Chodziło o funkcje sprawowane dotąd przez Mariusza Strzępka, Lidię Jackow oraz Wacławę Bąk. Oficjalny portal Rady jeszcze przed sesją wskazywał Strzępka jako przewodniczącego Komisji Bezpieczeństwa Publicznego i Transportu, Jackow jako przewodniczącą Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, a Bąk jako przewodniczącą Komisji Edukacji, Kultury i Sportu.
Można oczywiście powiedzieć: polityka. Większość ma większość, więc zmienia ludzi na funkcjach. Tak działa demokracja przedstawicielska. Tyle że samorząd nie powinien przypominać dziecięcej zabawy w krzesła, w której muzyka nagle cichnie, a najważniejsze staje się to, kto zdąży usiąść. Komisje nie istnieją po to, aby rozdawać stanowiska radnym. Mają kontrolować, opiniować, badać dokumenty i zajmować się problemami mieszkańców. Dlatego przy każdej personalnej rewolucji powinno paść najprostsze z możliwych pytań: co konkretnie w pracy danej komisji funkcjonowało źle i co po zmianie przewodniczącego ma funkcjonować lepiej?
Czy te zmiany są zgodne z prawem?
Tu potrzebna jest ostrożność. Nie można uczciwie napisać, że samo odwoływanie przewodniczących komisji jest bezprawne. Art. 17 ustawy o samorządzie powiatowym daje Radzie Powiatu prawo powoływania komisji oraz ustalania ich składu osobowego, natomiast szczegółowy tryb pracy rady i komisji określa statut powiatu. Co więcej, w poprzednich latach Rada Powiatu Tomaszowskiego już odwoływała przewodniczących komisji, powołując się właśnie na art. 17 ustawy oraz § 45 i § 46 Statutu Powiatu Tomaszowskiego.
Znacznie ciekawsza jest procedura wprowadzenia tych spraw do porządku obrad. Art. 15 ust. 1 ustawy mówi, że do zawiadomienia o zwołaniu sesji dołącza się porządek obrad wraz z projektami uchwał. Jednocześnie ust. 2 pozwala radzie zmienić porządek już podczas sesji, jeżeli za zmianą opowie się bezwzględna większość ustawowego składu rady. W 23-osobowej Radzie Powiatu oznacza to co najmniej 12 głosów. Samo pojawienie się projektu 28 października nie przesądza zatem o naruszeniu prawa.
Ale to nie kończy sprawy. Należy sprawdzić wyniki imienne głosowań nad rozszerzeniem porządku, podstawę zgłoszenia projektów, zgodność procedury ze Statutem Powiatu i to, kiedy dokładnie projekty zostały udostępnione wszystkim radnym. Oficjalna karta sesji pokazuje, że o godz. 11.56 i 11.57 głosowano nad wprowadzeniem trzech odwołań, a już około godz. 12.37–12.44 odbyły się głosowania nad samymi projektami uchwał.
To bardzo krótki dystans pomiędzy „wprowadzamy sprawę” a „podejmujemy decyzję”. Może być zgodny z ustawą. Nie musi być jednak wzorem dobrego standardu stanowienia decyzji w samorządzie, zwłaszcza jeśli mieszkańcy wcześniej nie mogli nawet wiedzieć, że taka personalna operacja będzie przedmiotem sesji.
I właśnie tutaj kończy się dyskusja o tym, czy radni mogą zmieniać przewodniczących, a zaczyna znacznie ważniejsza: po co to robią i co mieszkańcy mają dzięki temu zyskać?
Komisje czy rzeczywiste problemy powiatu?
Tego samego dnia Rada zajmowała się pieniędzmi z PFRON dla osób z niepełnosprawnościami, funkcjonowaniem Środowiskowego Domu Samopomocy, zmianami budżetu i wieloletniej prognozy finansowej, transportem publicznym oraz bezprzetargową dzierżawą działki przy Jana Pawła II 35. To sprawy, które można przeliczyć na złotówki, usługi, dostępność pomocy albo komfort życia mieszkańców.
