Nasz artykuł w dużym skrócie
- Triumf polskich pancerniaków i rocznica urodzin Księcia Poetów – mija dokładnie 82. rocznica wyzwolenia holenderskiej Bredy przez 1. Dywizję Pancerną pod dowództwem gen. Stanisława Maczka, co stało się wzorem genialnej taktyki bez niszczenia miasta. Świętujemy dziś również 102. rocznicę urodzin Zbigniewa Herberta, jednego z najważniejszych i najbardziej wpływowych polskich poetów XX wieku.
- Czarny Wtorek na giełdzie i narodziny globalnej sieci – w historii gospodarczej przypada 97. rocznica „Czarnego Wtorku” na nowojorska giełdzie, który zapoczątkował Wielki Kryzys. Z kolei w świecie technologii mija 57 lat od wysłania pierwszej w dziejach wiadomości za pośrednictwem sieci ARPANET, będącej bezpośrednim przodkiem dzisiejszego internetu.
- Mroczne karty wojny i rockowy powrót legendy – w bolesnych kartach historii świata mija 85 lat od masowego mordu ponad 9 tysięcy Żydów w Kownie. Zupełnie inny, radosny wymiar ma natomiast rocznica muzyczna – 42 lata temu zespół Deep Purple wydał kultowy album „Perfect Strangers”, świętując wielki powrót swojego klasycznego składu.
- Świadectwo z tomaszowskiego getta: 106 lat od urodzin „Lutka” – lokalna historia przynosi dziś rocznicę urodzin wyjątkowej postaci. 29 października 1920 roku w Tomaszowie Mazowieckim urodził się Izrael Aljuche „Lutek” Orenbach. Ten niezwykle utalentowany młody artysta, poprzez swoją działalność teatralną oraz poruszające, przesycone miłością listy, pozostawił po sobie bezcenne i unikalne świadectwo codziennego życia oraz dramatów wewnątrz tomaszowskiego getta.
Czwartek, 29 października 2026 roku. Kartka z kalendarza
Dziś mamy czwartek, 29 października 2026 roku. Jest to 302. dzień roku, a do jego zakończenia pozostały 63 dni.
W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godziny 6.28, natomiast zachodzi około 16.19. Dzień trwa niespełna dziesięć godzin. Październik dobiega końca, a po zmianie czasu na zimowy popołudniowy zmierzch wyraźnie przyspieszył.
Imieniny obchodzą między innymi Narcyz, Wioletta, Euzebia i Felicjan.
Dziś przypadają trzy ważne dni społeczne i zdrowotne. Światowy Dzień Udaru Mózgu przypomina, że przy nagłym opadnięciu kącika ust, osłabieniu ręki lub zaburzeniach mowy nie wolno zwlekać z wezwaniem pomocy pod numerem 112. Międzynarodowy Dzień Troski i Wsparcia, ustanowiony przez ONZ, zwraca uwagę na opiekunów osób starszych, chorych, niepełnosprawnych i niesamodzielnych. Z kolei Światowy Dzień Chorych na Łuszczycę służy walce ze stereotypami dotyczącymi tej niezakaźnej choroby.
W Turcji obchodzone jest Święto Republiki, upamiętniające proklamowanie republikańskiej formy państwa w 1923 roku.
Kalendarium historyczne
415 lat temu (1611). Car przed polskim królem. Triumf, który nie przetrwał próby czasu
29 października 1611 roku w Warszawie hetman Stanisław Żółkiewski zaprezentował królowi Zygmuntowi III Wazie pojmanego cara Wasyla IV Szujskiego oraz jego braci. Uroczystość odbyła się podczas obrad sejmu i była demonstracją potęgi Rzeczypospolitej, która kilka miesięcy wcześniej odniosła spektakularne sukcesy w wojnie z państwem moskiewskim.
Wydarzenie przeszło do historii jako hołd Szujskich, choć jego charakter różnił się od zwyczajnego hołdu lennego. Pozbawiony władzy car znajdował się w polskiej niewoli, a uroczystość służyła przede wszystkim politycznej prezentacji zwycięstwa.
Rzeczpospolita znajdowała się wówczas u szczytu swojej militarnej potęgi. Po zwycięstwie pod Kłuszynem w 1610 roku polskie oddziały wkroczyły do Moskwy, a część rosyjskich bojarów rozważała osadzenie na carskim tronie królewicza Władysława.
Nie udało się jednak trwale podporządkować państwa moskiewskiego. Wkrótce polski garnizon został wyparty z Kremla, a konflikt doprowadził do dalszej mobilizacji rosyjskiego społeczeństwa. Triumf z października 1611 roku pozostał więc symbolem niezwykłego zwycięstwa, ale również przestrogą przed utożsamianiem sukcesu militarnego z trwałym rozwiązaniem politycznym.
163 lata temu (1863). Narodziny idei Czerwonego Krzyża. Pomoc ponad granicami
29 października 1863 roku zakończyła się w Genewie międzynarodowa konferencja, której postanowienia pomogły stworzyć fundamenty ruchu Czerwonego Krzyża. Jej uczestnicy rozważali, jak zapewnić opiekę rannym żołnierzom niezależnie od tego, po której stronie konfliktu walczyli.
Jednym z inicjatorów przedsięwzięcia był Henry Dunant, szwajcarski działacz humanitarny, wstrząśnięty widokiem cierpienia rannych podczas bitwy pod Solferino w 1859 roku. Dunant przekonywał, że wojna nie może oznaczać całkowitego zawieszenia zasad człowieczeństwa.
Rezolucje konferencji dotyczyły organizowania ochotniczych stowarzyszeń pomocy rannym oraz rozpoznawalnego symbolu ochronnego. Rok później podpisano pierwszą konwencję genewską, która nadała części tych idei charakter prawa międzynarodowego.
Dzisiaj Międzynarodowy Ruch Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca działa w sytuacjach wojen, katastrof i kryzysów humanitarnych. Jego historia przypomina, że nawet podczas konfliktu istnieją granice, których przekraczanie narusza podstawowe zasady ochrony ludzkiego życia.
