Nasz artykuł w skrócie
- Deklaratoryjny charakter wpisu w KRS – obecność Jana Nowakowskiego w rejestrze jako prezesa nie przesądza o bezskuteczności nowych uchwał; Sąd Najwyższy wskazuje, że wpis zmian zarządu ma charakter wyłącznie deklaratoryjny.
- Waga procedur i terminów ustawowych – prawidłowość pełnomocnictw, tajność głosowań oraz termin 21 dni na zawiadomienie członków o Walnym mają kluczowe znaczenie prawne, przy czym projekty uchwał rządzą się osobnymi zasadami.
- Oczekiwanie na oficjalne wyniki lustracji – protokół z lustracji badającej legalność działań spółdzielni ma moc dokumentu urzędowego, dlatego warto poczekać na jego oficjalne ustalenia.
- Zarzuty i sugestie bez twardych dowodów – wątek kupowania głosów („100 zł za głos”) oraz tezy o wpływach politycznych i pracownikach magistratu opierają się na relacjach osób trzecich i bez dodatkowych dowodów pozostają jedynie sugestiami.
Wywiad ukazał się w numerze TIT z 11 września. Na stronie internetowej tygodnika materiał został opublikowany pod tym samym kategorycznym tytułem: „Głos kosztował 100 złotych”. Rozmówcą Andrzeja Kucharczyka jest Jan Nowakowski, przedstawiany jako prezes SM „Przodownik”.
Nie zamierzamy rozstrzygać w tym tekście, kto ostatecznie wygra spór o władzę w spółdzielni. Od tego są dokumenty, statut, procedury rejestrowe, a jeśli strony nie dojdą do porozumienia – sąd. Możemy natomiast zrobić coś prostszego i być może bardziej potrzebnego: oddzielić fakt od opinii, opinię od zarzutu, a zarzut od dowodu.
„Głos kosztował 100 złotych”. Tylko skąd to wiemy?
Zacznijmy od najmocniejszego elementu całej publikacji.
„Głos kosztował 100 złotych”
To nie jest pytanie. Nie ma znaku zapytania. Nie czytamy: „Czy oferowano 100 zł za głos?” ani „Nowakowski: słyszeliśmy o propozycjach 100 zł za głos”. Czytelnik dostaje informację w formie dokonanej: głos kosztował sto złotych.
Tymczasem wypowiedź samego Jana Nowakowskiego jest znacznie bardziej ostrożna. W rozmowie z Andrzejem Kucharczykiem mówi m.in., że nie chce podawać nazwisk i że podczas rozmów z pracownikami oraz osobami oczekującymi na rejestrację pojawiały się informacje o propozycjach zapłaty 100 zł za oddanie głosu. I tu zaczyna się zasadniczy problem oraz pojawiają pytania:
- Kto oferował pieniądze?
- Komu?
- Kiedy?
- Czy ktokolwiek je odebrał?
- Czy istnieje nagranie rozmowy, wiadomość, świadek gotowy złożyć zeznania? Czy sprawę zgłoszono policji albo prokuraturze?
Z wywiadu tego się nie dowiadujemy. Nie oznacza to, że propozycji nie było. Tego również nie możemy stwierdzić. Oznacza jedynie coś znacznie prostszego: na podstawie samego wywiadu nie sposób potwierdzić, że faktycznie doszło do kupowania głosów. Pomiędzy zdaniem „ktoś nam powiedział, że proponowano pieniądze” a zdaniem „głos kosztował 100 złotych” jest kilka pięter dowodowych. Gazetowy tytuł pokonuje je windą. Manipulacja okazała się skuteczna. Zebrany w piątek pod siedzibą Spółdzielni tłumek powtarzał to zdanie niczym mantrę.
KRS jak tarcza. Czy rzeczywiście wystarcza?
Drugi kluczowy fragment rozmowy dotyczy Krajowego Rejestru Sądowego. Nowakowski mówi:
„dopóki zapisy w KRS-ie są jakie są, to jest jeden zarząd, który za dzień dzisiejszy funkcjonuje.”
To zdanie brzmi prosto, logicznie i dla przeciętnego czytelnika może być bardzo przekonujące. Problem w tym, że prawo jest bardziej skomplikowane, a samo w sobie wprowadza w błąd a gazeta bezkrytycznie je powiela.
Według aktualnych publicznych danych rejestrowych SM „Przodownik”, po wpisie nr 71 obowiązującym od 12 sierpnia 2026 r., Jan Nowakowski rzeczywiście nadal figuruje jako prezes zarządu, obok Dariusza Kacprzyka i Grzegorza Zania.
