„Macierewicz musi odpowiedzieć”
Nagranie z niedzielnych wydarzeń przed Akademią Wymiaru Sprawiedliwości szybko zaczęło krążyć w internecie.
Antoni Macierewicz, stojąc przed wejściem do zabezpieczanego przez policję budynku, okazał legitymację poselską i przekonywał funkcjonariuszy, że mają obowiązek umożliwić mu wejście w ramach interwencji poselskiej.
W pewnym momencie podszedł do jednego z policjantów i dotknął jego munduru, próbując odczytać zasłonięte nazwisko. Następnie poinformował funkcjonariusza, że jego zdaniem bezprawnie uniemożliwia mu wykonywanie mandatu poselskiego, i zapowiedział skierowanie sprawy do sądu.
Dzień później zareagował szef MSWiA.
Marcin Kierwiński poinformował, że zdecydował o skierowaniu do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez posła PiS.
„Dość tego. Macierewicz musi odpowiedzieć za atak na polskich policjantów” – napisał minister
Trzeba jednak podkreślić: określenie „atak” jest oceną Marcina Kierwińskiego. Złożenie zawiadomienia nie oznacza ani postawienia zarzutów, ani tym bardziej stwierdzenia winy. To prokuratura będzie musiała ocenić zachowanie parlamentarzysty i zdecydować, czy istnieją podstawy do wszczęcia postępowania oraz ewentualnego przedstawienia zarzutów.
Macierewicz: mam prawo wejść
Sam Antoni Macierewicz przedstawia wydarzenia zupełnie inaczej.
Poseł przekonywał, że korzystał z przysługujących parlamentarzystom uprawnień do podejmowania interwencji poselskich. W niedzielę politycy PiS próbowali m.in. dostarczyć przebywającej w budynku posłance Marii Kurowskiej żywność, wodę i lekarstwa. Środowisko PiS przedstawiało blokowanie wejścia parlamentarzystom jako naruszenie ich ustawowych praw.
I rzeczywiście – ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje parlamentarzystom daleko idące uprawnienia.
Zgodnie z art. 20 ustawy poseł lub senator może podejmować interwencje m.in. w organach administracji rządowej i samorządowej, zakładach i przedsiębiorstwach państwowych oraz innych wskazanych w ustawie jednostkach. Co więcej, art. 20 ust. 4 stanowi, że legitymacja poselska lub senatorska upoważnia parlamentarzystę do wstępu na teren jednostek wymienionych w tym przepisie.
To właśnie na te uprawnienia powoływali się politycy PiS.
Nie oznacza to jednak automatycznie rozstrzygnięcia sporu przed AWS. Kwestią wymagającą oceny pozostają zarówno zakres uprawnień parlamentarzysty w konkretnych okolicznościach, jak i sposób wykonywania przez policję czynności związanych z zabezpieczeniem obiektu.
Wszystko zaczęło się od odwołania rektora
Źródłem całego konfliktu jest decyzja ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka dotycząca rektora-komendanta Akademii Wymiaru Sprawiedliwości Michała Sopińskiego.
9 września minister, po ponownym rozpatrzeniu sprawy, utrzymał wcześniejszą decyzję z 28 maja o odwołaniu Sopińskiego.
Według Ministerstwa Sprawiedliwości decyzja jest ostateczna i wykonalna, a została wydana na podstawie art. 432 ust. 5 ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Przepis pozwala ministrowi nadzorującemu uczelnię odwołać rektora w przypadku rażącego lub uporczywego naruszania przez niego prawa.
Resort wskazał trzy podstawowe grupy zarzutów: nieprawidłowości w postępowaniach dotyczących nadawania stopni doktora, naruszenie zasady apolityczności Służby Więziennej oraz problemy związane z organizacją aplikacji kuratorskiej.
Obowiązki rektora-komendanta przejął prof. Sławomir Cudak.
I właśnie w tym miejscu rozpoczęła się polityczna wojna o Akademię.
PiS: „bezprawie”. Ministerstwo: decyzja jest skuteczna
Michał Sopiński i politycy PiS kwestionują sposób jego odwołania oraz zmianę kierownictwa uczelni. Jarosław Kaczyński, który również pojawił się przed Akademią, mówił wręcz o „totalnym bezprawiu”, a działania wokół AWS nazwał próbą generalną przed ewentualnymi działaniami dotyczącymi Trybunału Konstytucyjnego
Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiada, że decyzję skutecznie doręczono Sopińskiemu już 9 września. Resort powołuje się przy tym na art. 47 Kodeksu postępowania administracyjnego, zgodnie z którym odmowa przyjęcia pisma nie uniemożliwia wywołania skutków prawnych doręczenia.
Sopiński prezentuje odmienne stanowisko i zapowiada sądową weryfikację działań ministra.
Tak więc to, co początkowo wyglądało na administracyjny spór o stanowisko rektora jednej z państwowych uczelni, w ciągu kilku dni zmieniło się w pełnowymiarowy konflikt polityczny. Są parlamentarzyści, policja, demonstranci, wzajemne oskarżenia o łamanie prawa, interwencje poselskie i teraz – zawiadomienie do prokuratury.
W poniedziałek do tej układanki dołączyła więc kolejna instytucja.
Teraz ruch należy do prokuratury.



Napisz komentarz
Komentarze