O tym, że tomaszowskie Schronsiko potrzebuje zmian wiedzą wszyscy. Takie też zadanie dostała nowa kierownik. Nie jest ono łatwe. Stare schronisko nie spełnia wymogów nowych przepisów - staje się więc łatwym celem.
Co przyświeca komuś, kto w tak newralgicznym momencie (kiedy są wszystkie ręce na pokładzie, do schroniska dzięki nowej kierownik - powrócili stali wolontariusze - i trwają gorączkowe przygotowania do przeprowadzki) prowadzi ataki na kogoś, kto dopiero swoją misję rozpoczął?
W komentarzach pojawiają się żądania natychmiastowej dymisji, oskarżenia o zdobycie pracy dzięki znajomościom, a nawet określenia takie jak „potwór” czy „pseudo kierowniczka”.
Doświadczona osoba obejmuje placówkę w trudnym momencie Monika Węgrzyniak-Sęk zna problem bezdomności zwierząt zarówno od strony administracyjnej, jak i praktycznej. Z informacji redakcji wynika, że w Urzędzie Miasta odpowiadała za działania związane z kastracją i sterylizacją, kierowała zespołem zajmującym się sprawami zwierząt, ma również doświadczenie w sprawowaniu nadzoru nad funkcjonowaniem schroniska.
W środowisku jest znana z tego, że interesuje ją każde zwierzę. Sprawdza domy i interesuje się tym, co ze zwierzakami się dzieje po wydaniu - może to właśnie dla kogoś stanowić może problem? Tomaszów Mazowiecki od lat prowadzi program obejmujący bezpłatną kastrację, sterylizację, czipowanie i szczepienia zwierząt. Są to działania, które mają ograniczać bezdomność u jej źródła, zamiast jedynie łagodzić jej skutki.
Nowa kierowniczka objęła stanowisko w momencie szczególnym.
Placówka przygotowuje się do przeniesienia do powstającego Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi. Budowa nowego schroniska jest prowadzona jako oficjalne zadanie inwestycyjne miasta. Przeprowadzka zwierząt nie przypomina jednak przenoszenia biura. Nie wystarczy spakować dokumentów, przewieźć komputerów i zmienić tabliczki na drzwiach.
Każdy pies i kot ma swoją historię leczenia, temperament, lęki, przyzwyczajenia i relacje z innymi zwierzętami. Trzeba przygotować transport, kwarantannę, boksy, zaplecze weterynaryjne, dokumentację oraz organizację pracy personelu.
Trwają też zakupy i kompletowanie wyposażenia. W takim momencie konieczne jest również uporządkowanie procedur. I właśnie porządki często stają się chwilą, w której dawne przyzwyczajenia zderzają się z nowymi zasadami.
Wyrok już wydali
Na jednym z lokalnych profili internetowych pojawiła się seria komentarzy opublikowanych przez konto występujące pod nazwą „Kat Kat”. Ich autorka lub autor zwraca się bezpośrednio do pracowników i wolontariuszy: „WOLONTARIUSZE I PRACOWNICY NIE BÓJCIE SIĘ, SKŁADAJCIE SKARGI NA TĘ PSEUDO KIEROWNICZKĘ”.
Każdy pracownik i wolontariusz ma prawo zgłaszać nieprawidłowości. To przecież w dużej mierze działalność wolontariatu, który z tomaszowskim schroniskiem związany jest od dziesiątek lat, doprowadziła do budowy nowego miejsca dla zwierzaków. Trudno jednak mówić o poważnych personalnych zarzutach wobec kogoś, kto dopiero się wdraża i wprowadza nowe zasady. Za ewentualne niedociągnięcia mogą odpowiadać poprzedni kierownicy.
„Poruszę całą Polskę”
W kolejnym komentarzu konto zapowiada: „PORUSZĘ CAŁĄ POLSKĘ DOPÓKI NIE ZAJDĄ NATYCHMIASTOWE ZMIANY”. Dalej wymieniane są miękkie posłania w budach, legowiska poza nimi, zabawki, częste spacery oraz zabawa ze zwierzętami. Same postulaty dotyczące dobrostanu zwierząt trudno uznać za niewłaściwe. Psy powinny mieć dostęp do wody, odpowiedniego miejsca odpoczynku, ruchu, kontaktu z człowiekiem i opieki dostosowanej do ich stanu zdrowia.
Nie oznacza to jednak, że każde hasło publikowane w internecie automatycznie opisuje rzeczywisty stan placówki. Tomaszowskie schronisko jest otwarte na wolontariuszy, każdy może też wziąć psiaka na spacer. Nikt nic nie ukrywa i nie zamyka przed oczami społeczności. W opublikowanych komentarzach takich szczegółów brakuje.
Historia psa Nero i bardzo poważne oskarżenia
Najbardziej emocjonalny z wpisów został skierowany do psa o imieniu Nero: „Wybacz mi Nero. Przepraszam Cię piesku. Miałeś strasznego pecha, że trafiłeś do tego okropnego schroniska w Tomaszowie Mazowieckim”. Dalej pojawiają się twierdzenia, że pies nie otrzymał miękkiego posłania, wody, spacerów ani kontaktu z drugim zwierzęciem.
