Nasz artykuł w skrócie
- od początku kadencji zarejestrowano 97 spraw związanych z aktywnością radnego Piotra Kucharskiego;
- zawierały one łącznie aż 411 szczegółowych pytań i zagadnień;
- przygotowywanie odpowiedzi angażowało 26 różnych wydziałów, jednostek, spółek i innych miejskich podmiotów;
- Urząd Miasta przyznaje, że duża liczba rozbudowanych interpelacji wpływa na organizację pracy, a jednocześnie trudno wskazać ich konkretne przełożenie na rozwiązania ważne dla mieszkańców.
97 spraw i 411 pytań
Radny ma prawo pytać. Ba, powinien pytać. Kontrola władzy wykonawczej jest jednym z fundamentów samorządu. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy próbujemy odpowiedzieć na inne pytanie: czy liczbę zadanych pytań można utożsamiać ze skutecznością radnego?
Redakcja NaszTomaszow.pl zwróciła się do Urzędu Miasta w Tomaszowie Mazowieckim o podsumowanie aktywności Piotra Kucharskiego od początku kadencji samorządowej 2024–2029.
Odpowiedź jest imponująca liczbowo.
Miasto zarejestrowało 97 spraw: 65 interpelacji, 13 zapytań, dziewięć próśb zgłoszonych podczas sesji, dziewięć wniosków z sesji oraz jedną sprawę zakwalifikowaną jako „inne”.
Ale prawdziwa skala zjawiska ujawnia się dopiero poziom niżej.
W tych dokumentach znalazło się łącznie 411 pytań, podpunktów lub odrębnych zagadnień wymagających odpowiedzi.
Statystycznie to ponad cztery szczegółowe kwestie przypadające na każdą zarejestrowaną sprawę.
Warto przy tym zachować precyzję: ustawowy charakter interpelacji i zapytań ma 78 spośród wymienionych spraw. Pozostałe to m.in. wnioski i prośby z sesji. Wszystkie jednak – zgodnie z zestawieniem miasta – tworzą potężny strumień spraw kierowanych przez jednego radnego do miejskiej administracji.
Jedno pismo, kilka wydziałów
Interpelacja nie odpowiada sama sobie.
Żeby na biurku radnego pojawiła się gotowa odpowiedź, ktoś musi odnaleźć dokumenty, sprawdzić faktury, przeszukać archiwa, policzyć wydatki, zebrać informacje ze spółek, szkół albo jednostek, czasami sięgnąć kilka lat wstecz. Następnie dane trzeba zweryfikować, uzgodnić i zamienić w oficjalne stanowisko miasta.
Z informacji przekazanych naszej redakcji wynika, że w obsługę spraw Piotra Kucharskiego angażowanych było 26 różnych pozycji w strukturze miasta – wydziałów, komórek, jednostek, spółek albo grup jednostek.
Najczęściej pojawiały się WRI – 19 razy, WGN i ZDiUM – po 18, TTBS – 15, ZGWK i WAR – po 11 oraz MZK – dziewięć razy. Dalej znajdują się m.in. TCS, WOŚ, SIM, MOPS, Straż Miejska, Biblioteka, Muzeum, a nawet wszystkie miejskie szkoły.
Łącznie daje to 176 przypadków zaangażowania poszczególnych podmiotów.
Nie oznacza to 176 pracowników. Takiego wniosku z dokumentu wyciągnąć nie można. Jedno pismo mogło jednak jednocześnie trafić do kilku miejsc, a za przygotowaniem danych z jednej jednostki mogło stać kilka osób.
To właśnie pokazuje rzeczywistą skalę papierowej machiny uruchamianej po wpłynięciu kolejnej wielowątkowej interpelacji.
Urząd: cierpią inne obowiązki
Odpowiedź magistratu nie pozostawia większych wątpliwości, że problem nie jest wyłącznie teoretyczny.
Urząd zaznacza, że przygotowanie odpowiedzi na szczegółową interpelację nie ogranicza się do pracy jednego pracownika. Czasami trzeba zaangażować kilka wydziałów, referatów, miejskich jednostek czy spółek.
Szczególnie czasochłonne są pisma obejmujące kilka niezależnych dziedzin albo wymagające zestawiania danych z wielu poprzednich lat.
I tutaj pojawia się zdanie kluczowe.
Według Urzędu „każda dodatkowa, rozbudowana interpelacja oznacza zatem konieczność przesunięcia czasu pracy i zasobów kadrowych z innych zadań”.
