W ciągu ostatnich trzydziestu lat przeciętna oczekiwana długość życia w Polsce wzrosła z 71,2 do 78,6 roku, a więc aż o 7,5 roku. Jeszcze ważniejsza może być druga liczba: długość życia przeżywanego w zdrowiu zwiększyła się z 61,5 do 67,3 roku. To niemal sześć dodatkowych lat bez poważnych ograniczeń zdrowotnych.
Na świecie zmiana była podobna. Oczekiwana długość życia wzrosła o około 8,3 roku, a liczba lat przeżywanych w zdrowiu o 6,6 roku. Statystyczny mieszkaniec Ziemi może dziś oczekiwać, że dożyje około 74 lat.
To cywilizacyjny sukces trudny do przecenienia. Problem w tym, że tempo poprawy gwałtownie zwolniło.
Kiedyś zyskiwaliśmy po kilka miesięcy rocznie
W latach 1990–2010 statystyczne dziecko urodzone w Polsce mogło spodziewać się, że będzie żyło o trzy lub cztery miesiące dłużej niż dziecko urodzone zaledwie rok wcześniej. Równie szybko zwiększała się liczba lat przeżywanych w zdrowiu.
Dziś takie przyrosty należą już do przeszłości.
Zmiany są niewielkie, a w części ostatnich lat wskaźniki nawet się pogarszały. Podobne zjawisko obserwowane jest nie tylko w Polsce, lecz również w wielu krajach Europy, Stanach Zjednoczonych i innych rozwiniętych częściach świata.
„Rewolucja długowieczności się zacięła” – podsumowuje „Puls Biznesu”.
Co ważne, nie można wszystkiego zrzucić na pandemię.
COVID pogorszył sytuację, ale problem zaczął się wcześniej
Pandemia była dla statystyk zdrowotnych potężnym ciosem. Wzrosła liczba zgonów, dostęp do części świadczeń został ograniczony, wiele chorób rozpoznawano później niż zwykle. Jednak spadek tempa wydłużania życia rozpoczął się znacznie wcześniej.
Według analiz przywoływanych przez „PB”, już mniej więcej od 2008 roku liczba dodatkowych miesięcy życia „zyskiwanych” przez kolejne roczniki zaczęła systematycznie maleć.
COVID nie rozpoczął więc tego procesu. Raczej brutalnie go przyspieszył.
W kolejnych latach, gdy bezpośrednie skutki pandemii przestaną tak mocno wpływać na statystyki, długość życia prawdopodobnie ponownie zacznie rosnąć nieco szybciej. Nie należy jednak oczekiwać powrotu do dynamiki obserwowanej na przełomie XX i XXI wieku.
Nie chodzi tylko o to, ile żyjemy
Jeszcze ważniejsze od samej długości życia jest pytanie, w jakim zdrowiu przeżywamy ostatnie kilkanaście lat.
Dodatkowe lata życia są cywilizacyjnym sukcesem tylko wtedy, gdy nie oznaczają kilkunastoletniego okresu ciężkiej niesamodzielności, przewlekłego bólu i ciągłej zależności od systemu opieki zdrowotnej lub rodziny.
To szczególnie ważne w starzejących się społecznościach lokalnych, również w Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim. Rosnąca liczba seniorów oznacza większe zapotrzebowanie na lekarzy geriatrów, rehabilitację, opiekę długoterminową, pomoc społeczną, transport dla osób niesamodzielnych i wsparcie rodzin zajmujących się starszymi rodzicami.
Długowieczność nie jest więc wyłącznie tematem dla demografów. To także pytanie o kolejki do lekarzy, dostępność rehabilitacji, miejsca w zakładach opiekuńczo-leczniczych, funkcjonowanie DPS-ów, opiekę domową i kondycję finansową samorządów.
Medycyna zrobiła ogromny krok. Teraz coraz trudniej o następny
Najłatwiejsze zwycięstwa zdrowotne ludzkość ma już częściowo za sobą. Szczepienia, antybiotyki, poprawa higieny, dostęp do czystej wody, leczenie chorób serca czy nowoczesna diagnostyka pozwoliły uratować miliony istnień.
Każdy kolejny rok życia trzeba jednak zdobywać coraz trudniej.
Problemem pozostają choroby układu krążenia, nowotwory, otyłość, cukrzyca, brak aktywności fizycznej, uzależnienia i choroby neurodegeneracyjne. W krajach rozwiniętych coraz większego znaczenia nabiera również samotność osób starszych oraz kondycja psychiczna całych społeczeństw.
Możemy więc znaleźć się w sytuacji przypominającej biegacza, który przez wiele kilometrów poprawiał tempo, ale nagle odkrył, że najłatwiejsza część trasy jest już za nim.
80 lat przestaje być czymś niezwykłym
Jeszcze kilka pokoleń temu człowiek dożywający osiemdziesięciu lat należał do wyjątków. Dziś w wielu rodzinach nikogo już nie dziwią osiemdziesięcio- czy dziewięćdziesięcioletni dziadkowie.
Zmiana jest ogromna.
Ale jednocześnie coraz ważniejsze staje się pytanie nie o to, czy dożyjemy osiemdziesiątki, lecz czy mając 70 lub 75 lat nadal będziemy mogli prowadzić normalne, samodzielne życie.
I właśnie tutaj może rozegrać się kolejny etap „rewolucji długowieczności”.
Nie wystarczy bowiem dodawać lat do życia. Trzeba jeszcze dodawać życia do tych lat.



Napisz komentarz
Komentarze