuciu winy i trudnym procesie wyzwalania się spod cudzych oczekiwań.

Jest jednak między nimi istotna różnica. Amos często buduje swoje teksty z obrazów, symboli i skojarzeń. Jej świat przypomina sen, w którym znaczenia nieustannie wymykają się prostym interpretacjom. Morissette jest bardziej bezpośrednia. Niekiedy aż nazbyt bezpośrednia.

Ale w „Forgiven” ta dosłowność okazuje się zaletą. Utwór nie ma być intelektualną łamigłówką. Ma pokazać emocjonalne konsekwencje życia w nieustannym poczuciu winy. A to robi znakomicie.

„You Learn”. Człowiek nie jest porcelanową figurką

Po tylu emocjonalnych wstrząsach „You Learn” przynosi potrzebną zmianę perspektywy. Nie chodzi już o oskarżanie świata. Chodzi o uczenie się życia. Porażki, rozczarowania, błędy i cierpienie zostają potraktowane jako doświadczenia, które mogą prowadzić do dojrzewania. To bardzo amerykańska filozofia. Trochę w duchu Ralpha Waldo Emersona, trochę w duchu popularnych poradników psychologicznych. Ale na szczęście Alanis nie zamienia się w trenerkę motywacyjną.

Jest zbyt ironiczna, zbyt świadoma własnych sprzeczności, aby proponować proste recepty na szczęście. „You Learn” ma doskonałą konstrukcję poprockową. Refren jest jednym z najbardziej naturalnych i zapadających w pamięć na całej płycie. To piosenka, którą można śpiewać bez szczególnego zastanawiania się nad jej sensem.

A potem, po latach, nagle odkryć, że tekst stał się znacznie bardziej osobisty. Na tym polega wielka siła klasycznego popu. Pozwala słuchaczowi dorastać razem z muzyką.

„Head Over Feet”. Miłość bez katastrofy? To też jest możliwe

Jednym z najciekawszych dramaturgicznie momentów albumu pozostaje „Head Over Feet”. Po kolejnych historiach rozczarowania, gniewu i emocjonalnego zamętu Morissette nagle zaczyna opowiadać o miłości, która nie wymaga walki. To niemal szokujące. W świecie „Jagged Little Pill” relacje międzyludzkie najczęściej przypominają pole bitwy. Tymczasem tutaj pojawia się ktoś życzliwy, uważny, cierpliwy. Ktoś, kto nie próbuje kontrolować bohaterki. I właśnie ta normalność okazuje się dla niej czymś niezwykłym

Muzycznie mamy do czynienia z jedną z najpiękniejszych melodii napisanych przez Morissette i Ballarda. Delikatna, promienna kompozycja w pewnych momentach przywołuje skojarzenia z Fleetwood Mac, zwłaszcza z ich umiejętnością łączenia emocjonalnej intymności z radiową lekkością.

Ale najważniejsze jest coś innego. Morissette nie śpiewa o miłości jako wielkiej romantycznej katastrofie. Śpiewa o przyjaźni, zaufaniu i stopniowym odkrywaniu drugiego człowieka. To dojrzałość, której nie zawsze spodziewalibyśmy się po autorce „You Oughta Know”. I piękne przypomnienie, że emocjonalna szczerość nie musi oznaczać wyłącznie gniewu. Może również oznaczać wdzięczność.

„Mary Jane”. Cicha rozpacz bywa głośniejsza od krzyku

„Mary Jane” jest dla mnie jednym z najbardziej poruszających utworów albumu. Nie ma tutaj przebojowego refrenu na miarę „Ironic”. Nie ma brutalnej energii „You Oughta Know”. Jest natomiast niezwykle subtelny portret osoby przygniecionej własnym życiem. Morissette zwraca się do bohaterki z mieszaniną czułości, niepokoju i bezradności. Zamiast osądzać, próbuje zrozumieć.