Na tym tle personalne roszady powinny mieć czytelne merytoryczne uzasadnienie. Jeżeli przewodniczący źle prowadzi komisję — pokażmy przykłady. Jeżeli komisja nie realizuje planu pracy — pokażmy zaległości. Jeżeli nie wykonuje funkcji kontrolnej — wskażmy konkretne zaniechania. Jeżeli natomiast jedyną zmianą ma być nazwisko na tabliczce przy stole, mieszkańcy mają prawo pytać, czy rzeczywiście o ich interes tutaj chodzi.
Ustawa zresztą nie pozostawia wątpliwości, czemu ma służyć mandat. Art. 21 ustawy o samorządzie powiatowym zobowiązuje radnego do kierowania się dobrem wspólnoty samorządowej, utrzymywania więzi z mieszkańcami i przedstawiania ich postulatów organom powiatu. Radny ma również obowiązek uczestniczenia w pracach organów, do których został wybrany.
Czyli tak — radni powinni zajmować się komisjami. Ale komisje są narzędziem. Nie celem samym w sobie.
A czym mogą pochwalić się sami radni?
Skoro tyle politycznej energii pochłania pytanie, kto ma kierować komisją, warto odwrócić perspektywę. Nie pytać przez chwilę, kto ma dostać funkcję, lecz co konkretnie poszczególni radni zrobili ze swoim mandatem.
Weźmy Szczepana Goskę. Trzeba od razu sprostować, że obecna kadencja rozpoczęła się w maju 2024 roku, więc mówimy o około dwóch i pół roku tej kadencji, a nie pełnych trzech latach. Oficjalny profil radnego pokazuje wysoką frekwencję: 49 obecności na 55 odnotowanych posiedzeń, udział w 371 z 403 głosowań oraz aż 241 zarejestrowanych wypowiedzi trwających łącznie około 299 minut. Trudno więc twierdzić, że na posiedzeniach milczy albo nie uczestniczy w pracach rady.
Jednocześnie w oficjalnym rejestrze znajdują się tylko dwa jego formalne zapytania — oba z 3 grudnia 2024 roku. Dotyczyły możliwości uruchomienia sklepu medycznego oraz apteki w Tomaszowskim Centrum Zdrowia.
To prowadzi do ciekawszego pytania niż proste liczenie interpelacji: jaki konkretny problem mieszkańców został dzięki osobistej inicjatywie radnego rozwiązany? Interpelacja nie jest jeszcze sukcesem. Wypowiedź na sesji także nie. Sukcesem może być droga doprowadzona do remontu, zmieniona procedura, pieniądze zdobyte dla jednostki, ujawniony problem, skuteczna interwencja albo rozwiązanie, które wcześniej nie istniało. W publicznej karcie aktywności Szczepana Goski trudno znaleźć przedsięwzięcie opisane właśnie w taki sposób jako jego indywidualny, zakończony rezultat.
Podobnie można spojrzeć na Jarosława Felińskiego. Jego oficjalne statystyki również pokazują regularne uczestnictwo: 49 obecności na 55 posiedzeń i 381 udziałów w 403 głosowaniach. System odnotowuje 43 wypowiedzi o łącznym czasie około 71 minut. Radny pracuje m.in. w Komisji Rewizyjnej, Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska oraz Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.
Jednocześnie oficjalny rejestr nie wykazuje ani jednej interpelacji lub zapytania Jarosława Felińskiego w tej kadencji.
To również nie jest dowód, że radny „nic nie robi”. Praca w komisji, rozmowy z mieszkańcami czy udział w przygotowaniu stanowisk nie zawsze kończą się interpelacją. Jeśli jednak pytamy o osobisty, możliwy do zweryfikowania sukces, publiczne rejestry nie podsuwają oczywistego przykładu przedsięwzięcia, którego był inicjatorem i które dzięki jego działaniu doprowadzono od pomysłu do konkretnego efektu.
Marta Lublin? Tu dokumenty każą skorygować krytykę
W przypadku Marty Lublin trzeba zachować precyzję — jest radną Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego, a nie Rady Powiatu. I jej aktywność wygląda inaczej.
