Nasz artykuł w skrócie
- Wicepremier za mocniejszymi regulacjami Big Techów – Krzysztof Gawkowski domaga się surowszych kar dla platform internetowych, wskazując na ogromne zagrożenia dla dzieci. Od 23 sierpnia 2026 r. patostreaming jest w Polsce oficjalnie przestępstwem.
- Meta jak koncerny tytoniowe XXI wieku – dyrektor NASK Radosław Nielek uważa, że giganci technologiczni powinni pokrywać koszty społeczne swoich usług. Na mocy unijnego aktu DSA platformom grożą kary do 6 proc. światowego obrotu.
- Weryfikacja wieku i realny problem w Tomaszowie – w kraju trwa debata nad ograniczeniem dostępu najmłodszych do social mediów. Dla lokalnych rodziców to codzienność, w której kluczowe staje się pytanie, kto decyduje o treściach wyświetlanych dzieciom.
- Korekta danych o gigancie technologicznym – wbrew uproszczonym doniesieniom, ugoda koncernu Meta opiewa na kwotę „do 17,1 mld dolarów” i jako porozumienie z 26 sierpnia wciąż oczekuje na ostateczne zatwierdzenie przez sąd.
Słowa wicepremiera padły podczas XX Konferencji „Safer Internet. Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży online”, organizowanej w Warszawie przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę i NASK – Państwowy Instytut Badawczy. Jubileuszowa konferencja odbywa się w dniach 15–18 września, stacjonarnie i online.
Gawkowski nie próbował owijać problemu w technologiczną nowomowę.
– Na platformy cyfrowe trzeba nałożyć chomąto. Big techy jadą bez trzymanki. Jak lejce popuścisz, to oni nie tylko najmłodszych, ale też najstarszych zaprowadzą na manowce – mówił.
Według ministra internet został w ostatnich latach „zatruty” treściami, które jeszcze niedawno traktowano jak ponury margines sieci. Jednym z przykładów jest patostreaming – transmisje i nagrania pokazujące przemoc, poniżanie innych ludzi czy zachowania mogące prowadzić do samookaleczeń.
Od 23 sierpnia 2026 roku obowiązuje w Polsce art. 255b Kodeksu karnego dotyczący określonych form patostreamingu. Publiczne rozpowszechnianie w internecie materiałów przedstawiających m.in. przestępstwo godzące w dobra osobiste człowieka, przemoc wobec zwierząt albo poniżające traktowanie innej osoby, jeżeli służy osiągnięciu korzyści majątkowej lub osobistej, może oznaczać karę do trzech lat pozbawienia wolności. W przypadku treści przedstawiających krzywdzenie dziecka odpowiedzialność może być jeszcze surowsza.
Nie tylko rodzice. Odpowiedzialności mają podlegać platformy
To właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: kto powinien odpowiadać za treści podsuwane dziecku przez algorytm?
Przez lata ciężar odpowiedzialności przerzucano przede wszystkim na rodziców. To oni mieli kontrolować czas spędzany przez dziecko przed ekranem, instalować blokady i sprawdzać historię przeglądania.
Problem w tym, że po drugiej stronie stoi przemysł dysponujący miliardami dolarów, sztuczną inteligencją i algorytmami analizującymi zachowanie użytkownika niemal bez przerwy.
Gawkowski uważa, że odpowiedzialność muszą ponosić również właściciele platform.
Podobnego zdania jest minister edukacji Barbara Nowacka. Jej zdaniem pojedyncze państwo może być po prostu za słabe w starciu z największymi koncernami technologicznymi. Dlatego skutecznych regulacji trzeba szukać przede wszystkim na poziomie Unii Europejskiej.
Nowacka zwracała uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch dekad udało się znacząco poprawić fizyczne bezpieczeństwo dzieci. Jednocześnie pojawił się jednak drugi świat – cyfrowy – w którym młodzi ludzie każdego dnia mogą spotkać się z hejtem, przemocą, wykluczeniem, pornografią, agresją czy treściami ekstremistycznymi.
To trochę jak budowanie coraz wyższych barierek przy szkolnych schodach, podczas gdy kilka metrów dalej dziecko dostaje do ręki smartfon prowadzący do świata, w którym barierek praktycznie nie ma.
Europa już ma narzędzie. Kary mogą być ogromne
Unia Europejska nie zaczyna w tej sprawie od zera. Od 2024 roku obowiązuje w pełnym zakresie Digital Services Act – Akt o usługach cyfrowych.
Przepisy nakładają szczególne obowiązki na największe platformy internetowe, dotyczące m.in. ograniczania ryzyka systemowego, ochrony małoletnich, przejrzystości reklam i działania systemów rekomendacyjnych.
W przypadku naruszenia przepisów największym platformom mogą grozić kary sięgające nawet 6 procent ich światowego rocznego obrotu.
To już nie jest mandat, który globalny koncern może wrzucić w koszty prowadzenia działalności.
To sankcja, która może zostać zauważona również przez akcjonariuszy.
Meta jak koncern tytoniowy?
Jeszcze dalej poszedł podczas konferencji dyrektor NASK Radosław Nielek.
Przypomniał zawartą w Stanach Zjednoczonych ugodę dotyczącą koncernu Meta – właściciela Facebooka i Instagrama. Porozumienie z amerykańskimi stanami przewiduje płatności sięgające 17,1 miliarda dolarów oraz wprowadzenie zmian dotyczących bezpieczeństwa dzieci. Ugoda odnosi się m.in. do zarzutów, że platformy wykorzystywały rozwiązania projektowane w sposób mogący prowadzić do kompulsywnego korzystania z mediów społecznościowych przez najmłodszych. Porozumienie wymaga zatwierdzenia przez sąd.
Nielek porównał firmy takie jak Meta do „koncernów tytoniowych XXI wieku”.
To mocne porównanie, ale jego sens jest czytelny.
Przez dziesięciolecia przemysł tytoniowy zarabiał miliardy, podczas gdy państwa ponosiły koszty leczenia skutków palenia. Dzisiaj coraz częściej stawiane jest pytanie, czy podobny mechanizm nie pojawia się w świecie cyfrowym: platforma zarabia na czasie spędzonym przez użytkownika przed ekranem, a koszty uzależnienia, problemów psychicznych czy przemocy internetowej ponoszą rodziny, szkoły i system ochrony zdrowia.
– Kolejne 17 mld powinno trafić do Europy na projekty i programy pomagające dzieciom, które odczuwają negatywne skutki uzależnień – przekonywał dyrektor NASK.
Granica wieku dla mediów społecznościowych?
W Polsce trwa również dyskusja o ograniczeniu dostępu najmłodszych do mediów społecznościowych.
Wiosną tego roku rząd prowadził konsultacje dotyczące między innymi możliwości wprowadzenia regulacji odnoszących się do obecności dzieci poniżej 15. roku życia w social mediach.
Rząd przyjął także projekt przepisów nakładających na serwisy pornograficzne obowiązek stosowania skutecznych mechanizmów weryfikacji wieku użytkowników.
Spór dotyczy więc już nie tego, czy internet wpływa na dzieci, ale jak daleko państwo może i powinno ingerować.
Czy wystarczy edukacja?
Czy potrzebne są zakazy?
Czy platformy powinny skutecznie sprawdzać wiek użytkowników?
I wreszcie: czy firma zarabiająca miliardy na reklamach powinna płacić również wtedy, gdy sposób działania jej algorytmów prowadzi do społecznych szkód?



Napisz komentarz
Komentarze