Według kalendarza świąt nietypowych Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów przypada 28 października. Jego przesłanie jest banalnie proste: zwolnić, uspokoić się, przestać martwić rzeczami, na które nie mamy wpływu, i przez chwilę zatroszczyć się o własny komfort psychiczny. Brzmi to niemal jak fragment poradnika Dalajlamy, tyle że rzeczywistość, zwłaszcza ta polska, ma wobec naszych nerwów zupełnie inne plany. Wystarczy bowiem rano włączyć wiadomości, sprawdzić stan konta, zajrzeć do skrzynki mailowej albo przypadkowo przeczytać dyskusję pod lokalnym artykułem. W ciągu pięciu minut jesteśmy gotowi do odegrania głównej roli w filmie „Dzień świra”, a Marek Koterski mógłby jedynie przyglądać się z uznaniem. Dlatego tegoroczne święto potraktujmy poważnie, choć z odpowiednią dawką ironii. Może uda się nam przeżyć przynajmniej jedną dobę bez podnoszenia ciśnienia sobie i innym?
Facebook, czyli laboratorium ludzkiej cierpliwości
Zacznijmy od najtrudniejszego. Od internetu, który miał połączyć ludzi, a czasami sprawia wrażenie, jakby jego podstawowym zadaniem było skłócenie sąsiadów, rodzin i przypadkowych przechodniów. Szczególnie niebezpieczne są lokalne grupy na Facebooku, gdzie niewinne pytanie o to, dlaczego przy jednej z ulic pojawił się nowy znak drogowy, potrafi wywołać dyskusję o stanie polskiej demokracji, odpowiedzialności kolejnych rządów i moralnym upadku cywilizacji zachodniej. Po kilkunastu minutach jeden z komentujących żąda dymisji prezydenta miasta, drugi rozwiązania Rady Miejskiej, trzeci przekonuje, że „za komuny takich rzeczy nie było”, czwarty twierdzi, że właśnie były, ale gorsze, a piąty publikuje zdjęcie dziury w jezdni sprzed siedmiu lat, opatrując je komentarzem: „I co wy na to?”. Kiedy dyskusja osiąga osiemdziesiąt odpowiedzi, nikt już nie pamięta, od czego się zaczęła. Wszyscy są jednak zgodni co do jednego: przeciwnik nie ma pojęcia, o czym pisze.
Dlatego 28 października proponujemy wyjątkowo radykalne rozwiązanie: czytajmy komentarze, ale nie odpowiadajmy na każdy z nich. Jeżeli ktoś napisze, że Tomaszów Mazowiecki leży nad Bałtykiem, nie musimy natychmiast przedstawiać mu mapy Polski, danych geograficznych i historii podziału administracyjnego kraju. Jeżeli inny internauta stwierdzi, że kiedyś wszystko było tańsze, wystarczy przyjąć do wiadomości, że właśnie przeżywa nostalgiczną podróż do czasów, gdy benzyna kosztowała mniej, ale zarobki też nie przypominały dzisiejszych. Najważniejsze, aby nie wdawać się w internetowe pojedynki, w których jedyną nagrodą jest podniesione ciśnienie i utrata dwóch godzin życia. Nie każda głupota opublikowana w internecie wymaga natychmiastowej reakcji. Niektóre całkiem dobrze radzą sobie bez naszego udziału.
Tomaszowskie ulice. Test cierpliwości dla zaawansowanych
Drugim obszarem, na którym można sprawdzić skuteczność Dnia Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów, są miejskie drogi. Każdy kierowca zna ten szczególny moment, kiedy samochód przed nim nie rusza dokładnie w tej samej milisekundzie, w której zapala się zielone światło. Ręka niemal automatycznie wędruje w kierunku klaksonu, a w głowie pojawiają się słowa, których nie wypada cytować w portalu rodzinnym. Tymczasem kierowca przed nami może właśnie zastanawiać się, czy wyłączył żelazko, odebrał telefon od żony albo przypomniał sobie, że miał kupić chleb. Nie wiemy. Wiemy natomiast, że trzysekundowe opóźnienie nie jest wystarczającym powodem do rozpoczynania drogowej wojny.