112 lat temu (1914). Legiony Polskie pod Mołotkowem. Zwycięstwo bez łatwej drogi do wolności
29 października 1914 roku żołnierze Legionów Polskich stoczyli ciężką bitwę pod Mołotkowem, na terenie dzisiejszej Ukrainy. Polskie oddziały walczące u boku Austro-Węgier starły się z przeważającymi siłami rosyjskimi. Był to jeden z najkrwawszych epizodów pierwszych miesięcy działalności legionowej.
Legioniści dysponowali ograniczonym doświadczeniem bojowym i nie zawsze odpowiednim wyposażeniem. Mimo to potrafili skutecznie stawiać opór regularnym formacjom armii carskiej. Walki pokazały zarazem ogromną cenę, jaką młodzi polscy żołnierze płacili za nadzieję na odzyskanie niepodległości.
I wojna światowa była dla Polaków konfliktem szczególnym. Żołnierze pochodzący z ziem trzech zaborów nierzadko znajdowali się po przeciwnych stronach frontu. Nie istniała jeszcze niepodległa armia polska, a przyszłość państwa zależała również od wyniku wojny pomiędzy mocarstwami zaborczymi.
Bitwa pod Mołotkowem nie rozstrzygnęła losów całego konfliktu, ale stała się ważnym rozdziałem historii Legionów i procesu odbudowy polskich sił zbrojnych.
108 lat temu (1918). Bunt marynarzy. Niemieckie cesarstwo zaczyna się rozpadać
29 października 1918 roku w niemieckiej flocie wojennej narastał bunt marynarzy sprzeciwiających się rozkazom wyjścia do ostatniej wielkiej bitwy z Royal Navy. Niemieccy dowódcy planowali operację, która mogła przynieść ogromne straty, a której znaczenie strategiczne w obliczu zbliżającej się klęski wojennej było wątpliwe.
Marynarze nie chcieli ginąć w przedsięwzięciu postrzeganym jako desperacki gest dowództwa. Odmowy wykonania rozkazów i protesty stały się początkiem szerszej fali niepokojów, która w pierwszych dniach listopada objęła Kilonię, a następnie inne niemieckie miasta.
Rewolucyjne wystąpienia przyczyniły się do upadku monarchii Wilhelma II. Kilkanaście dni później, 11 listopada 1918 roku, Niemcy podpisały zawieszenie broni kończące działania na froncie zachodnim.
Wydarzenia te miały również zasadnicze znaczenie dla Polski. Rozpad niemieckiego systemu cesarskiego ułatwił przejmowanie władzy przez polskie instytucje i tworzył warunki dla odrodzenia niepodległego państwa.
103 lata temu (1923). Narodziny Republiki Turcji. Atatürk zmienia oblicze państwa
29 października 1923 roku Wielkie Zgromadzenie Narodowe Turcji proklamowało republikę, a jej pierwszym prezydentem został Mustafa Kemal Atatürk. Był to jeden z najważniejszych momentów przemian politycznych, które nastąpiły po rozpadzie Imperium Osmańskiego.
Nowe państwo wyłoniło się z wojny o niepodległość i odrzucenia powojennego porządku narzuconego Osmanom przez zwycięskie mocarstwa. Atatürk rozpoczął następnie głęboką modernizację administracji, edukacji, systemu prawnego i życia społecznego.
Zniesiono kalifat, wprowadzono alfabet łaciński i przeprowadzono reformy zmierzające do budowania świeckiego charakteru państwa. Zmiany te miały jednak również autorytarny wymiar, ponieważ życie polityczne zostało podporządkowane dominującemu ośrodkowi władzy.
Powstanie Republiki Turcji w 1923 roku wpłynęło na cały Bliski Wschód i relacje Turcji z Europą. Dzisiejsze Święto Republiki przypomina wydarzenie, którego konsekwencje są widoczne w tureckiej polityce i tożsamości narodowej do dziś.
97 lat temu (1929). Czarny Wtorek. Miliony dolarów znikają na Wall Street
29 października 1929 roku nowojorska giełda przeżyła Czarny Wtorek, jeden z najbardziej gwałtownych dni panicznej wyprzedaży akcji w historii. Podczas sesji zmieniło właściciela około 16,4 miliona akcji, a ceny wielu spółek spadały w dramatycznym tempie.
Krach nie narodził się w jednej chwili. Przez lata dwudzieste giełda przyciągała rosnącą liczbę inwestorów przekonanych, że amerykańska prosperity nie ma końca. Część papierów wartościowych kupowano za pożyczone pieniądze, co zwiększało skalę strat, gdy kursy zaczęły gwałtownie maleć.
Po wcześniejszym Czarnym Czwartku i Czarnym Poniedziałku wtorkowa sesja stała się symbolem całkowitego załamania zaufania do rynku. Nie była jedyną przyczyną późniejszego Wielkiego Kryzysu, ale zapoczątkowała okres, w którym gospodarki wielu państw doświadczyły głębokiego spadku produkcji, bezrobocia i ograniczenia handlu.
Konsekwencje dotarły również do Polski. Kryzys uderzył w przemysł, rolnictwo i finanse publiczne II Rzeczypospolitej. Krach giełdowy na Wall Street w 1929 roku pozostaje jedną z najbardziej czytelnych lekcji o niebezpieczeństwie spekulacji i przekonania, że wartość aktywów może rosnąć bez końca.
85 lat temu (1941). Dziewiąty Fort w Kownie. Ponad dziewięć tysięcy ofiar jednego dnia
29 października 1941 roku niemieckie formacje okupacyjne dokonały masowego mordu na Żydach z getta w Kownie, na terenie ówczesnej okupowanej Litwy. Miejscem egzekucji był IX Fort, należący wcześniej do systemu rosyjskich fortyfikacji miejskich.
Według ustaleń historycznych zamordowano tam około 9200 osób, wśród nich ponad cztery tysiące dzieci. Była to jedna z największych pojedynczych zbrodni dokonanych podczas Zagłady na ziemiach litewskich.
