Telewizja ma pewną szczególną właściwość: potrafi zamknąć człowieka w jednym obrazie. W przypadku Nikoli Milanovicia tym obrazem jest wieczór 20 marca 2021 roku. Łódź. Gala KSW 59. Po jednej stronie klatki Mariusz Pudzianowski, po drugiej potężnie zbudowany Serb, którego nazwisko dla większości widzów jeszcze kilka godzin wcześniej nie znaczyło nic. Walka trwała 72 sekundy.
I właśnie te 72 sekundy sprawiły, że Milanovicia poznała cała sportowa Polska. Tyle że próba opowiedzenia jego historii wyłącznie przez ten pojedynek przypominałaby streszczenie „Ojca chrzestnego” do sceny z końską głową. Obraz efektowny, ale gdzieś po drodze ginie cała reszta opowieści.
Bo przed KSW była mata. Było judo. Był Tomaszów. A po KSW przyszły medale mistrzostw Europy, kolejne zwycięstwa i sportowa historia, która – zamiast się kończyć – nabrała tempa.
Matka z Tomaszowa, syn z Serbii. I miasto, które zostało na dłużej
Tomaszowski rozdział tej historii zaczyna się znacznie wcześniej niż obecność Milanovicia na lokalnych imprezach czy jego późniejsza rozpoznawalność.
Matka Nikoli Milanovicia jest tomaszowianką. Sam Nikola na stałe przyjechał do Tomaszowa Mazowieckiego w 1999 roku. To właśnie tutaj miał budować swoje dorosłe życie, rozwijać sportową pasję i prowadzić zajęcia judo. Jednym z miejsc treningów był budynek dawnej szkoły, w którym dzisiaj funkcjonuje Cech Rzemiosł Różnych.
To szczegół, który zmienia perspektywę.
Nie mamy bowiem historii zawodnika z Serbii, który od czasu do czasu przyjeżdża do Tomaszowa jako celebryta sportów walki. Mamy człowieka, którego życie od lat przecina się z historią miasta: sportowo, zawodowo i prywatnie.
Zanim była klatka, była mata
W historii Milanovicia najłatwiej popełnić jeszcze jeden błąd – potraktować judo jako sportowy dopisek do przygody z MMA. Powinno być dokładnie odwrotnie.
To judo jest fundamentem.
Oficjalny profil Międzynarodowej Federacji Judo podaje obecnie, że Milanović ma 46 lat, reprezentuje Serbię, a jego kategorią jest +100 kg. W bazie IJF widnieje 20 walk i 12 zwycięstw przez ippon. Co znacznie ważniejsze: nazwisko Milanovicia nadal regularnie pojawia się na podium najważniejszych europejskich zawodów weteranów.
Określenie „Masters” może przy tym wprowadzać w błąd kogoś, kto nie śledzi judo. Nie chodzi o rekreacyjne zawody panów, którzy po pracy postanowili wyjąć z szafy stare judogi. To oficjalny system rywalizacji weteranów, z podziałem na kategorie wieku i wagi, regulaminem, międzynarodowymi turniejami i mistrzostwami Europy oraz świata. Polski Związek Judo klasyfikuje zawodników w grupach pięcioletnich; Milanović rywalizuje dziś w kategorii M4.
I właśnie tutaj zaczyna się lista, która robi wrażenie.
Pięć tytułów mistrza Polski?
Milanović jest pięciokrotnym mistrzem Polski Masters w judo. Oficjalny serwis KSW już w marcu 2021 roku przedstawiał go jako zawodnika, który trzykrotnie zdobywał złoty medal mistrzostw Polski Masters. Dwa miesiące później oficjalne wyniki zawodów w Luboniu potwierdzają jego kolejne zwycięstwo w Mistrzostwach Polski Weteranów, w kategorii M3 +100 kg. Milanović reprezentował wówczas Judo Legię Warszawa.
A potem dochodzi jeszcze rok 2025. W oficjalnym protokole mistrzostw Polski we Wrocławiu Milanović, tym razem reprezentujący Hato Judo, zajmuje pierwsze miejsce w M4 +100 kg. Wygrał wszystkie trzy pojedynki.
