Optymista rano patrzy w lustro i myśli: „To będzie dobry dzień”. Wieczorem może pomyśleć dokładnie to samo, tylko z nieco większym przekonaniem.
Bo optymizm to przecież nie tylko wiara, że autobus przyjedzie na czas, rachunek za prąd nie będzie aż tak wysoki, a remont drogi skończy się jeszcze za naszego życia. To także przekonanie, że osoba siedząca naprzeciwko przy kolacji naprawdę śmieje się z naszych żartów, a pytanie „może wpadniesz jeszcze na kawę?” rzeczywiście dotyczy napoju.
Międzynarodowy Dzień Seksu przypomina z kolei o czymś, o czym ludzkość pamięta bez pomocy kalendarza od tysięcy lat. Seks jest częścią życia, relacji, bliskości i zdrowia. Bywa romantyczny jak kino francuskie, skomplikowany jak powieść Dostojewskiego, zabawny jak komedia Woody’ego Allena i czasami kończy się szybciej niż reklamowy zwiastun filmu, na który czekaliśmy pół roku.
I może właśnie dlatego oba święta tak dobrze do siebie pasują.
Pesymista przed randką zakłada, że nic z tego nie będzie. Realista bierze pod uwagę różne scenariusze. Optymista sprząta mieszkanie.
W Tomaszowie sytuacja może wyglądać klasycznie. Spacer nad Pilicą. Zachód słońca. Ławka. Rozmowa, która zaczyna się od pogody, potem schodzi na życie, marzenia i pytanie, czy „masz jeszcze jakieś plany na wieczór?”. Gdzieś w oddali szumią drzewa, telefon pokazuje trzy procent baterii, a człowiek zaczyna wierzyć, że wszechświat jednak ma dla niego jakiś plan.
Ważne jednak, aby przy całym optymizmie zachować jedną zasadę: seks wymaga wzajemnej zgody, szacunku i odpowiedzialności. Tu pozytywne myślenie nie wystarczy. „Wydawało mi się, że…” to kiepski początek zarówno romansu, jak i późniejszych tłumaczeń.
Dlatego oba dzisiejsze święta można podsumować jednym zdaniem.
Bądźmy optymistami, kochajmy się, szanujmy się i nie obiecujmy sobie zbyt wiele po wiadomości „hej, co robisz?”.
Chociaż…
Optymista już właśnie odpisuje.




Napisz komentarz
Komentarze