Ofiary zostały wcześniej poddane selekcji, a następnie wyprowadzone z getta. W egzekucjach uczestniczyli niemieccy sprawcy oraz współpracujące z nimi formacje miejscowe.
Masowe mordy w Kownie przypominają, że Zagłada nie rozpoczęła się od komór gazowych w obozach śmierci. Na okupowanych ziemiach Europy Wschodniej setki tysięcy Żydów zabijano także podczas egzekucji w lasach, fortach, wąwozach i na obrzeżach miast.
Nie sposób opowiadać o II wojnie światowej wyłącznie poprzez daty bitew i ruchy armii. W jej historii są także dni, w których całe społeczności znikały bezpowrotnie.
82 lata temu (1944). Polacy wyzwalają Bredę. Zwycięstwo generała Maczka
29 października 1944 roku żołnierze 1. Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka wyzwolili holenderską Bredę spod niemieckiej okupacji. Było to jedno z najważniejszych zwycięstw Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, osiągnięte dzięki umiejętnemu manewrowi i dążeniu do ograniczenia zniszczeń miasta.
Polscy pancerniacy walczyli wcześniej w Normandii, gdzie odegrali ważną rolę w zamknięciu niemieckich oddziałów w kotle pod Falaise. Następnie ruszyli przez Francję i Belgię w kierunku Holandii. Breda była ważnym węzłem komunikacyjnym, którego zdobycie miało znaczenie dla dalszej alianckiej ofensywy.
Generał Stanisław Maczek zdecydował się na manewr umożliwiający obejście niemieckich pozycji, zamiast niszczycielskiego ostrzału centrum miasta. Dzięki temu Breda uniknęła większych strat w zabytkowej zabudowie i wśród mieszkańców.
Holendrzy witali polskich żołnierzy z niezwykłym entuzjazmem. Na ulicach pojawiały się napisy dziękujące Polakom za wyzwolenie. Pamięć o 1. Dywizji Pancernej przetrwała tam dziesięciolecia.
Maczek, który po wojnie nie mógł powrócić do komunistycznej Polski na warunkach odpowiadających jego służbie, zmarł w Edynburgu w 1994 roku. Zgodnie ze swoim życzeniem spoczął na polskim cmentarzu wojennym w Bredzie.
Wyzwolenie Bredy 29 października 1944 roku pozostaje przykładem wojskowego zwycięstwa, w którym równie ważne jak pokonanie przeciwnika było ocalenie ludności cywilnej.
71 lat temu (1955). „Buntownik bez powodu”. James Dean staje się legendą pokolenia
29 października 1955 roku do amerykańskich kin wszedł film „Buntownik bez powodu”, z Jamesem Deanem w jednej z najsłynniejszych ról jego krótkiej kariery.
Dean zginął w wypadku samochodowym zaledwie miesiąc wcześniej, 30 września, mając 24 lata. Film przedstawiający młodzieńczy bunt, niezrozumienie i konflikty rodzinne trafił więc na ekrany już po śmierci swojego głównego bohatera.
Postać Jima Starka, zagubionego nastolatka próbującego znaleźć własne miejsce w świecie, stała się symbolem powojennego pokolenia. Dean nie kreował bohatera pozbawionego słabości. Przeciwnie, jego postać była niepewna, samotna i często bezradna wobec oczekiwań dorosłych.
„Buntownik bez powodu” pomógł zmienić sposób przedstawiania młodych ludzi w kinie. W kolejnych dziesięcioleciach temat konfliktu pokoleń powracał w filmach, literaturze i muzyce rockowej.
70 lat temu (1956). Kryzys sueski. Wojna o kanał, który łączy kontynenty
29 października 1956 roku wojska izraelskie zaatakowały Egipt, rozpoczynając kryzys sueski. Operacja była częścią tajnych ustaleń Izraela, Wielkiej Brytanii i Francji, których celem było osłabienie egipskiego przywódcy Gamala Abdela Nasera.
Kilka miesięcy wcześniej Naser ogłosił nacjonalizację Kanału Sueskiego, strategicznego szlaku łączącego Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym. Decyzja uderzała w interesy dawnych mocarstw kolonialnych, które nie zamierzały łatwo pogodzić się z utratą wpływów.
W kolejnych dniach do działań wojennych włączyły się Wielka Brytania i Francja. Ich operacja spotkała się jednak ze zdecydowaną presją dyplomatyczną ze strony Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego.
Kryzys zakończył się wycofaniem wojsk interwencyjnych i wzmocnieniem międzynarodowej pozycji Nasera. ONZ powołała pierwsze nadzwyczajne siły pokojowe, które miały pomagać w stabilizacji sytuacji.
Kryzys sueski 1956 roku stał się jednym z symboli końca epoki europejskich imperiów kolonialnych i przesunięcia globalnej równowagi politycznej w stronę dwóch supermocarstw.
57 lat temu (1969). Dwie litery, które zapowiadały internet
29 października 1969 roku naukowcy przeprowadzili pierwszą transmisję wiadomości pomiędzy komputerami połączonymi siecią ARPANET. Po jednej stronie znajdował się Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles, po drugiej instytut badawczy Stanford Research Institute.
Badacze zamierzali przesłać słowo „LOGIN”, umożliwiające zalogowanie się do odległego komputera. System zawiesił się jednak po przesłaniu pierwszych dwóch liter: „LO”.
Dopiero później tego samego wieczoru udało się poprawnie przeprowadzić dalszą komunikację. Początkowy sukces był niewielki w porównaniu z możliwościami dzisiejszych sieci, ale stanowił ważny krok w rozwoju technologii komputerowej.
ARPANET – poprzednik współczesnego internetu – był rozwijany w środowisku amerykańskich uczelni i instytucji badawczych.
Dzisiaj, gdy praktycznie każda dziedzina życia opiera się na cyfrowej komunikacji, historia pierwszych dwóch liter brzmi niemal jak anegdota. W rzeczywistości przypomina, że największe rewolucje technologiczne często zaczynają się od eksperymentów, które początkowo ledwie działają.
