Pomysł święta narodził się w 1924 roku podczas Międzynarodowego Kongresu Oszczędnościowego w Mediolanie. Uczestniczyło w nim około 350 przedstawicieli z 27 krajów, a 31 października ustanowiono Światowym Dniem Oszczędzania. Chodziło przede wszystkim o promowanie odkładania pieniędzy i budowania finansowego bezpieczeństwa.
Sto dwa lata później idea pozostaje szczytna. Z praktyką bywa gorzej.
Oszczędzanie jest bowiem niezwykle proste. W teorii. Wystarczy mniej wydawać, niż się zarabia. Podobnie jak w odchudzaniu wystarczy mniej jeść, a dla zachowania dobrej kondycji regularnie ćwiczyć. Ludzkość zna więc wszystkie rozwiązania swoich problemów. Brakuje jej jedynie drobnego szczegółu – ochoty, żeby je stosować.
Przeciętny obywatel rozpoczyna oszczędzanie zwykle tuż po wypłacie. Patrzy wtedy na stan konta i myśli: „W tym miesiącu odłożę pięćset złotych”. Trzy dni później samochód domaga się paliwa, lodówka jedzenia, pies karmy, dzieci pieniędzy, a ekspres do kawy oznajmia, że bez nowych ziaren odmawia współpracy.
Po tygodniu ambitny plan zmienia się na: „Odłożę dwieście”.
Po dwóch tygodniach: „Ważne, żeby nie wejść na minus”.
A pod koniec miesiąca człowiek zaczyna traktować znalezione w kieszeni kurtki dwadzieścia złotych jak nieoczekiwany napływ zagranicznego kapitału.
Szczególną konkurencją jest dziś oszczędzanie podczas zakupów. Człowiek wchodzi do sklepu po mleko i pieczywo, wychodzi z serem, kawą, płynem do szyb, bateriami, czekoladą w promocji i czymś, czego przeznaczenia do końca nie rozumie, ale przecież było przecenione o 40 procent.
– Zaoszczędziłem 28 złotych! – oznajmia triumfalnie.
Fakt, że wydał przy okazji 186 złotych, jest drobnym szczegółem księgowym.
Światowy Dzień Oszczędzania przypada 31 października, czyli dokładnie wtedy, kiedy coraz popularniejsze Halloween zachęca dzieci do chodzenia od drzwi do drzwi z hasłem „cukierek albo psikus”.
Być może należałoby połączyć oba święta. Dorośli mogliby chodzić po domach z hasłem:
„Lokata albo debet!”
A jednak w całym tym żartowaniu jest trochę prawdy. Regularne odkładanie nawet niewielkich kwot daje coś więcej niż pieniądze. Daje spokój, gdy zepsuje się pralka, samochód zacznie wydawać dźwięki przypominające koncert industrialnego metalu albo przyjdzie rachunek, którego wysokość sugeruje, że przez miesiąc ogrzewaliśmy nie mieszkanie, lecz niewielką halę sportową.
Dlatego 31 października warto coś odłożyć.
Choćby dziesięć złotych.
A jeśli się uda – nie ruszać ich przynajmniej do 1 listopada.
Od czegoś trzeba zacząć.



Napisz komentarz
Komentarze