Od poszukiwania do nadziei. Trzeci rozdział muzycznej opowieści Amarok
W starożytnej Grecji opowiadano historię Pandory, która otworzyła naczynie zawierające nieszczęścia mające odtąd prześladować ludzkość. Kiedy zdołała je zamknąć, w środku pozostała nadzieja. Mit ten przez stulecia prowokował filozofów do zadawania pytania, czy nadzieja jest największym darem człowieka, czy może ostatnim złudzeniem pozwalającym mu znosić cierpienie. Friedrich Nietzsche potrafił patrzeć na nią podejrzliwie, Albert Camus proponował bunt wobec absurdu istnienia, a Viktor Frankl, który przeżył nazistowskie obozy koncentracyjne, wskazywał na fundamentalne znaczenie poczucia sensu. Amarok na albumie „Hope” nie piszą filozoficznej rozprawy, ale podejmują podobne problemy. Czy człowiek może zachować godność w świecie podważającym jego poczucie bezpieczeństwa? Czy rozwój technologii rzeczywiście oznacza większą wolność? Czy w rzeczywistości zdominowanej przez ekrany i nieustanną presję sukcesu pozostaje jeszcze miejsce na autentyczną wrażliwość?
„Hope”, siódmy album studyjny zespołu Amarok, ukazał się 5 kwietnia 2024 roku nakładem Oskar Records. Dziesięć kompozycji, trwających łącznie niespełna godzinę, stanowi zamknięcie symbolicznej trylogii rozpoczętej przez „Hunt” z 2017 roku i kontynuowanej na „Hero” z 2021 roku. Pierwszą płytę można interpretować jako opowieść o poszukiwaniu, drugą jako konfrontację ze współczesnymi zagrożeniami, trzecią zaś jako próbę odzyskania sensu po doświadczeniu niepewności. To niemal klasyczna konstrukcja powieści rozwojowej, przypominająca opisywaną przez Josepha Campbella podróż bohatera. Ale współczesny bohater Amarok nie musi pokonywać smoków. Musi nauczyć się żyć w świecie, w którym algorytmy coraz częściej określają, czego powinien pragnąć.
Muzycznie grupa również przeszła długą drogę. Michał Wojtas, lider, gitarzysta, kompozytor i multiinstrumentalista, zaczynał od fascynacji Mike'em Oldfieldem i Pink Floyd, stopniowo rozwijając własny język oparty na połączeniu rocka progresywnego, ambientu, elektroniki i muzyki etnicznej. Na „Hope” te inspiracje przestają funkcjonować jako osobne elementy kolekcji. Zaczynają tworzyć jeden organizm. Ważne jest również to, że Amarok coraz wyraźniej stają się pełnoprawnym zespołem. Marta Wojtas, Kornel Popławski i Konrad Zieliński nie ograniczają się do odtwarzania muzycznej wizji lidera. Wnoszą własne pomysły, kompozycje, partie wokalne i instrumentalne osobowości.
„Hope Is” i „Stay Human”. Nadzieja w świecie maszyn
Album otwiera „Hope Is”, kompozycja, która od pierwszych sekund burzy oczekiwania wobec wydawnictwa noszącego tak optymistyczny tytuł. Zamiast delikatnego fortepianu pojawia się ciężki, niemal mechaniczny puls, przesterowane gitary i hipnotyczny głos Marty Wojtas. Muzyka jest bardziej niepokojąca niż pocieszająca. Właśnie dlatego działa tak skutecznie. Nadzieja nie zostaje przedstawiona jako pewność szczęśliwego zakończenia, lecz jako siła wyrywająca człowieka z bezruchu. Brzmieniowo utwór przywołuje mocniejsze fragmenty Porcupine Tree z okresu „Fear of a Blank Planet” oraz eksperymenty Stevena Wilsona. Głos Marty, oszczędny i chwilami niemal odczłowieczony, przypomina komunikat dobiegający z opuszczonego miasta przyszłości. Można odnaleźć w nim coś z artystycznej wrażliwości Björk i Laurie Anderson, choć bez ich radykalnych eksperymentów. Mariusz Danielak z ArtRock.pl podkreślał właśnie połączenie hipnotycznego wokalu z mocnymi gitarami, uznając „Hope” za album bardziej żywiołowy i rockowy niż wcześniejsze dokonania grupy.