28 lat temu (1998). John Glenn wraca w kosmos. Wiek nie musi zamykać marzeń
29 października 1998 roku amerykański astronauta John Glenn ponownie poleciał w kosmos na pokładzie wahadłowca Discovery. Miał wówczas 77 lat i został najstarszym człowiekiem, który do tego momentu uczestniczył w locie kosmicznym.
Był to niezwykły powrót. W 1962 roku Glenn jako pierwszy Amerykanin okrążył Ziemię na orbicie, stając się jednym z największych bohaterów amerykańskiego programu kosmicznego.
Po zakończeniu pierwszego etapu kariery astronauty działał w polityce i przez wiele lat był senatorem. Jego udział w misji kosmicznej STS-95 miał również znaczenie naukowe, ponieważ badano między innymi wybrane zagadnienia związane z procesem starzenia się organizmu.
Lot Glenna pokazał, że rozwój medycyny i technologii pozwala poszerzać granice ludzkiej aktywności. Nie był jedynie sentymentalnym powrotem astronauty do rakiety. Stał się symbolem przekonania, że ciekawość świata nie musi kończyć się wraz z osiągnięciem wieku emerytalnego.
14 lat temu (2012). Huragan Sandy. Nowy Jork zalany, miliony ludzi bez prądu
29 października 2012 roku potężny cyklon Sandy uderzył w wybrzeże Stanów Zjednoczonych, powodując katastrofalne zniszczenia między innymi w stanach New Jersey i Nowy Jork.
Sandy wcześniej miał status huraganu, natomiast podczas dotarcia do lądu przekształcał się w rozległy układ posttropikalny. Nie zmniejszało to jednak zagrożenia. Silny wiatr i ogromna fala sztormowa doprowadziły do zalania obszarów nadbrzeżnych, uszkodzenia infrastruktury i rozległych awarii energetycznych.
W Nowym Jorku woda wdarła się między innymi do tuneli metra i obiektów komunikacyjnych. Miliony mieszkańców północno-wschodnich Stanów Zjednoczonych przez długi czas zmagały się ze skutkami katastrofy.
Huragan Sandy w 2012 roku stał się punktem zwrotnym w amerykańskiej dyskusji o odporności wielkich miast na ekstremalne zjawiska pogodowe. Pokazał, że nawet najbardziej rozwinięta infrastruktura może okazać się bezbronna wobec żywiołu, jeśli przez dziesięciolecia nie uwzględniano w planowaniu skali zagrożeń.
4 lata temu (2022). Tragedia w Seulu. Święto zamienia się w katastrofę
29 października 2022 roku w dzielnicy Itaewon w Seulu doszło do katastrofalnego ścisku tłumu podczas obchodów Halloween. Zginęło ponad 150 osób, przede wszystkim młodych ludzi.
Uczestnicy imprezy przemieszczali się przez wąską, zatłoczoną uliczkę. W pewnym momencie napór zgromadzonych osób stał się tak silny, że ludzie tracili możliwość swobodnego poruszania się i oddychania.
Katastrofa wywołała w Korei Południowej wielką debatę o odpowiedzialności służb i władz za bezpieczeństwo zgromadzeń. Pojawiły się pytania o wcześniejsze ostrzeżenia, organizację ruchu pieszych i przygotowanie do reagowania na zagrożenia.
Tragedia w Itaewon w 2022 roku przypomina, że do masowej śmierci podczas imprezy nie jest potrzebny pożar ani zawalenie budynku. Wystarczy niekontrolowany napór ludzi na przestrzeni, z której nie można się bezpiecznie wydostać.
Urodzili się tego dnia
Zbigniew Herbert (1924–1998). Poeta, który nie chciał rezygnować z sumienia
29 października 1924 roku we Lwowie urodził się Zbigniew Herbert, jeden z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku. Autor „Pana Cogito” i „Przesłania Pana Cogito” uczynił z literatury narzędzie refleksji nad godnością, historią, odpowiedzialnością i moralnymi wyborami człowieka. Jego twórczość szczególnie mocno oddziaływała w Polsce rządzonej przez komunistów, ale przekraczała granice bieżącej polityki. Herbert pozostawił poezję, która nie podsuwa łatwych odpowiedzi, lecz zmusza czytelnika do zadawania trudnych pytań.
Bob Ross (1942–1995). Malarz, który przekonywał, że każdy może tworzyć
29 października 1942 roku urodził się Bob Ross, amerykański malarz i popularyzator sztuki. Dzięki programowi „The Joy of Painting” stał się rozpoznawalny na całym świecie, pokazując widzom, jak przy użyciu prostych technik malować pejzaże. Jego spokojny głos i pogodne podejście do pomyłek sprawiły, że program zyskał drugie życie w internecie. Ross przypominał, że twórczość nie musi być przywilejem zawodowych artystów.
Peter Green (1946–2020). Wielki bluesman, który stworzył Fleetwood Mac
29 października 1946 roku urodził się Peter Green, brytyjski gitarzysta i współzałożyciel Fleetwood Mac. Zanim grupa stała się światową potęgą pop-rocka, była jednym z najważniejszych zespołów brytyjskiego bluesa. Green skomponował między innymi „Black Magic Woman”, później rozsławioną przez Santanę, a także instrumentalny „Albatross” i utwór „Oh Well”. Jego wrażliwość gitarowa, oszczędność i umiejętność budowania emocji kilkoma dźwiękami zapewniły mu miejsce wśród najwybitniejszych gitarzystów rockowych.
Richard Dreyfuss (1947). Aktor, który spotkał rekina i kosmitów
29 października 1947 roku urodził się Richard Dreyfuss, amerykański aktor znany między innymi z filmów „Szczęki”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” i „Dziewczyna na pożegnanie”. Ostatni z tych obrazów przyniósł mu Oscara dla najlepszego aktora. W jego dorobku można odnaleźć zarówno kino rozrywkowe, jak i kameralne opowieści o ludzkich relacjach.
