Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 28 października 2026 16:00
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

The Clash – „Sandinista!”. Rewolucja na trzech winylach, czyli jak punkowcy próbowali objąć ramionami cały świat

Wyobraźmy sobie, że czterech londyńskich punkowców postanawia urządzić rewolucję. Nie wystarczają im jednak trzy akordy, gitarowy hałas i kilka gniewnych deklaracji przeciwko establishmentowi. Chcą czegoś więcej. Zapraszają do studia jamajskich muzyków reggae, zaglądają do nowojorskich klubów, gdzie rodzi się hip-hop, słuchają jazzu, funku, calypso, soulu i gospel, a następnie próbują połączyć to wszystko w jeden album. Kiedy kończą nagrania, okazuje się, że stworzyli trzy płyty winylowe, trzydzieści sześć utworów i niemal dwie i pół godziny muzyki. Księgowi wytwórni łapią się za głowy, krytycy dzielą na dwa obozy, a słuchacze nie bardzo wiedzą, czy otrzymali arcydzieło, czy zapis zbiorowego szaleństwa. Tak narodziło się „Sandinista!” zespołu The Clash – album, który można porównać do „Ulissesa” Jamesa Joyce’a, „Białego albumu” The Beatles i gigantycznego muzycznego targowiska, na którym obok politycznego manifestu leży dubowy remiks, za nim stoi kaznodzieja gospel, a z głośników dobiega funkowy rytm nowojorskiej ulicy. Płyta fascynująca, irytująca, chwilami genialna i równie często przesadna. Ale przede wszystkim dokument czasów, kiedy rock naprawdę wierzył, że może zmienić świat.

Po „London Calling” wszystko było możliwe. Nawet przesada

Kiedy The Clash wydali „London Calling” w 1979 roku, niemal całkowicie zmienili definicję punk rocka. Zamiast ograniczać się do trzech akordów i gwałtownej ekspresji, otworzyli swoją muzykę na reggae, ska, rockabilly, soul i rhythm and blues. Joe Strummer, Mick Jones, Paul Simonon i Topper Headon udowodnili, że punk nie musi być gatunkiem o sztywnych granicach. Może być sposobem myślenia, postawą wobec świata, która odrzuca narzucone reguły nawet wtedy, gdy stworzyli je sami punkowcy. Sukces „London Calling” postawił jednak muzyków przed niezwykle trudnym zadaniem. Jak nagrać następcę albumu uznawanego za jedno z najwybitniejszych osiągnięć rocka? Można było powtórzyć sprawdzoną formułę, wykorzystać rosnącą popularność i przygotować kolejny zestaw przebojów. The Clash wybrali drogę zupełnie inną. Zamiast udoskonalić własny styl, postanowili właściwie go rozmontować.

„Sandinista!”, czwarty album studyjny The Clash, ukazał się 12 grudnia 1980 roku. Oryginalne wydanie obejmowało trzy winyle, 36 utworów i około 144 minut muzyki. Nagrania powstawały między innymi w Nowym Jorku, Londynie i na Jamajce, przy udziale licznych współpracowników, wśród których szczególnie ważną rolę odegrał jamajski producent i muzyk Mikey Dread. Już sama objętość wydawnictwa stanowiła prowokację. Potrójne albumy nie były wprawdzie nowością, ale tak ogromny zestaw stylistycznie różnorodnych nagrań przygotowany przez zespół wywodzący się z punkowej rewolty pozostawał przedsięwzięciem wyjątkowym. Co więcej, muzycy zadbali, aby brytyjskie wydanie kosztowało zaledwie 5,99 funta. Ograniczenie własnych tantiem pomogło utrzymać tę cenę. Polityczna deklaracja nie kończyła się więc na słowach. The Clash chcieli, aby ich muzyka była dostępna również dla tych, którzy nie mogli pozwolić sobie na drogie kolekcjonerskie wydawnictwa.

Tytuł „Sandinista!” nawiązuje do rewolucji sandinistowskiej w Nikaragui, która w 1979 roku doprowadziła do obalenia dyktatury Anastasia Somozy. Dla części zachodniej lewicy wydarzenia te symbolizowały zwycięstwo nad autorytaryzmem i polityką amerykańskich wpływów w Ameryce Łacińskiej. Strummer patrzył na świat z perspektywy antyimperialistycznej, choć późniejsza historia Nikaragui pokazała, że również ruchy wywodzące się z rewolucji mogą budować systemy autorytarne. Trzeba więc odróżnić polityczne nadzieje muzyków od historycznej oceny ich urzeczywistnienia. Sam album wykracza zresztą daleko poza jeden konflikt. Opowiada o wojnie, ubóstwie, bezrobociu, konsumpcjonizmie, przemocy państwa i losie ludzi pozostających poza centrum oficjalnych narracji. Przypomina wielką reporterską powieść Johna Dos Passosa, w której prywatne biografie nieustannie przecinają się z historią polityki i gospodarki.

