Symbolicznie trudno było wybrać lepszą datę. 31 sierpnia – ostatni dzień wakacji. Za kilkanaście godzin nauczyciele znów staną przed tablicami. Tym razem jednak to oni postanowili wywołać do tablicy polityków.
Przed siedzibą premiera pojawili się nauczyciele i pracownicy oświaty z całego kraju. Były związkowe flagi, transparenty, bębny, dzwonki i czerwone kartki. Byli również przedstawiciele środowiska oświatowego z Tomaszowa Mazowieckiego.
Hasło manifestacji nie pozostawiało wielkiego pola do interpretacji:
„Politycy do tablicy! Dotrzymajcie słowa!”
Według ZNP w demonstracji uczestniczyło ponad 3 tys. osób. Protest został zorganizowany tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego jako kolejny etap akcji protestacyjnej związku.
1747 dni czekania
Jednym z najbardziej wymownych elementów manifestacji był ustawiony przed KPRM swoisty „licznik mrożenia”.
W poniedziałek pokazywał liczbę 1747.
Tyle dni – według ZNP – minęło od wniesienia do Sejmu obywatelskiego projektu ustawy „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”, pod którym zebrało się ponad 250 tys. podpisów.
Nie chodzi przy tym o kolejną jednorazową podwyżkę wynegocjowaną przy okazji prac nad kolejnym budżetem państwa.
Związkowcy chcą zmiany całej filozofii wynagradzania.
Obywatelski projekt nowelizacji Karty Nauczyciela zakłada odejście od sytuacji, w której kluczowa dla wysokości wynagrodzeń nauczycielskich kwota ustalana jest każdego roku w ustawie budżetowej. W zamian płace miałyby zostać powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej. Oficjalna karta sejmowego druku nr 28 potwierdza, że projekt trafił ponownie pod obrady Sejmu obecnej kadencji, a 25 stycznia 2024 roku, po pierwszym czytaniu, skierowano go do Komisji Edukacji i Nauki.
I właśnie tempo dalszych prac doprowadziło ZNP do furii.
Tusk obiecywał przyspieszenie
Podczas manifestacji wielokrotnie odtwarzano nagranie wypowiedzi premiera Donalda Tuska z listopada 2024 roku. Podczas XLIII Krajowego Zjazdu Delegatów ZNP premier deklarował przyspieszenie prac nad projektem obywatelskim.
Nauczyciele dziś pytają: gdzie jest to przyspieszenie?
Sławomir Broniarz przypominał, że jeszcze przed objęciem władzy politycy obecnej koalicji podpisywali deklaracje dotyczące zmian sposobu wynagradzania nauczycieli.
Teraz związek wystawia polityczny rachunek.
– Dość obietnic, czas na ustawę – przekonywał prezes ZNP.
I trudno nie zauważyć, że spór o wynagrodzenia zaczyna przypominać szkolną klasówkę poprawkową. Problem w tym, że nauczyciele twierdzą, iż politycy od blisko pięciu lat nie mogą oddać pracy.
ZNP chce 15 procent. Rząd daje 3
Drugi punkt zapalny to przyszłoroczne wynagrodzenia.
ZNP żąda 15-procentowej podwyżki dla nauczycieli w 2027 roku. Rządowa propozycja jest pięciokrotnie niższa.
Rada Ministrów przyjęła w czerwcu propozycję, zgodnie z którą średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2027 roku ma wynieść 103 proc., czyli płace i kwoty bazowe mają wzrosnąć o 3 proc. Rozwiązanie obejmuje również nauczycieli. (Gov.pl)
Dla związkowców to zdecydowanie za mało.
ZNP wskazuje, że różnica pomiędzy wynagrodzeniem zasadniczym nauczyciela rozpoczynającego pracę a płacą minimalną wynosi obecnie zaledwie 502 zł, natomiast przeciętne wynagrodzenie w gospodarce przewyższa zasadniczą pensję nauczyciela dyplomowanego o około 2,8 tys. zł. To właśnie te proporcje, zdaniem związku, pokazują skalę problemu.
W praktyce pytanie brzmi więc nie tylko: „ile nauczyciel powinien zarabiać?”, lecz również: czy zawód wymagający wyższego wykształcenia, przygotowania pedagogicznego i odpowiedzialności za edukację dzieci może przez kolejne lata finansowo zbliżać się do ustawowego minimum?