Winona Ryder (1971). Od Tima Burtona do „Stranger Things”
29 października 1971 roku urodziła się Winona Ryder, jedna z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich aktorek swojego pokolenia. Popularność przyniosły jej filmy „Sok z żuka”, „Edward Nożycoręki” i „Dracula” Francisa Forda Coppoli. Po latach ponownie znalazła się w centrum zainteresowania dzięki serialowi „Stranger Things”, który umiejętnie wykorzystuje atmosferę popkultury lat osiemdziesiątych.
Odeszli tego dnia
Joseph Pulitzer (1847–1911). Człowiek, którego nazwisko stało się nagrodą
29 października 1911 roku zmarł Joseph Pulitzer, amerykański wydawca prasowy i jedna z najważniejszych postaci historii dziennikarstwa. Jego gazety uczestniczyły w gwałtownym rozwoju prasy masowej, a stosowane przez nie metody wywoływały również kontrowersje dotyczące sensacyjności przekazu.
Pulitzer pozostawił jednak trwały wkład w rozwój profesjonalnego dziennikarstwa. Z jego fundacji powstały Nagrody Pulitzera, przyznawane od 1917 roku za osiągnięcia dziennikarskie, literackie i muzyczne. Dzisiaj nazwisko wydawcy kojarzy się przede wszystkim z jednym z najbardziej prestiżowych wyróżnień medialnych świata.
Duane Allman (1946–1971). Gitara, która przestała grać zbyt wcześnie
29 października 1971 roku zginął Duane Allman, współzałożyciel The Allman Brothers Band i jeden z najbardziej wpływowych gitarzystów amerykańskiego blues-rocka. Miał zaledwie 24 lata. Zginął w wypadku motocyklowym w Georgii.
Jego charakterystyczne brzmienie gitary slide można usłyszeć między innymi na albumie koncertowym „At Fillmore East”. Współpracował także z Erikiem Claptonem przy nagraniach grupy Derek and the Dominos, w tym słynnej „Layli”. Przedwczesna śmierć Allmana przerwała karierę artysty, którego muzyczne pomysły inspirowały kolejne pokolenia gitarzystów.
Tego dnia w muzyce
42 lata temu (1984). Deep Purple wracają z „Perfect Strangers”. Legenda znów brzmi potężnie
29 października 1984 roku ukazał się album „Perfect Strangers” zespołu Deep Purple, jedno z najważniejszych rockowych wydawnictw tamtej dekady. Był to wielki powrót grupy, która po rozpadzie w 1976 roku pozostawała nieaktywna przez osiem lat.
Przede wszystkim powrócił legendarny skład znany jako Mark II: Ian Gillan, Ritchie Blackmore, Roger Glover, Jon Lord i Ian Paice. To właśnie ci muzycy nagrali wcześniej takie albumy jak „In Rock”, „Machine Head” czy „Who Do We Think We Are”.
W 1984 roku hard rock wyglądał już jednak inaczej niż na początku lat siedemdziesiątych. Na scenie dominowały nowe odmiany heavy metalu, a młodsze zespoły korzystały z osiągnięć swoich poprzedników. Deep Purple nie próbowali udawać debiutantów. Sięgnęli po własną muzyczną tożsamość, łącząc mocne gitarowe riffy, rozbudowane partie klawiszy i charakterystyczny wokal Gillana.
Album otwiera „Knocking at Your Back Door”, kompozycja z energicznym riffem Blackmore’a i wyrazistym rytmem. Tytułowy „Perfect Strangers” należy natomiast do najbardziej atmosferycznych utworów w dorobku grupy. Monumentalne brzmienie instrumentów klawiszowych Jona Lorda, tajemnicza melodia i powściągliwa ekspresja Gillana tworzą kompozycję niemal filmową.
Na płycie znalazły się również „Nobody’s Home”, „Under the Gun” i „A Gypsy’s Kiss”. Zespół zachował rozpoznawalny styl, ale nadał mu bardziej współczesną produkcję.
Album „Perfect Strangers” Deep Purple odniósł duży sukces komercyjny i przywrócił grupę do światowej czołówki koncertowej. Pokazał również, że powrót słynnej formacji po latach przerwy nie musi być jedynie nostalgicznym odtwarzaniem dawnych przebojów.
Czterdzieści dwa lata później tytułowy utwór pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych nagrań grupy. Jego atmosfera, oparta na napięciu pomiędzy gitarą, organami i głosem, nie zestarzała się tak bardzo, jak można byłoby oczekiwać po produkcji z połowy lat osiemdziesiątych.
55 lat temu (1971). Duane Allman. Blues-rock traci jednego ze swoich największych gitarzystów
Śmierć Duane’a Allmana była ciosem dla amerykańskiej sceny rockowej. Artysta zaledwie kilka lat wcześniej współtworzył The Allman Brothers Band, zespół, który połączył bluesa, rocka, improwizację i muzyczne tradycje amerykańskiego Południa.
Album „At Fillmore East” do dziś uchodzi za jedno z najważniejszych koncertowych wydawnictw rockowych. Długie partie gitarowe Allmana i Dickeya Bettsa nie były jedynie pokazem technicznej sprawności. Stanowiły opowieść rozwijającą się na scenie, często bez wyraźnej granicy pomiędzy kompozycją a improwizacją.
Duane miał również ogromny wpływ na nagrania „Layla and Other Assorted Love Songs” grupy Derek and the Dominos. Jego dialog gitarowy z Erikiem Claptonem należy do najważniejszych spotkań instrumentalistów w historii blues-rocka.
Gdy zginął, kariera The Allman Brothers Band dopiero nabierała rozpędu. Zespół przetrwał tragedię, ale jego muzyka już nigdy nie brzmiała dokładnie tak samo.
5 lat temu (2021). The War on Drugs wydają „I Don’t Live Here Anymore”. Rock o utracie i poszukiwaniu domu
29 października 2021 roku ukazał się album „I Don’t Live Here Anymore” amerykańskiego zespołu The War on Drugs. Grupa kierowana przez Adama Granduciela zaproponowała muzykę zbudowaną z szerokich gitarowych pejzaży, pulsujących syntezatorów i melancholijnych melodii.