„The Magnificent Seven”. Rewolucja odkrywa, że potrafi tańczyć

Pierwsza kompozycja jest jednym z najbardziej zaskakujących otwarć w historii rocka. „The Magnificent Seven” nie rozpoczyna się gitarowym wybuchem, lecz funkowym rytmem, niezwykle ruchliwą linią basu i półśpiewanym, półrapowanym tekstem dotyczącym człowieka podporządkowanego pracy i konsumpcji. Bohater wstaje rano, jedzie do pracy, wykonuje powtarzalne czynności, kupuje kolejne przedmioty, a następnego dnia rozpoczyna wszystko od początku. Muzycznie bliżej tutaj do nowojorskiego hip-hopu niż do „White Riot”. The Clash zetknęli się z rodzącą się kulturą rapu podczas pobytu w Nowym Jorku i postanowili wykorzystać jej rytmiczny język. Strummer nie był raperem w późniejszym znaczeniu tego słowa. Jego interpretacja jest chropowata, chaotyczna i chwilami przypomina człowieka próbującego opowiedzieć historię kapitalizmu podczas jednej jazdy metrem. Ale właśnie ta niedoskonałość okazuje się fascynująca.

W „The Magnificent Seven” można odnaleźć coś z literackiej metody Jacka Kerouaca, którego długie, improwizowane zdania poruszały się rytmem niemal muzycznym. Strummer wyrzuca z siebie kolejne obrazy świata reklamy, pracy i nieustannej konsumpcji, jakby próbował nadążyć za cywilizacją, która sama utraciła zdolność zatrzymywania się. Największy paradoks polega jednak na tym, że The Clash nagrali antykapitalistyczną piosenkę, przy której trudno usiedzieć w miejscu. To nie jest ponury manifest wygłaszany zza mównicy, lecz społeczna krytyka posiadająca funkowy puls i taneczną energię. Właśnie dlatego nagranie pozostaje jednym z najbardziej nowoczesnych fragmentów całej dyskografii zespołu.

Zupełnie inaczej działa „Hitsville U.K.”, urocza, melodyjna kompozycja inspirowana tradycją Motown. Mick Jones i Ellen Foley tworzą wokalny duet przypominający zapomniany singiel The Supremes czy The Ronettes. Pod tą pozorną lekkością kryje się jednak pochwała niezależnych wytwórni i muzyków tworzących poza dyktatem wielkiego przemysłu fonograficznego. To piosenka o artystycznej wolności, ale również o zwyczajnej radości tworzenia. The Clash pokazują, że bunt nie musi zawsze oznaczać agresji. Czasami największym sprzeciwem wobec systemu jest stworzenie czegoś pięknego na własnych zasadach.

„Something About England” i „Somebody Got Murdered”. Historia pisana z perspektywy zwykłego człowieka

„Junco Partner” przenosi słuchacza w świat karaibskiej rytmiki i amerykańskiego rhythm and bluesa. „Ivan Meets G.I. Joe” zamienia zimnowojenną konfrontację mocarstw w niemal dyskotekową groteskę, przypominając film Stanleya Kubricka „Doktor Strangelove”. Zamiast militarnego marsza otrzymujemy taneczny rytm, przy którym wielka polityka zaczyna wyglądać jak absurdalny konkurs dwóch potęg przekonanych o własnej nieomylności. Jeszcze inną perspektywę przynosi „Something About England”, jedna z najbardziej przejmujących kompozycji albumu. To opowieść o brytyjskiej historii widzianej oczami ludzi naznaczonych wojną, ubóstwem i społecznym rozczarowaniem. Muzycznie pobrzmiewają tutaj echa The Kinks, ale Strummer patrzy na ojczyznę ostrzej niż Ray Davies. Nie interesuje go romantyczna legenda imperium. Pyta raczej, kto zapłacił cenę jego wielkości.

Można przywołać „Drogę na molo w Wigan” George’a Orwella, w której pisarz opisywał życie brytyjskiej klasy robotniczej, demaskując wygodne złudzenia dotyczące społecznego dobrobytu. Podobną wrażliwość odnajduję w „Something About England”. Jeszcze mocniej ujawnia się ona w „Somebody Got Murdered”, piosence o człowieku, który został zamordowany, podczas gdy świat niemal natychmiast wrócił do zwyczajnego rytmu. Ofiara przemocy nie jest przecież wyłącznie numerem policyjnej sprawy. Miała własne życie, bliskich, nadzieje i plany. Mick Jones śpiewa bez wielkiego patosu, a właśnie ta powściągliwość nadaje kompozycji niezwykłą siłę. W „Dżumie” Alberta Camusa pytanie o wartość pojedynczego życia staje się fundamentalnym problemem moralnym. The Clash stawiają podobne pytanie za pomocą prostej, niezwykle skutecznej rockowej piosenki.

