Nasz artykuł w skrócie
- Zdecydowane poparcie dla urlopu menstruacyjnego – badanie naukowczyń z Collegium Medicum UJ wykazało, że aż 84,2 proc. z 565 ankietowanych kobiet opowiada się za wprowadzeniem takiego rozwiązania.
- Wpływ silnych dolegliwości na decyzję – poparcie dla dodatkowego wolnego było najwyższe u kobiet zmagających się z silnym bólem, które z powodów zdrowotnych musiały już wcześniej opuszczać pracę lub zajęcia.
- Brak odgórnych przepisów ustawowych w Polsce – w polskim prawie nie ma powszechnych regulacji w tym zakresie, choć nieliczni pracodawcy decydują się na samodzielne wdrażanie takich przywilejów dla pracownic.
Jeden dzień wolnego. Przywilej czy odpowiedź na realny problem?
Samo pojęcie „urlopu menstruacyjnego” potrafi rozpalić dyskusję szybciej niż niejeden projekt zmian w Kodeksie pracy.
Dla jednych jest rozwiązaniem oczywistym: skoro część kobiet przez kilka godzin lub nawet dni zmaga się z silnym bólem i innymi objawami, możliwość pozostania w domu bez kombinowania ze zwolnieniem lekarskim wydaje się zwyczajnie rozsądna.
Inni pytają jednak, czy takie rozwiązanie nie stanie się kolejnym argumentem dla pracodawców niechętnych zatrudnianiu kobiet.
Bo medal ma dwie strony.
Urlop może poprawić warunki pracy i przełamać tabu. Może jednak również – jeśli zostanie źle skonstruowany – utrwalić stereotyp, że kobieta jest pracownikiem mniej dyspozycyjnym.
84,2 procent za
Stosunek Polek do takiego rozwiązania zbadały naukowczynie z Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W internetowym badaniu wzięło udział 565 miesiączkujących kobiet z Polski.
Pytano je między innymi o poziom bólu, stosowanie leków, wpływ miesiączki na pracę, naukę oraz codzienne obowiązki.
Wynik był jednoznaczny.
84,2 proc. ankietowanych opowiedziało się za wprowadzeniem urlopu menstruacyjnego.
Przeciwnego zdania było 15,8 proc.
Najsilniejszym czynnikiem wpływającym na poparcie była jednak nie ideologia, wiek czy sytuacja zawodowa, ale coś znacznie bardziej przyziemnego: własne doświadczenie bólu i ograniczeń powodowanych przez miesiączkę.
Im większe dolegliwości, tym większe poparcie
Kobiety, którym menstruacja najmocniej utrudniała codzienne życie, miały ponad ośmiokrotnie większą szansę na poparcie urlopu niż pozostałe respondentki.
Znaczenie miały również nieobecności w pracy, szkole czy na uczelni.
Jeżeli kobieta wcześniej musiała zrezygnować z obowiązków z powodu miesiączki, prawdopodobieństwo poparcia takiego rozwiązania było 3,7 razy większe.
Częściej za dodatkowym dniem wolnym opowiadały się także osoby stosujące leki przeciwbólowe oraz rozkurczowe.
To ważne, bo dyskusja o menstruacji często zostaje sprowadzona wyłącznie do bólu podbrzusza.
Tymczasem lista objawów może być znacznie dłuższa.
To nie tylko ból brzucha
Dr Magdalena Humaj-Grysztar z Instytutu Pielęgniarstwa i Położnictwa UJ CM zwraca uwagę, że menstruacji mogą towarzyszyć również bóle pleców, nudności, bóle głowy, biegunki, zaparcia czy problemy ze snem.
W praktyce może to oznaczać dzień, w którym teoretycznie pracownik jest obecny przy biurku albo na hali, ale jego zdolność do normalnego funkcjonowania jest mocno ograniczona.
Wcześniejsze analizy tego samego zespołu pokazały skalę zjawiska.
68,5 proc. ankietowanych kobiet stosowało w czasie miesiączki leki przeciwbólowe, a 55,6 proc. – rozkurczowe.
Średnie natężenie bólu wyniosło 6,2 punktu w skali od 0 do 10.
Około 40 proc. uczestniczek opisywało swój ból jako umiarkowany, a niemal tyle samo – jako silny.
Polska bez ustawowego urlopu menstruacyjnego
W Polsce nie ma obecnie powszechnego, ustawowego prawa do urlopu menstruacyjnego.
Nie oznacza to jednak, że temat istnieje wyłącznie w debacie internetowej.
Takie rozwiązania mogą być wprowadzane dobrowolnie przez pracodawców. Zdecydowały się na nie między innymi Ochotnicze Hufce Pracy.
Na świecie pomysł również nie jest nowy.
Urlopy menstruacyjne od lat funkcjonują w części państw Azji, m.in. w Japonii, Korei Południowej, Indonezji czy na Tajwanie.
W Europie własny model przyjęła w 2023 roku Hiszpania.
W Zambii funkcjonuje natomiast rozwiązanie pozwalające pracownicy skorzystać z jednego dnia nieobecności w miesiącu bez konieczności przedstawiania zwolnienia lekarskiego.
Jest jednak także druga strona
Entuzjazm części kobiet nie oznacza, że sprawa jest prosta.
Największa obawa przeciwników dotyczy rynku pracy.
Jeżeli pracodawca będzie zakładał, że kobieta może korzystać z dodatkowych dni wolnych, może – nawet jeśli nigdy nie powie tego oficjalnie – brać tę możliwość pod uwagę podczas rekrutacji, ustalania wynagrodzenia albo awansów.
To właśnie dlatego badaczki podkreślają, że samo wysokie poparcie nie przesądza jeszcze, jaki model urlopu byłby najlepszy.
Inne pytanie brzmi: kto miałby finansować taką nieobecność? Pracodawca, państwo czy system ubezpieczeń społecznych?
Czy wymagane byłoby zaświadczenie lekarskie?
Czy rozwiązanie powinno dotyczyć jednej nieobecności miesięcznie, czy tylko przypadków szczególnie nasilonych dolegliwości?
To pytania, na które prosta ankieta nie odpowie.
Temat, którego już nie da się zbyć wzruszeniem ramion
Jeszcze kilkanaście lat temu rozmowa o miesiączce w miejscu pracy mogła uchodzić za temat wstydliwy albo zbyt osobisty.
Dziś coraz częściej staje się elementem rozmowy o zdrowiu pracowników, ergonomii pracy i równowadze między obowiązkami a zdrowiem.
I właśnie to jest chyba najważniejszym wnioskiem z polskiego badania.
Nie chodzi wyłącznie o to, czy w Kodeksie pracy pojawi się kiedyś nowa nazwa urlopu.
Chodzi o uznanie faktu, że dla części kobiet menstruacja oznacza nie kilka godzin niewygody, lecz realne ograniczenie możliwości normalnego funkcjonowania.
A jeśli ponad osiem na dziesięć ankietowanych kobiet popiera rozwiązanie, które miałoby im w takich dniach pomóc, trudno udawać, że problemu nie ma.
Na podstawie PAP oraz wyników projektu „Przebieg menstruacji w populacji polskich kobiet – wpływ na jakość życia oraz codzienne funkcjonowanie” realizowanego przez Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.



Napisz komentarz
Komentarze