Na początku albumu Alanis chciała, żeby świat słuchał jej emocji. Teraz sama próbuje usłyszeć cierpienie drugiej osoby. „Mary Jane” mogłaby znaleźć się na ścieżce dźwiękowej filmu Roberta Altmana, w którym pod powierzchnią zwyczajnych rozmów kryją się samotność, niespełnienie i rozpacz.

Muzyka nie narzuca wielkich interpretacji. Pozostawia przestrzeń. I właśnie w tej przestrzeni pojawia się prawdziwe wzruszenie. Moim zdaniem album byłby znacznie uboższy bez tego utworu. Bo „Jagged Little Pill” nie jest jedynie katalogiem gniewnych emocji.To również historia stopniowego odkrywania empatii.

„Ironic”. Najsłynniejsza nieścisłość w historii popu

Trudno pisać o „Jagged Little Pill” bez zatrzymania się przy „Ironic”. Jest to jeden z tych utworów, które od dawna prowadzą własne życie, całkowicie niezależne od albumu. Piosenka stała się popkulturowym symbolem ironii, choć wiele opisywanych w niej sytuacji trafniej byłoby nazwać pechem, paradoksem lub złośliwością losu. Oczywiście można z tego żartować. Całe pokolenia słuchaczy zastanawiały się, czy najbardziej ironiczną rzeczą w „Ironic” nie jest przypadkiem fakt, że tekst nie zawsze opisuje rzeczywistą ironię.

„Ironic” nie jest przecież akademickim wykładem z retoryki. To piosenka o rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością. O życiu, które nieustannie wymyka się naszym planom. O absurdalnym poczuciu, że świat ma wyjątkowo złośliwe poczucie humoru. Pod tym względem Morissette zbliża się do filozofii Kurta Vonneguta. Jego bohaterowie również funkcjonują w świecie, który nie zawsze postępuje logicznie, a ludzka potrzeba znajdowania sensu bywa źródłem komizmu i tragedii jednocześnie.

Muzycznie „Ironic” jest poprockowym arcydziełem. Ma znakomitą melodię, naturalny rozwój napięcia i refren, który można rozpoznać po kilku sekundach. Co istotne, nie jest to kompozycja nadmiernie skomplikowana. Ballard wie, kiedy ustąpić miejsca prostocie. A Morissette udowadnia, że jej talent nie polega wyłącznie na emocjonalnych wybuchach. Potrafi także śpiewać z lekkością, dystansem i humorem.

W słynnym teledysku oglądamy kilka wersji Alanis podróżujących jednym samochodem. To wizualny pomysł doskonale odpowiadający filozofii całego albumu. Każdy człowiek jest przecież w pewnym sensie kilkoma osobami jednocześnie. Jedna część nas chce płakać. Druga się śmieje. Trzecia próbuje zachować rozsądek. Czwarta właśnie wpadła w furię. Alanis pozwala wszystkim czterem usiąść na jednym siedzeniu. I każe im wspólnie śpiewać.

„Not the Doctor” i „Wake Up”. Odmowa bycia cudzym lekarstwem

Pod koniec albumu Morissette wraca do problemu emocjonalnej zależności. „Not the Doctor” opowiada o relacji, w której jeden człowiek próbuje uczynić z drugiego rozwiązanie wszystkich swoich problemów. To piosenka o granicach. O odmowie przyjęcia roli opiekunki, terapeutki, wybawicielki i jedynego sensu cudzego istnienia. W tym sensie jest jednym z najbardziej dojrzałych tekstów albumu.

Morissette rozumie, że miłość nie może polegać na całkowitym zniknięciu własnej osobowości. Nie można żyć wyłącznie po to, aby naprawiać drugiego człowieka. Muzycznie utwór należy do ostrzejszych fragmentów płyty, choć nie osiąga intensywności „You Oughta Know”.

„Wake Up” przynosi natomiast bardziej refleksyjny finał.To apel o wyrwanie się z obojętności, rutyny i wygodnego samozadowolenia. Morissette nie chce już tylko rozliczać konkretnych osób.