Do tego dochodzi sambo. Zarówno KSW, jak i oficjalny portal FEN przedstawiały Milanovicia jako mistrza Polski w sambo z 2019 roku. Sambo, wywodzące się z dawnego ZSRR, łączy techniki rzutów i walki w parterze, a dla zawodnika wychowanego na judo jest dyscypliną bliską, choć rządzącą się innymi zasadami.
2024: brąz Europy. Rok później już srebro
Najlepsza odpowiedź na pytanie, czy Milanović jest dziś przede wszystkim „byłym rywalem Pudzianowskiego”, przyszła kilka lat po KSW.
W 2024 roku Nikola Milanović zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy Weteranów w judo w kategorii +100 kg. Wynik widnieje w oficjalnej bazie IJF.
Rok później wszedł o szczebel wyżej.
Podczas Mistrzostw Europy Weteranów 2025 pokonał Francuza Davida Avrilleux, następnie Słowaka Rastislava Cicmanca i dotarł do finału. Tam lepszy okazał się Rumun Aurel Gavris. Milanović zakończył turniej ze srebrnym medalem mistrzostw Europy.
Jest w tym sportowy paradoks godny scenariusza.
Kiedy część publiczności mogła sądzić, że najgłośniejszy moment kariery czterdziestokilkuletniego zawodnika miał już miejsce w klatce KSW, Milanović dopiero zdobywał swoje najważniejsze medale na europejskich matach.
W ostatnich sezonach doszły kolejne sukcesy. W lutym 2025 roku wygrał Veteran European Cup w Rydze, w kwietniu zwyciężył w analogicznym turnieju w Warszawie, a w lutym 2026 roku ponownie był najlepszy w Rydze. W kwietniu tego roku w Warszawie zajął trzecie miejsce.
Jest on pięciokrotnym zdobywcą Pucharu Europy Masters.
Trzy godziny do walki z Pudzianowskim
A jednak od judo nie da się uciec do końca przed najbardziej filmowym epizodem tej historii. 20 marca 2021 roku Milanović nie przyjechał na KSW 59 po to, żeby stoczyć walkę wieczoru z Mariuszem Pudzianowskim. Rywalem byłego strongmana miał być Senegalczyk Serigne Ousmane Dia „Bombardier”.
Kilka godzin przed galą wszystko się rozsypało.
„Bombardier” doznał ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego i trafił do szpitala. KSW zostało bez jednej z najważniejszych walk wieczoru. Milanović znajdował się na miejscu – według późniejszych relacji przyjechał jako członek narożnika Savo Lazicia. Martin Lewandowski zapytał go, czy wejdzie do klatki z Pudzianowskim.
Milanović mówił później Polsatowi Sport, że propozycję otrzymał trzy godziny przed galą.
„Mam bałkańskie serce i walki z gwiazdą KSW się nie odmawia”.
To chyba zdanie, które najlepiej tłumaczy tamtą decyzję.
Nie było obozu przygotowawczego pod konkretnego przeciwnika. Nie było miesięcy analizy Pudzianowskiego. Była propozycja. Były trzy godziny. I odpowiedź: tak.
Rezultat znamy. Pudzianowski wygrał przez TKO po 1 minucie i 12 sekundach pierwszej rundy.
Paradoksalnie jednak właśnie przegrana dała Milanoviciowi największą ogólnopolską rozpoznawalność.
72 sekundy wystarczyły telewizji. Na jego sportowy życiorys potrzeba zdecydowanie więcej miejsca.
Marcin Gortat stanął po jego stronie klatki
W narożniku Milanovicia podczas KSW znalazł się Marcin Gortat. I nie był to przypadkowy celebryta dopisany do widowiska.
Gortat mówił wówczas wprost o wieloletniej znajomości i współpracy obu mężczyzn. Nazywał Milanovicia swoim przyjacielem i najlepszym ochroniarzem. Opowiadał, że razem trenowali, podróżowali, a Nikola zabezpieczał jego wydarzenia, campy i mecze.
