Miłość w czasach Zagłady. Ślub, który miał być początkiem, a stał się pożegnaniem
Są wydarzenia, wobec których literatura okazuje się bezradna. Nawet najwięksi pisarze, od Ericha Marii Remarque'a po Williama Styrona, próbowali opisać człowieka rzuconego w otchłań wojny, jego strach, samotność i desperacką potrzebę zachowania resztek normalności. Tymczasem historia Haliny Aronson i Henryka Bierzyńskiego z Tomaszowa Mazowieckiego zawiera dramat, którego nie trzeba ubarwiać. Wystarczą dwa nazwiska, jedna data i godzina zapisana w księdze małżeństw. 30 października 1942 roku, godzina 17.00. W mieście trwały przygotowania do ostatecznej likwidacji getta w Tomaszowie Mazowieckim. Niemiecka machina zagłady nabierała rozpędu, a dwoje młodych ludzi składało sobie małżeńską przysięgę. Ślubu udzielił im Icek Warszawski, związany z miejscowym rabinatem. Nie wiemy, jakie słowa padły podczas ceremonii, kto płakał, a kto próbował się uśmiechnąć. Nie znamy wszystkich szczegółów tego spotkania. Wiemy natomiast, że do niego doszło i że zostało odnotowane w dokumentach.
To szczególnie ważne, ponieważ ostatni religijny ślub w tomaszowskim getcie nie jest miejscową legendą ani romantyczną opowieścią zbudowaną po latach. 21 listopada 1942 roku sporządzono wpis do księgi małżeństw, potwierdzający, że 30 października o godzinie 17.00 Halina i Henryk zawarli religijny związek małżeński. Jako świadkowie wystąpili Romana Margulies i Jakub Mendel Landsberg. Dokument przetrwał wojnę i dziesięciolecia zapomnienia. Jego treść udostępnił Tony Bernard, syn Henryka Bierzyńskiego, który zaangażował się w dokumentowanie historii swojej rodziny i społeczności żydowskiej Tomaszowa Mazowieckiego. To właśnie ten zapis pozwala z niezwykłą precyzją umiejscowić wydarzenie w czasie. Warto przy tym zaznaczyć, że w jednym z późniejszych opracowań Fundacji Pasaże Pamięci pojawia się data 31 października. Jednak zachowany wpis do księgi małżeństw oraz publikacja fundacji poświęcona dzieciom getta wskazują na 30 października 1942 roku. Ta data ma mocniejsze oparcie źródłowe.
Halinka i Heniek. Zanim wojna odebrała im młodość
Zanim stali się bohaterami jednej z najbardziej przejmujących historii tomaszowskiego getta, byli zwyczajnymi młodymi ludźmi. Mieli przyjaciół, szkolne wspomnienia, marzenia i plany na życie. Uczyli się w tomaszowskim Gimnazjum Humanistycznym. Halina Aronson, nazywana przez bliskich Halinką, była córką żydowskiego przemysłowca, zdolną uczennicą i miłośniczką sztuki. Henryk Bierzyński interesował się medycyną. Po maturze wyjechał na studia do Francji, podczas gdy Halina udała się do Warszawy na kurs historii sztuki. Ich przyszłość mogła wyglądać zupełnie inaczej. Mogli podróżować, zdobywać wykształcenie, wychowywać dzieci, starzeć się razem i wspominać młodość spędzoną nad Pilicą. Tak jak tysiące innych tomaszowskich par.
Wybuch II wojny światowej przekreślił te plany. Po zajęciu Tomaszowa Mazowieckiego Niemcy rozpoczęli systematyczne prześladowania ludności żydowskiej. Odbierano ludziom prawa, majątek, swobodę poruszania się i możliwość normalnego funkcjonowania. Rodziny Haliny i Henryka znalazły się w getcie. Dawny porządek zniknął. Zamiast wykładów uniwersyteckich, spotkań z przyjaciółmi i marzeń o przyszłości pojawiły się głód, choroby, przymusowa praca i nieustanne zagrożenie śmiercią. W takich warunkach miłość przestawała być jedynie prywatnym uczuciem. Stawała się sposobem obrony własnego człowieczeństwa. Nie przed śmiercią, bo przed nią nie zawsze można było się uchronić, lecz przed całkowitym podporządkowaniem życia logice terroru.