Po sukcesie wcześniejszego albumu „A Deeper Understanding” muzycy nie postanowili gwałtownie zmieniać stylu. Raczej dopracowali język, który od lat rozwijali: połączenie amerykańskiego rocka drogi, alternatywy i brzmień przywołujących lata osiemdziesiąte.
Wśród najważniejszych kompozycji znalazły się „Living Proof”, „Harmonia’s Dream” i tytułowy „I Don’t Live Here Anymore”, nagrany z udziałem wokalistek zespołu Lucius.
Ta muzyka ma w sobie coś z filmów drogi. Samochód porusza się przez nocny krajobraz, za szybą mijają światła miasteczek, a bohater coraz mniej jest pewien, czy naprawdę zmierza do domu, czy może próbuje od niego uciec.
„I Don’t Live Here Anymore” The War on Drugs należy do tych albumów, które wymagają czasu. Nie opierają się na jednym efektownym refrenie, lecz na atmosferze i długotrwałym oddziaływaniu melodii.
5 lat temu (2021). Mastodon – „Hushed and Grim”. Ciężka muzyka o żałobie
Tego samego dnia, 29 października 2021 roku, amerykańska grupa Mastodon wydała album „Hushed and Grim”. Było to dwupłytowe, niezwykle rozbudowane dzieło, na którym progresywny metal spotkał się z psychodelią, ciężkimi gitarowymi riffami i melodyjnymi fragmentami.
Inspiracją do powstania płyty była między innymi śmierć wieloletniego menedżera zespołu Nicka Johna. Muzycy próbowali zmierzyć się z żałobą, nie rezygnując z właściwego sobie monumentalnego brzmienia.
Album zawiera takie kompozycje jak „Pushing the Tides”, „Teardrinker” i „The Beast”. Muzyka miejscami jest agresywna, ale w innych fragmentach zaskakuje spokojem i melancholią.
„Hushed and Grim” zespołu Mastodon pokazuje, że metal może być czymś więcej niż demonstracją siły. Może opowiadać o stracie, pamięci i bezradności wobec przemijania, zachowując przy tym intensywność i techniczną złożoność.
5 lat temu (2021). Tori Amos wraca do fortepianu i własnych korzeni
29 października 2021 roku ukazał się album „Ocean to Ocean” Tori Amos, amerykańskiej pianistki i wokalistki, która od początku lat dziewięćdziesiątych pozostaje jedną z najważniejszych postaci ambitnego popu.
Płyta powstawała w okresie naznaczonym pandemią, izolacją i osobistymi stratami. Amos ponownie sięgnęła po brzmienie fortepianu, subtelną elektronikę oraz charakterystyczną narrację, w której prywatne przeżycia przenikają się z symboliką natury.
Wśród wyróżniających się utworów znalazły się „Speaking with Trees”, „Spies” i tytułowy „Ocean to Ocean”.
Artystka nie próbowała odtwarzać młodzieńczej gwałtowności albumów „Little Earthquakes” czy „Under the Pink”. Zaproponowała raczej muzykę bardziej wyciszoną, opartą na dojrzałym spojrzeniu na stratę i możliwość odnajdywania równowagi.
To jedna z tych płyt, które najlepiej brzmią jesiennym wieczorem, kiedy za oknem szybciej zapada ciemność, a muzyka pozwala zatrzymać się na chwilę w codziennym pośpiechu.
Tego dnia w sporcie
49 lat temu (1977). Gol Deyny z rzutu rożnego. Polska jedzie na mundial, stadion gwiżdże
29 października 1977 roku reprezentacja Polski zremisowała z Portugalią 1:1 na Stadionie Śląskim w Chorzowie, zapewniając sobie awans na mistrzostwa świata w Argentynie w 1978 roku.
W 38. minucie Kazimierz Deyna zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Był to gol niezwykły zarówno ze względu na technikę wykonania, jak i stawkę spotkania. W drugiej połowie wyrównał Manuel Fernandes, ale remis wystarczył Polakom do osiągnięcia celu.
Wydarzenie miało również gorzki wymiar. Deyna, zawodnik warszawskiej Legii, nie cieszył się sympatią części śląskiej publiczności. Po zdobyciu bramki usłyszał gwizdy, które do dziś pozostają jednym z najbardziej przykrych obrazów tamtej epoki reprezentacyjnej piłki.
W bramce Polski wystąpił Jan Tomaszewski, wieloletni piłkarz ŁKS Łódź, a na boisku pojawił się również Zbigniew Boniek, związany wówczas z Widzewem Łódź.
Drużynę prowadził Jacek Gmoch. Choć na mundialu w Argentynie Polacy nie powtórzyli sukcesu z 1974 roku, awans wywalczony przeciwko Portugalii potwierdzał, że reprezentacja nadal należała do europejskiej czołówki.
Gol Kazimierza Deyny z rzutu rożnego 29 października 1977 roku pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych trafień w historii polskiej kadry.
18 lat temu (2008). Philadelphia Phillies kończą wielkie oczekiwanie
29 października 2008 roku Philadelphia Phillies zdobyli mistrzostwo amerykańskiej ligi baseballowej MLB, pokonując Tampa Bay Rays 4:3 w piątym meczu World Series.
Spotkanie miało nietypowy przebieg. Zostało przerwane wcześniej z powodu fatalnych warunków pogodowych, a następnie dokończone po przerwie. Phillies wygrali całą serię 4:1 i zdobyli pierwszy tytuł mistrzowski od 1980 roku.
Dla kibiców Filadelfii było to zakończenie długiego okresu rozczarowań. Sport amerykański ma własną szczególną kulturę pamięci, w której sukces drużyny staje się częścią rodzinnych historii przekazywanych przez pokolenia.
Zwycięstwo Phillies przypomniało, że nawet po wieloletnim oczekiwaniu sport może przynieść miastu chwilę wspólnego świętowania.