Zwraca się do znacznie szerszego świata. I do samej siebie.

Na oryginalnym wydaniu CD po zakończeniu głównej części albumu, pośród ukrytego materiału, pojawia się jeszcze „Your House” — kompozycja wykonywana a cappella.

To jeden z najbardziej niezwykłych momentów całej płyty. Nie ma instrumentów. Nie ma perkusji. Nie ma efektownej rockowej produkcji. Jest tylko głos, prowadzony w wielowarstwowej aranżacji. I niezwykle intymna historia przekroczenia granic cudzej przestrzeni.

Po całym emocjonalnym hałasie albumu ten finał brzmi niczym szept wypowiedziany w pustym mieszkaniu.

Właśnie wtedy Morissette jest najbardziej bezbronna. Znika rockowa wojowniczka. Zostaje człowiek, który nadal nie potrafi pogodzić się z utratą bliskości.

To zakończenie znacznie bardziej niepokojące, niż można byłoby oczekiwać po jednej z największych płyt poprockowych lat dziewięćdziesiątych.

Glen Ballard. Człowiek, który zamienił chaos w przeboje

Mówiąc o „Jagged Little Pill”, nie sposób przecenić roli Glena Ballarda. To jeden z tych producentów, których największy sukces polega na tym, że potrafią pozostać niemal niewidoczni. Ballard rozumiał, że emocjonalna ekspresja Morissette wymaga odpowiednio przygotowanej muzycznej przestrzeni. Z jednej strony pozwolił jej na szczerość i bezpośredniość. Z drugiej zadbał o czytelne konstrukcje piosenek, melodie i refreny. Bez niego album mógłby stać się interesującym, ale trudnym do przyswojenia pamiętnikiem. Z nim zamienił się w dzieło zdolne jednocześnie zdobywać radiowe listy przebojów i wywoływać dyskusje o relacjach, seksualności, religii oraz niezależności kobiet.

Produkcja nie jest jednak pozbawiona słabości. Dzisiaj słychać w niej wyraźną estetykę połowy lat dziewięćdziesiątych. Niektóre partie perkusyjne są nazbyt uporządkowane, niektóre gitarowe brzmienia mają charakterystyczny radiowy połysk. Czasami można odnieść wrażenie, że Ballard próbuje zachować komercyjną równowagę tam, gdzie Morissette chciałaby całkowicie ją zburzyć.

Moim zdaniem jest to raczej jedna z największych zalet albumu niż jego zasadnicza wada. Bo właśnie dzięki temu napięciu „Jagged Little Pill” nie stał się kolejnym wydawnictwem alternatywnej niszy. Dotarł do ludzi, którzy nigdy wcześniej nie kupiliby płyty PJ Harvey ani Liz Phair. Otworzył im drzwi do innego sposobu mówienia o emocjach. I zrobił to bez całkowitej rezygnacji z artystycznej osobowości.

„Jagged Little Pill” jako pamiętnik pokolenia

Istnieje jeszcze jedna przyczyna, dla której ten album pozostaje tak ważny. Nie jest on bowiem tylko zbiorem piosenek. To pewien sposób myślenia o sobie. W latach dziewięćdziesiątych słuchacze przyzwyczajeni do romantycznych ballad, w których miłość niemal zawsze prowadziła do wzniosłych deklaracji, otrzymali coś zupełnie innego.

Morissette nie oferowała idealnego obrazu kobiety. Pokazywała człowieka uwikłanego w sprzeczności. I właśnie dlatego była wiarygodna. W pewnym sensie „Jagged Little Pill” można porównać do „Buszującego w zbożu” J.D. Salingera. Nie dlatego, że Holden Caulfield i Alanis Morissette mieliby identyczne poglądy. Łączy ich coś głębszego. Niechęć do fałszu. Obsesyjne wręcz poszukiwanie autentyczności. I trudność pogodzenia własnej wrażliwości ze światem, który zbyt często wymaga od człowieka wygodnej maski.