W październiku 1942 roku sytuacja była już dramatyczna. Getto otoczono, trwały przygotowania do deportacji, a mieszkańcy coraz wyraźniej zdawali sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Niemcy i podporządkowane im formacje przygotowywali akcję, której celem nie było przesiedlenie ludności w zwykłym znaczeniu tego słowa, lecz jej unicestwienie. Halina i Henryk pobrali się w przededniu masowej deportacji mieszkańców tomaszowskiego getta do Treblinki. Nie sposób ustalić, czy tego popołudnia wierzyli jeszcze w możliwość wspólnego ocalenia. Można natomiast zrozumieć, dlaczego ich decyzja po latach budzi tak silne emocje.
30 października 1942 roku. Tomaszów Mazowiecki stoi u progu katastrofy
Jesienią 1942 roku getto w Tomaszowie Mazowieckim było miejscem, w którym Niemcy więzili tysiące Żydów, zarówno mieszkańców miasta, jak i osoby przesiedlone z okolicznych miejscowości. Na przełomie października i listopada rozpoczęła się jego zasadnicza likwidacja. Według kalendarium Towarzystwa Przyjaciół Tomaszowa Mazowieckiego operacja trwała od 30 października do 2 listopada. Inne opracowania, w tym Wirtualny Sztetl, wskazują 31 października jako początek głównej akcji deportacyjnej. Rozbieżności dotyczą również liczby ofiar i deportowanych. W różnych źródłach pojawiają się szacunki od około 10 do 15 tysięcy osób wywiezionych do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Treblinka II. Nie zmienia to zasadniczego faktu: w ciągu kilku dni niemieccy okupanci zniszczyli niemal całą żydowską społeczność Tomaszowa Mazowieckiego.
Ludzi wypędzano z mieszkań, pędzono ulicami, gromadzono w wyznaczonych miejscach, rozdzielano rodziny. Chorych, starszych i osoby niezdolne do marszu mordowano także na miejscu. Tych, których skierowano do deportacji, stłaczano w wagonach kolejowych. Pociągi jechały do Treblinki, gdzie większość deportowanych została zamordowana. Po akcji w Tomaszowie pozostawiono jedynie niewielką grupę Żydów przeznaczonych do pracy przymusowej. Tak powstało tak zwane małe getto w Tomaszowie Mazowieckim, którego mieszkańcy również pozostawali pod nieustanną groźbą deportacji i śmierci.
Właśnie w takich okolicznościach odbywał się ślub Haliny i Henryka. Jego dramatyczny wymiar nie polega na tym, że młodzi ludzie nie rozumieli zagrożenia. Polega na tym, że pomimo zagrożenia zdecydowali się zrobić coś, co w normalnych warunkach oznaczałoby początek wspólnego życia. Był to jeden z ostatnich przejawów codzienności świata skazanego przez okupantów na zniszczenie.
174 dzieci tomaszowskiego getta. Życie, które rodziło się w cieniu śmierci
Historia Haliny i Henryka nie jest jedynym świadectwem prób zachowania normalności w nieludzkich warunkach. Badania prowadzone przez Fundację Pasaże Pamięci pozwoliły odtworzyć losy najmłodszych mieszkańców getta. Jak ustalili badacze, od 1 stycznia 1941 roku do 2 listopada 1942 roku urodziło się w nim 174 żydowskich dzieci. Wśród ich imion znajdujemy Salomona, Mordechaja, Jentę, Miriam, Melecha i Perlę. Nie są to anonimowe pozycje w statystycznym zestawieniu. Każde dziecko miało rodziców, krewnych, własny adres i historię, którą niemiecka okupacja mogła brutalnie przerwać.
Szczególnie poruszający jest los jednej z ostatnich odnotowanych w badaniach dziewczynek. Basia Klejnman, córka Minki Landsberg i Pinkusa Klejnmana, przyszła na świat 2 października 1942 roku, przy ówczesnej Radomerstrasse, czyli przedwojennej ulicy Bóżnicznej, a dzisiejszej ulicy Bohaterów Getta w Tomaszowie Mazowieckim. Zaledwie cztery tygodnie później rozpoczęła się likwidacja tomaszowskiego getta. Co stało się z Basią? Sam zapis narodzin nie daje odpowiedzi na to pytanie. Pozwala jednak uświadomić sobie, jak konkretny, ludzki wymiar miała Zagłada Żydów. Oto niemowlę, które dopiero poznawało świat. Oto rodzice, którzy być może jeszcze próbowali wyobrazić sobie jego przyszłość. I oto niemiecki aparat terroru, dla którego wiek ofiary nie stanowił żadnej przeszkody.
Publikacja „Dzieci tomaszowskiego getta”, zaprezentowana w Tomaszowie 30 czerwca 2023 roku, jest czymś więcej niż historycznym opracowaniem. Stanowi próbę przywrócenia imion ludziom, których nazistowska polityka zagłady chciała pozbawić nie tylko życia, ale również indywidualności. W wielkich opracowaniach historycznych czytamy o tysiącach deportowanych. W archiwalnych metrykach znajdujemy konkretne nazwiska. W tej różnicy kryje się ogromny sens pracy badaczy pamięci.
Henryk przeżył. Halina zmarła po wyzwoleniu obozu
Wojna rozdzieliła Halinę i Henryka. Henryk Bierzyński ocalał z Zagłady, lecz nie było mu dane rozpocząć wspólnego życia z żoną. Halina przeszła przez niemiecki system obozowy. Trafiła do obozu koncentracyjnego Neustadt-Glewe, gdzie przebywała wraz ze starszą siostrą Romą i matką Zofią. Zmarła w 1945 roku, około miesiąca po wyzwoleniu obozu. Przeżyła więc czas nazistowskiego terroru niemal do jego końca, ale nie doczekała powrotu do normalnego życia.
Jest w tej historii szczególne okrucieństwo. Henryk przeżył, lecz utracił kobietę, z którą związał swoją przyszłość. Halina doczekała wyzwolenia, ale nie mogła cieszyć się wolnością. Ich małżeństwo, zawarte w najbardziej dramatycznym momencie historii miasta, nie doczekało się szczęśliwego zakończenia. Nie było wspólnego domu, powrotu do dawnych planów ani spokojnej starości. Pozostała pamięć.
Po wojnie Henryk Bierzyński zamieszkał w Australii, gdzie wykonywał zawód lekarza i założył rodzinę. Jego syn, Tony Bernard, również związany z medycyną, zaangażował się w odkrywanie i dokumentowanie dziejów ojca oraz żydowskiego Tomaszowa. Dzięki jego pracy zachowały się rodzinne świadectwa, fotografie i informacje o losach ludzi, którzy przed wojną tworzyli część lokalnej społeczności. Udostępniony przez niego zapis małżeństwa Haliny i Henryka jest jednym z najważniejszych źródeł tej opowieści.
„Halinka”. Po ponad osiemdziesięciu latach historia wróciła na tomaszowską scenę
W październiku 2025 roku historia Haliny Aronson i Henryka Bierzyńskiego powróciła do Tomaszowa Mazowieckiego w niezwykłej formie. Fundacja Pasaże Pamięci oraz uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim przygotowali spektakl „Halinka”. Autorką scenariusza i reżyserką przedstawienia była dr Justyna Biernat, badaczka zajmująca się historią tomaszowskich Żydów, związana z Instytutem Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Premiera odbyła się 13 października 2025 roku, a otwarty pokaz z rozmową z publicznością zorganizowano 21 października.
Przedstawienie przenosiło widzów do przedwojennego Gimnazjum Humanistycznego, do szkolnej klasy, w której uczyli się Halina i Henryk, do świata młodzieńczych przyjaźni, pierwszych uczuć i planów. W postać Haliny wcieliła się Julia Grzejszczyk. Szczególny wymiar miała obecność Tony'ego Bernarda, który zagrał własnego ojca. Jego sceny zarejestrowano podczas wizyty w Tomaszowie w sierpniu 2025 roku. Syn człowieka, który przeżył Zagładę, po ponad osiemdziesięciu latach stał się uczestnikiem teatralnej opowieści o młodości swojego ojca.
Trudno wyobrazić sobie mocniejszy symbol powrotu pamięci. Ktoś, kto w 1942 roku miał dwadzieścia dwa lata i próbował ocalić miłość w świecie pogrążonym w terrorze, po dziesięcioleciach przemawia do kolejnego pokolenia za pośrednictwem własnego syna. Młodzi tomaszowianie występujący na scenie mieli niemal tyle lat, ile Halina i Henryk w chwili ślubu. Historia przestała być szkolnym rozdziałem o odległej wojnie. Zyskała twarze, głosy i konkretne nazwiska.