Ale z tego nie wynika jeszcze automatycznie, że żadna późniejsza uchwała właściwego organu nie mogła wywołać skutku prawnego w postaci powołania nowego Zarządu. Art. 49 § 2 Prawa spółdzielczego stanowi, że członków zarządu, w tym prezesa i jego zastępców, wybiera i odwołuje – stosownie do postanowień statutu – rada albo walne zgromadzenie.
Jeszcze mocniejsze światło rzuca na sprawę orzecznictwo Sądu Najwyższego. W sprawie dotyczącej właśnie spółdzielni SN stwierdził, że wpis do KRS dotyczący zmiany w zarządzie ma charakter deklaratoryjny, a czynność będąca podstawą wpisu – np. uchwała o odwołaniu członka zarządu – może wywoływać skutek prawny jeszcze przed dokonaniem zmiany w rejestrze.
To nie oznacza, że KRS „nie ma znaczenia”. Ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa obrotu i osób trzecich. Ale to dwie różne rzeczy: co dziś widnieje w rejestrze i czy uchwała zmieniająca skład organów została skutecznie podjęta.
Właśnie dlatego zdanie „jestem w KRS, więc jestem prezesem i na tym dyskusja się kończy” jest nie tylko prawnym uproszczeniem. Jest po prostu nieprawdziwe.
„Nie dostałem tego na piśmie”
Nowakowski mówi także:
„Nie mam żadnej oficjalnej informacji, nie otrzymałem na piśmie...”
To może być ważne. Jeżeli dokonywano zmian personalnych, dokumenty powinny istnieć, uchwały mieć konkretną treść, datę i podstawę prawną. Można następnie oceniać sposób ich przekazania i dalsze działania organów. Ale z samego faktu: „ja dokumentu nie dostałem” nie wynika: „uchwały nie ma”. A już tym bardziej: „uchwała jest nieważna”.
Brak doręczenia dokumentu, istnienie uchwały, jej zgodność z prawem i jej skuteczność to aż cztery różne zagadnienia.
21 dni. Tu Nowakowski dotyka czegoś naprawdę ważnego
W rozmowie pojawia się argument dotyczący terminów poprzedzających Walne Zgromadzenie. I tego wątku nie należy kwitować wzruszeniem ramion.
Ustawa rzeczywiście mówi jasno: członkowie powinni zostać zawiadomieni na piśmie co najmniej 21 dni przed terminem Walnego o czasie, miejscu i porządku obrad. Zawiadomienie ma również wskazywać, gdzie wyłożono sprawozdania i projekty uchwał.
Ale ustawa przewiduje także inne terminy.
Projekty uchwał mają być wykładane co najmniej 14 dni przed Walnym. Członkowie mogą zgłaszać projekty uchwał i żądania dotyczące porządku obrad do 15 dni przed zgromadzeniem, a poprawki do projektów – nie później niż 3 dni wcześniej.
Dlatego zdanie w rodzaju: „wszystko powinno być 21 dni wcześniej” byłoby nadmiernym uproszczeniem. Trzeba odpowiedzieć na dużo bardziej konkretne pytanie: co dokładnie zostało zgłoszone, kiedy, przez kogo i czego dotyczyło?
Inny termin dotyczy zawiadomienia o Walnym. Inny projektu uchwały. Jeszcze inny poprawki. Diabeł, jak często w prawie, siedzi nie tyle w szczegółach, co w numerach ustępów.
Statut – wielki nieobecny
I właśnie tu docieramy do dokumentu, bez którego publiczne wyroki obu stron wydają się przedwczesne.
Statut SM „Przodownik”.
Prawo spółdzielcze wprost odsyła do niego przy ustalaniu, który organ wybiera i odwołuje członków zarządu. Art. 49 mówi wyraźnie: rada albo Walne – stosownie do postanowień statutu.
Dlatego ocena legalności zmian we władzach bez analizy statutu przypomina recenzowanie meczu po obejrzeniu konferencji prasowej tylko jednej drużyny.
Możemy wiedzieć, kto głośniej protestował.
Nie wiemy jeszcze, czy gol był ze spalonego.
Pełnomocnictwa. Tutaj warto odłożyć ironię
W wywiadzie mocno wybrzmiewa temat pełnomocnictw. I tutaj Nowakowski wskazuje na kwestię, która rzeczywiście wymaga precyzyjnej kontroli.