„Police on My Back” przypomina natomiast, że muzycy nadal potrafili grać znakomitego, bezpośredniego rock and rolla. Interpretacja utworu The Equals, zespołu Eddy'ego Granta, posiada niemal punkową energię. Gitarowy riff przypomina policyjny alarm, perkusja pędzi naprzód, a Strummer odzyskuje charakterystyczną zadziorność. Po dubowych eksperymentach i funkowych rytmach kompozycja działa niczym gwałtowne otwarcie okna w dusznym pomieszczeniu. To jedna z tych chwil, kiedy The Clash udowadniają, że potrafią przekraczać gatunkowe granice nie dlatego, że wyczerpali możliwości klasycznego rocka, lecz dlatego, że nie zamierzają ograniczać własnej wyobraźni.

Dub, reggae i Mikey Dread. Kiedy studio nagraniowe staje się instrumentem

Jedną z największych osobliwości albumu „Sandinista!” The Clash pozostaje liczba kompozycji inspirowanych reggae i dubem. „One More Time”, „One More Dub”, „The Crooked Beat”, „The Equaliser”, „Version City” i „Living in Fame” pokazują, jak daleko zespół odszedł od tradycyjnej konstrukcji punkowej piosenki. Dub wywodzi się z jamajskiej kultury studyjnej, w której nagranie nie musi pozostawać ostatecznym dziełem. Można usuwać wokal, eksponować bas, wydłużać pogłosy i rozbijać rytm, przekształcając pierwotny materiał w nową przestrzeń dźwiękową. Lee „Scratch” Perry i King Tubby pokazali, że realizator może stać się równie ważnym artystą jak instrumentalista. The Clash potraktowali tę filozofię bardzo poważnie, a współpraca z Mikey Dread nadała części utworów rzeczywiste zakorzenienie w jamajskiej tradycji.

Szczególnie interesujące są „One More Time” i jego dubowa wersja, w której znana kompozycja zostaje rozłożona na niemal abstrakcyjne fragmenty. Przypomina to malarstwo kubistyczne. Picasso i Braque rozbijali przedmioty na geometryczne części, aby następnie pokazać je z kilku perspektyw jednocześnie. Dubowi producenci robili coś podobnego z muzyką. Gotowa piosenka stawała się materiałem do ponownego odkrywania. Ale właśnie tutaj ujawnia się jedna z największych słabości „Sandinista!”. Nie każda dekonstrukcja jest równie interesująca jak pierwotne nagranie. Nie wszystkie dubowe wariacje posiadają wystarczająco wiele pomysłów, by uzasadnić obecność na potrójnym albumie. Czasami można odnieść wrażenie, że muzycy tak bardzo zachwycili się własną swobodą, iż zapomnieli o konieczności selekcji materiału.

„The Call Up”, „Washington Bullets” i „Charlie Don't Surf”. Polityka w rytmie muzyki

„The Call Up” należy do najpiękniejszych antywojennych piosenek The Clash. Utwór podejmuje temat poboru do wojska i odpowiedzialności człowieka wobec państwa żądającego uczestnictwa w konflikcie. Muzycznie jest niezwykle melodyjny, niemal refleksyjny, a elektroniczny rytm nadaje mu charakter zdecydowanie odmienny od tradycyjnych protest songów. Można zestawić go z „Universal Soldier” Buffy Sainte-Marie, choć The Clash wykorzystują zupełnie inny język muzyczny. W czasach zimnej wojny pytanie o granice posłuszeństwa wobec państwa posiadało szczególne znaczenie. Robert A. Hull z „The Washington Post” uznał „The Call Up” za najważniejszy fragment albumu, podkreślając jego antymilitarystyczny charakter. To piosenka nie przeciwko odwadze, lecz przeciwko przekonaniu, że odwaga musi zawsze oznaczać gotowość do zabijania.

Jeszcze bardziej jednoznaczny politycznie jest „Washington Bullets”, utwór komentujący ingerencje mocarstw w Ameryce Łacińskiej, konflikty polityczne i przemoc wobec ludności cywilnej. Strummer patrzy na świat z wyraźnie antyimperialistycznej perspektywy, wykorzystując pogodny rytm calypso do opowiadania o dramatycznych wydarzeniach. Kontrast jest niemal absurdalny, ale właśnie dlatego skuteczny. Podobną metodę stosował Jonathan Swift, wykorzystując satyrę do obnażania okrucieństwa polityki. Trzeba oczywiście pamiętać, że wizja Strummera nosi ślady lewicowych nadziei charakterystycznych dla przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nie wszystkie okazały się historycznie uzasadnione. Ale polityczne uproszczenia nie przekreślają muzycznej wartości kompozycji ani jej sprzeciwu wobec przemocy.

