Samochód nie zna wymówek. Nie interesuje go doświadczenie kierowcy, marka na masce ani przekonanie prowadzącego, że „przecież panuję nad autem”. Zna masę, prędkość, przyczepność i prawa fizyki. A tych – jak przypomina dr Mariusz Sokołowski, były rzecznik Komendy Głównej Policji – nie da się oszukać.
I właśnie dlatego po krakowskiej tragedii pytanie powinno brzmieć nie tylko: jak surowo karać?, ale także: jak sprawić, aby kierowca jeszcze przed naciśnięciem pedału gazu wiedział, że złamanie prawa niemal na pewno zostanie zauważone?
Nasz artykuł w dużym skrócie
- W Krakowie samochód kierowany przez 26-latka wypadł z jezdni i uderzył w rodzinę idącą chodnikiem. Rodzice zmarli, ich 8-miesięczne dziecko pozostaje w ciężkim stanie.
- Według wstępnych ustaleń śledczych prawdopodobną przyczyną utraty panowania nad autem była nadmierna prędkość.
- Dr Mariusz Sokołowski uważa, że kierowcy muszą mieć przede wszystkim poczucie nieuchronności kary – potrzebne są patrole, kontrole i urządzenia automatycznie rejestrujące wykroczenia.
- Problem dotyczy również powiatu tomaszowskiego. 7 sierpnia policjanci skontrolowali 103 pojazdy i ujawnili 99 przypadków przekroczenia prędkości.
- 19 sierpnia na DW 726 zatrzymano kierowcę jadącego 130 km/h przy ograniczeniu do 70 km/h. Stracił prawo jazdy i otrzymał mandat 3000 zł.
- Od 3 marca 2026 roku prawo jazdy na trzy miesiące można stracić za przekroczenie limitu o więcej niż 50 km/h także na jednojezdniowej drodze dwukierunkowej poza obszarem zabudowanym.
- Przy ponownym popełnieniu tego samego wykroczenia objętego recydywą w ciągu dwóch lat mandat może być dwukrotnie wyższy – przy najpoważniejszym przekroczeniu prędkości sięga 5000 zł.
Rodzinny spacer zakończony tragedią
Do wypadku doszło w sobotę, 22 sierpnia, przed godziną 18 w rejonie ulic Solnej i Nadwiślańskiej w krakowskim Podgórzu. Według wstępnych ustaleń śledczych 26-letni kierujący volkswagenem stracił panowanie nad samochodem, prawdopodobnie wskutek nadmiernej prędkości. Auto zjechało z jezdni i wpadło na chodnik.
Szedł nim 32-letni mężczyzna wraz z 32-letnią żoną. Prowadzili wózek ze swoim 8-miesięcznym dzieckiem.
Oboje dorośli trafili do szpitala, ale ich życia nie udało się uratować. Dziecko w niedzielę pozostawało w ciężkim stanie. Kierujący samochodem był trzeźwy; został zatrzymany, a okoliczności tragedii bada prokuratura.
To jest właśnie ten rodzaj zdarzenia, po którym zdania o „chwili nieuwagi” brzmią wyjątkowo pusto. Piesi nie przechodzili przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Nie wtargnęli przed samochód. Byli na chodniku.
I to prowadzi do niewygodnego pytania: jak chronić ludzi przed samochodem, którego kierowca ignoruje reguły?
Nie da się postawić bariery przy każdym chodniku
Dr Mariusz Sokołowski, były rzecznik Komendy Głównej Policji i ekspert ds. bezpieczeństwa wewnętrznego, zwraca uwagę, że infrastruktura może ograniczać ryzyko, ale nigdy nie wyeliminuje go całkowicie.
Nie sposób oddzielić fizycznymi barierami każdego chodnika od każdej jezdni. W Polsce są tysiące kilometrów ulic, przy których piesi poruszają się zaledwie kilka metrów, a niekiedy kilkadziesiąt centymetrów od samochodów.
Można budować szykany, wyniesione przejścia, ronda, azyle, separatory. Można stawiać bariery energochłonne i przebudowywać skrzyżowania. Ale nawet najlepsza infrastruktura przestaje wystarczać, kiedy za kierownicą pojawia się ktoś, kto traktuje ulicę jak tor wyścigowy.
Sokołowski zwraca też uwagę na brawurę, szczególnie widoczną wśród części młodych kierowców. Poczucie kontroli nad samochodem bywa złudne. Przy dużych prędkościach nawet niewielki błąd może oznaczać przejście od zwykłej jazdy do sytuacji, której kierujący nie jest już w stanie opanować.
„Fizyki nie da się oszukać” – przypomina ekspert.
To zdanie powinno wisieć być może nie nad szkolnymi tablicami, lecz nad niejednym pedałem gazu.
Problemem nie musi być wysokość mandatu
W rozmowie z PAP dr Sokołowski wskazuje na rzecz fundamentalną: kierowca powinien mieć poczucie nieuchronności kary.
Nie chodzi więc wyłącznie o kolejne podnoszenie mandatów. Kara wynosząca 5 tys. zł może robić wrażenie, ale jeśli ktoś zakłada, że prawdopodobieństwo spotkania patrolu wynosi kilka procent, zaczyna kalkulować ryzyko.
