Gazeta pisała, że Prycel „przejawia niezwykłe zdolności malarskie”, szczególnie w dziedzinie portretu. Zainteresowała się nim pani Smulska, która pomogła pokazać jego prace osobom związanym ze środowiskiem artystycznym.
Po pozytywnych ocenach sprawą zajęła się dyrekcja fabryki. Zarząd TFSJ postanowił ufundować młodemu robotnikowi stypendium i umożliwić mu naukę w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Pokryto także koszty podróży oraz przewiezienia obrazów, które miały zostać przedstawione komisji kwalifikacyjnej.
„Bez zaprzeczenia młody robotnik przejawia prawdziwy talent malarski” – podkreślał autor tekstu. Dodawał też, że decyzja władz fabryki była kolejnym przykładem jej „ofiarnych i humanitarnych poczynań”.
Historia Zygmunta Prycla pokazuje, że przedwojenne zakłady przemysłowe nie ograniczały się wyłącznie do zatrudniania ludzi. W tym przypadku fabryka pomogła pracownikowi zdobyć wykształcenie i rozwinąć zdolności, których bez wsparcia finansowego prawdopodobnie nie mógłby wykorzystać.
Nie wiadomo, jak potoczyły się dalsze losy młodego malarza. Zachowany artykuł pozostaje jednak ciekawym świadectwem życia społecznego i przemysłowego Tomaszowa w okresie międzywojennym.
Utalentowany robotnik tomaszowski wstępuje do szkoły malarskiej w Warszawie
Szlachetny czyn dyrekcji T.F.S.J.
Tomaszów. W swoim czasie pisaliśmy o młodym robotniku fabryki Sztucznego Jedwabiu, p. Zygmuncie Pryclu, który przejawia niezwykłe zdolności malarskie. Talent ten, zupełnie przypadkowo odkryła, w czasie pełnienia obowiązków Opiekuna społecznego — Pani Prezydentowa Smulska, która też troskliwie młodym człowiekiem się zajęła. Pisaliśmy o wystawie jego prac, a zainteresowaniu się osobą młodego malarza przez obywateli miasta, o pochlebnej ocenie profesorów malarstwa z Łodzi, i t.d. Starania p. Prez. Smulskiej dopięły tego, iż odkrytym talentem, jako swoim pracownikiem zainteresowała się Dyrekcja T.F.S.J.
— i oto, jak się dowiadujemy, Zarząd Fabryki, znany ze swej ofiarności, postanowił młodego człowieka kształcić w dziedzinie malarstwa w której objawia tak niezwykły talent, — i przyznał mu na studja odpowiednie subsydjum miesięczne.
I oto w tych dniach p. Prycel wyjeżdża do Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Koszta podróży oraz przewiezienia prac, jakie przy egzaminie p. Prycel okazać musi, pokrywa również Dyrekcja Fabr. Sztuczn. Jedwabiu.
Bez zaprzeczenia młody robotnik przejawia prawdziwy talent malarski i to w dziedzinie najtrudniejszej, bo w dziedzinie portretu. Szereg tego rodzaju prac, wykonanych w najbardziej znanych tomaszowskich domach, pochlebna ocena profesorów łódzkich i warszawskich — wszystko to niezbicie świadczy o jego talencie.
Słuszność nakazuje wyrazić głębokie uznanie Zarządowi T.F.S.J., który przyznaniem stypendium na studja dla p. Prycla wykazał jaką opieką otacza robotnika. Zarząd T.F.S.J szeroko jest znany ze swych ofiarnych i humanitarnych poczynań, ostatnia zaś ofiara — stypendium dla ubogiego, a utalentowanego człowieka — to czyn, który trwałemi zgłoskami zapisze się w historji tej największej na naszym terenie fabryki.
Młodemu malarzowi na nowej drodze życia życzymy pomyślnych wyników i takiego ułożenia życia, aby ci, którzy teraz z pomocą ofiarnie spieszą — mogli kiedyś znaleźć pełne zadowolenie moralne z czynu swego i, by mogli być zeń dumni!
Źródło: „Ilustrowany Głos Tomaszowski”, R. 9, nr 231, 7 października 1932 roku.



Napisz komentarz
Komentarze