„Charlie Don't Surf” nawiązuje natomiast do słynnej kwestii z filmu „Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli, inspirowanego „Jądrem ciemności” Josepha Conrada. To fascynujący łańcuch kulturowych odniesień: polsko-brytyjski pisarz opisujący kolonialną przemoc w Afryce, amerykański reżyser przenoszący podobną refleksję do Wietnamu i brytyjski zespół punkowy wykorzystujący filmowy obraz do krytyki współczesnego świata. Muzycznie utwór jest zaskakująco łagodny, melodyjny, niemal popowy. Pod tą melodią kryje się jednak refleksja nad przekonaniem, że własną kulturę można traktować jako uniwersalną miarę wszystkiego. „Charlie Don't Surf” należy do tych kompozycji, które najlepiej dowodzą, że The Clash potrafili tworzyć przystępne piosenki bez rezygnacji z intelektualnych ambicji.

Trzecia płyta. Kiedy rewolucjonistom zabrakło redaktora

Największe kontrowersje budzi ostatnia część „Sandinista!”, zawierająca kolejne dubowe wariacje, eksperymenty studyjne, odwrócone nagrania i kompozycje przypominające chwilami niedopracowane szkice. Czy The Clash naprawdę potrzebowali wszystkich 36 utworów? Czy nie byłoby lepiej, gdyby wybrali dwadzieścia najlepszych i stworzyli album równie skoncentrowany jak „London Calling”? Stephen Thomas Erlewine z AllMusic określił wydawnictwo jako „messy, confused jumble”, czyli chaotyczną, nieuporządkowaną mieszaninę. Trudno całkowicie odrzucić tę ocenę. „Mensforth Hill”, oparty na odwróconym materiale, czy „Silicone on Sapphire” są bardziej interesujące jako świadectwa studyjnych eksperymentów niż jako kompozycje, do których chce się regularnie wracać.

Szczególnie prowokacyjny pozostaje powrót „Career Opportunities”, znanego z debiutu zespołu punkowego hymnu dotyczącego społecznych i zawodowych ograniczeń, tym razem wykonanego przez dzieci. To gest niemal dadaistyczny. Gniew młodych bezrobotnych zostaje zastąpiony głosami tych, którzy dopiero w przyszłości mogą zmierzyć się z podobnymi problemami. Można uznać to za genialną ironię albo żart działający tylko podczas pierwszego odsłuchu. W moim przekonaniu obie interpretacje są uzasadnione. Właśnie dlatego trzecia płyta pozostaje tak fascynująca i irytująca zarazem. Z punktu widzenia kompozycyjnej dyscypliny można ją skrócić. Ale czy po takim zabiegu „Sandinista!” zachowałby własną, niepokorną osobowość? Album jest przecież również zapisem procesu twórczego, w którym muzycy świadomie zatarli granicę pomiędzy gotowym dziełem a eksperymentem.

„Rolling Stone” zachwycony, „NME” rozczarowany. Krytycy o „Sandinista!”

Recenzje albumu „Sandinista!” były wyjątkowo podzielone. John Piccarella z „Rolling Stone” przyznał wydawnictwu maksymalne pięć gwiazdek. W recenzji z marca 1981 roku napisał: „There's rarely been an LP this big or far-reaching”, czyli „Rzadko zdarzał się album tak ogromny i dalekosiężny”. Krytyk dostrzegł w muzyce The Clash próbę połączenia artystycznej wolności z polityczną odpowiedzialnością. Po czterdziestu latach Rob Sheffield, również z „Rolling Stone”, nazwał płytę „A risky mess of a masterpiece” – „Ryzykownym bałaganem będącym arcydziełem”. To jedno z najtrafniejszych określeń tego wydawnictwa. Sheffield nie zaprzeczał obecności słabszych fragmentów, lecz uznał, że właśnie nieograniczona swoboda stanowi źródło jego wielkości.

Robert Christgau z „The Village Voice” wystawił albumowi ocenę A−, dostrzegając jego nierówność, ale jednocześnie podkreślając niezwykłą liczbę znakomitych piosenek. W swojej recenzji określił The Clash mianem „The world's greatest rock and roll band”, czyli „Najwspanialszego rockandrollowego zespołu świata”. Znacznie chłodniej zareagował Nick Kent z „New Musical Express”, który w grudniu 1980 roku napisał: „The record simply perplexes and ultimately depresses” – „Ta płyta po prostu wprawia w zakłopotanie, a ostatecznie przygnębia”. To zdanie znakomicie oddaje rozczarowanie słuchaczy oczekujących kolejnego „London Calling”. Zamiast zwartego zestawu przebojów otrzymali ogromną konstrukcję pełną stylistycznych niespodzianek, eksperymentów i fragmentów trudnych do jednoznacznej oceny.

