Tylko czy te „łajania” na pewno kierowane są pod właściwy adres?
Celem jest oczywiście wywołanie w Was „właściwego przekonania”. Wiadomo: całe tomaszowskie zło – Witko. Fakty dla osób rozpowszechniających takie populizmy większego znaczenia nie mają.
A jak one wyglądają?
Urząd miasta nie buduje fabryk, nie uruchamia linii produkcyjnych i nie zatrudnia kilkuset osób przy taśmie. Ustawa o samorządzie gminnym dość precyzyjnie opisuje zadania gminy. Są wśród nich m.in. planowanie przestrzenne, drogi, infrastruktura, transport, edukacja, kultura czy gospodarka komunalna.
Samorząd może więc przygotować grunt pod rozwój gospodarczy: uchwalić plan, uzbroić teren, poprawić komunikację, zabiegać o inwestorów. Ale nie może zadzwonić w poniedziałek do prezesa międzynarodowego koncernu i zamówić na piątek fabryki z tysiącem etatów.
Nasze miasto jest pięknie otoczone – lasami, rzekami i, niestety, dość ciasno także gminami wiejskimi. Kryją się za tym konkretne problemy.
Ten „obwarzanek” ma bardzo praktyczne konsekwencje: atrakcyjne dla dużego przemysłu, rozległe tereny przy trasach szybkiego ruchu często leżą poza administracyjnymi granicami miasta. W samym Tomaszowie pozyskanie kilkudziesięciu hektarów oznacza nierzadko konieczność scalenia wielu działek, ich wykupu i regulowania stanów prawnych. Koszty mogą sięgać setek milionów złotych, a czasem całe przedsięwzięcie jest po prostu niemożliwe ze względu na rozproszonych właścicieli czy spadkobierców mieszkających po całym świecie.
O tych ograniczeniach od dawna powinno się mówić w lokalnej debacie.
„Gdzie są inwestorzy?” – najgłośniej krzyczy tzw. opozycja. Tyle że kilka lat wcześniej Rada Miejska, głosami części dzisiejszej opozycji, odrzucała projekty dotyczące stworzenia terenów inwestycyjnych przy S8.
Planowania przestrzennego nie da się nadrobić konferencją prasową. Procedura zmiany przeznaczenia terenów, przygotowania planów, infrastruktury i późniejszego pozyskania inwestora trwa latami. Jeśli w odpowiednim momencie blokuje się możliwość stworzenia ponad stu hektarów terenów inwestycyjnych przy S8, to rachunek za tę decyzję przychodzi później.
Czasem właśnie wtedy, gdy ci sami politycy zaczynają pytać: „A gdzie są miejsca pracy?”.
I jak im odpowiedzieć?
Jest jeszcze druga rzecz, o której w takich komentarzach wygodnie się zapomina. Kondycja lokalnego rynku pracy nie powstaje w próżni i nie kończy się na administracyjnej granicy miasta. Polityka gospodarcza, podatkowa, energetyczna, prawo pracy czy warunki funkcjonowania przemysłu to przede wszystkim domena państwa.
A sygnały z gospodarki są dziś mieszane. Według najnowszego szacunku Ministerstwa Rodziny stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła w sierpniu 2026 r. 5,9 proc. Dla porównania rok wcześniej było to 5,5 proc. GUS podaje też, że w lipcu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 0,8 proc. niższe niż rok wcześniej. Jednocześnie, według metodologii Eurostatu, bezrobocie pozostaje w Polsce bardzo niskie – na poziomie 3,4 proc.
To nie jest więc obraz gospodarczej katastrofy, ale zdecydowanie nie jest też moment, w którym można ignorować problemy przemysłu.
Przez lata jednym z kierunków rozwoju lokalnej gospodarki stała się branża ceramiczno-budowlana. Nie jest to wymysł obecnych władz. Miejskie dokumenty strategiczne od dawna wskazywały rozwój tej branży jako jedną z gospodarczych szans Tomaszowa.
Tyle że dziś europejska ceramika znalazła się w wyjątkowo trudnym położeniu.
Produkcja płytek jest skrajnie energochłonna. Piece pracują w temperaturze przekraczającej tysiąc stopni i pochłaniają ogromne ilości gazu. Według danych przytaczanych przez branżę koszt wytwarzania wyrobów ceramicznych w Polsce w 2025 r. był o ponad 51 proc. wyższy niż w 2021 r. Do tego dochodzą koszty energii elektrycznej, emisji CO₂ oraz konkurencja ze strony tańszego importu.
Pieca technologicznego nie wyłącza się po prostu o godz. 16, bo gaz zrobił się za drogi, żeby następnego dnia rano nacisnąć zielony przycisk i produkować dalej. Ograniczanie lub zatrzymywanie takich instalacji jest decyzją technologiczną i ekonomiczną, która ma swoje koszty i konsekwencje.
Dlatego kryzys ceramiki jest problemem, który niebawem może spędzać sen z powiek mieszkańcom Tomaszowa. Nie pomoże tu prezydent Tomaszowa Mazowieckiego uchwałą ani telefonem do przedsiębiorcy. To problem polityki przemysłowej i energetycznej państwa oraz Unii Europejskiej.
W niewiele lepszej sytuacji znajduje się branża motoryzacyjna w Unii Europejskiej.
Można oczywiście całą tę rzeczywistość sprowadzić do jednego zdania: „Prezydencie, daj ludziom pracę zamiast koncertów”.
Nie trzeba wtedy mówić mieszkańcom, kto odpowiada za ceny energii i politykę przemysłową. Nie trzeba przypominać głosowań nad planami zagospodarowania przestrzennego. Nie trzeba tłumaczyć, dlaczego duża fabryka potrzebuje kilkudziesięciu hektarów przygotowanego terenu i dlaczego stworzenie takiego obszaru trwa latami, a czasami jest prawnie i fizycznie niemożliwe.
Populizm zawsze wygrywa prostotą. Liczy bowiem na to, że przeciętny mieszkaniec nie sprawdzi, kto naprawdę ma jakie kompetencje, kto i kiedy głosował przeciwko tworzeniu terenów inwestycyjnych oraz kto odpowiada za warunki, w których funkcjonuje dziś polski przemysł.



Napisz komentarz
Komentarze