W Tomaszowie, gdzie remonty, objazdy i zmiany organizacji ruchu potrafią wystawiać cierpliwość mieszkańców na próbę, eksperyment może okazać się szczególnie wymagający. Wyobraźmy sobie jednak, że przez jeden dzień nikt nie trąbi na skrzyżowaniu, nikt nie wygraża pięścią innemu kierowcy, a pieszy przechodzący przez jezdnię nie jest traktowany jak osobisty wróg motoryzacji. Brzmi jak scenariusz filmu science fiction? Być może, ale przecież kiedyś równie nieprawdopodobne wydawały się samochody elektryczne i możliwość płacenia telefonem za bułki. Spróbujmy więc 28 października potraktować innych uczestników ruchu jak ludzi, a nie przeszkody terenowe. Jeśli ktoś zajedzie nam drogę, zamiast wykonywać gesty znane z filmów Quentina Tarantino, możemy powiedzieć: „Życzę panu spokojnego dnia”. Najlepiej jednak przy zamkniętej szybie. Nie ma sensu prowokować losu.
Urzędy, radni i uchwały. Tu nerwy powinny otrzymywać dodatek za warunki szkodliwe
Szczególną ochroną w tym dniu należałoby objąć osoby zawodowo zajmujące się samorządem. Radnych, dziennikarzy, urzędników, społeczników i wszystkich tych, którzy z własnej woli albo wskutek wyjątkowo niefortunnego zbiegu okoliczności muszą czytać dokumenty publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Człowiek otwiera komputer z zamiarem spokojnego przejrzenia porządku obrad najbliższej sesji, a tam czeka na niego projekt uchwały „zmieniającej uchwałę w sprawie zmiany uchwały dotyczącej zmian w uchwale”. Dalej jest tylko ciekawiej. W załączniku numer trzy znajdujemy tabelę, w której jedna kwota została zwiększona, druga zmniejszona, trzecia przeniesiona, a czwarta – najwyraźniej zawstydzona całym zamieszaniem – zniknęła bez wyjaśnienia. Po dwóch godzinach lektury człowiek zaczyna rozumieć bohatera „Procesu” Franza Kafki. Różnica polega na tym, że Józef K. przynajmniej nie musiał analizować wieloletniej prognozy finansowej.
Z myślą o zdrowiu psychicznym proponujemy więc samorządowy system pracy inspirowany skandynawską filozofią równowagi. Jedna uchwała, łyk kawy, spojrzenie przez okno. Druga uchwała, dwa głębokie oddechy i krótka refleksja nad sensem istnienia. Po trzeciej uchwale obowiązkowy spacer, a po czwartej rozmowa z człowiekiem, który nie wie, czym jest autopoprawka do projektu budżetu. Szczególny zakaz powinien dotyczyć czytania załączników finansowych tuż przed snem. To może prowadzić do koszmarów, w których człowieka gonią paragrafy klasyfikacji budżetowej, a jedyną drogę ucieczki blokuje przewodniczący komisji z pytaniem: „Czy są jeszcze jakieś uwagi?”. Oczywiście nie namawiamy nikogo do rezygnacji z kontroli samorządu. Wręcz przeciwnie. Tyle że demokracja potrzebuje nie tylko aktywnych obywateli, lecz także obywateli, którzy od czasu do czasu śpią.
Polityka na jeden dzień do szuflady? Eksperyment graniczący z cudem
Największym wyzwaniem tegorocznego święta może okazać się jednak próba przeżycia dwudziestu czterech godzin bez kłótni o politykę. W kraju, w którym poglądy polityczne potrafią podzielić rodziny, sąsiadów, znajomych, a niekiedy nawet uczestników wspólnego grillowania, byłoby to osiągnięcie porównywalne z lądowaniem człowieka na Marsie. Wyobraźmy sobie niedzielny obiad, podczas którego nikt nie wspomina o rządzie, opozycji, prezydencie, podatkach ani najnowszym sondażu. Zamiast tego rozmawiamy o książkach, muzyce, sporcie, jesiennych spacerach i tym, czy „Alternatywy 4” Stanisława Barei są lepsze od „Zmienników”. Chociaż nawet ostatni temat może okazać się niebezpieczny, ponieważ polska skłonność do sporów nie zna granic.
Jeżeli przy rodzinnym stole ktoś rozpocznie zdanie: „A widzieliście, co dzisiaj powiedział…”, proponujemy natychmiastową zmianę tematu. Można zapytać, czy ziemniaki są już miękkie, przypomnieć o urodzinach cioci albo pochwalić jakość surówki. W sytuacjach krytycznych dopuszczalne jest nawet zainteresowanie pogodą, choć i tutaj istnieje ryzyko, że rozmowa płynnie przejdzie do zmian klimatu, polityki energetycznej i cen węgla. Najbezpieczniej porozmawiać o psach. Pod warunkiem że nikt nie zacznie dyskusji o obowiązku sprzątania po czworonogach, bo wtedy cały eksperyment może zakończyć się przed deserem.