Ta rozbieżność prowadzi do pytania o samą naturę wielkiej sztuki. Czy musi być uporządkowana? Czy nadmiar zawsze stanowi wadę? A może niektóre dzieła potrzebują chaosu, ponieważ próbują opowiedzieć o świecie, który sam jest chaotyczny? „Sandinista!” przypomina pod tym względem „Ulissesa” Jamesa Joyce’a oraz „Biały album” The Beatles. Nie chodzi o prostą próbę zrównania ich artystycznej wartości, lecz o podobieństwo metody. Joyce rozbijał tradycyjną narrację, zmieniał style i parodiował literackie konwencje. The Clash robią coś podobnego z muzyką. Kiedy mówią o pracy, wybierają funk i rap. Kiedy interesują się Jamajką, sięgają po dub. Kiedy krytykują zimną wojnę, wykorzystują dyskotekową groteskę. Nie wszystkie te style idealnie do siebie pasują. Ale przecież rzeczywistość również nie jest jednolita.

Zamiast zakończenia. Czy „Sandinista!” było zdradą punk rocka?

Jeżeli punk oznacza określony zestaw gitarowych brzmień, rytmów i sposobów śpiewania, The Clash na „Sandinista!” rzeczywiście zdradzili własne początki. Ale jeżeli punk jest przede wszystkim postawą niezgody na narzucone reguły, nagrali jeden z najbardziej punkowych albumów w historii. Odmówili podporządkowania się oczekiwaniom publiczności, nie próbowali powtórzyć sukcesu „London Calling”, nie uznali granic gatunkowych i nie zrezygnowali z muzycznych poszukiwań tylko dlatego, że część słuchaczy mogłaby ich nie zaakceptować. W retrospektywnym tekście Roba Sheffielda przypomniano słowa Paula Simonona: „Punk was about change” – „Punk polegał na zmianie”. To zdanie wyjaśnia więcej niż dziesiątki rozpraw o rockowych gatunkach.

W „Człowieku zbuntowanym” Albert Camus rozważał napięcie pomiędzy buntem przeciwko niesprawiedliwości a ryzykiem przekształcenia rewolucji w nowy system przemocy. The Clash nie proponowali równie systematycznej refleksji filozoficznej. Ich polityczna wyobraźnia była chwilami romantyczna i naiwna, ale w centrum muzyki pozostawało przekonanie, że cierpienie drugiego człowieka nie powinno być obojętne. W „Somebody Got Murdered” pytali o wartość anonimowego życia, w „The Call Up” o granice posłuszeństwa wobec państwa, w „Washington Bullets” o odpowiedzialność mocarstw, a w „The Magnificent Seven” o godność człowieka podporządkowanego ekonomicznej machinie. Te pytania nie utraciły aktualności, nawet jeśli część politycznych deklaracji zespołu wymaga dzisiaj historycznego dystansu.

„Sandinista!” nie jest albumem równie doskonałym jak „London Calling”. Nie posiada tak konsekwentnej dramaturgii, część dubowych eksperymentów wydaje się zbędna, a nie wszystkie 36 utworów zasługują na regularne odsłuchiwanie. Ale jest odważniejszy, bardziej nieprzewidywalny i niezwykle osobisty. Przypomina wielkie miasto, w którym obok pięknych placów znajdują się zaniedbane dzielnice, fascynujące miejsca i ulice prowadzące donikąd. Nie wszystko zostało rozsądnie zaprojektowane, ale właśnie ta niedoskonałość tworzy niepowtarzalną atmosferę.

Można skrócić „Sandinista!” do dwóch płyt i otrzymać znakomite wydawnictwo. Można wybrać kilkanaście najlepszych kompozycji i stworzyć niemal bezdyskusyjne arcydzieło. Ale wtedy stracilibyśmy coś najważniejszego: bezczelną niezgodę na ograniczenia, nieustanną ciekawość świata i przekonanie, że muzyka może przekraczać kulturowe granice bez pytania kogokolwiek o pozwolenie. The Clash nie nagrali płyty perfekcyjnej. Nagrali album, który przypomina, że wolność artystyczna nie zawsze prowadzi do doskonałości, ale bez niej nie powstaje nic naprawdę niezwykłego.