Jeszcze mocniej współczesne niepokoje wybrzmiewają w „Stay Human”. „Pozostań człowiekiem” – te dwa słowa mogłyby stać się mottem całego albumu Amarok. Żyjemy przecież w rzeczywistości, w której technologia coraz skuteczniej naśladuje ludzką komunikację, algorytmy analizują zachowania, a media społecznościowe zamieniają osobiste doświadczenia w publiczny spektakl. Muzyka rozpoczyna się oszczędnie. Gitara, wokal i elektroniczne tło tworzą atmosferę niepewności, która stopniowo rozwija się w kierunku mocniejszych struktur. Charakterystyczny dźwięk thereminu doskonale współgra z futurystycznym nastrojem. W kompozycji słychać pokrewieństwo z Radiohead z okresu „OK Computer” i „Kid A”, kiedy Thom Yorke opowiadał o człowieku zagubionym w świecie technologii i korporacyjnej kontroli. Amarok pozostają jednak bardziej melodyjni i mniej zainteresowani formalną dekonstrukcją.
„Stay Human” prowokuje skojarzenia z powieścią Philipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”. Jej najważniejsze pytanie dotyczy przecież nie tylko możliwości stworzenia sztucznego człowieka, ale także cech, które czynią nas ludźmi. Empatia, pamięć, współczucie, zdolność do przeżywania cierpienia – czy rzeczywiście potrafimy je chronić? Amarok nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi. Przypominają raczej, że człowieczeństwo nie jest przywilejem zagwarantowanym raz na zawsze. Trzeba o nie nieustannie dbać. Właśnie dlatego „Stay Human” należy do najważniejszych utworów „Hope” Amarok. Nie potrzebuje wielominutowej suity ani instrumentalnych fajerwerków, aby postawić pytanie o fundamentalnym znaczeniu.
„Insomnia” i „Trail”. Od nocnych lęków do nieustannego biegu
Bezsenność jest szczególnym doświadczeniem. W ciągu dnia można zagłuszać własne myśli pracą, obowiązkami i nieustannym strumieniem informacji. Noc odbiera nam te możliwości. Kiedy milkną telefony, pozostajemy sam na sam z problemami, których nie udało się rozwiązać. „Insomnia” jest muzycznym obrazem takiej właśnie nocy. Kompozycja rozpoczyna się melancholijną gitarą, przywołującą styl Davida Gilmoura i Marka Knopflera. Stopniowo pojawiają się instrumenty klawiszowe, bas i smyczki, tworząc atmosferę narastającego niepokoju. Wokal Wojtasa pozostaje spokojny, niemal wyciszony. To nie człowiek próbujący przekrzyczeć własny lęk, lecz ktoś, kto pozwala mu przemówić. W muzyce można odnaleźć coś z „The Division Bell” Pink Floyd, „Brave” Marillion oraz późnej Anathemy. Najważniejsza jest jednak dramaturgia. Amarok nie zamieniają bezsenności w teatralną rozpacz. Przedstawiają ją jako stan zawieszenia, oczekiwanie na poranek, który niekoniecznie przyniesie ulgę.
Zupełnie inaczej działa „Trail”. Elektroniczny puls, dynamiczna sekcja rytmiczna i mocniejsze gitarowe akcenty tworzą muzykę przypominającą podróż przez wielkie miasto, którego światła rozmazują się za szybą rozpędzonego samochodu. Tytułowa droga staje się metaforą ludzkiego życia. Nie chodzi wyłącznie o osiągnięcie celu, ale również o doświadczenia zdobywane podczas wędrówki. Można przywołać „Siddharthę” Hermanna Hessego, którego bohater przez lata poszukuje prawdy, zanim zacznie rozumieć znaczenie samego procesu poznawania świata. Podobną intuicję odnajduję w „Trail”. Muzyka porusza się pomiędzy elektronicznym transem, rockową energią i przestrzennymi fragmentami. Szczególnie imponująco wypada współpraca Konrada Zielińskiego na perkusji i Kornela Popławskiego na basie. Mariusz Danielak dostrzegł tutaj pokrewieństwo z Porcupine Tree. Dodałbym również pewne skojarzenia z Muse, szczególnie w sposobie łączenia elektronicznej motoryki z gitarową monumentalnością.
„Welcome” i „Queen”. Amarok stają się prawdziwym zespołem
W połowie albumu następuje jedna z najciekawszych zmian w historii Amarok. Michał Wojtas przestaje być jedyną centralną postacią kompozytorską. „Welcome” jest autorską wypowiedzią perkusisty Konrada Zielińskiego, natomiast „Queen” stworzył Kornel Popławski, który wykonuje również główną partię wokalną. Nie są to wyłącznie ciekawostki personalne. Zmienia się sposób opowiadania muzycznej historii. „Welcome” przynosi chłodną, niemal beznamiętną atmosferę, w której elektronika i oszczędny śpiew tworzą klimat bliski cold wave. Można odnaleźć tu coś z Clan of Xymox i niemieckiego Eloy, ale także ślady niepokojących filmowych światów Davida Lyncha. Sam tytuł – „Witaj” – nabiera niemal przewrotnego znaczenia. Muzyka przypomina zaproszenie do miejsca, w którym gościnność może okazać się pułapką.