Oficjalny miejski rejestr interpelacji pokazuje m.in. pytania dotyczące podziału subwencji na uczniów z niepełnosprawnościami, czasu oczekiwania dzieci na rehabilitację, kosztów zarządów i rad nadzorczych miejskich spółek, składów osobowych tych spółek, obsługi prawnej Urzędu Miasta, wpływów z podatku od nieruchomości czy miejskich nieruchomości przeznaczanych do sprzedaży. Współpodpisywała również interpelacje dotyczące patroli obywatelskich i segregacji tekstyliów.
Można oceniać skuteczność tych działań, można pytać, ile z tych spraw doprowadziła do wymiernego finału, ale nie można na podstawie dokumentów napisać, że formalnej aktywności kontrolnej nie prowadziła. Rejestr temu przeczy.
Alicja Zwolak-Plichta także ma udokumentowaną aktywność
Podobnie przedstawia się sytuacja Alicji Zwolak-Plichty, obecnie przewodniczącej Komisji Zdrowia, Rodziny i Spraw Społecznych Rady Powiatu. Jej profil wskazuje 48 obecności na 55 posiedzeń, udział w 372 z 403 głosowań oraz 62 zarejestrowane wypowiedzi. Wśród interpelacji i zapytań są sprawy Centrum Zdrowia Psychicznego, obłożenia łóżek w Tomaszowskim Centrum Zdrowia, wynagrodzeń personelu medycznego, funkcjonowania TCZ, drogi dojazdowej dla mieszkańców ulicy Kolejowej i niebezpiecznego skrzyżowania.
Tutaj również właściwe pytanie nie brzmi więc: „czy radna coś robiła?”, bo dokumenty potwierdzają aktywność. Pytanie powinno brzmieć: jakie były efekty tych działań i które z nich można uczciwie przypisać osobistej inicjatywie radnej?
Mniej etykiet, więcej rachunku z wykonanej pracy
Samorząd łatwo zamienić w polityczny serial. Jeden odcinek nosi tytuł „odwołujemy przewodniczącego”, następny „powołujemy nowego”, kolejny „zmieniamy komisję”. Aktorzy przesuwają się przy stole, zmieniają sojusze i funkcje, a widz — czyli mieszkaniec — po kilku sezonach może już nie pamiętać, o czym właściwie miał być ten serial.
Dlatego zamiast rozstrzygać, kto jest „oportunistą”, kto „koniunkturalistą”, a kto jedynym sprawiedliwym, warto zrobić rzecz znacznie bardziej niewygodną dla wszystkich stron: otworzyć dokumenty i policzyć rezultaty.
Ile interpelacji zakończyło się rozwiązaniem problemu? Kto przygotował własny projekt uchwały? Kto doprowadził do zmiany wadliwej procedury? Kto ujawnił nieprawidłowości? Kto wywalczył pieniądze dla powiatu albo mieszkańców swojego okręgu? Kto przeprowadził skuteczną kontrolę? Kto tylko głosował zgodnie ze swoim politycznym środowiskiem, a kto potrafił postawić interes mieszkańców ponad bieżącym układem większości?
Tak właśnie powinno się rozliczać radnych. Nie liczbą zdobytych funkcji, lecz liczbą spraw doprowadzonych do końca.
Wczorajsze wydarzenia w Radzie Powiatu Tomaszowskiego nie dowodzą same przez się naruszenia prawa. Pokazują jednak coś, co zasługuje na dokładne prześwietlenie: trzy personalne projekty, których nie było w pierwotnym porządku sesji, pojawiły się i zostały poddane pod głosowanie w ciągu kilkudziesięciu minut.
A kiedy polityka zaczyna koncentrować się na nazwiskach przy funkcjach, mieszkańcy mają pełne prawo zadać pytanie najbardziej elementarne ze wszystkich:
co konkretnie zmieni się dzięki temu w ich życiu?
Celowo nie użyłem jako faktów określeń „koniunkturaliści”, „oportuniści” ani tezy o zatrudnieniu brata Felińskiego. Tekst jest przez to znacznie trudniejszy do podważenia: uderza dokumentami, statystyką i pytaniem o mierzalne efekty pracy, a nie samą etykietą.



Napisz komentarz
Komentarze