„Sandinista!” jest więc nie tyle pomnikiem zwycięskiej rewolucji, ile zapisem ludzi, którzy uwierzyli, że świat jest zbyt interesujący, aby zamknąć go w trzech akordach. I nawet jeśli po drodze kilkakrotnie zabłądzili, pozostawili po sobie jedną z najbardziej fascynujących podróży w historii rocka.

Ocena końcowa: 9/10

„Sandinista!” The Clash (1980) to jeden z najbardziej ambitnych i oryginalnych albumów w historii punk rocka i muzyki alternatywnej. Trzy winyle, 36 utworów i niemal dwie i pół godziny muzyki tworzą niezwykłą całość, w której punk spotyka reggae, dub, funk, hip-hop, jazz i calypso. Największymi atutami są „The Magnificent Seven”, „Hitsville U.K.”, „Something About England”, „Somebody Got Murdered”, „The Call Up”, „Washington Bullets”, „Police on My Back” i „Charlie Don't Surf”. Najpoważniejszą słabością pozostaje nadmiar materiału i brak konsekwentnej selekcji, szczególnie na trzeciej płycie. Mimo tych zastrzeżeń „Sandinista!” należy do najważniejszych rockowych wydawnictw 1980 roku i pozostaje świadectwem niezwykłej odwagi artystycznej Joe Strummera, Micka Jonesa, Paula Simonona i Toppera Headona.

The Clash – „Sandinista!” (CBS/Epic Records, 1980). Czwarty album studyjny zespołu, 36 kompozycji, około 144 minut. Przywołane opinie krytyczne pochodzą z „Rolling Stone”, „The Village Voice”, „New Musical Express”, „The Washington Post” i AllMusic. Cytaty pozostawiono w oryginale, a polskie przekłady, literackie porównania i ocena 9/10 stanowią autorski komentarz.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji

Rafał Tataruch, dyrektor COS-OPO w Zakopanem, przyznał, że główne wyzwanie, które wpływa na zakończenie budowy hali lodowej, to system wentylacji. - Czekamy na projekt, ale inne prace trwają — zapewnił. W listopadzie zaplanowano pierwsze próby mrożenia tafli torów. Opóźnienie inwestycji sięga trzech lat. Data dodania artykułu: 28.10.2026 09:36
Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

Historia nie zawsze zapowiada katastrofę hukiem armat. Czasem zaczyna się od zamkniętej ulicy, żołnierzy stojących przed domem albo decyzji polityków, którzy jednym podpisem odbierają ludziom oszczędności całego życia. W październiku 1942 roku nad tomaszowskim gettem zaciskała się pętla. Siedem lat później, w 1950 roku, polski Sejm przyjął ustawę, która dramatycznie uszczupliła prywatne zasoby pieniężne. Tego samego dnia w różnych epokach odsłaniano Statuę Wolności, kończono kryzys kubański i tworzono muzykę, która miała zmienić historię rocka. Co wydarzyło się 28 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 28 października prowadzi od „Podróży Guliwera” do Metalliki, od walki o niepodległość Polski po dramat żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Data dodania artykułu: 28.10.2026 07:45
28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Jednego dnia niemieccy funkcjonariusze wyprowadzili z warszawskiego ratusza prezydenta, który nie opuścił stolicy podczas jej oblężenia. W innym październiku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie w Berlinie, a rok później świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej. Tymczasem w 1943 roku z Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była młoda więźniarka, której historia przetrwała w muzealnych zbiorach. Co wydarzyło się 27 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne opowiada również o narodzinach polskiej demokracji parlamentarnej, wielkich pisarzach, muzycznych przełomach i sportowych triumfach. Przede wszystkim jednak przypomina, że historia świata bywa zapisana na niewielkiej kartce papieru, zaadresowanej do zwyczajnego domu przy tomaszowskiej ulicy. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:53
27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa

Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

Parlament Europejski przyznał Nagrodę im. Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu i jego przedstawicielom. Decyzję podjęli szefowie grup politycznych oraz przewodnicząca PE Roberta Metsola. Wyróżnienie jest wyrazem wsparcia dla instytucji, która pracuje na rzecz praworządności mimo nacisków, z którymi się spotyka. Data dodania artykułu: 27.10.2026 06:25
Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców. Data dodania artykułu: 26.10.2026 08:01
26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