Magistrat wskazuje konsekwencje: wpływ na terminowość realizacji spraw, obsługę mieszkańców, przygotowywanie dokumentów i wykonywanie codziennych obowiązków.
To ważne. Urzędnik nie zostawia bowiem na wieszaku swoich podstawowych obowiązków tylko dlatego, że radny skierował kilkanaście nowych pytań. Nadal prowadzi postępowania administracyjne i podatkowe, obsługuje mieszkańców i wykonuje zadania, których terminy wynikają z przepisów.
Do tego dochodzi kolejna interpelacja. I następna.
Papierowa lawina nie spada na abstrakcyjny „urząd”. Spada na konkretnych ludzi.
Radny ma prawo pytać. Ale ustawodawca mówi też, czym jest interpelacja
W tej sprawie trzeba postawić wyraźną granicę.
Piotr Kucharski ma prawo składać interpelacje i zapytania. Jest to jego ustawowe uprawnienie i jeden z instrumentów wykonywania mandatu.
Art. 24 ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że radni mogą kierować do wójta – a więc w mieście także do prezydenta – interpelacje i zapytania. Jednocześnie ustawa precyzuje, że interpelacja dotyczy spraw o istotnym znaczeniu dla gminy, a zapytania służą sprawom aktualnych problemów gminy oraz ustalaniu konkretnego stanu faktycznego. Odpowiedź na interpelację lub zapytanie powinna zostać udzielona nie później niż w ciągu 14 dni. Obecny tekst jednolity ustawy został ogłoszony w Dz.U. z 2026 r. poz. 662.
Publiczny rejestr Rady Miejskiej pokazuje przy tym przypadki, gdy na niektóre interpelacje Piotra Kucharskiego odpowiedzi pojawiały się znacznie później. Interpelacja dotycząca zatrudnienia samorządowców i radnych wpłynęła w listopadzie 2024 roku, a odpowiedź nosi datę 28 stycznia 2025 roku. W innym przypadku pytania o służbowe karty płatnicze w spółkach miejskich, obejmujące okres dziesięciu lat, otrzymały odpowiedź dopiero w lipcu 2026 roku.
Sam fakt przekroczenia terminu nie dowodzi oczywiście, że przyczyną była wyłącznie liczba pytań radnego. Urząd jednak w odpowiedzi dla NaszTomaszow.pl otwarcie przyznaje, że ogrom materiału i podstawowe obowiązki pracowników powodują, iż zachowanie 14-dniowego terminu bywa trudne.
I tutaj pojawia się paradoks.
Czy instrument stworzony po to, aby kontrolować sprawność administracji, może przy odpowiedniej skali sam zacząć tę sprawność ograniczać?
411 pytań. A gdzie efekty?
To jednak nie liczba stron, nie czas przygotowania odpowiedzi i nawet nie 411 pytań są najważniejszym elementem odpowiedzi miasta.
Najmocniejsze zdanie znajduje się gdzie indziej.
Urząd Miasta napisał naszej redakcji, że „w przypadku tak dużej liczby złożonych pytań trudno wskazać konkretne przykłady ich przełożenia na rozwiązania istotne z punktu widzenia mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego”.
Magistrat dodaje, że znaczna większość interpelacji dotyczy przedstawiania analiz, tabel i danych, które – zdaniem Urzędu – często nie mają wpływu na efektywne wykonywanie inwestycji lub innych spraw.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa rozmowa o jakości samorządu.
Bo 411 pytań robi wrażenie jako liczba. Ale mandat radnego to nie teleturniej, w którym wygrywa zawodnik mający na koncie najwięcej znaków zapytania.
Jeżeli interpelacja ujawnia nieprawidłowość, doprowadza do naprawy ulicy, poprawia bezpieczeństwo, pozwala odzyskać publiczne pieniądze albo zmienia złą decyzję – jej przygotowanie może być warte wielu godzin pracy urzędników.
Jeżeli jednak efektem kolejnych godzin są wyłącznie następne segregatory tabel, trzeba mieć prawo zapytać o proporcje.
Nie o prawo radnego do kontroli.
O skuteczność tej kontroli.
„Zróbcie”. Tylko za jakie pieniądze?
Miasto zwraca uwagę również na inną cechę postulatów pojawiających się w interpelacjach Piotra Kucharskiego.
Według odpowiedzi przekazanej redakcji część wniosków jest niemożliwa do realizacji albo ich wykonanie oznaczałoby nieefektywne wydatkowanie środków publicznych czy istotne obciążenie miejskiego budżetu.