Przycisk „Odpowiedz” powinien mieć zabezpieczenie jak wyrzutnia rakiet
Warto również przyjrzeć się współczesnym metodom komunikacji. Nigdy wcześniej w historii ludzkości nie mieliśmy tak wielu możliwości natychmiastowego poinformowania drugiego człowieka, co o nim myślimy. Dawniej, żeby obrazić sąsiada, trzeba było wyjść z domu, przejść przez ulicę i powiedzieć mu coś prosto w oczy. Wymagało to wysiłku, czasu i pewnej odwagi. Dzisiaj wystarczy telefon, dwie wolne minuty i palec wskazujący. Technologia zlikwidowała niemal wszystkie bariery, które kiedyś chroniły nas przed pochopnym ujawnianiem własnych przemyśleń. W rezultacie możemy uczestniczyć jednocześnie w sporze o politykę międzynarodową, remont chodnika, cenę jajek i sposób przygotowywania rosołu.
Z okazji Dnia Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów proponujemy więc prostą zasadę: każda odpowiedź napisana pod wpływem silnych emocji powinna odczekać dziesięć minut przed opublikowaniem. Ktoś nas zdenerwował? Piszemy. Przywołujemy Konstytucję, Szekspira, statystyki GUS, dorobek europejskiej filozofii i wszystkie argumenty, jakie jesteśmy w stanie znaleźć. Tworzymy odpowiedź tak miażdżącą, że przeciwnik – przynajmniej w naszej wyobraźni – powinien natychmiast wycofać się z życia publicznego. Następnie odkładamy telefon, robimy herbatę i wychodzimy na balkon. Po dziesięciu minutach może się okazać, że świat nadal istnieje, Polska nie upadła, Tomaszów stoi nad Pilicą, a człowiek, z którym mieliśmy właśnie rozpocząć internetową wojnę trzydziestoletnią, zdążył już zapomnieć o całej sprawie. Czasami największym zwycięstwem w dyskusji jest nieprzystąpienie do niej.
Życie w trybie alarmowym. Od rana do wieczora
Za całym tym żartobliwym zamieszaniem kryje się jednak problem znacznie poważniejszy. Współczesny człowiek żyje w stanie niemal nieustannej gotowości. Budzi go alarm w telefonie, przy śniadaniu bombardują wiadomości, w pracy czekają maile oznaczone jako pilne, później przychodzą rachunki, terminy, obowiązki rodzinne i informacje o kolejnych wydarzeniach, którymi koniecznie powinien się zainteresować. Gdy wreszcie wieczorem siada w fotelu, zamiast odpocząć, bierze do ręki telefon i zaczyna przeglądać wiadomości. Algorytmy bardzo dobrze wiedzą, że spokojny człowiek nie jest idealnym odbiorcą treści. Znacznie łatwiej przyciągnąć jego uwagę czymś, co wywołuje gniew, strach albo poczucie zagrożenia.
Nie trzeba być profesorem psychologii, by zauważyć, że taki styl życia trudno uznać za korzystny. Długotrwały stres może odbijać się na jakości snu, koncentracji, samopoczuciu i zdrowiu fizycznym. Człowiek przemęczony szybciej się irytuje, gorzej znosi codzienne trudności i często reaguje złością na sytuacje, które w innych okolicznościach wzruszyłby ramionami. Dlatego odpoczynek nie jest przejawem lenistwa, słabości ani braku ambicji. To jeden z podstawowych warunków zachowania równowagi psychicznej. Spacer po lesie, rozmowa z bliską osobą, dobra książka, ulubiona płyta czy zwykłe pół godziny ciszy mogą przynieść więcej pożytku niż kolejna godzina spędzona na analizowaniu cudzych wypowiedzi w internecie.
Spała, Pilica, Niebieskie Źródła. Mamy gdzie uspokoić nerwy
Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego znajdują się pod tym względem w całkiem uprzywilejowanej sytuacji. Nie trzeba wyjeżdżać w Himalaje ani zapisywać się na kosztowny kurs medytacji, by znaleźć miejsce pozwalające na chwilę oderwania się od codziennego hałasu. Wystarczy spacer nad Pilicą, wizyta w rezerwacie Niebieskie Źródła, wyprawa do Spały albo wędrówka po okolicznych lasach. Można usiąść na ławce i przez kilkanaście minut obserwować drzewa, wodę czy ptaki. Bez sprawdzania telefonu, bez fotografowania wszystkiego na potrzeby mediów społecznościowych, bez konieczności udowadniania znajomym, że właśnie fantastycznie odpoczywamy.
Jest w tym pewien paradoks naszych czasów. Potrafimy wydać niemałe pieniądze na urządzenia mierzące poziom stresu, monitorujące sen i przypominające, że powinniśmy się poruszać, a jednocześnie zapominamy o najprostszej czynności – wyjściu z domu i zwykłym spacerze. Dawniej człowiek szedł do lasu, żeby odpocząć. Dzisiaj idzie do lasu, uruchamia aplikację, włącza pomiar aktywności, sprawdza tętno, liczy kroki, fotografuje trasę i po powrocie analizuje, czy odpoczynek był wystarczająco efektywny. Nawet relaks potrafiliśmy zamienić w zadanie do wykonania. Może zatem 28 października warto spróbować czegoś naprawdę rewolucyjnego: pójść na spacer bez konieczności osiągnięcia jakiegokolwiek wyniku.
Tomaszowianie, ogłaszamy jednodniowy rozejm!
W związku z obchodami Dnia Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów proponujemy nieformalny, całkowicie dobrowolny i pozbawiony urzędowych procedur eksperyment społeczny. Przez jeden dzień nie wdajemy się w niepotrzebne kłótnie, nie trąbimy bez powodu na innych kierowców, nie komentujemy każdej politycznej wypowiedzi, nie odpowiadamy natychmiast na zaczepki i nie sprawdzamy telefonu co trzy minuty. Jeśli ktoś nas zdenerwuje, liczymy do dziesięciu. Jeżeli to nie wystarczy, liczymy do stu. A gdy po setce nadal mamy ochotę powiedzieć coś, czego następnego dnia moglibyśmy żałować, wychodzimy na spacer. Najlepiej długi. W skrajnych przypadkach można dojść nawet do Spały.
Nie łudźmy się jednak, że 28 października Tomaszów Mazowiecki zamieni się w oazę spokoju, mieszkańcy zaczną uśmiechać się do siebie na ulicach, a dyskusje w internecie będą przypominać filozoficzne debaty starożytnych Greków. Tego rodzaju przemiana wymagałaby prawdopodobnie znacznie więcej niż jednego nietypowego święta. Ale może uda nam się choć przez chwilę spojrzeć na codzienne problemy z dystansem. Zrozumieć, że nie każda różnica zdań jest wojną, nie każda niedogodność katastrofą, a nie każdy człowiek mający inne poglądy zasługuje na natychmiastową słowną egzekucję.
Zresztą, jak mawiał Jan Tadeusz Stanisławski w swoim słynnym radiowym cyklu, „nie ma co się oszukiwać”. Nerwy mamy jedne, a powodów do ich szargania życie dostarcza nam każdego dnia w ilościach hurtowych. Warto więc chociaż raz w roku zrobić im wolne. Wyłączyć telewizor, odłożyć telefon, zaparzyć dobrą herbatę, posłuchać ulubionej muzyki i uznać, że świat może przez chwilę funkcjonować bez naszego nieustannego nadzoru.
A jeśli cały ten eksperyment się nie powiedzie? Jeśli ktoś jednak zatrąbi, napisze złośliwy komentarz, wyprowadzi nas z równowagi albo rozpocznie kolejną awanturę o politykę?
Trudno. Nie wszystko stracone.
29 października będzie nowy dzień. W Tomaszowie odbędą się sesje rad, znów pojawią się polityczne spory, uchwały, komentarze i powody do zdenerwowania. Ale przynajmniej będziemy mogli powiedzieć, że próbowaliśmy.
A na zakończenie mamy do mieszkańców jedno pytanie:
Co w Tomaszowie Mazowieckim najbardziej szarga Wam nerwy? Korki, remonty, urzędy, politycy, sąsiedzi czy komentarze w internecie?
Piszcie w komentarzach.
Tylko spokojnie.
Przecież mamy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów!



Napisz komentarz
Komentarze