Nie ma czołgów przekraczających granicę NATO ani formalnego wypowiedzenia wojny. Są za to drony, podpalenia, sabotaż, cyberataki, operacje wpływu i tysiące komunikatów mających wywołać strach, gniew albo nieufność. Rosja coraz intensywniej prowadzi przeciwko państwom Zachodu działania, których największą siłą jest właśnie niejednoznaczność. Kreml próbuje sprawdzić, jak daleko może się posunąć, nie prowokując NATO do otwartej odpowiedzi militarnej. Data dodania artykułu: 25.10.2026 09:27
Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Jednego dnia angielscy łucznicy rozbili francuską armię, dowodząc, że liczebna przewaga nie zawsze oznacza zwycięstwo. Kilka stuleci później w Warszawie uruchomiono pierwszą powojenną transmisję telewizyjną, którą mogły zobaczyć zaledwie nieliczne grupy widzów. W Krakowie kończono budowę kopca poświęconego Tadeuszowi Kościuszce, a Wojciech Korfanty domagał się w niemieckim parlamencie odbudowy Polski. Co wydarzyło się 25 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 25 października prowadzi przez wielkie bitwy, politykę, literaturę, muzykę i sport. Przynosi również odkrytą w muzealnych opracowaniach rocznicę z Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 113 lat temu zakończono tutaj rozbudowę remizy, która przez dziesięciolecia służyła miejscowym strażakom. Data dodania artykułu: 25.10.2026 08:21
25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły

Współczesna wojna nie zawsze zaczyna się od wystrzału. Może rozpocząć się od filmu na TikToku, fałszywego wpisu, odpowiednio spreparowanego zdjęcia albo informacji, która w ciągu kilku godzin podzieli społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Podczas Igrzysk Wolności w Łodzi politycy i eksperci przekonywali, że właśnie dlatego Polska potrzebuje dziś nie tylko czołgów, samolotów i żołnierzy, ale także społecznej odporności. Padło określenie „obrona totalna”. Data dodania artykułu: 24.10.2026 16:35
Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026
Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Wyjątkowy koncert w PCAS-iePowiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza na Jazzowe Zaduszki – koncert pełen wspomnień, nastroju i jazzowych interpretacji dobrze znanych utworów. Wydarzenie odbędzie się 5 listopada o godz. 18.30 w sali widowiskowej PCAS-u.To propozycja dla miłośników muzyki, którzy cenią wieczory z klimatem, refleksją i repertuarem bliskim kilku pokoleniom słuchaczy. Listopadowa atmosfera nadaje temu spotkaniu szczególny charakter, łącząc pamięć, emocje i piękno muzycznych opowieści.Znane utwory w jazzowej odsłoniePodczas koncertu publiczność usłyszy piosenki związane z twórczością Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego i Zbigniewa Wodeckiego. Ich repertuar zabrzmi tym razem w nowych, jazzowych aranżacjach przygotowanych przez Calisia Jazz Quartet.Na scenie wystąpią: Małgorzata Biniek – wokal, Maciej Bąk – instrumenty klawiszowe, Mirosław Skowroński – perkusja oraz Bogumił Cieślak – kontrabas i gitara basowa.Wstęp i organizacjaWstęp na wydarzenie jest bezpłatny, jednak obowiązują wejściówki dostępne w sekretariacie placówki. Koncert odbędzie się w sali widowiskowej PCAS-u przy ul. Farbiarskiej 20/24 w Tomaszowie Mazowieckim.Jazzowe Zaduszki od kilku lat zajmują ważne miejsce w kalendarzu wydarzeń organizowanych przez PCAS i co roku przyciągają publiczność szukającą muzyki z klasą, sentymentem i wyjątkową atmosferą. Data rozpoczęcia wydarzenia: 05.11.2026

Polecane

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki

Historia nie zawsze zapowiada katastrofę hukiem armat. Czasem zaczyna się od zamkniętej ulicy, żołnierzy stojących przed domem albo decyzji polityków, którzy jednym podpisem odbierają ludziom oszczędności całego życia. W październiku 1942 roku nad tomaszowskim gettem zaciskała się pętla. Siedem lat później, w 1950 roku, polski Sejm przyjął ustawę, która dramatycznie uszczupliła prywatne zasoby pieniężne. Tego samego dnia w różnych epokach odsłaniano Statuę Wolności, kończono kryzys kubański i tworzono muzykę, która miała zmienić historię rocka. Co wydarzyło się 28 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 28 października prowadzi od „Podróży Guliwera” do Metalliki, od walki o niepodległość Polski po dramat żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 07:45
28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury!

28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury!

Są święta państwowe, kościelne, rodzinne, branżowe i takie, których istnienie człowiek zaczyna doceniać dopiero po otwarciu rachunku za prąd, przeczytaniu komentarzy na Facebooku albo przejechaniu przez Tomaszów Mazowiecki w godzinach szczytu. 28 października obchodzimy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów. Święto, które w naszym kraju powinno być nie tylko dniem wolnym od pracy, ale wręcz obowiązkowym elementem narodowego programu ochrony zdrowia psychicznego. Bo choć Polacy potrafią przetrwać wiele, to są trzy rzeczy, które wystawiają ich cierpliwość na szczególnie ciężką próbę: polityka, drogowe korki i człowiek, który w kolejce do kasy przypomina sobie, że zapomniał zważyć pomidory. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 02:00
Powiatowy Dzień Seniora w PCAS-ie. Krzysztof Antkowiak wystąpi w Tomaszowie Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór 39 nowych mieszkań przy Barlickiego. Inwestycja za blisko 19 mln zł nabiera kształtów Prezent dla myśliwego i strzelca. Co kupić, a czego unikać Filmowa jesień w kinach Helios Miłość nie zna wieku. Seniorzy zagrali w MCK Tkacz i przypomnieli, że na marzenia nigdy nie jest za późno Z Tomaszowa do literatury. Joanna Kordula spotka się z czytelnikami w rodzinnych stronach Złoto w Arenie, teraz Kanada! Zofia Marszałek i Miłosz Ślusarski z kwalifikacją do Pucharu Świata Juniorów Sześć nieprawidłowości, zmiana dyrekcji i kolejna kontrola. Co ustaliła Komisja Rewizyjna w tomaszowskim ŚDS? 28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki 28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury! Złote Gody w Czerniewicach. Jedenaście par świętowało 50 lat małżeństwa
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama Twój Sklep Medyczny
S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

Ministerstwo Infrastruktury nie zamierza rezygnować z budowy drogi ekspresowej S12 pomiędzy węzłami Łódź Południe i Kozenin. Resort poinformował również, że nie jest prowadzona analiza, która miałaby doprowadzić do zastąpienia tej inwestycji odcinkiem przez Piotrków Trybunalski i Sulejów. W najnowszej odpowiedzi na interpelację poseł Anny Milczanowskiej pojawiają się także konkretne liczby dotyczące rozbiórek. W najbardziej kolizyjnym z analizowanych wariantów może ich być ponad sto. Wybór preferowanego przebiegu zaplanowano dopiero na III kwartał 2027 roku, a decyzja środowiskowa ma zostać wydana w pierwszej połowie 2029 roku.
Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień

Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień

Renowacja zabytkowych nagrobków to szlachetna inicjatywa, dzięki której można ocalić od zapomnienia historię miasta i jego mieszkańców. Co jednak, jeśli działania podejmowane w imię ochrony pamięci spotykają się ze stanowczym sprzeciwem rodziny pochowanej osoby? W Tomaszowie Mazowieckim pojawiły się poważne zarzuty dotyczące prac przy grobie Marcina Bąkowskiego, uczestnika powstania styczniowego. Jego potomkowie twierdzą, że ingerowano w rodzinny nagrobek bez ich wiedzy i zgody. Domagają się wyjaśnień, przywrócenia mogiły do poprzedniego stanu oraz zwrotu usuniętych przedmiotów.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: Dr Żywago Treść komentarza: PS. Nawet komisji nie potraficie utrzymać, a za dzielenie stanowisk się bierzecie :) Źródło komentarza: Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór Autor komentarza: Dr Żywago Treść komentarza: Ale kogoś piecze utrata mandatu :P Źródło komentarza: Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Samorząd powiatowy: kompletne szambo. Nie ma się co dziwić, że tacy radni, jak Mordaka, Jodłowski, czują się w takim szambie, jak ryba w wodzie. Źródło komentarza: Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór Autor komentarza: awq Treść komentarza: Niech będzie marzec ale dobrze wykonany most... Źródło komentarza: Most na Legionów prawie gotowy. Czy uda się zakończyć inwestycję do końca roku? Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Jak zaczynali budować to duże rondo, podejrzewałem, że szykują fragment przyszłej obwodnicy miasta, czyli fragment przyszłego północnego wariantu drogi S12 pomiędzy Łodzią Południe (S14) i Kozeninem. I bardzo dobrze wyszłoby, gdyby ten wariant północny został zrealizowany. Źródło komentarza: Rondo na Spalskiej prawie gotowe. Dodatkowy wylot przygotowano pod przyszłą obwodnicę Tomaszowa Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Bardzo trafna i fachowa ocena projektowanej inwestycji. Już wcześniej pojawiły się w tej sprawie jakieś dzikie jęki i ubolewania typu: miasto wyludnia się i umiera, brak nowych inwestycji, brak pracy, itp., itd., a ktoś w taki marazm ryzykuje dużą kasę... Ja odpowiadałem, że ten ktoś, przed podjęciem tematu, z pewnością dobrze przeanalizował temat pod każdym względem i dobrze wie, co robi. Te powyższy wpis z pewnością jest częścią takiej analizy. Źródło komentarza: Handlowy gigant przy S8 z pierwszym zgrzytem. Decyzja środowiskowa zaskarżona, sprawa trafiła do SKO
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama