Nasz artykuł w skrócie
- Mocne podstawy prawne Batorskiego – argumenty dotyczące znaczenia porządku obrad, pełnomocnictw, tajności wyborów oraz skutków nieudzielenia absolutorium są oparte na przepisach.
- Zakaz głosowania dla pełnomocników w 2026 r. – pełnomocnik nie ma prawa głosować przy wyborze lub odwołaniu członków rady nadzorczej i zarządu. To jednoznaczny, sztywny zapis prawny.
- Konsekwencje braku absolutorium – decyzja ta nie powoduje automatycznej utraty stanowiska, jednak Walne zyskuje prawo do odwołania takiego członka zarządu, nawet jeśli standardowo kompetencja ta należy do innego organu.
- Granice kompetencji przewodniczącego – rola ta polega na prowadzeniu obrad; przewodniczący nie może samodzielnie decydować o wszystkim, zastępując wolę Walnego, ustawę czy statut.
- Oceny konfliktu i brakujące dokumenty – twierdzenia o agresji czy intencjach stron pozostają subiektywnymi opiniami uczestników sporu, dopóki nie zostaną potwierdzone niezależnymi dowodami. Kluczowy dla pełnej oceny pozostaje statut SM „Przodownik” wraz z protokołem obrad.
Wywiad z Batorskim jest relacją człowieka, który podczas spornego Walnego nie siedział na trybunach. Stał przy stole prezydialnym, prowadził obrady i podejmował decyzje proceduralne. To czyni jego relację wyjątkowo cenną – ale zarazem nie czyni jej neutralną. W samym wywiadzie Batorski opisuje m.in. własne decyzje podczas Walnego, późniejsze działania Rady Nadzorczej oraz relacje z pracownikami spółdzielni.
Dlatego zastosujemy tę samą zasadę, co przy analizie słów Jana Nowakowskiego: oddzielamy to, co można przeczytać w ustawie, od tego, co trzeba jeszcze udowodnić dokumentem.
„Trzeba zażegnać ten konflikt”. Z tym trudno się spierać
Tytuł wywiadu jest znacznie mniej efektowny niż widniejące stronę wcześniej „Głos kosztował 100 złotych”, ale paradoksalnie ma większą wartość. Bo w jednym Batorski bez wątpienia ma rację: sytuacja, w której przez tygodnie dwie strony uważają się za uprawnione do decydowania o jednej spółdzielni, nie może trwać bez końca. Pytanie brzmi jednak: jak ten konflikt zakończyć?
Nie poprzez ustalenie, kto miał głośniejszy mikrofon na Walnym. Nie przez liczenie osób stojących przed budynkiem. Nie poprzez kolejne oświadczenia. Odpowiedź leży w uchwałach, protokołach, kartach do głosowania, pełnomocnictwach, statucie i ustawie. I właśnie w tym miejscu część argumentów Batorskiego robi się naprawdę interesująca.
Porządek obrad. Tu Batorski dotyka sedna
Jednym z głównych elementów przedstawionej przez niego wersji wydarzeń jest spór o punkty porządku obrad, projekty uchwał i obowiązek ich uwzględnienia. Nie jest to biurokratyczny drobiazg.
Art. 8³ ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych przewiduje, że członkowie powinni zostać zawiadomieni co najmniej 21 dni przed Walnym o czasie, miejscu i porządku obrad. Jednocześnie Walne może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem podanym członkom zgodnie z ustawą. Członkowie mają również prawo terminowo zgłaszać własne projekty uchwał i żądania uzupełnienia porządku.
To oznacza, że jeśli grupa członków rzeczywiście w ustawowym terminie zgłosiła określone punkty, a zarząd miał obowiązek je uwzględnić, lecz tego nie zrobił, nie jest to wymysł Batorskiego, lecz potencjalnie poważny problem proceduralny.
Ale jest druga strona medalu.