9 lat temu (2017). Lewis Hamilton sięga po czwarty tytuł mistrza świata Formuły 1
29 października 2017 roku Lewis Hamilton zapewnił sobie czwarty tytuł mistrza świata Formuły 1 podczas Grand Prix Meksyku.
Brytyjczyk przeżył trudny wyścig, kończąc go dopiero na dziewiątej pozycji. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu mistrzostwa, ponieważ jego główny rywal Sebastian Vettel nie uzyskał wyniku pozwalającego przedłużyć walkę o tytuł.
Wyścig wygrał Max Verstappen, który sześć lat później, również podczas Grand Prix Meksyku rozgrywanego 29 października, ustanowił nowy rekord liczby zwycięstw w jednym sezonie Formuły 1, osiągając szesnasty triumf w 2023 roku.
Te dwa wydarzenia pokazują, jak szybko zmienia się układ sił w sportach motorowych. Hamilton reprezentował w 2017 roku dominującą erę Mercedesa, podczas gdy Verstappen stał się później symbolem kolejnego okresu przewagi jednego zespołu.
Sport dziś. Trzy kolejne mecze Pucharu Polski
W czwartek, 29 października 2026 roku, zaplanowano kolejne spotkania 1/16 finału STS Pucharu Polski.
O godzinie 14.30 Arka Gdynia podejmie Stal Rzeszów. O 17.30 Polonia Warszawa zmierzy się z Koroną Kielce, a wieczorem, o 20.30, Odra Opole zagra ze Śląskiem Wrocław.
To wydarzenia bieżące, a nie historyczne rocznice. W pucharowych rozgrywkach wynik jednego spotkania decyduje o dalszej rywalizacji, dlatego nawet zespoły uznawane za faworytów nie mogą pozwolić sobie na słabszy dzień.
Tomaszów Mazowiecki – lokalny ślad historii
106 lat temu (1920). W Tomaszowie rodzi się „Lutek” Orenbach. Chłopak, który chciał stworzyć teatr nawet w getcie
29 października 1920 roku w Tomaszowie Mazowieckim urodził się Izrael Aljuche Orenbach, nazywany przez bliskich Lutkiem. Mieszkał z rodziną przy ulicy Zgorzelickiej 14. Jego rodzicami byli Ita Rejdla i Szmul Binem Orenbachowie.
Nie był politykiem, generałem ani wielkim przemysłowcem. Był młodym człowiekiem zakochanym w teatrze, literaturze, rysunku i dziewczynie, z którą rozdzieliła go wojna.
Gdyby nie Zagłada, być może jego nazwisko pojawiłoby się kiedyś na afiszu teatru w Warszawie, Łodzi albo Krakowie. Być może zostałby aktorem, reżyserem, satyrykiem lub grafikiem. Tego już się nie dowiemy.
Wiemy natomiast, że pozostawił po sobie coś niezwykle cennego: listy pisane z tomaszowskiego getta, pełne uczuć, codziennych obserwacji, młodzieńczych marzeń i prób przeciwstawienia się otaczającej rzeczywistości.
Ich historia jest jednym z najbardziej poruszających, a zarazem najmniej znanych świadectw życia kulturalnego w getcie w Tomaszowie Mazowieckim.
Tomaszów, Bydgoszcz i Edith. Miłość przerwana przez wojnę
Lutek dorastał w Tomaszowie Mazowieckim, a następnie wraz z rodziną przeniósł się do Bydgoszczy. Tam kontynuował naukę i w 1939 roku zdał maturę. Właśnie w Bydgoszczy poznał Edith Blau, młodą Żydówkę pochodzącą z Wolnego Miasta Gdańska.
Ich znajomość szybko przerodziła się w uczucie. Młodzi planowali wspólną przyszłość, ale historia nie zamierzała respektować ich planów.
We wrześniu 1939 roku wybuchła wojna. Orenbachowie wrócili do Tomaszowa, a Edith z matką znalazły się w Niemczech. Para została rozdzielona, lecz utrzymywała kontakt listowny.
Lutek pisał do Edith po polsku, ona odpowiadała mu po niemiecku. Listy z czasem stały się czymś więcej niż prywatną korespondencją. Były opowieścią o wojnie widzianej oczami młodego człowieka, któremu odebrano możliwość normalnego życia.
Kiedy w Tomaszowie utworzono getto, rodzina Orenbachów została objęta niemieckimi represjami. Lutek mieszkał wówczas przy ulicy Lewej 8 i pracował w administracji żydowskiej gminy.
Nie przestał jednak myśleć o sztuce.
Klein Kunst Teater. Scena, która miała ocalić człowieczeństwo
W realiach niemieckiego getta, gdzie codziennością stawały się głód, choroby, przymusowa praca i strach, Izrael Orenbach zaangażował się w organizowanie życia artystycznego.
Współtworzył Klein Kunst Teater, czyli Mały Teatr Sztuki. Był aktorem, reżyserem i autorem pomysłów scenicznych. Wspólnie z innymi mieszkańcami próbował organizować przedstawienia, wieczory literackie i spotkania muzyczne.
Przy przedsięwzięciu współpracował między innymi Alfred Rotberg, pełniący funkcję kierownika muzycznego teatru.
W liście z 10 czerwca 1941 roku Lutek pisał do Edith:
„Nasz Klein Kunst Teater ma możliwość rozwoju, tylko, że warunki są okropne”.
Trudno o bardziej przejmujące zdanie dotyczące działalności kulturalnej. Młody człowiek dostrzegał artystyczny potencjał, ale jednocześnie doświadczał świata, w którym brakowało podstawowych warunków do życia, a każdy kolejny dzień mógł przynieść katastrofę.
Teatr nie był w tych okolicznościach zwyczajną rozrywką. Stanowił próbę zachowania godności, wyobraźni i poczucia wspólnoty. Był sposobem powiedzenia, że ludzie zamknięci za granicami getta nadal mają marzenia i potrzebę tworzenia.