Po zmianach obowiązujących od 2026 r. art. 8³ ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych stanowi m.in., że członek może uczestniczyć osobiście albo przez pełnomocnika, ale pełnomocnik może reprezentować tylko jednego członka. Pełnomocnictwo wymaga formy pisemnej i musi być dołączone do protokołu. Ustawa określa także krąg osób, które mogą być pełnomocnikami, oraz przewiduje obowiązek dostarczenia pełnomocnictwa przed Walnym.
Co szczególnie istotne w sporze o wybór władz: obecne przepisy stanowią również, że pełnomocnik nie może brać udziału w głosowaniu dotyczącym wyboru lub odwołania członków rady nadzorczej albo zarządu To nie jest detal.
Jeżeli więc spór dotyczy tego, kto i na jakiej podstawie głosował w wyborach organów, dokumentację trzeba zbadać bardzo dokładnie. Tu nie wystarczy ani deklaracja starego zarządu, ani deklaracja nowego. Potrzebne są protokoły, listy obecności, pełnomocnictwa, karty i dokumentacja komisji.
A głosowanie ma być tajne
Prawo spółdzielcze również w tej kwestii nie pozostawia wiele miejsca na fantazję. Art. 35 § 2 przewiduje, że wybory do organów spółdzielni przeprowadza się w głosowaniu tajnym, podobnie jak odwołanie członka organu.
Jeżeli zatem istniał mechanizm pozwalający połączyć konkretną kartę z konkretną osobą i odtworzyć sposób jej głosowania, byłaby to kwestia naprawdę poważna.
Jeżeli natomiast karty zawierały jedynie oznaczenia pozwalające stwierdzić ich autentyczność, ale bez możliwości identyfikacji wyborcy, ocena może być zupełnie inna.
Tu również potrzebny jest dokument, nie legenda o dokumencie.
„Wzmożony ruch”, podpisy i „szemrane” działania
Nowakowski opowiada też o zdjęciach i osobach pojawiających się w budynku spółdzielni. Narracja jest sugestywna: dużo ludzi, dokumenty, podpisy, dopisywanie, niejasne okoliczności.
Brzmi podejrzanie. Ale prawo karne, cywilne ani spółdzielcze nie zna przestępstwa polegającego na „wzmożonym ruchu w budynku”.
Zdjęcie pokazujące, że wiele osób przebywało w siedzibie spółdzielni, nie dowodzi jeszcze fałszowania list, podpisów czy dokumentów.
W logice takie przejście nazywa się non sequitur: wniosek nie wynika z przedstawionej przesłanki.
Jeżeli jednak istnieją konkretne dowody, że ktoś dopisywał osoby nieuprawnione, posługiwał się fałszywymi podpisami albo umożliwiał głosowanie osobom niemającym prawa głosu, sytuacja zmienia się diametralnie.
Wtedy trzeba pokazać:
nazwisko, dokument, wpis, datę i skutek.
Nie tłum przed drzwiami.
Lustracja – mocny argument Nowakowskiego
Jednym z najbardziej merytorycznych elementów wypowiedzi Jana Nowakowskiego jest wskazywanie na lustrację problemową. Tutaj prawo rzeczywiście daje konkretne narzędzia.
Art. 91 Prawa spółdzielczego przewiduje badanie legalności, gospodarności i rzetelności działania spółdzielni. Co więcej, spółdzielnia może wystąpić o zbadanie całości, części działalności albo tylko określonych zagadnień.
Lustrator może przeglądać dokumenty, żądać wyjaśnień i badać działalność spółdzielni. Sporządzony przez niego protokół ma moc dokumentu urzędowego, a członek spółdzielni może żądać dostępu do protokołu i wniosków polustracyjnych.
To dużo. I właśnie dlatego powstaje paradoks. Skoro lustracja ma dopiero sprawdzić, czy procedury były prawidłowe, trudno równocześnie przedstawiać jej przyszły rezultat jako już znany. Można mówić: „uważamy, że wybory były wadliwe”. Można mówić: „zleciliśmy zbadanie procedury”. Znacznie trudniej jednocześnie twierdzić: „wyniku jeszcze nie ma, ale wiemy już, jaki jest”.
Opinia Związku Rewizyjnego nie jest wyrokiem
Nowakowski powołuje się również na stanowisko prawne Związku Rewizyjnego. Taki dokument może mieć ogromne znaczenie. Może zawierać trafną interpretację prawa, wychwycić naruszenia, uporządkować spór. Ale nadal pozostaje opinią.
Opinia prawna nie jest wyrokiem sądu. Nie ma magicznej właściwości unicestwienia uchwały tylko dlatego, że została sporządzona na papierze firmowym poważnej instytucji.