Nie można przyjąć ogólnej zasady: „zarząd czegoś nie wpisał, więc przewodniczący może dopisać to podczas Walnego”. Jeżeli dany punkt nigdy wcześniej nie został prawidłowo i terminowo zgłoszony, wprowadzenie go w dniu obrad może być niezgodne z ustawową zasadą wcześniejszego informowania członków.
Dlatego w tej sprawie nie wystarczy pytać:
Czy Batorski zmienił porządek obrad?
Trzeba zapytać:
Czy były to nowe punkty, czy punkty wcześniej skutecznie zgłoszone, które zarząd miał obowiązek umieścić w porządku?
Różnica jest zasadnicza. Przewodniczący to nie monarcha Walnego
W jednym z najciekawszych fragmentów rozmowy Batorski opisuje moment, gdy podczas chaosu na sali zapadały decyzje dotyczące dalszego prowadzenia zebrania. W jego relacji mocno wybrzmiewa przekonanie o kompetencjach przewodniczącego do kierowania Walnym. I do pewnego momentu wszystko się zgadza. Przewodniczący prowadzi obrady. Udziela głosu. Pilnuje porządku. Organizuje głosowania zgodnie z obowiązującymi zasadami.
Ale z tego nie wynika, że po wyborze przewodniczącego „wszystkie kompetencje” przechodzą w jego ręce. To byłoby zbyt daleko idące.
Walne pozostaje organem spółdzielni. Kompetencje wynikają z ustawy i statutu. Przewodniczący nie może własnym poleceniem wykreować kompetencji, których nie daje mu prawo albo regulamin. Krótko mówiąc: Przewodniczący prowadzi Walne. Nie jest Walnym.
Kto liczył głosy?
Kolejny sporny wątek dotyczy pracowników spółdzielni zaangażowanych w techniczną obsługę głosowań i liczenie głosów. Batorski podnosi wątpliwości dotyczące roli osób wyznaczanych przez dotychczasowe władze. Problem jest zrozumiały. Szczególnie jeśli chodziło przejrzystość.
Ale samo zdanie:
„to byli pracownicy zarządu”
nie rozstrzyga jeszcze niczego.
Prawo spółdzielcze nakazuje tajność wyborów do organów, ale szczegółowe zasady działania komisji skrutacyjnej, sposobu jej powołania i technicznej obsługi mogą wynikać również ze statutu i regulaminu Walnego. Art. 35 § 2 Prawa spółdzielczego wymaga tajności wyboru i odwoływania członków organów.
Dlatego prawdziwe pytanie brzmi: co w SM „Przodownik” mówi statut?
Jeśli komisję skrutacyjną powołuje wyłącznie Walne, a głosy mogły liczyć tylko osoby wybrane przez członków – argument Batorskiego staje się mocny. Jeżeli pracownicy mogli wykonywać jedynie czynności techniczne pod nadzorem komisji – sytuacja jest inna.
Bez statutu wydawanie wyroku jest przedwczesne. Pełnomocnictwa. Tutaj prawo mówi bardzo wyraźnie To jeden z najmocniejszych fragmentów całej argumentacji.
Od zmian obowiązujących w 2026 r. przepisy dotyczące pełnomocnictw zostały bardzo mocno uszczegółowione.
Pełnomocnik członka będącego osobą fizyczną może należeć tylko do określonego kręgu osób. Pełnomocnictwo musi być pisemne, a w wymaganych przypadkach towarzyszy mu dodatkowe oświadczenie. Dokument trzeba dostarczyć spółdzielni nie później niż trzy dni przed Walnym.
I najważniejsze:
pełnomocnik nie może brać udziału w głosowaniu, którego przedmiotem jest wybór lub odwołanie członków rady nadzorczej albo członków zarządu.
Tak stanowi obecny art. 8³ ust. 1⁶ ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Ministerstwo Rozwoju i Technologii potwierdza wprost, że w takich głosowaniach konieczny jest osobisty udział członka.