Salinger stworzył jednego z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów młodzieńczego buntu. Morissette nadała podobnemu buntowi muzyczną postać. Ale jej opowieść ma jeszcze jeden ważny wymiar. Nie ogranicza się do nastoletniego gniewu. Jest zapisem procesu dojrzewania. Od potrzeby rozliczenia innych, przez odkrywanie własnych słabości, aż po stopniowe dostrzeganie, że człowiek nie musi być doskonały, aby zasługiwać na miłość.

Ta dramaturgia czyni album znacznie ciekawszym, niż sugerowałaby popularna etykietka „gniewnej dziewczyny”. Bo Alanis nie tylko krzyczy. Ona również pyta. A czasami potrafi nawet słuchać.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

Siedem na dziesięć Polek deklaruje, że polityką interesuje się tylko w średnim lub niewielkim stopniu. Zaledwie 15 proc. kobiet mówi o dużym lub bardzo dużym zainteresowaniu życiem politycznym, a kolejne 15 proc. przyznaje wprost: polityka nie interesuje ich wcale. Najnowsze dane CBOS pokazują jednak coś jeszcze – coraz mocniejszy podział pokoleniowy oraz wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami, jeśli chodzi o deklarowane poglądy polityczne. Data dodania artykułu: 23.10.2026 22:00
Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

Siedemdziesiąt lat temu mieszkańcy Budapesztu wyszli na ulice, domagając się wolności. Demonstracja rozpoczęta pod pomnikiem polskiego generała szybko zamieniła się w powstanie, które wstrząsnęło sowieckim imperium. W innym październiku alianci ruszali do przełamania niemieckiej obrony w Afryce, a wiele lat później Steve Jobs pokazywał niewielkie urządzenie, które zmieniło sposób słuchania muzyki. Co wydarzyło się 23 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 23 października prowadzi od wielkiej polityki i wojennych tragedii po kino, rock i sport. Jest w nim również historia szczególnie bliska mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 84 lata temu niemieccy okupanci zacieśniali kontrolę nad miejscowym gettem. Dla tysięcy jego mieszkańców zbliżały się ostatnie dni życia. Data dodania artykułu: 23.10.2026 08:06
23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Jednego dnia papież z Polski wypowiadał słowa, które miały przejść do historii. Dokładnie szesnaście lat wcześniej amerykański prezydent informował świat o radzieckich rakietach na Kubie, a ludzkość znalazła się niebezpiecznie blisko wojny nuklearnej. Jeszcze wcześniej pewien pisarz opublikował powieść o pokoleniu, które przeżyło wielką wojnę, lecz nie potrafiło odnaleźć się w pokoju. Co wydarzyło się 22 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 22 października prowadzi przez politykę, literaturę, kosmos, muzykę i sport. Przypominamy także rocznice ważne dla Polski oraz wydarzenie, które rozegrało się dokładnie tego dnia w Tomaszowie Mazowieckim. Bo historia nie zawsze przemawia głosem wielkich przywódców. Czasem wystarcza jej jedna książka, jeden wynalazek albo decyzja, której skutki odczuwają miliony ludzi. Data dodania artykułu: 22.10.2026 08:30
22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Dwie trzecie Polaków krytycznie o polityce Trumpa. Sondaż pokazuje głęboki podział

Blisko dwie trzecie Polaków uważa, że polityka prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa nie służy interesom Polski. Pozytywnie działania amerykańskiego przywódcy ocenia niespełna co piąty respondent. Najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje jednak coś więcej niż zwykły podział na zwolenników i przeciwników Trumpa. Linia sporu przebiega przez polskie elektoraty, wiek i wykształcenie, a miejscami daje wyniki dalekie od politycznych stereotypów. Data dodania artykułu: 21.10.2026 06:41
Dwie trzecie Polaków krytycznie o polityce Trumpa. Sondaż pokazuje głęboki podział