Urząd zaznacza jednocześnie, że w interpelacjach wielokrotnie pomijane jest wskazanie źródła finansowania.
W pojedynczych przypadkach pojawiały się propozycje sięgnięcia po fundusze zewnętrzne. Problem w tym, że – według magistratu – wskazane programy nie zawsze były przeznaczone dla miasta, dotyczyły innych przedsięwzięć albo ich warunki okazywały się finansowo niekorzystne.
W samorządzie łatwo powiedzieć: wyremontować, zbudować, zwiększyć, stworzyć.
Znacznie trudniej dopisać drugie zdanie: za co?
Budżet miasta nie jest studnią z baśni braci Grimm. Każde dodatkowe kilka milionów wydanych w jednym miejscu trzeba znaleźć albo zabrać z innego.
Dlatego odpowiedzialność za propozycję nie powinna kończyć się na jej zapisaniu.
411 pytań i żadnego samodzielnie złożonego projektu uchwały
Jeszcze ciekawiej prezentuje się zestawienie działalności kontrolnej radnego z jego aktywnością uchwałodawczą.
Z dokumentacji znajdującej się w Biurze Rady wynika – jak poinformował Urząd Miasta – że Piotr Kucharski w obecnej kadencji nie składał samodzielnych projektów uchwał.
Był natomiast jednym z radnych podpisanych pod dwoma projektami przygotowanymi przez grupę radnych: uchwałą intencyjną dotyczącą S12 oraz projektem w sprawie kontroli.
Nie oznacza to, że interpelacja jest narzędziem gorszym od uchwały. Pełnią zupełnie inne funkcje.
Ale zestawienie pozostaje interesujące:
411 pytań – i ani jednego samodzielnie złożonego projektu uchwały.
To już nie jest ocena. To proporcja, nad którą każdy mieszkaniec może zastanowić się sam.
Demokracja potrzebuje kontroli. Ale potrzebuje też proporcji
Nie warto tworzyć fałszywego sporu.
Milczący radny nie jest wartością samą w sobie. Radny, który o nic nie pyta, niczego nie sprawdza i przez pięć lat ogranicza aktywność do naciskania przycisków podczas głosowań, nie jest wzorem samorządowca.
Piotr Kucharski niewątpliwie jest aktywny, szczególnie odkąd zaczął używać chata GPT. Oficjalny miejski rejestr potwierdza dużą liczbę składanych przez niego interpelacji, w tym dotyczących finansów spółek, zatrudnienia, inwestycji drogowych, parkowania, oświaty czy gospodarki odpadami.
Pytanie brzmi jednak inaczej.
Czy aktywność jest tym samym co skuteczność?
Każde z 411 pytań ma swoją drugą stronę. Jest nią pracownik, który otwiera archiwum, sprawdza segregator, uruchamia arkusz kalkulacyjny, pisze do jednostki, czeka na odpowiedź, zestawia liczby i przygotowuje dokument. W tym samym czasie ktoś czeka na jego decyzję, pismo albo załatwienie swojej sprawy.
Dokładnego rachunku w złotówkach Urząd Miasta nie przedstawił. Nie będziemy więc tworzyć fikcyjnych wyliczeń.
Koszt jednak istnieje. Jest nim przede wszystkim czas pracy opłacany z publicznych pieniędzy oraz koszt alternatywny – wszystko to, czego w tym samym czasie pracownik zrobić nie może.
Demokracji potrzebni są radni, którzy pytają.
Ale potrzebni są również tacy, którzy z odpowiedzi potrafią zrobić użytek: zaproponować rozwiązanie, znaleźć pieniądze, zbudować większość dla projektu i doprowadzić sprawę do końca.
Bo liczba interpelacji może być dowodem aktywności.
Nie jest automatycznie dowodem skuteczności.
Pozostaje więc pytanie, na które odpowiedź należy już do mieszkańców:
czy 411 pytań Piotra Kucharskiego to przykład wyjątkowej pracowitości i konsekwentnej kontroli władzy, czy administracyjna lawina, której dotychczasowe efekty nie odpowiadają nakładowi pracy miasta?
Przed publikacją tego materiału warto zwrócić się do Piotra Kucharskiego o stanowisko przede wszystkim w sprawie 411 pytań, wskazania konkretnych efektów swoich interpelacji i odpowiedzi na zarzut magistratu o obciążaniu pracy urzędu. Przy tak krytycznym tekście jego wypowiedź bardzo wzmacnia wiarygodność materiału — nawet jeśli radny odmówi komentarza.




Napisz komentarz
Komentarze