W tym sensie historia teatru w tomaszowskim getcie przypomina najsilniejsze opowieści o sztuce powstającej w warunkach niewoli. Nie trzeba jednak dodawać do niej żadnej literackiej fikcji. Rzeczywiste świadectwo jest wystarczająco przejmujące.
Koło Artystów. Malarze, karykatury i chwila zapomnienia
Lutek Orenbach był również rysownikiem i karykaturzystą. Wspólnie z artystami przebywającymi w getcie uczestniczył w tworzeniu Koła Artystów, które skupiało osoby zainteresowane malarstwem, literaturą i muzyką.
Wśród związanych z tym środowiskiem twórców znajdował się Henryk Barczyński, łódzki malarz i grafik, wcześniej związany ze środowiskiem awangardowej grupy Jung Jidysz.
Artyści organizowali spotkania, podczas których rozmawiano o twórczości, deklamowano teksty i śpiewano. Nie były to wydarzenia mogące zmienić sytuację militarną ani polityczną. Dawały jednak uczestnikom możliwość choćby chwilowego wyjścia poza koszmar codzienności.
Zachowane karykatury Lutka przedstawiają mieszkańców getta i osoby związane z jego środowiskiem. Są niezwykłym materiałem historycznym, bo pozwalają zobaczyć nie tylko wielką tragedię zbiorowości, lecz także indywidualne rysy i osobowości ludzi, których życie zostało brutalnie przerwane.
Wielu artystów działających w tomaszowskim getcie nie przeżyło wojny. Ich dorobek uległ zniszczeniu, a imiona i nazwiska przez lata pozostawały nieznane szerszej publiczności.
Dzięki ocalonym listom Lutka Orenbacha część tego świata można jednak dzisiaj odtworzyć.
Listy przetrwały. Ich autor nie wrócił
Korespondencja Lutka i Edith urwała się podczas wojny. Edith została deportowana do getta w Rydze, a później przeszła przez kolejne dramatyczne doświadczenia okupacyjne.
Edith Blau przeżyła Zagładę. Po wojnie wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie nosiła nazwisko Brandon. Ocaliła korespondencję otrzymywaną od Lutka, a następnie przekazała ją do United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.
Dalsze losy Izraela Orenbacha nie zostały ustalone z taką samą pewnością. Przyjmuje się, że zginął podczas Zagłady w 1942 roku, ale źródła nie pozwalają bez zastrzeżeń wskazać dokładnego miejsca i okoliczności jego śmierci.
Zachowało się blisko sto listów, a także rysunki, karykatury i inne świadectwa jego twórczości.
W 2018 roku Fundacja Pasaże Pamięci, dzięki pracy badawczej Justyny Biernat, opublikowała książkę „Sen o teatrze. Listy z tomaszowskiego getta”. Opracowanie przybliżyło nie tylko osobistą historię młodego artysty, lecz również działalność kulturalną w getcie oraz szersze dzieje żydowskiej społeczności miasta.
To jeden z tych przypadków, w których osobista korespondencja staje się źródłem historycznym o ogromnej wartości. List pisany do ukochanej dziewczyny po dziesięcioleciach pozwala historykom odtworzyć atmosferę epoki znacznie lepiej niż niejedna urzędowa statystyka.
Tomaszów pamięta o Zagładzie. Ale czy pamięta o marzeniach jej ofiar?
Dzisiejsza rocznica urodzin Lutka Orenbacha przypada w szczególnym momencie październikowego kalendarium. Pod koniec października 1942 roku Niemcy przygotowywali likwidację getta w Tomaszowie Mazowieckim, a główne deportacje jego mieszkańców do obozu zagłady w Treblince rozpoczęły się 31 października.
Historia Lutka przypomina, jak wielką stratą była Zagłada tomaszowskich Żydów nie tylko w wymiarze liczby zamordowanych ludzi. Zginęli także potencjalni artyści, lekarze, nauczyciele, wynalazcy, pisarze i muzycy. Nie sposób ustalić, ile dzieł nigdy nie powstało i ile ludzkich talentów zostało unicestwionych.
Lutek był jednym z tysięcy młodych mieszkańców przedwojennego Tomaszowa. Miał rodzinę, przyjaciół, ukochaną dziewczynę, poczucie humoru i ambicje artystyczne.
29 października 2026 roku przypada 106. rocznica urodzin Izraela Aljuche Orenbacha.
Można byłoby potraktować tę datę jako jedną z wielu lokalnych ciekawostek. Byłby to jednak poważny błąd. W historii Orenbacha mieści się bowiem niemal cała opowieść o utraconym świecie żydowskiego Tomaszowa Mazowieckiego: o jego kulturze, codzienności, młodości, miłości i przerwanych marzeniach.
A także o tym, że pamięć potrafi przetrwać nawet wtedy, gdy nie ocalał człowiek, który chciał ją tworzyć.
29 października łączy zwycięstwo z tragedią, naukę z polityką, a wielką historię z codziennym życiem zwyczajnych ludzi. Generał Maczek przywracał wolność mieszkańcom Bredy, giełda nowojorska pogrążała się w panice, a naukowcy przesyłali pierwsze litery przez sieć komputerową, która po latach zmieniła cały świat.
W muzyce Deep Purple przypominali, że rockowe legendy potrafią wracać w wielkim stylu, a artyści kolejnych pokoleń opowiadali o przemijaniu, żałobie i potrzebie odnajdywania własnego miejsca.
Ale najważniejsza dla naszego miasta opowieść ma zupełnie inny wymiar.
106 lat temu w Tomaszowie Mazowieckim urodził się chłopak, który marzył o teatrze. Nie zdążył zrealizować wszystkich planów. Zdążył jednak zapisać swoje myśli i uczucia w listach, które przetrwały wojnę, oceany i dziesięciolecia.
Dzisiaj jego słowa możemy czytać w mieście, w którym się urodził.
I być może właśnie to jest najważniejszym sensem lokalnego kalendarium: przypominać nie tylko daty wielkich wydarzeń, ale także ludzi, bez których historia Tomaszowa Mazowieckiego nigdy nie będzie pełna.



Napisz komentarz
Komentarze