21 października w historii. Śmierć Nelsona pod Trafalgarem, Polski Październik i tragedia 116 dzieci

Historia nie zna dni bez znaczenia. 21 października 1805 roku na pokładzie brytyjskiego okrętu umierał admirał Horatio Nelson, choć jego flota właśnie odnosiła zwycięstwo, które miało zmienić układ sił w Europie. Półtora wieku później w Warszawie Władysław Gomułka obejmował kierownictwo PZPR, budząc w Polakach nadzieje na koniec stalinowskiego terroru. Tymczasem w walijskiej wiosce Aberfan lawina odpadów kopalnianych odbierała życie 116 dzieciom. W świecie muzyki rodziły się rockowe legendy, a sport pisał historie niezwykłej wytrwałości. Co wydarzyło się 21 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 21 października prowadzi przez wielkie zwycięstwa, tragiczne pomyłki, społeczne przełomy oraz wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Data dodania artykułu: 21.10.2026 06:14
21 października w historii. Śmierć Nelsona pod Trafalgarem, Polski Październik i tragedia 116 dzieci

Sejm zajmie się projektem ustawy ws. wynagrodzenia medyków

Sejm we wtorek zajmie się projektami ustaw ws. wynagrodzenia medyków oraz o jawności umów w ochronie zdrowia. W harmonogramie są także projekty dot. przedłużenia sieci szpitali, leczenia HIV i leczenia transgranicznego. Data dodania artykułu: 20.10.2026 08:50
Sejm zajmie się projektem ustawy ws. wynagrodzenia medyków

20 października w historii. Radziwiłł oddaje Litwę Szwedom, Cieślik pokonuje ZSRR, a katastrofa przerywa karierę rockowej legendy

Historia potrafi być okrutnym reżyserem. Jednego dnia hetman podpisuje układ, który ma ocalić Litwę, lecz przechodzi do historii jako symbol zdrady. Kilka stuleci później niewysoki piłkarz ze Śląska strzela dwa gole reprezentacji ZSRR, zamieniając zwykły mecz w narodowe święto. Nad Missisipi rozbija się samolot jednej z największych grup rockowych, a w Dublinie czterech młodych muzyków rozpoczyna drogę, która zaprowadzi ich na największe stadiony świata. Co wydarzyło się 20 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 20 października przypomina również o polsko-litewskich reformach, odzyskiwaniu Śląska, wielkich odkryciach kosmicznych i niezwykłym skarbie znalezionym w lasach pod Spałą. Bo czasem historia spoczywa zaledwie kilkanaście centymetrów pod naszymi stopami. Data dodania artykułu: 20.10.2026 08:33
20 października w historii. Radziwiłł oddaje Litwę Szwedom, Cieślik pokonuje ZSRR, a katastrofa przerywa karierę rockowej legendy

19 października w historii. Pokój toruński, porwanie ks. Popiełuszki i lek, który zmienił walkę z gruźlicą

19 października potrafił kończyć wojny, obalać przekonania i otwierać rany, które nie zagoiły się przez dziesięciolecia. W 1466 roku podpisano drugi pokój toruński, kończący trzynaście lat walk Polski z zakonem krzyżackim. W 1943 roku w laboratorium Rutgers University dokonano odkrycia, które dało medycynie streptomycynę – pierwszy praktyczny antybiotyk skuteczny przeciw gruźlicy. Czterdzieści dwa lata temu funkcjonariusze SB uprowadzili ks. Jerzego Popiełuszkę, a trzy lata później giełdy świata przeżyły „czarny poniedziałek”. Co wydarzyło się 19 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 19 października prowadzi również przez odzyskiwanie niepodległości w 1918 roku, wojnę koreańską, podbój kosmosu, muzykę a-ha i Pearl Jam oraz sportową historię Roberta Kubicy. Data dodania artykułu: 19.10.2026 06:29
19 października w historii. Pokój toruński, porwanie ks. Popiełuszki i lek, który zmienił walkę z gruźlicą
Mistrzostwa Polski na Dystansach