„Queen” wprowadza jeszcze inną perspektywę. Jest wolniejszy, bardziej duszny i chwilami niemal trip-hopowy. Głos Popławskiego ma ciemniejszą barwę niż wokal Wojtasa, a rytm porusza się hipnotycznie, tworząc atmosferę bliską mroczniejszym fragmentom Massive Attack. Partie skrzypiec stanowią interesujący kontrast dla elektronicznego pulsu. Utwór można interpretować jako opowieść o człowieku uwiedzionym przez cyfrowy świat, który obiecuje władzę i poczucie znaczenia, lecz w zamian domaga się uwagi oraz podporządkowania. Marek Toma z Rock Area dostrzegł w wokalu Popławskiego coś z maniery Ozzy'ego Osbourne'a, zwracając również uwagę na ekspresję skrzypiec. Właśnie dzięki takim kompozycjom „Hope” okazuje się jednym z najbardziej różnorodnych albumów w dyskografii Amarok. Zespół coraz śmielej korzysta z talentów wszystkich swoich członków, a mimo to zachowuje rozpoznawalną muzyczną tożsamość.
„Perfect Run” i „Don't Surrender”. Między wyścigiem a wytrwałością
„Perfect Run” jest instrumentalną kompozycją opartą na elektronicznej motoryce, pulsującym basie i gitarowych akcentach. Sam tytuł można odczytać jako metaforę współczesnego życia podporządkowanego nieustannemu dążeniu do perfekcji. Doskonała praca, idealne ciało, perfekcyjnie zaplanowany dzień. Człowiek biegnie coraz szybciej, choć często nie potrafi powiedzieć, dokąd właściwie zmierza. Muzyka dobrze oddaje ten stan. Elektronika i perkusja tworzą niemal mechaniczny rytm, a gitarowe partie dodają mu organicznego ciężaru. Można odnaleźć w tym coś z Tangerine Dream oraz bardziej dynamicznych kompozycji God Is an Astronaut. Edwin Roosjen z Dutch Progressive Rock Page podkreślał przede wszystkim rytmiczną siłę utworu. Trudno się z nim nie zgodzić. „Perfect Run” nie jest najbardziej emocjonalnym fragmentem płyty, ale stanowi ważny element jej dramaturgii.
Po tym elektronicznym biegu nadchodzi jedna z najpiękniejszych kompozycji – „Don't Surrender”. Tytuł mógłby sugerować banalną piosenkę motywacyjną, ale Amarok unikają takiej pułapki. Fortepian, delikatna gitara i spokojny wokal tworzą atmosferę intymnej rozmowy, która stopniowo rozwija się w bardziej rozbudowaną formę progresywną. Nie chodzi o obietnicę zwycięstwa. Życie nie działa przecież według zasad reklamowego poradnika. Nie każdą stratę można odrobić, nie każdą trudność pokonać siłą woli. Prawdziwa wartość „Don't Surrender” polega raczej na przekonaniu, że pojedyncza porażka nie musi oznaczać klęski całego życia. Muzycznie można odnaleźć tutaj pokrewieństwo ze Stevenem Wilsonem, Blackfield i najbardziej refleksyjnymi fragmentami Marillion. Wojtas pozwala emocjom dojrzewać, a końcowe gitarowe frazy nadają kompozycji niemal oczyszczający charakter. To jeden z momentów, w których rock progresywny Amarok osiąga szczególną emocjonalną intensywność.
„Simple Pleasures” i „Dolina”. Najważniejsze rzeczy są najbliżej
„Simple Pleasures” przynosi refleksję nad czymś, o czym współczesna kultura zdaje się nieustannie zapominać – wartością zwyczajnego życia. Świat reklamy przekonuje nas, że szczęście wymaga kolejnych zakupów, doświadczeń i osiągnięć. Amarok proponują perspektywę odwrotną. Delikatny fortepian, naturalne odgłosy i przestrzenna aranżacja tworzą muzykę przypominającą poranek, podczas którego człowiek po raz pierwszy od dawna nie musi sprawdzać godziny. Jest w tym coś z późnego Talk Talk, Davida Sylviana i spokojniejszych fragmentów Pink Floyd. W literaturze podobną wrażliwość odnajdujemy u Henry'ego Davida Thoreau, który w „Waldenie” próbował odkryć wartość życia uwolnionego od nadmiaru materialnych potrzeb. Można również przypomnieć „Małego Księcia” Antoine'a de Saint-Exupéry'ego, gdzie najważniejsze prawdy o bliskości i odpowiedzialności zostają wypowiedziane językiem pozornej prostoty. Amarok nie ilustrują tych książek, ale prowokują do podobnego pytania: czy naprawdę potrzebujemy tak wiele, aby czuć się szczęśliwymi?