Czytelnicy otrzymują jednak jednostronną, bardzo emocjonalną opowieść. Internet lubi historie proste: jest bezbronna ofiara, bezwzględny winowajca i natychmiastowy wyrok. Rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Czasem miękkie legowisko może być niewskazane ze względów higienicznych, zdrowotnych albo z powodu zachowania konkretnego psa. Czasem zwierzę musi przebywać samotnie, bo nie toleruje innych.
Czasem dochodzi do zaniedbania. Właśnie dlatego potrzebne są fakty, a nie domysły.
„Znajomości”, „nienawidzisz zwierząt”, „potworze”
W następnych komentarzach atak staje się już całkowicie personalny: „KIEROWNICZKA DO DYMISJI, ŻADNE ZNAJOMOŚCI PRZEZ KTÓRE DOSTAŁAŚ TĘ PRACĘ NIE POMOGĄ”. Chwilę później padają słowa: „NIENAWIDZISZ ZWIERZĘTA TO ODEJDŹ POTWORZE JEDEN”. W kolejnym wpisie żądanie zostaje skrócone do jednego hasła: „KIEROWNICZKA DO DYMISJI”.
Wraz z takimi określeniami kończy się dyskusja o sposobie zarządzania placówką, a zaczyna publiczne poniżanie człowieka. W przedstawionych materiałach nie ma żadnego dowodu, że Monika Węgrzyniak-Sęk otrzymała stanowisko dzięki znajomościom. Nie ma również podstaw do stwierdzenia, że „nienawidzi zwierząt”. Jej wcześniejsza działalność związana z miejskim programem ochrony zwierząt i pomocą schroniskowym psom wskazuje raczej na coś przeciwnego.
Teraz pewnie rozpocznie się festiwal kontroli. Nowa kierownik zamiast skupić się na urządzaniu nowego miejsca, będzie odpowiadać za poprzedników. Swoją drogą to ciekawe, że wcześniej nikt nie miał potrzeby rozsyłać donosów - te pojawiły się wraz z procedurami.
Kontrola nie może być narzędziem zemsty.
Nowa kierowniczka próbuje uporządkować nie tylko codzienną organizację pracy, ale również zasady współpracy z osobami zewnętrznymi. Wymowny jest powrót do schroniska wielu wolontariuszy.
W tle pojawia się temat internetowych zbiórek prowadzonych z wykorzystaniem historii i zdjęć zwierząt przebywających w schronisku. Nie mamy dowodów, że konkretne osoby czerpią z takich działań prywatne korzyści, dlatego nie przedstawiamy podobnych podejrzeń jako faktu. Zasadne jest jednak pytanie o jawność.
Zadawane przez nas pytania konkretnym organizatorom zbiórek o rozliczenia i losy psów z internetowych zbiórek pozostają bez żadnej odpowiedzi. Jeżeli ktoś organizuje pomoc dla psa należącego do miejskiej placówki, darczyńcy powinni wiedzieć, kto prowadzi zbiórkę, na jaki cel przeznaczone są pieniądze, jakie wydatki poniesiono i co dzieje się z ewentualną nadwyżką.
Przejrzyste rozliczenie chroni wszystkich: darczyńców, wolontariuszy, kierownictwo schroniska, a przede wszystkim zwierzęta. Faktura i rachunek są lepszą odpowiedzią na podejrzenia niż najbardziej oburzony komentarz.
Nie można przesądzać, że internetowa ofensywa jest reakcją na próbę ograniczenia czyichś wpływów. Zbieżność w czasie nie stanowi dowodu. Warto jednak sprawdzić, czy wraz ze zmianą kierownictwa ktoś nie utracił dotychczasowej swobody działania, dostępu do informacji, możliwości dysponowania wizerunkiem zwierząt albo wpływu na decyzje podejmowane w placówce.
Krytyka jest prawem. Hejt nim nie jest
Schronisko jest placówką publiczną i musi podlegać społecznej kontroli. Mieszkańcy mają prawo pytać o leczenie, karmienie, adopcje, warunki w boksach, wydatki oraz przygotowania do przeprowadzki. Kodeks cywilny chroni między innymi cześć i dobre imię człowieka.
Osoba, której dobra osobiste zostały bezprawnie naruszone, może żądać zaniechania takich działań oraz usunięcia ich skutków. W określonych sytuacjach publiczne pomówienie lub znieważenie może mieć także konsekwencje karne.
Każdy przypadek musi być jednak oceniany indywidualnie, a o odpowiedzialności rozstrzyga sąd. Zwierzęta nie potrzebują wojny o zasięgi Najgorszym rozwiązaniem byłoby przekształcenie schroniska w pole bitwy o wpływy, sympatię internautów i prawo do występowania w roli jedynego obrońcy zwierząt.
Psy i koty nie czytają komentarzy. Nie wiedzą, kto zdobył więcej reakcji i kto napisał post wielkimi literami. Czują za to strach, samotność, ból i chaos. Teraz wszystkim powinno zależeć na bezpiecznym przeniesieniem zwierząt do nowego schroniska, stworzeniem jasnych procedur dla wolontariuszy i adoptujących, stworzenie godnych warunków dla zwierzaków. I z tego za jakiś czas powinna być kierownik rozliczana.




Napisz komentarz
Komentarze