Ekspert wskazuje więc na potrzebę większej liczby policjantów ruchu drogowego oraz urządzeń rejestrujących wykroczenia.
To nie jest zresztą myśl nowa. Jeszcze Cesare Beccaria, jeden z ojców nowoczesnej myśli prawa karnego, przekonywał w XVIII wieku, że dla powstrzymywania ludzi od łamania prawa ważniejsza od niezwykłej surowości kary jest pewność, że kara nastąpi.
Samochodów wówczas nie było. Mechanizm ludzkiego myślenia niewiele się jednak zmienił.
Tomaszów: 103 skontrolowane auta i 99 przypadków przekroczenia prędkości
Nie trzeba jednak jechać do Krakowa, Warszawy czy Łodzi, żeby zobaczyć skalę problemu.
7 sierpnia 2026 roku policjanci Wydziału Ruchu Drogowego KPP w Tomaszowie Mazowieckim przeprowadzili na drogach powiatu akcję „Prędkość”.
Do działań skierowano 16 funkcjonariuszy. Skontrolowali oni 103 pojazdy i ujawnili 112 wykroczeń.
Aż 99 z nich dotyczyło przekroczenia dozwolonej prędkości. Kontrole prowadzono szczególnie tam, gdzie wcześniej dochodziło do zdarzeń oraz w miejscach wskazywanych przez mieszkańców jako te, w których kierowcy regularnie jeżdżą za szybko.
Te liczby są warte chwili namysłu.
To nie jest statystyka z całego roku ani nawet miesiąca. To rezultat jednej policyjnej akcji.
Podobnie było 21 maja. Wtedy podczas działań „Prędkość” tomaszowscy funkcjonariusze ujawnili 55 wykroczeń, z czego 46 stanowiły przekroczenia prędkości.
Podczas tegorocznych ferii zimowych policjanci skontrolowali natomiast 484 samochody osobowe, ujawniając 436 wykroczeń. 240 dotyczyło nadmiernej prędkości. W dwóch przypadkach kierujący przekroczyli dopuszczalną prędkość w obszarze zabudowanym o ponad 50 km/h.
Trudno więc powiedzieć, że problem istnieje wyłącznie w statystykach Komendy Głównej Policji.
On istnieje również na naszych drogach.
130 zamiast 70 km/h. To wydarzyło się cztery dni temu
Jeszcze bardziej wymowny jest przypadek z 19 sierpnia 2026 roku.
Na drodze wojewódzkiej nr 726 tomaszowscy policjanci zatrzymali 50-letniego kierowcę samochodu marki Kia.
Obowiązywało ograniczenie do 70 km/h.
Pomiar wykazał 130 km/h.
Kierujący przekroczył więc limit o 60 km/h. Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy na trzy miesiące. Otrzymał również 3000 zł mandatu.
Nie był to przypadek odosobniony.
25 lipca, również na DW 726, policja zatrzymała 27-letniego motocyklistę. W miejscu z ograniczeniem do 70 km/h jechał 157 km/h – aż o 87 km/h za szybko. Także stracił prawo jazdy na trzy miesiące.
Można oczywiście powiedzieć: nic się nie stało.
Tym razem.
I właśnie owo „tym razem” jest sednem problemu.
Od marca 2026 roku prawo jest surowsze
Przepisy obowiązujące w Polsce są dziś zdecydowanie bardziej restrykcyjne niż jeszcze kilka lat temu.
Od 3 marca 2026 roku kierowca przekraczający dopuszczalną prędkość o więcej niż 50 km/h może stracić prawo jazdy na trzy miesiące nie tylko w obszarze zabudowanym.
Taką samą sankcją objęto również przekroczenie o ponad 50 km/h na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej poza obszarem zabudowanym. Zmianę wprowadzono właśnie z myślą o trasach, na których bardzo duża prędkość połączona z ruchem w przeciwnych kierunkach prowadzi do najtragiczniejszych wypadków. Regułę tę odzwierciedla obecnie m.in. art. 135 Prawa o ruchu drogowym oraz art. 102 ustawy o kierujących pojazdami.
Skala naruszeń pokazuje, że przepis nie pozostaje martwy. Od 3 marca do końca pierwszego półrocza policjanci ujawnili 8262 przypadki przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym oraz 3637 takich przypadków na jednojezdniowych drogach dwukierunkowych poza terenem zabudowanym. W obu kategoriach zatrzymano tysiące praw jazdy.
Ile kosztuje dziś ciężka noga?
Aktualny taryfikator wygląda następująco:
| Przekroczenie prędkości | Mandat | Recydywa | Punkty |
| do 10 km/h | 50 zł | – | 1 |
| 11–15 km/h | 100 zł | – | 2 |
| 16–20 km/h | 200 zł | – | 3 |
| 21–25 km/h | 300 zł | – | 5 |
| 26–30 km/h | 400 zł | – | 7 |
| 31–40 km/h | 800 zł | 1600 zł | 9 |
| 41–50 km/h | 1000 zł | 2000 zł | 11 |
| 51–60 km/h | 1500 zł | 3000 zł | 13 |
| 61–70 km/h | 2000 zł | 4000 zł | 14 |
| ponad 70 km/h | 2500 zł | 5000 zł | 15 |
Taryfikator i liczba punktów są nadal stosowane w 2026 roku. Policja przypomina również, że mechanizm recydywy obejmuje najpoważniejsze przekroczenia prędkości.