Album kończy „Dolina”, jedyny utwór z polskim tekstem. To krótka, kameralna kompozycja, oparta na instrumentach akustycznych, harmonium i subtelnych smyczkach. Po niemal godzinie muzycznej opowieści prowadzonej głównie po angielsku zespół nagle powraca do języka ojczystego. Ten gest nadaje finałowi szczególne znaczenie. Dolina może symbolizować miejsce schronienia, przestrzeń odpoczynku po długiej podróży, ale także metaforę ludzkiego życia, jego upadków i ponownych wzlotów. Można przywołać poezję Czesława Miłosza, w której rodzinne krajobrazy przechowują pamięć utraconego czasu, albo wyobraźnię Bolesława Leśmiana, nadającego naturze niemal metafizyczne znaczenie. „Dolina” jest zakończeniem niezwykle skromnym, ale właśnie dlatego trafnym. Po elektronicznym niepokoju, bezsenności i walce z przeciwnościami otrzymujemy muzykę przypominającą powrót do domu. Nadzieja nie potrzebuje wielkiej orkiestry. Czasami wystarczy cisza, znajomy krajobraz i poczucie, że nie jesteśmy sami.
Krytycy o „Hope”. Polskie progrockowe brzmienie docenione za granicą
Recenzje albumu „Hope” zespołu Amarok były wyjątkowo przychylne. Mariusz Danielak z ArtRock.pl przyznał wydawnictwu 9/10, podkreślając jego rockową energię, różnorodność stylistyczną i coraz wyraźniejszą zespołową osobowość. Napisał: „Hope jest przede wszystkim żywy, momentami energetyczny, niezwykle rockowy”. Podobnie wysoko płytę ocenił Marek Toma z Rock Area, również wystawiając 9/10. Zwrócił uwagę na bogactwo brzmienia, udział wszystkich muzyków w partiach wokalnych oraz inspiracje Stevenem Wilsonem, Eloy i Davidem Sylvianem. Szczególnie interesująca była jego obserwacja dotycząca odmiennych osobowości muzycznych poszczególnych członków zespołu. To właśnie ich spotkanie nadało albumowi świeżość.
Równie entuzjastycznie zareagowali zagraniczni recenzenci. Edwin Roosjen z Dutch Progressive Rock Page ocenił „Hope” na 9/10, uznając go za „One of the best albums of 2024”, czyli „Jeden z najlepszych albumów 2024 roku”. Docenił połączenie rocka progresywnego, ambientu i instrumentów etnicznych, wskazując na dojrzałość zespołu. Jeszcze mocniejszą rekomendację wystawił brytyjski krytyk Kev Rowland, którego opinię opublikował Mały Leksykon Wielkich Zespołów. Napisał: „If you have yet to discover Polish prog then start here” – „Jeżeli jeszcze nie odkryliście polskiego rocka progresywnego, zacznijcie tutaj”. Kevin Carmony z Prog Radio przyznał albumowi maksymalne 5/5, a francuski Music Waves ocenił go na 4/5. To znaczące uznanie, szczególnie dla zespołu działającego poza głównym nurtem komercyjnego przemysłu muzycznego.
Warto jednak pamiętać, że wysokie oceny nie czynią albumu automatycznie arcydziełem. „Hope” nie jest płytą pozbawioną słabości. Niektóre kompozycje mogłyby być krótsze, a starannie dopracowane elektroniczne aranżacje chwilami ograniczają spontaniczność. W porównaniu z „Hero” nowe wydawnictwo jest bardziej zróżnicowane i zespołowe, ale nieco mniej zwarte dramaturgicznie. „Hero” posiadało siedem kompozycji tworzących skoncentrowaną opowieść, podczas gdy „Hope” rozciąga ją na niemal godzinę. Nie zawsze wszystkie fragmenty okazują się jednakowo potrzebne. Z drugiej strony album przekonuje większą dojrzałością, bardziej zdecydowanym brzmieniem i odwagą oddania przestrzeni pozostałym muzykom. Nie słyszymy już wyłącznie artystycznej wizji Wojtasa. Słyszymy prawdziwy zespół.