Warto więc zapytać: czy opinia zostanie udostępniona członkom spółdzielni?
Bo jeśli ma być jednym z głównych argumentów w sporze, jej treść powinna zostać poznana, a nie tylko przywołana.
Biegły rewident? Tak. Ale to inny film
W wywiadzie pojawia się także argument dotyczący badania sprawozdania finansowego za 2025 rok.
Publiczne dane rzeczywiście wskazują, że w dokumentacji rejestrowej znajduje się sprawozdanie niezależnego biegłego rewidenta, a badanie odnosiło się do sytuacji finansowej spółdzielni.
To może być ważnym argumentem w dyskusji o kondycji finansowej „Przodownika”. Nie odpowiada jednak na pytanie: czy Walne Zgromadzenie w 2026 roku zostało przeprowadzone zgodnie z prawem. To dwie różne półki.
Pozytywnie zbadane sprawozdanie finansowe za 2025 rok nie jest certyfikatem legalności wszystkich zdarzeń, które nastąpiły rok później.
150 pracowników, 20 tysięcy mieszkańców. Ważne, ale...
Nowakowski mówi o około 150 pracownikach i wielkiej społecznej skali działania spółdzielni. To cenna część rozmowy.
„Przodownik” nie jest kołem wędkarskim z dwunastoma członkami. Konflikt dotyczy ogromnej organizacji zarządzającej majątkiem i mieszkaniami tysięcy tomaszowian.
Stabilność ma znaczenie. Ciągłość obsługi mieszkańców ma znaczenie. Bezpieczeństwo pracowników ma znaczenie. Ale żaden z tych argumentów nie odpowiada na pytanie: kto został prawidłowo umocowany do kierowania organizacją. Stabilność jest wartością. Nie jest jednak mandatem.
Urząd Miasta, spółki i polityka. Tu zaczyna działać mechanizm skojarzeń
W wywiadzie pojawiają się odniesienia do pracowników Urzędu Miasta, miejskich spółek, jednostek podległych samorządowi oraz określonych środowisk politycznych.
To bardzo nośny zabieg. Czytelnik zaczyna łączyć kropki. Tyle że same kropki nie tworzą jeszcze dowodu.
Członek spółdzielni zatrudniony w Urzędzie Miasta ma takie samo prawo do korzystania ze swoich praw członkowskich jak hydraulik, nauczyciel, lekarz czy przedsiębiorca.
Aby mówić o zorganizowanej akcji politycznej, trzeba wykazać coś więcej: koordynowanie działań, polecenia, wykorzystywanie zależności służbowych, zasobów publicznych albo konkretne naciski.
Bez tego mamy do czynienia z mechanizmem znanym jako guilt by association – budowaniem podejrzenia poprzez samo skojarzenie człowieka z określoną grupą.
To może być trop. Nie jest jeszcze dowodem.
„Grupa interesu”. Kto jest w tej grupie?
Podobnie działa pojęcie „grupy interesu”.
Brzmi poważnie.
Może nawet groźnie.
Ale z punktu widzenia dowodowego trzeba je rozebrać na części.
Kto konkretnie tworzy tę grupę?
Jaki interes łączy jej członków?
W jaki sposób ich działania były koordynowane?
Kto nimi kierował?
Jakie mamy dokumenty, wiadomości, nagrania albo relacje świadków?
We wcześniejszych publikacjach TIT Nowakowski również przedstawiał tezę o „zorganizowanej grupie” mającej dążyć do przejęcia kontroli nad spółdzielnią i wiązał ją z lokalnym środowiskiem politycznym.
Powtarzanie zarzutu nie zwiększa jednak automatycznie jego wartości dowodowej.
Równie dobrze przecież można twierdzić, że obecnie w Przodowniku rządzi jakaś grupa interesów.
Ochrona za 20 tysięcy miesięcznie. Tu pojawia się konkret
W rozmowie pada natomiast liczba około 20 tys. zł miesięcznie w kontekście ochrony.
I to jest informacja bardzo ciekawa, bo można ją zweryfikować.
Jeżeli rzeczywiście spółdzielnia ponosi taki koszt, to warto zapytać:
Kto zdecydował o zatrudnieniu ochrony?
Jaka firma świadczy usługę?
Na jaki okres zawarto umowę?
Ile wynosi jej łączna wartość?
W jaki sposób wybrano wykonawcę?
Ile od początku konfliktu kosztowała ochrona członków spółdzielni?
W sporze, w którym każda ze stron mówi o odpowiedzialności za wspólny majątek, właśnie takie liczby warto pokazywać najpierw.
Największy paradoks całego wywiadu
I wreszcie dochodzimy do rzeczy, która przewija się przez całą rozmowę jak refren. Z jednej strony słyszymy: trzeba sprawdzić, należy przeanalizować, trwa lustracja, musimy zbadać dokumentację, ocenić prawidłowość działań.
Z drugiej strony dostajemy kategoryczny wniosek: „jest jeden zarząd”.
Logicznie to się nie składa.
Jeśli A jest dopiero przedmiotem badania, nie możemy z samej niepewności co do A automatycznie wyprowadzić pewności co do B.
Innymi słowy:
„nie wiemy jeszcze, czy nowe władze zostały wybrane prawidłowo”
nie znaczy automatycznie:
„wiemy na pewno, że stare władze nadal mają mandat”.
Możliwe, że ostateczna analiza dokumentów potwierdzi stanowisko Nowakowskiego.
Możliwe, że go nie potwierdzi.
Ale do tego właśnie służy analiza.
Nie wszystko w tym wywiadzie jest insynuacją
Byłoby niesprawiedliwe zredukować rozmowę do zbioru sugestii.
Nowakowski wskazuje na kilka spraw, które naprawdę wymagają odpowiedzi.
Pełnomocnictwa. Tajność wyborów. Procedura Walnego. Terminy ustawowe. Dokumentacja komisji. Sposób ustalania osób uprawnionych do głosowania.
Jeżeli popełniono tam istotne błędy, mogą mieć realne skutki prawne.
Tak samo informacje o potencjalnych próbach kupowania głosów – jeśli zostaną poparte dowodami – byłyby niezwykle poważne.
Właśnie dlatego nie powinno się ich rozmywać w mieszaninie politycznych skojarzeń i retorycznych figur.
Im cięższy zarzut, tym cięższy powinien być dowód.
Co wynika z wywiadu, a czego nadal nie wiemy?
| Twierdzenie | Co wiemy | Czego brakuje | Ocena |
|---|---|---|---|
| „Głos kosztował 100 zł” | Nowakowski mówi o relacjach innych osób dotyczących propozycji 100 zł | nazwisk, dowodu przekazania pieniędzy, dokumentów, nagrania, ustaleń organów | zarzut wymagający dowodu |
| „Jest jeden zarząd, bo taki jest KRS” | KRS nadal wskazuje Nowakowskiego i dotychczasowy skład | prawnej oceny skuteczności późniejszych uchwał | uproszczenie prawne |
| Naruszono terminy Walnego | ustawa przewiduje konkretne terminy 21, 15, 14 i 3 dni | pełnej dokumentacji i dat czynności | realny problem do zbadania |
| Pełnomocnictwa były problematyczne | prawo bardzo precyzyjnie reguluje pełnomocnictwa | analizy konkretnych pełnomocnictw | ważny merytorycznie trop |
| Była „grupa interesu” | Nowakowski formułuje taką ocenę | dowodów koordynacji i wspólnego działania | opinia/sugestia |
| Lustracja wyjaśni prawidłowość procedur | prawo pozwala na lustrację problemową | protokołu i wniosków polustracyjnych | mocny argument merytoryczny |
| Biegły rewident potwierdził prawidłowość działania | badano finanse za 2025 r. | związku tego badania z legalnością wyborów w 2026 r. | prawda w innym kontekście |
Na końcu zostają dokumenty
Wywiad Jana Nowakowskiego w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym” zawiera zarówno pytania, które bezwzględnie wymagają wyjaśnienia, jak i twierdzenia, dla których w samej rozmowie nie przedstawiono dowodów.
Problem polega na tym, że jedno zostało wymieszane z drugim.
Fakty spotykają się z podejrzeniami. Podejrzenia z polityką. Prawo z interpretacją. A nad wszystkim góruje czerwony tytuł:
„Głos kosztował 100 złotych”.
W sporze dotyczącym tysięcy członków spółdzielni nie powinny jednak rozstrzygać ani emocje, ani liczba osób stojących przed drzwiami siedziby, ani najbardziej sugestywny tytuł prasowy.
Powinny rozstrzygać dokumenty, statut, ustawa i – jeżeli strony nie potrafią dojść do wspólnego stanowiska – sąd.
Bo sto złotych jest konkretną kwotą.
Zarzut kupowania za nią głosów jest równie konkretnym zarzutem. Dlatego wymaga konkretnych dowodów.



Napisz komentarz
Komentarze