Jeżeli więc okaże się, że podczas wyborów rady nadzorczej albo odwoływania zarządu głosy oddawali pełnomocnicy, nie rozmawiamy już o „wersji Batorskiego” czy „wersji Nowakowskiego”. Rozmawiamy o konkretnym przepisie. Tylko najpierw trzeba wykazać, że tak rzeczywiście się stało. Najlepszą metodą byłaby analiza pełnomocnictwo po pełnomocnictwie i lista głosujących po liście.
Absolutorium. Tu przepisy dają Batorskiemu silny argument
Z wywiadu wynika, że podczas Walnego głosowano osobno nad absolutorium dla członków zarządu. Batorski mówi o sytuacji, w której część absolutoriów została udzielona, a część nie.
To ma bardzo konkretne konsekwencje.
Art. 49 § 4 Prawa spółdzielczego stanowi, że Walne Zgromadzenie może odwołać tych członków zarządu, którym nie udzieliło absolutorium, i może to zrobić niezależnie od tego, który organ zgodnie ze statutem normalnie wybiera członków zarządu.
To mocny przepis. Oznacza, że samo stwierdzenie:
„według statutu zarząd odwołuje rada nadzorcza, więc Walne nie mogło tego zrobić”
niekoniecznie jest prawidłowe. Jeżeli Walne chwilę wcześniej odmówiło konkretnemu członkowi zarządu absolutorium, otrzymuje szczególne ustawowe uprawnienie. Ale trzeba bardzo uważać na jedno. Brak absolutorium nie jest automatycznym odwołaniem. Przepis mówi:
Walne może odwołać.
A więc potrzebna jest decyzja o odwołaniu. Mechanizm wygląda tak: brak absolutorium → ustawowa możliwość odwołania → uchwała o odwołaniu.
Jeśli ktoś mówi: „nie dostał absolutorium, więc przestał być członkiem zarządu” pomija jeden etap.
Karty wyborcze. Numer nie musi oznaczać złamania tajności
W dyskusji wokół Walnego pojawił się również problem kart do głosowania. Tu przepisy są jednoznaczne: wybór członków organów spółdzielni oraz ich odwołanie następują w głosowaniu tajnym.
Ale stąd nie wynika jeszcze zasada: „ponumerowana karta = złamanie tajności”.
Można sobie wyobrazić system, w którym karty są technicznie oznaczone, aby zapobiec ich kopiowaniu czy dorzucaniu dodatkowych kart, lecz oznaczenia nie pozwalają ustalić, komu konkretną kartę wydano.
„Nie było agresji po naszej stronie”
Tutaj opuszczamy kodeksy i wchodzimy w znacznie bardziej miękką materię. Batorski przedstawia siebie i osoby uczestniczące w Walnym po jego stronie jako obiekt bardzo ostrej presji. W opublikowanej rozmowie wspomina o wulgarnych zachowaniach, agresji oraz osobach, które – w jego ocenie – zostały przeciwko niemu nastawione.
Może a nawet na pewno tak było ale, że żadna strona konfliktu nie powinna być jednocześnie sędzią własnego zachowania.
Dokument można przeczytać. Cudzej świadomości – nie
Jeszcze ostrożniej trzeba traktować sugestie dotyczące tego, co Jan Nowakowski wiedział, czego nie wiedział albo czy rozumiał treść dokumentów, które podpisywał.
Tu istnieje bardzo wyraźna granica.
Można wykazać: Jan Nowakowski podpisał dokument X w dniu Y. Można zestawić treść tego dokumentu z jego późniejszą wypowiedzią.
Ale twierdzenie: „nie wiedział, co podpisuje” jest już twierdzeniem o stanie świadomości konkretnej osoby. Dokument można przeczytać. Cudzej świadomości – już nie.
„Zaufani ludzie” – retoryka, która wymaga ostrożności
Podobny problem pojawia się, gdy pracownicy spółdzielni są przedstawiani jako osoby „zaufane” przez konkretną stronę konfliktu.