Mistrzostwa Polski na Dystansach

Mistrzostwa Polski na Dystansach w Arenie Lodowej22–25 października 2026 r. | Arena Lodowa, Tomaszów MazowieckiPrzez cztery dni Tomaszów Mazowiecki będzie jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiego łyżwiarstwa szybkiego. W Arenie Lodowej odbędą się Mistrzostwa Polski na Dystansach, podczas których o medale krajowego czempionatu rywalizować będą czołowi polscy panczeniści.Na tomaszowskim torze zobaczymy specjalistów od sprintu, średnich i długich dystansów. Dla miejscowej publiczności szczególnie interesujące będą starty zawodników związanych z KS Pilica Tomaszów Mazowiecki, którego reprezentanci znajdują się w kadrach narodowych.Październikowe mistrzostwa będą jednocześnie jednym z pierwszych mocnych akcentów sezonu 2026/2027 w Arenie Lodowej. W kolejnych miesiącach obiekt będzie gospodarzem następnych zawodów krajowych, od Pucharów Polski po imprezy juniorskie i młodzieżowe.Termin: 22–25 października 2026 r.Miejsce: Arena Lodowa, Tomaszów MazowieckiOrganizator: Polski Związek Łyżwiarstwa SzybkiegoGospodarz: Tomaszowskie Centrum SportuProgram godzinowy: zostanie ogłoszony przez organizatoraBilety: szczegóły nie zostały jeszcze podane⛸️ Cztery dni szybkiego lodu, walki o medale i reprezentantów Polski na tomaszowskim torze. To propozycja nie tylko dla fanów panczenów, ale również dla tych, którzy chcą zobaczyć sport na najwyższym krajowym poziomie. Data rozpoczęcia wydarzenia: 22.10.2026
Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Wyjątkowy wieczór seniorów w Tomaszowie MazowieckimSpektakl „Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia” to wydarzenie poświęcone dojrzałej miłości, codziennym emocjom i sile relacji międzyludzkich. Na scenie pojawią się seniorzy, którzy poprzez sztukę, muzykę i wspólne doświadczenie opowiedzą o życiu, które wciąż potrafi zaskakiwać pasją, czułością i odwagą.Wieczór ma łączyć wzruszenie, humor i refleksję. To propozycja nie tylko dla osób starszych, ale także dla rodzin, przyjaciół i wszystkich mieszkańców regionu, którzy chcą wspólnie przeżyć wydarzenie o wyraźnym społecznym i integracyjnym charakterze.Seniorzy na scenie, ważny głos w lokalnej kulturzePrzedstawienie powstało w ramach projektu aktywizującego seniorów poprzez sztukę i budowanie więzi społecznych. Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o jednorazowy występ, ale o szerszą inicjatywę wzmacniającą sprawczość, pewność siebie i obecność starszego pokolenia w życiu kulturalnym.Za realizację projektu odpowiada Fundacja Poranek we współpracy z Gminnym Centrum Kultury i Biblioteką Publiczną w Lubochni oraz Gminą Lubochnia. Inicjatywa została współfinansowana z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego w ramach programu „Łódzkie dla Równych Szans”.Kiedy i gdzieWydarzenie odbędzie się 27 października 2026 roku o godzinie 18:00 w Miejskim Centrum Kultury Tkacz w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Niebrowskiej 50. Obecność publiczności będzie nie tylko okazją do spotkania ze sztuką, ale też formą wsparcia dla występujących seniorów. Data rozpoczęcia wydarzenia: 27.10.2026
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026

