W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o agresywnym mężczyźnie, który w lesie groził nożem dwóm mężczyznom, którzy zwrócili mu uwagę, by zapiął na smycze psy. Interweniowała policja. Pijanego agresora zabrał radiowóz. Co ciekawe, szybko został wypuszczony na wolność, a Tomaszowski Informator Tygodniowy opublikował w czwartek informację, że… żadnego „nożownika” nie było, a doszło jedynie do drobnej sprzeczki na temat przepisów obowiązujących w lesie.
Zacznijmy od zacytowania krótkiego artykułu z TIT:
W Wielką Sobotę, 4 kwietnia, media społecznościowe rozgrzała informacja (zamieszczona na jednym z profili internetowych) o ataku nożownika w lesie na obrzeżach Tomaszowa. Takie zdarzenie w ogóle nie miało miejsca. Jak się dowiedzieliśmy w tomaszowskiej komendzie policji, doszło tylko do ostrej wymiany zdań pomiędzy dwoma mężczyznami. Jeden z nich jeździł ze znajomymi na quadach po lesie, a drugi obcinał wierzbowe gałązki. Obaj próbowali sobie nawzajem udowodnić, który bardziej łamie leśne prawo. Ten drugi miał w ręku sekatory (do odcinania gałązek), ale nie dopuścił się żadnego przestępstwa.
My również zapytaliśmy o tę sprawę KPP Tomaszów. Na odpowiedź przyszło nam czekać blisko tydzień i zaraz do niej wrócimy. Zaczniemy od informacji udzielonej przez rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim, panią prokurator Dorotę Mrówczyńską.
9 kwietnia 2026 roku w Prokuraturze Rejonowej w Tomaszowie Mazowieckim dokonano rejestracji sprawy przeciwko Lucjanowi L., podejrzanemu o wypowiadanie w dniu 4 kwietnia 2026 roku w Tomaszowie Mazowieckim, woj. łódzkie, gróźb karalnych pod adresem ustalonego pokrzywdzonego, które wzbudziły w zagrożonym uzasadnioną obawę, że zostaną spełnione. W toku dochodzenia przesłuchano pokrzywdzonego, świadków zdarzenia oraz podejrzanego. Nie sporządzono natomiast dokumentacji fotograficznej dla potwierdzenia rasy psów, które towarzyszyły podejrzanemu podczas zajścia. W sprawie procesowym sprawdzeniom podlegać będą wszystkie okoliczności i dowody dla ustalenia przyczyn oraz przebiegu zgłoszonego zdarzenia. W celu zabezpieczenia prawidłowego toku dochodzenia dalsze informacje dotyczące sprawy podlegać będą ograniczeniom.
W mailu nie ma nic na temat tego, czy do przestępstwa doszło, czy nie doszło. W przypadku gróźb karalnych ma ono miejsce wtedy, kiedy istnieje uzasadniona obawa ich spełnienia. Czy tak było w tym przypadku — wyjaśnia prokuratura. Zostały jednak postawione zarzuty, o czym dowiadujemy się z kolei z maila od KPP Tomaszów.
Tymczasem internauci szybko zidentyfikowali 75-letniego mężczyznę. Jak możemy przeczytać w sieci oraz w wiadomościach, które otrzymywaliśmy na portalową skrzynkę, człowiek ten to znany w Tomaszowie kryminalista, który niedawno opuścił zakład karny po wieloletnim wyroku za czyny przeciwko zdrowiu i życiu innych ludzi. Część osób twierdziła wprost, że chodziło o zabójstwo. Towarzyszący mu młodszy mężczyzna również znany jest z licznych, mniej lub bardziej poważnych grzeszków.
Dodatkowo mężczyźni byli pijani, a zwierzęta wyglądały na agresywne. – Z materiałów sprawy wynika, że psy, które obecne były na miejscu zdarzenia, to amstaf i pies rasy mieszanej – czytamy w odpowiedzi udzielonej nam przez oficer prasową tomaszowskiej policji, asp. szt. Aleksandrę Cieślak.
Czy rzeczywiście mamy do czynienia z niebezpiecznym kryminalistą? – Z uwagi na dobro postępowania nie udzielamy informacji dotyczących treści wyjaśnień ani danych dotyczących przeszłości osoby – czytamy w tym samym mailu.
Szybkim wypuszczeniem mężczyzny na wolność zaskoczeni są uczestnicy tego zdarzenia, którzy stali się ofiarami agresji.
– W odległości około jednego metra od osoby dorosłej stojącej z dwójką dzieci, podczas gdy obok znajdowało się jeszcze trzecie dziecko, doszło do wymachiwania nożem przez pijaną osobę. W pobliżu biegał pies bez smyczy, a za napastnikiem stał jego kolega z drugim psem. Obaj mężczyźni byli pijani. Jeden z nich miał wydmuchać około 4 promile alkoholu. W obawie o bezpieczeństwo dzieci trzeba było uciekać, bo nie wiadomo, co mogłoby się wydarzyć, gdyby doszło do szarpaniny — mógłby kogoś trafić nożem, a psy mogłyby zaatakować dzieci.
6-letnie dziecko ze strachu oddało mocz. Powtarzało: „Tato, on nas nie zabije?”, po czym zaczęło uciekać w stronę lasu. Po ucieczce i powiadomieniu policji patrol przyjechał na miejsce. Noża nie znaleziono — nie wiadomo, czy sprawca go wyrzucił.
Być może zabrakło sekund do tragedii. W wyniku tego zdarzenia maluch boi się teraz sam iść do toalety i poruszać się po domu. Trudno zrozumieć, gdzie w tej sytuacji jest prawo, skoro po takim zagrożeniu — z nożem, wobec dwóch dorosłych osób i trójki dzieci — sprawca wychodzi na wolność – pytają.





























































Napisz komentarz
Komentarze