Faktem może być:
prezes wyznaczył pracownika X do czynności Y.
Interpretacją jest:
wyznaczył go po to, aby manipulować wynikiem.
Pomiędzy tymi zdaniami jest dokładnie ta sama przepaść, którą wskazywaliśmy w wywiadzie Jana Nowakowskiego.
Zależność służbowa sama w sobie nie jest dowodem zmowy. Jeżeli natomiast pracownicy wykonywali czynności, do których nie mieli prawa albo działali wbrew decyzjom komisji czy Walnego – wtedy mamy konkretny problem.
„Pracownicy się boją”
Ciekawy jest również fragment, w którym Batorski odnosi się do pracowników spółdzielni.
Mówi między innymi:
„Nie miałem wsparcia pracowników zarządu.”
Jednocześnie wskazuje, że rozmawiali z nim pracownicy, którzy mieli mówić, że są zmuszani do wykonywania rzeczy, z którymi się nie zgadzają.
To może być istotny trop.
Ale poprawna dziennikarska różnica brzmi:
„rozmawiałem z pracownikami, którzy twierdzą, że się boją”
zamiast:
„pracownicy się boją”.
W całym sporze wokół „Przodownika” słowo „nieważne” pojawia się nadzwyczaj często.
W prawie ma ono jednak bardzo określone znaczenie.
Art. 42 Prawa spółdzielczego rozróżnia przede wszystkim uchwałę sprzeczną z ustawą, która jest nieważna, oraz uchwałę sprzeczną ze statutem, dobrymi obyczajami, godzącą w interes spółdzielni lub zmierzającą do pokrzywdzenia członka – którą można zaskarżyć do sądu. Orzecznictwo dodatkowo rozróżnia uchwały nieważne, podlegające uchyleniu oraz w skrajnych przypadkach nieistniejące.
Nie każdy błąd podczas kilkugodzinnego Walnego oznacza:
„całe Walne było nieważne”.
W sporze o „Przodownika” słowo to bywa używane jak młotek.
Tymczasem w prawie jest precyzyjnym narzędziem.
Rada Nadzorcza. Wynik wyborów to dopiero początek
Batorski mówi o wyborach nowej Rady Nadzorczej i wysokim poparciu dla kandydatów. Z jego relacji wynika, że kandydaci z największym poparciem uzyskiwali około 130 głosów.
To informacja ciekawa politycznie i społecznie.
Ale liczba głosów sama nie przesądza o legalności wyboru.
Trzeba jeszcze sprawdzić:
tajność wyborów, status kandydatów, prawo głosu wyborców, udział pełnomocników oraz zgodność procedury ze statutem.
Jeden przepis jest tutaj szczególnie konkretny: pracownik spółdzielni mieszkaniowej nie może zasiadać w jej radzie nadzorczej, a uchwała wybierająca takiego pracownika jest nieważna.
Batorski i Nowakowski. Dwa zupełnie różne języki
Po przeczytaniu obu rozmów w tym samym wydaniu TIT różnica jest uderzająca.
Jan Nowakowski częściej prowadzi czytelnika przez podejrzenia i skojarzenia: osoby związane z samorządem, politykę, „grupę interesu”, dziwny ruch w siedzibie czy informacje o 100 zł za głos.
Batorski częściej operuje procedurą: porządkiem obrad, uchwałami, pełnomocnictwami, absolutorium, komisją i kartami wyborczymi.
To sprawia, że większość argumentacji Batorskiego jest łatwiejsza do zweryfikowania.
Można znaleźć dokument i powiedzieć:
jest albo go nie ma;
wpłynął 15 dni wcześniej albo nie;
pełnomocnik głosował albo nie;
uchwałę podjęto albo nie;
absolutorium udzielono albo nie.
Ale również Batorski opuszcza czasem twardy grunt dokumentów i wchodzi na pole interpretacji: gdy mówi o intencjach przeciwników, strachu pracowników czy jednostronnie rozdziela agresję.
Wtedy jego relacja przestaje być protokołem.
Staje się wersją jednej ze stron.
Co zatem wiemy, a czego jeszcze nie?
| Twierdzenie / problem | Co mówi prawo lub co wiemy | Czego brakuje | Ocena |
|---|---|---|---|
| Terminowo zgłoszone punkty należało uwzględnić | Ustawa daje członkom prawo zgłaszania projektów i żądań uzupełnienia porządku | dat wpływu i treści zgłoszeń | mocny argument, jeśli dokumenty go potwierdzą |
| Przewodniczący mógł decydować o dalszym przebiegu Walnego | Tak, w zakresie prowadzenia obrad | statutu i regulaminu określającego granice jego kompetencji | prawda tylko w określonych granicach |
| Pełnomocnicy nie mogli głosować nad organami | Zakaz wynika wprost z art. 8³ ust. 1⁶ | listy głosujących i pełnomocnictw | bardzo mocny argument prawny |
| Brak absolutorium umożliwiał odwołanie zarządu | Tak – art. 49 §4 | uchwał o nieudzieleniu absolutorium i późniejszym odwołaniu | mocny argument |
| Brak absolutorium automatycznie odwoływał członka zarządu | Nie – Walne dopiero może podjąć decyzję o odwołaniu | — | nieprawidłowe uproszczenie, jeśli tak interpretowano sytuację |
| Numerowane karty łamały tajność | Tajność jest obowiązkowa | informacji, czy numer karty można było powiązać z nazwiskiem | nierozstrzygnięte |
| Agresja występowała wyłącznie po drugiej stronie | To relacja uczestnika | niezależnych nagrań i świadków | opinia wymagająca potwierdzenia |
| Nowakowski nie wiedział, co podpisywał | Można ustalić, co podpisał | dowodu jego stanu świadomości | interpretacja, nie ustalony fakt |
| Wybór Rady Nadzorczej był prawidłowy | Część wymogów wynika bezpośrednio z ustaw | pełnej dokumentacji wyborczej i statutu | nie da się jeszcze przesądzić |
Na końcu wracamy do tytułu
„Trzeba zażegnać ten konflikt”.
Prawdopodobnie najbardziej bezsporne zdanie całego wywiadu.
Tyle że zażegnanie konfliktu nie może oznaczać, że jedna ze stron ogłasza swoją wersję prawdą, a druga ma po prostu zejść ze sceny.
Trzeba wyłożyć dokumenty na stół.
Statut. Regulamin Walnego. Pierwotny porządek obrad i wszystkie jego uzupełnienia. Daty wpływu projektów uchwał. Listę obecności. Pełnomocnictwa. Karty do głosowania. Protokoły komisji. Uchwały absolutoryjne. Uchwały o odwołaniu. Protokół całego Walnego.
Dopiero wówczas będzie można odpowiedzieć na pytanie, kto w tym sporze miał rację prawną, a kto jedynie przekonującą narrację.
Wywiad Jarosława Batorskiego w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym” jest w wielu miejscach bardziej konkretny prawnie niż wypowiedzi drugiej strony konfliktu. Dotyka rzeczywistych problemów: porządku obrad, pełnomocnictw, tajności głosowania i skutków nieudzielenia absolutorium.
Ale także jego słowa nie powinny otrzymywać pieczęci „fakt” tylko dlatego, że pada w nich nazwa przepisu.
Tam, gdzie kończy się dokument, a zaczyna ocena cudzych intencji, emocji czy świadomości, zaczyna się również obowiązek zachowania dystansu.
W tej sprawie nie potrzeba kolejnej wojny na oświadczenia. Potrzeba statutu, protokołu, kart, pełnomocnictw i uchwał. Prawo spółdzielcze nie rozstrzyga sporów na podstawie tego, kto mówi głośniej. Rozstrzyga je na podstawie tego, co rzeczywiście uchwalono – i czy zrobiono to zgodnie z prawem.



Napisz komentarz
Komentarze