Polecane

Teatr Piosenki oczarował publiczność koncertem „Grande Amore” Pierwszy taki mecz w historii. Lechia jedzie do rewelacyjnego beniaminka z Mińska Mazowieckiego 13 autobusów elektrycznych za ponad 41 mln zł. Tomaszów przesuwa termin wielkiego przetargu o dwa tygodnie Zagraniczne radiowozy na ulicach Tomaszowa MP w łyżwiarstwie szybkim – Semirunnij: wróciłem na tor z chłodną głową Dziewczęta z Czerniewic wicemistrzyniami makroregionu! Anna Kołek najlepszą zawodniczką turnieju Powiat wynajął 70 komputerów za 378 tys. zł. Jedna oferta, trzyletnia umowa i pytanie: dlaczego nie zakup? Mieszkańcy złożyli się na urządzenie ratujące życie. W Smardzewicach pojawił się defibrylator AED Co zrobić, gdy zawyją syreny? W Tomaszowie odbędzie się bezpłatny trening bezpieczeństwa dla całych rodzin Semirunnii zdeklasował rywali na tomaszowskim lodzie. Rekord toru i ponad 21 sekund przewagi! Złote Łabędzie znów zaśpiewają w Rzeczycy. Przed nami XVII edycja festiwalu młodych talentów Zabytkowe drzwi zniknęły z kościoła św. Trójcy. Ruszył kolejny etap ratowania jednej z najstarszych świątyń Tomaszowa
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Czy dosypywanie publicznej kasy po głosowaniu w TBO jest legalne? I jakie są kryteria? Komu dosypać komu nie? Ktoś wyjaśni? Treść komentarza: Czyli można tak dosypywać? Hahaha :))) Mieszkańcy głosowali w TBO na plac zabaw za 400 tysięcy, projekt przeszedł, no to jeszcze stówka bez głosowania? Przecież to aż 1/4 pierwotnej ceny całej inwestycji. Idąc za ciosem można dosypć też MotoOrlikowi. Jeśli tam radny Koziorowski czymś zaimponuje w kuluarach. Może Marek Woch dołączy do ugrupowania Morawieckiego? Zawsze jakiś kąsek, a gdy balansuje się na progu wejścia do Sejmu, każda szabla jest ważna. Ale już się nie szczypać. Zagłosowane w TBO było za 400 tysiącami, to dospać z 200 tysięcy. A co! Źródło komentarza: Mniej w planie na pieczę zastępczą, dożywianie i stypendia. Pieniądze na promocję miasta Autor komentarza: F Treść komentarza: Sławek. Patrzę na to zdjęcie powyżej i co ja widzę. Trochę przytyłeś na tej samorządowej grzędzie, a poza tym , te policjantki, to niezłe laseczki. Jak na to patrzę, to żałuję, że nie jestem na komendzie nawet dozorcą... Sławeczku: nie masz szans u tych policjantek. Źródło komentarza: Bezpieczeństwo szkół znów na pierwszym planie. Policja, powiat i dyrektorzy rozmawiali o sytuacjach kryzysowych Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Te! Porąbany Badyr: a czym tak podpadł ci ten Tomaszów, że na to miasto tak plujesz, totalny, bezmózgi palancie, co ?! Źródło komentarza: Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem Autor komentarza: Badyr Treść komentarza: Powiadały jaskółki że z Tomaszowem nie wchodzi się do spólki , będzie miły początek lecz koniec żałosny Źródło komentarza: Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem Autor komentarza: Nie bardzo rozumiem Treść komentarza: Złamał prawo? Źródło komentarza: MBA za publiczne pieniądze. Gdy w grę wchodzi radny, odpowiedzi muszą być wyjątkowo przejrzyste Autor komentarza: Ojciec Derektor Treść komentarza: 100% troski dla gościa specjalnej troski, ktoś kiedyś powiedział, że nie ma nic gorszego niż idioci wykształceni ponad własną inteligencję Źródło komentarza: MBA za publiczne pieniądze. Gdy w grę wchodzi radny, odpowiedzi muszą być wyjątkowo przejrzyste
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama