Juliusz Machulski potrzebował całego podziemnego świata, żeby opowiedzieć o permanentnej inwigilacji. George Orwell zbudował państwo, w którym Wielki Brat zagląda obywatelom niemal do talerza. W Tomaszowie technika zrobiła postęp. Wystarczy okno.
W jednym z pomieszczeń Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” pojawiła się kamera skierowana na teren przed budynkiem. I tutaj kończy się komedia, a zaczynają pytania. Co dokładnie kamera widzi? Czy zapisuje obraz? Kto może oglądać transmisję? Kto może robić stopklatki? I po co?
Bo kamera sama w sobie nie jest jeszcze aferą. Monitoring jest dziś czymś powszechnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast pilnować drzwi i mienia zaczyna interesować się konkretnymi ludźmi.
Wielki Brat znalazł Agnieszkę Kępę
Niedawno w elektronicznym oku miała znaleźć się Agnieszka Kępa, stojąca przed budynkiem z telefonem. Według informacji, które dotarły do naszej redakcji, kadr przedstawiający tę sytuację miał później zostać pokazany lub przekazany innym osobom.
Podkreślmy: nie przesądzamy obecnie, kto wykonał stopklatkę, komu ją przekazano ani w jakim celu. I właśnie dlatego pytamy.
Co tak fascynującego było w człowieku stojącym z telefonem przed budynkiem i robiącym zdjęcia innej osobie?
Dlaczego akurat ten fragment obrazu miał zostać utrwalony? Czy podobne fotografie wykonywano również innym osobom? Kto jeszcze znalazł się w oku kamery przed walnym zgromadzeniem?
Czy kamera ma chronić mienie, czy pozwala również sprawdzić, kto przyszedł, z kim rozmawiał i ile czasu spędził przed siedzibą?
Machulski zapewne dopisałby tutaj jakąś doskonałą kwestię. My mamy jedynie RODO.
Czy Wielki Brat ma RODO?
I tu robi się ciekawie, ponieważ sam „Przodownik” na swojej oficjalnej stronie informuje, że administratorem danych osobowych jest Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przodownik”. W swojej klauzuli wskazuje również, że dane mogą być przetwarzane w celu zapewnienia bezpieczeństwa na terenie obiektów użytkowanych przez Spółdzielnię poprzez m.in. monitoring, a jako jedną z podstaw wskazuje prawnie uzasadniony interes.
To ważne. Oznacza, że monitoring jako taki nie jest czymś przez Spółdzielnię ukrywanym. Nie odpowiada jednak na pytanie, czy właśnie ta kamera jest częścią oficjalnego systemu, jaki ma zakres widzenia oraz w jaki sposób wykorzystywany jest uzyskany obraz.
RODO nie działa bowiem według zasady: „mam kamerę, więc mogę wszystko”.
Art. 5 rozporządzenia wymaga m.in., aby dane były zbierane w konkretnym, prawnie uzasadnionym celu i ograniczone do tego, co rzeczywiście niezbędne. Art. 6 wymaga podstawy prawnej, art. 13 – odpowiedniego poinformowania osoby, której dane są przetwarzane, a przy przetwarzaniu opartym na prawnie uzasadnionym interesie pojawia się również prawo sprzeciwu z art. 21
Mówiąc bez języka prawniczego: kamera służąca ochronie budynku nie dostaje automatycznie licencji na prowadzenie kroniki życia towarzyskiego przed walnym zgromadzeniem.
Czy do pilnowania okna trzeba obserwować pół chodnika?
Europejska Rada Ochrony Danych w swoich wytycznych dotyczących urządzeń wideo zwraca uwagę na konieczność określenia celu, niezbędności monitoringu oraz ograniczania zakresu obserwacji.
A UODO pokazał niedawno, że kwestia zasięgu kamery nie jest akademicką zabawą prawników.
15 lipca 2026 roku Urząd poinformował o pierwszej karze związanej z niewykonaniem decyzji dotyczącej prywatnego monitoringu. Kamery obejmowały m.in. drogę publiczną i sąsiednie nieruchomości. Prezes UODO wcześniej nakazał zaprzestanie takiego przetwarzania wobec braku podstawy prawnej. Za niewykonanie decyzji nałożono 26 711 zł kary.
To oczywiście inna sprawa i nie można jej mechanicznie przykładać do „Przodownika”. Pokazuje jednak zasadę: fakt posiadania kamery nie oznacza prawa do nieograniczonego obserwowania otoczenia.
Nagrywanie to jedno. Wycinanie ludzi z filmu – drugie
Jeszcze ciekawiej robi się przy stopklatkach.
Czym innym jest zapis monitoringu pozostający przez określony czas w systemie. Czym innym wyszukanie konkretnej osoby, zatrzymanie obrazu i wykonanie jej zdjęcia. A jeszcze czym innym – przekazanie takiego materiału kolejnej osobie albo jego publikacja.
Wizerunek jest dobrem osobistym chronionym przez art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego. Publiczne rozpowszechnianie wizerunku podlega ponadto zasadom z art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Samo pojawienie się na chodniku nie oznacza więc: „proszę bardzo, róbcie z moim zdjęciem, co chcecie”.
Także materiały UODO dotyczące udostępniania nagrań wskazują, że dostęp do zapisu musi mieć określony cel i uwzględniać prawa osób postronnych.
Walne pod specjalnym nadzorem?
I tu pojawia się pytanie najważniejsze.
Walne zgromadzenie jest momentem, w którym członkowie spółdzielni dyskutują, pytają, oceniają i głosują. Czasem chcą również zmiany władz.
Czy świadomość, że ktoś może obserwować, kto przychodzi do siedziby, z kim rozmawia, a później wykonywać fotografie konkretnych osób, może wywoływać efekt mrożący?
Czy członek spółdzielni przed rozmową z osobą krytyczną wobec zarządu powinien najpierw pomachać do kamery?
Nie wiemy, czy urządzenie ma z takim działaniem jakikolwiek związek. Nie twierdzimy, że służy zastraszaniu. Pytamy, czy sposób wykorzystywania monitoringu może powodować takie wrażenie i czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Dlatego zwrócimy się do władz „Przodownika” z pytaniami o właściciela kamery, podstawę jej instalacji, zakres rejestrowanego obszaru, czas przechowywania nagrań, osoby posiadające dostęp oraz o to, czy wykonywano stopklatki przedstawiające Agnieszkę Kępę i innych członków Spółdzielni oraz komu były one udostępniane.
Na razie nie wiemy więc, czy kamera pilnuje budynku, bezpieczeństwa czy może zwyczajnie zbyt szeroko interesuje się światem za szybą.
Orwell zapewne byłby zdziwiony.
W jego czasach Wielki Brat potrzebował całego państwa. Dzisiaj może wystarczyć kamerka w oknie.
A przed walnym pozostaje jeszcze jedno pytanie:
kto jeszcze znalazł się w jej pamięci?




Napisz komentarz
Komentarze