Nadzieja nie jest obietnicą zwycięstwa
W „Drodze” Cormaca McCarthy'ego ojciec i syn przemierzają zniszczony świat, w którym niemal wszystko, co człowiek stworzył, obróciło się w ruinę. Nie mają gwarancji przeżycia ani pewności, że za kolejnym wzgórzem odnajdą bezpieczne miejsce. A jednak idą dalej. Ich podróż pozostaje jednym z najbardziej przejmujących literackich obrazów miłości, odpowiedzialności i nadziei w obliczu zagrożenia. „Hope” Amarok nie jest dziełem równie mrocznym, ale stawia podobne pytanie: dlaczego człowiek powinien kontynuować drogę, skoro nie wie, czy osiągnie cel? Odpowiedź wydaje się prosta. Nie dlatego, że zwycięstwo jest pewne, lecz dlatego, że sama decyzja o dalszym życiu i działaniu posiada wartość.
To właśnie najważniejsze przesłanie albumu. „Insomnia” nie ukrywa lęku, „Queen” pokazuje niebezpieczeństwo utraty własnej tożsamości, „Stay Human” przypomina o konieczności ochrony człowieczeństwa, „Don't Surrender” zachęca do wytrwałości, a „Simple Pleasures” uświadamia, że najważniejsze rzeczy mogą znajdować się znacznie bliżej, niż sądzimy. Michał Wojtas i Amarok nie proponują łatwego optymizmu. Ich muzyka nie udaje, że cierpienie nie istnieje, a wszystkie konflikty można rozwiązać kilkoma pocieszającymi słowami. Nadzieja oznacza raczej zachowanie zdolności dostrzegania sensu nawet wtedy, kiedy rzeczywistość nie daje powodów do zadowolenia.
W wierszu „Nadzieja” Czesław Miłosz przypominał, że świat może nadal posiadać znaczenie, choć człowiek nie potrafi wszystkiego zrozumieć. Podobną wrażliwość odnajduję w muzyce Amarok. Gitarowa melancholia Pink Floyd spotyka elektroniczny niepokój Radiohead, etniczne rytmy sąsiadują z nowoczesnym rockiem, a całość prowadzi do prostego pytania: czy mimo wszystkich doświadczeń nadal potrafimy wierzyć, że warto żyć? „Hope” nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Ale pozwala usłyszeć, że taka odpowiedź wciąż może istnieć.
Nie jest to album doskonały. Chwilami zbyt rozbudowany, niekiedy przesadnie dopracowany, a miejscami wyraźnie odwołujący się do znanych wzorców. Ale posiada coś, czego nie można zastąpić studyjną perfekcją: emocjonalną autentyczność i przekonanie, że muzyka nadal może mówić o rzeczach naprawdę ważnych. Amarok nagrali płytę dojrzałą, piękną i potrzebną. Nie tylko ze względu na jej instrumentalne bogactwo. Przede wszystkim dlatego, że w epoce nieustannej ironii i cynizmu odważyli się mówić o bliskości, przyzwoitości i nadziei.
Bo prawdziwa nadzieja nie polega na przekonaniu, że świat stanie się lepszy. Polega na decyzji, że nawet w niedoskonałym świecie warto pozostać człowiekiem.
Ocena końcowa: 9,5/10
„Hope” Amarok to jeden z najdojrzalszych albumów współczesnego polskiego rocka progresywnego. Łączy melodyjność Pink Floyd, przestrzeń ambientu, nowoczesną elektronikę i etniczne instrumentarium z wyraźnym humanistycznym przesłaniem. Największymi atutami są kompozycje „Hope Is”, „Stay Human”, „Insomnia”, „Trail”, „Don't Surrender”, „Simple Pleasures” i „Dolina”, znakomita współpraca wszystkich muzyków oraz przestrzenna produkcja Michała Wojtasa. Drobne słabości dotyczą długości niektórych utworów i chwilami nadmiernie wygładzonego brzmienia. Mimo to „Hope” należy do najciekawszych polskich płyt art rockowych 2024 roku i stanowi znakomite świadectwo artystycznej dojrzałości zespołu.
Amarok – „Hope” (Oskar Records, 2024). Siódmy album studyjny grupy. Przywołane opinie krytyków pochodzą z ArtRock.pl, Rock Area, Dutch Progressive Rock Page, Małego Leksykonu Wielkich Zespołów, Prog Radio i Music Waves. Cytaty w języku angielskim zachowano w oryginale, a przekłady oraz interpretacje muzyczno-literackie mają charakter autorski.



Napisz komentarz
Komentarze