Tomaszów, którego już nie ma. Pamięć, której nie wolno utracić
Przedwojenny Tomaszów Mazowiecki był miastem wielu kultur, języków i religii. Społeczność żydowska w Tomaszowie Mazowieckim stanowiła jedną z ważnych części jego życia gospodarczego, społecznego i kulturalnego. Żydowscy przedsiębiorcy uczestniczyli w rozwoju przemysłu włókienniczego, rzemieślnicy prowadzili warsztaty, kupcy sklepy, nauczyciele szkoły, lekarze gabinety. Były synagogi, stowarzyszenia, biblioteki, miejsca spotkań i rodzinne domy. Żydowscy mieszkańcy nie byli dodatkiem do historii miasta. Byli jej współtwórcami.
Dlatego pamięć o Zagładzie tomaszowskich Żydów nie powinna ograniczać się do rocznicowych ceremonii i zestawień liczbowych. Za każdą liczbą kryje się przecież człowiek. Za nazwiskiem — rodzina. Za adresem — dom, w którym ktoś przygotowywał śniadanie, czytał książki, kłócił się, zakochiwał i planował przyszłość. Historia Haliny i Henryka przypomina, że niemiecka okupacja zniszczyła nie tylko tysiące istnień, ale także tysiące przyszłości, które nigdy nie miały szansy się wydarzyć.
Spacerując dziś ulicą Bohaterów Getta, Jerozolimską czy innymi miejscami dawnej dzielnicy żydowskiej, łatwo zapomnieć, że chodzimy po przestrzeni naznaczonej ludzkimi tragediami. Domy zmieniły właścicieli, ulice nazwy, a kolejne pokolenia mieszkańców żyją własnymi sprawami. Tak działa czas. Ale pamięć historyczna polega właśnie na tym, aby pod współczesną warstwą miejskiej codzienności umieć dostrzec ludzi, których już nie ma.
84 lata później. Została jedna godzina, dwa nazwiska i niedokończona historia
30 października to dzień pełen wielkich dat. W 1918 roku w Krakowie polscy żołnierze przejmowali władzę od Austriaków. W 1961 roku Związek Radziecki przeprowadził próbę najpotężniejszej bomby jądrowej w historii. W 1974 roku Muhammad Ali pokonał George'a Foremana podczas legendarnej walki w Kinszasie. Wielka historia zapamiętuje wojny, zwycięstwa, przełomy i nazwiska ludzi, którzy zmieniali świat.
Ale czasami najwięcej o epoce mówi nam wydarzenie pozornie niewielkie. Nie podpisanie traktatu ani bitwa, lecz ślub dwojga młodych ludzi w okupowanym mieście.
Halina Aronson i Henryk Bierzyński nie mogli wiedzieć, że ich małżeństwo stanie się po 84 latach symbolem pamięci o żydowskim Tomaszowie Mazowieckim. Nie składali przysięgi po to, aby trafić do podręczników historii. Chcieli po prostu być razem. Mieli po dwadzieścia dwa lata. Przed nimi powinny być dziesięciolecia wspólnego życia. Zamiast tego przyszły deportacje, obozy, rozłąka i śmierć.
Wszystko, co wydarzyło się później, nadaje ich ślubowi wymiar przejmujący. Ale nie odbiera mu pierwotnego znaczenia. Był aktem miłości, nadziei i przywiązania do życia w czasach, kiedy niemiecki okupant próbował odebrać ludziom nawet prawo do bycia ludźmi.
Dziś nie usłyszymy głosu Haliny. Nie dowiemy się, co pomyślała, kiedy 30 października 1942 roku stanęła obok Henryka. Możemy jedynie odczytać zachowany dokument i spróbować wyobrazić sobie tych dwoje młodych tomaszowian w świecie, który za chwilę miał runąć.
Godzina 17.00. Tomaszów Mazowiecki. 30 października 1942 roku.
Dwoje młodych ludzi powiedziało sobie „tak”.
Historia nie pozwoliła im dotrzymać przysięgi wspólnego życia.
Ale nie zdołała sprawić, byśmy o nich zapomnieli.



Napisz komentarz
Komentarze