Recydywa drogowa. Drugi raz boli bardziej
Warto wyjaśnić, czym właściwie jest drogowa recydywa, bo nie chodzi po prostu o każde kolejne otrzymanie mandatu.
Zgodnie z art. 38 § 2 Kodeksu wykroczeń, jeżeli kierowca został prawomocnie ukarany za wskazane w przepisie wykroczenie, a następnie w ciągu dwóch lat ponownie popełni to samo wykroczenie, zastosowanie znajduje zaostrzona odpowiedzialność. W przypadku przekroczeń prędkości objętych mechanizmem recydywy oznacza to w praktyce podwojenie stawki mandatu.
Dlatego przekroczenie limitu o 51–60 km/h może kosztować nie 1500, lecz 3000 zł, a jazda ponad 70 km/h powyżej limitu – nie 2500, lecz nawet 5000 zł.
Do tego dochodzą punkty karne, a przy przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h w miejscach objętych nowymi przepisami – również utrata prawa jazdy na trzy miesiące.
Kary są wysokie. A jednak kierowcy nadal pędzą
I tu wracamy do punktu wyjścia.
W 2025 roku policjanci w całej Polsce ujawnili ponad 2,5 mln przypadków przekroczenia dopuszczalnej prędkości. W 26 507 przypadkach kierowcy przekroczyli limit o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym.
Jeszcze bardziej przemawiają dane dotyczące wypadków. W 2025 roku kierujący, którzy nie dostosowali prędkości do warunków ruchu, spowodowali 4278 wypadków. Zginęło w nich 536 osób, a 5427 zostało rannych.
To pokazuje paradoks.
Mamy wysokie mandaty. Mamy punkty. Mamy recydywę. Mamy możliwość utraty prawa jazdy.
A mimo wszystko niektórzy nadal jadą 130 tam, gdzie wolno 70. Albo 157 przy siedemdziesiątce.
Dlaczego?
Jedną z odpowiedzi daje właśnie dr Mariusz Sokołowski: bo część kierowców wciąż liczy, że im się uda.
Radiowóz za zakrętem działa inaczej niż taryfikator w internecie
Kierowca, który wie, że na dwudziestokilometrowej trasie może spotkać dwa patrole, odcinkowy pomiar prędkości albo urządzenie automatycznie rejestrujące wykroczenie, zaczyna zachowywać się inaczej niż ten, który jest przekonany, że policję zobaczy najwyżej raz na kilkaset kilometrów.
I właśnie dlatego dyskusja o bezpieczeństwie nie może sprowadzać się do prostego: „podnieśmy mandaty”.
Być może są już wystarczająco wysokie.
Znacznie trudniejsze pytanie brzmi: czy wystarczająco często egzekwujemy przepisy?
Sokołowski mówi wprost o potrzebie większej liczby funkcjonariuszy ruchu drogowego i większej liczby urządzeń rejestrujących wykroczenia.
Nie po to, żeby państwo zarabiało na mandatach.
Po to, żeby kierowca przed wyprzedzeniem na trzeciego, przejazdem przez miejscowość z prędkością 100 km/h albo wciśnięciem gazu do podłogi pomyślał: zostanę złapany.
Najlepszy mandat to ten, którego nie trzeba wystawiać
Polskie drogi są dziś bezpieczniejsze niż kilkanaście czy dwadzieścia lat temu. Przybyło tras szybkiego ruchu z oddzielonymi kierunkami jazdy, bezkolizyjnych węzłów, rond i nowoczesnych zabezpieczeń. W pierwszym półroczu 2026 roku liczba wypadków spadła o 2,6 proc. względem analogicznego okresu roku poprzedniego, liczba zabitych o 8,3 proc., a rannych o 3,4 proc.
To dobra wiadomość.
Ale statystyka ma jedną wadę: nie zna imion.
Za każdą cyfrą oznaczającą ofiarę śmiertelną stoi człowiek, który rano wyszedł z domu i nie wrócił. Rodzina, która odbiera telefon ze szpitala. Dziecko, które zostaje bez rodziców. Rodzice, którzy zamiast planować wakacje organizują pogrzeb.
Dlatego celem prawa nie powinno być zebranie jak największej liczby mandatów.
Najlepszy mandat to przecież ten, którego nigdy nie trzeba było wystawić, bo kierowca zwolnił wcześniej.
Być może właśnie na tym polega sens postulowanej przez dr. Sokołowskiego nieuchronności kary.
Nie na zemście po tragedii.
Na powstrzymaniu człowieka przed tragedią.
Bo po wszystkim można zatrzymać prawo jazdy, odebrać samochód, postawić zarzuty i wydać najsurowszy nawet wyrok.
Tylko życia nie da się już wystawić ponownie.




Napisz komentarz
Komentarze