Sam Milanović potwierdzał przed pojedynkiem, że współpracują zawodowo, a także razem trenują.
To prowadzi do kolejnego, mniej telewizyjnego, ale dla Tomaszowa ważnego rozdziału jego życia.
Przedsiębiorca z Tomaszowa
Milanović mieszka w Tomaszowie Mazowieckim i jest przedsiębiorcą. W publicznych katalogach gospodarczych funkcjonuje firma Nico Usługi Ochrony Osób i Mienia Nikola Milanović, wskazywana jako podmiot działający na terenie miasta.
Już w 2023 roku NaszTomaszow.pl wymieniał go wśród gości specjalnych Nocnej Jazdy Moto Show Arena. W sierpniu 2026 roku jego nazwisko ponownie znalazło się w oficjalnej miejskiej zapowiedzi tego wydarzenia na Tomaszowskich Błoniach.
To jednak kolejny element obrazu człowieka, który nie wpada do Tomaszowa raz na kilka lat przy okazji medialnego tournée. Jest w lokalnym krajobrazie obecny od dawna.
MMA nie skończyło się na KSW
Po walce z Pudzianowskim Milanović jeszcze wracał do MMA. W marcu 2023 roku podczas gali FEN 45 zmierzył się z Patrykiem „Wielkim Bu” Masiakiem. Masiak wygrał przez nokaut po 35 sekundach pierwszej rundy.
Później Milanović zanotował kolejne starty. Tu pojawia się ciekawy problem statystyczny: Sherdog podaje jego zawodowy bilans jako 3–2, uwzględniając trzy zwycięstwa w 2023 roku. Tapology klasyfikuje część tych pojedynków inaczej – jedną walkę uznaje za niekwalifikującą się do zawodowego bilansu, a inną za amatorską – i dlatego pokazuje rekord 1–2.
To drobiazg dla kibica, ale dobry przykład tego, dlaczego przy sportach walki jedno kliknięcie w internetową bazę nie zawsze wystarcza.
Milanović najwyraźniej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa także w MMA. W czerwcu 2026 roku mówił w rozmowie z MMA.pl, że ma umowę na walkę pod koniec roku i publicznie nawoływał Pudzianowskiego do rewanżu. Na razie są to jednak deklaracje Milanovicia, a nie oficjalnie ogłoszone zestawienie.
Z Tomaszowa do Sarajewa
Najciekawsze jest jednak to, że najbliższy oficjalnie zapisany sportowy cel Nikoli Milanovicia nie znajduje się w klatce.
Znajduje się znowu na macie.
Profil IJF wskazuje, że 20 września 2026 roku Milanović ma wystartować w Mistrzostwach Świata Weteranów w Sarajewie. Ma 46 lat, kilka dekad sportu za sobą, brąz i srebro mistrzostw Europy oraz tegoroczne zwycięstwo w Pucharze Europy w Rydze.
Dla komentatora będzie reprezentantem Serbii.
Dla polskiego kibica MMA być może nadal człowiekiem, który pewnego marcowego wieczoru zgodził się bez przygotowania wyjść do Pudzianowskiego.
Ale w Tomaszowie ta perspektywa jest za ciasna.
Bo jeżeli potwierdzą się informacje o roku 1999, to tutaj są już nie trzy godziny przed walką, nie jedna runda i nie 72 sekundy.
Tutaj jest 27 lat życia.
Są pierwsze treningi prowadzone dla młodych ludzi. Jest przedsiębiorczość. Są znajomi, przyjaciele, kolejne wydarzenia i powroty z zawodów z medalami. Jest Serbia, której barwy Milanović reprezentuje na międzynarodowej macie, i Tomaszów, do którego wraca po zawodach.
Można więc powiedzieć, że przypadkowa walka z Pudzianowskim dała mu rozpoznawalność.
Ale nie ona napisała jego historię.
KSW trwało 72 sekundy. Tomaszów jest w tej opowieści od ponad ćwierć wieku.




Napisz komentarz
Komentarze