W innym wpisie przekonywał: „Wojewoda i Prokuratura Okręgowa działają! Układ w Tomaszowie pod lupą!”. Minęło kilka tygodni. Redakcja NaszTomaszow.pl zapytała Łódzki Urząd Wojewódzki, jak zakończyły się dwa postępowania, które stały się paliwem dla tych triumfalnych komunikatów. Odpowiedź jest jednoznaczna: organ nadzoru nie stwierdził istotnego naruszenia prawa, nie wydał rozstrzygnięć nadzorczych, a oba postępowania zostały zakończone. Werble ucichły.
Jednym z najgłośniej komentowanych przez radnego tematów było odwołanie Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego. Wszczęcie przez wojewodę postępowania nadzorczego Piotr Kucharski przedstawiał jako duży sukces swoich działań i dowód na poważne problemy proceduralne po stronie miejskiego samorządu.
Wojewoda rzeczywiście badał sprawę Michała Kucharskiego
Trzeba zacząć od rzeczy podstawowej: postępowanie nadzorcze rzeczywiście zostało wszczęte. Nie była to informacja wymyślona przez Piotra Kucharskiego. Organ nadzoru miał pytania dotyczące uchwały odnoszącej się do odwołania Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej. Wojewoda zwrócił się do Rady Miejskiej o dodatkowe dokumenty oraz wyjaśnienia. Badano procedurę związaną z tajnym głosowaniem i późniejszym sposobem potraktowania jego wyniku. Na tym etapie istniały więc realne wątpliwości prawne wymagające wyjaśnienia.
Ale właśnie tutaj przebiega granica, której w politycznym przekazie bardzo łatwo nie zauważyć. Wszczęcie postępowania nie jest stwierdzeniem naruszenia prawa. Jest rozpoczęciem kontroli.
Rzecznik wojewody odpowiada NaszTomaszow.pl
Ostateczne stanowisko Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego przekazał naszej redakcji Tobiasz Puchalski, dyrektor Biura Wojewody i rzecznik prasowy Wojewody Łódzkiego. W odpowiedzi na nasze pytanie poinformował, że organ nadzoru wszczął postępowanie i zwrócił się do Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego o dodatkowe wyjaśnienia. Po ich otrzymaniu sprawę ponownie przeanalizowano. Rezultat?
„Po ich otrzymaniu i przeanalizowaniu organ nadzoru nie stwierdził, aby uchwały w sposób istotny naruszały prawo. W związku z tym nie wydano rozstrzygnięć nadzorczych, a oba postępowania zostały zakończone”.
W odniesieniu do interesującej nas sprawy rzecznik potwierdził wprost, że stanowisko to obejmuje uchwałę dotyczącą odwołania Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej. Jeszcze ważniejsze jest kolejne wyjaśnienie urzędu:
„Samo wszczęcie postępowania nadzorczego nie oznacza, że organ nadzoru stwierdził niezgodność uchwały z prawem”.
Jak tłumaczy Tobiasz Puchalski, postępowanie jest elementem kontroli legalności, podczas której wojewoda może domagać się dodatkowych informacji przed podjęciem ostatecznej decyzji. I właśnie to wydarzyło się w Tomaszowie. Były pytania. Były wyjaśnienia. Była analiza. Nie było rozstrzygnięcia nadzorczego stwierdzającego istotne naruszenie prawa.
„MAMY TO!”. Tylko co właściwie mieliśmy?
Tu zaczyna się już nie problem prawny, lecz problem politycznej komunikacji. Piotr Kucharski miał pełne prawo poinformować mieszkańców, że wojewoda wszczął postępowanie. Miał prawo mówić o swoich działaniach. Miał również prawo uważać, że uchwała wymaga zbadania.
Ale między komunikatem „wojewoda bada legalność uchwały” a sugestią, że kontrola potwierdza już istnienie „bezprawia”, znajduje się bardzo szeroka przestrzeń. Na grafice opublikowanej przez radnego nie było jednak tonu prawniczego seminarium.
Było:
„MAMY TO!”
Była:
„rygorystyczna kontrola”.
Była sugestia politycznego przełomu.
Państwo prawa jest mniej widowiskowe niż Facebook
Postępowanie nadzorcze nie jest wyrokiem. Podobnie jak wszczęcie śledztwa nie oznacza skazania, kontrola skarbowa nie oznacza oszustwa podatkowego, a wezwanie do złożenia wyjaśnień nie jest dowodem winy.
Administracja działa według procedur.
Pojawia się wątpliwość – urząd pyta.
Otrzymuje dokumenty – analizuje.
Dopiero potem rozstrzyga.
Media społecznościowe działają odwrotnie.
Najpierw potrzebują mocnego nagłówka.
Najlepiej czerwonego.
Najlepiej z wykrzyknikiem.
A jeżeli kilka tygodni później finał okaże się dużo mniej spektakularny, algorytm już dawno żyje kolejną historią.
Kontrolować władzę trzeba. Ale trzeba też powiedzieć, jak kontrola się skończyła
Nie ma niczego złego w tym, że radny patrzy władzy na ręce. Wręcz przeciwnie. Rada Miejska bez dociekliwych, czasem niewygodnych radnych byłaby znacznie słabszym organem. Radny powinien pytać o dokumenty, procedury, pieniądze i decyzje większości. Powinien korzystać z dostępnych prawem możliwości kontroli.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy samo rozpoczęcie procedury kontrolnej zaczyna funkcjonować w debacie publicznej jak gotowy akt oskarżenia. Bo wtedy mieszkańcy dostają tylko pierwszy odcinek serialu.
Czy Piotr Kucharski poinformuje o finale równie głośno?
To chyba najciekawsze pytanie tej historii. Skoro wszczęcie kontroli zasługiwało na wielkie „MAMY TO!”, czerwony pasek i informacje o „rygorystycznej kontroli”, to czy jej zakończenie również doczeka się równie efektownej grafiki?
Czy mieszkańcy przeczytają:
„WOJEWODA ZAKOŃCZYŁ POSTĘPOWANIE. NIE STWIERDZONO ISTOTNEGO NARUSZENIA PRAWA! BRAWO!”?
Byłoby to uczciwe domknięcie historii. Bo kontrola społeczna nie polega wyłącznie na nagłaśnianiu momentu, kiedy instytucja państwa zaczyna coś sprawdzać. Polega również na zaakceptowaniu wyniku, kiedy ta sama instytucja kończy badanie sprawy.




Napisz komentarz
Komentarze