„Misją garnków nie napełnimy”
Sławomir Broniarz mówił podczas protestu o jednym z najbardziej charakterystycznych paradoksów polskiej edukacji.
Od nauczycieli przez lata wymaga się misji, zaangażowania, odpowiedzialności, nieustannego dokształcania i gotowości do kolejnych reform.
Problem zaczyna się wtedy, gdy za słowem „misja” trzeba zapłacić ratę kredytu, czynsz albo rachunek za prąd.
Prezes ZNP zwracał uwagę, że niskie płace odstraszają od zawodu młodych ludzi, a część doświadczonych pedagogów decyduje się na odejście ze szkół. Związek ostrzega przed pogłębianiem się problemów kadrowych.
W petycji złożonej w KPRM nauczyciele wskazali również na przeciążenie pracowników oświaty oraz ciągłe reformowanie systemu.
Ich zdaniem bez poprawy warunków pracy i wynagradzania może dojść do spadku jakości edukacji.
Rząd odpowiada: rozwiązanie kosztowałoby około 40 miliardów
Spór nie jest jednak tak prosty, jak mogłoby wynikać z transparentów niesionych przed KPRM.
Ministerstwo Edukacji Narodowej deklaruje, że popiera ideę ustawowych gwarancji wzrostu wynagrodzeń nauczycieli, ale jednocześnie wskazuje na gigantyczne skutki finansowe rozwiązania zaproponowanego przez ZNP.
W odpowiedzi udzielonej 24 lipca 2026 roku na interpelację poselską sekretarz stanu w MEN Henryk Kiepura podał, że wdrożenie zapisanych w obywatelskim projekcie relacji między płacami nauczycieli a przeciętnym wynagrodzeniem kosztowałoby w pierwszym roku około 40 mld zł, a w kolejnych latach koszt miałby wzrastać.
MEN przekonuje więc, że mechanizm musi zostać dokładnie przeanalizowany wspólnie z Ministerstwem Finansów.
To istotny argument.
Czterdzieści miliardów złotych nie jest bowiem drobną korektą w tabelce Excela. To kwota, która musi zostać znaleziona w budżecie państwa każdego roku.
Z drugiej strony właśnie na tym polega sedno argumentacji ZNP: edukacja nie może otrzymywać wyłącznie tego, co zostanie po rozdzieleniu pieniędzy pomiędzy inne dziedziny państwa.
Tomaszów jest częścią tego sporu
Warszawska manifestacja może wydawać się wydarzeniem odległym od Tomaszowa Mazowieckiego. W rzeczywistości problem dotyczy bezpośrednio lokalnych szkół, przedszkoli i placówek prowadzonych zarówno przez miasto, powiat, jak i okoliczne gminy.
To tutaj trzeba znaleźć nauczyciela matematyki, informatyki czy przedmiotów zawodowych. Tutaj samorządy mierzą się z kosztami funkcjonowania szkół. Tutaj również dyrektorzy muszą układać arkusze organizacyjne w taki sposób, żeby we wrześniu przed każdą klasą rzeczywiście stanął nauczyciel.
Dlatego obecność związkowców z Tomaszowa Mazowieckiego podczas warszawskiej manifestacji nie jest jedynie gestem solidarności z kolegami z innych części Polski.
To także lokalny głos w ogólnopolskim sporze o to, ile naprawdę warta jest praca nauczyciela.
Delegacja kierownictwa ZNP przekazała w poniedziałek petycję szefowi KPRM Janowi Grabcowi. W spotkaniu uczestniczyła również minister edukacji Barbara Nowacka.
Na razie pozostaje więc najważniejsze pytanie.
Czy po czerwonych kartkach pokazanych pod oknami Kancelarii Premiera politycy rzeczywiście usiądą do poprawki?
Bo nauczyciele jasno dali do zrozumienia, że kolejnego świadectwa z samymi obietnicami przyjąć już nie zamierzają.
W publicznie indeksowanych materiałach nie znalazłem nazwisk uczestników z Tomaszowa, dlatego ich nie dopisywałem. Jeśli masz zdjęcie tomaszowskiej grupy albo nazwiska, warto dodać 2–3 zdania z ich wypowiedzi — lokalny akcent stanie się wtedy znacznie mocniejszy.




Napisz komentarz
Komentarze