Jak udało nam się ustalić, wieloletnia dyrektorka placówki Marzanna Popławska złożyła wypowiedzenie i odejdzie ze stanowiska. To ruch, który ma zamknąć trwający od dawna spór pomiędzy kierownictwem placówki a wszystkimi pracownikami. Według naszych informacji decyzja zapadła tuż przed planowaną na poniedziałek nadzwyczajną sesją Rady Miejskiej w Tomaszowie Mazowieckim, podczas której radni mieli zajmować się wyrażeniem zgody na zwolnienie radnej Marzanny Popławskiej. Udało nam się też dowiedzieć, że były starosta, Mariusz Węgrzynowski zabiegał o rozwiązanie stosunku pracy za tzw. porozumieniem stron.
Dyscyplinarka wisiała w powietrzu
Sprawa miała mieć bardzo poważny charakter. Według informacji potwierdzonych przez kilka źródeł Zarząd Powiatu rozważał wobec dyrektorki zwolnienie dyscyplinarne po incydencie, podczas którego miało dojść do „poszarpania” jednej z pracownic. Ostatecznie jednak do formalnego procedowania sprawy najprawdopodobniej nie dojdzie, ponieważ sama zainteresowana uprzedziła wydarzenia i złożyła wypowiedzenie. W praktyce oznacza to polityczne i administracyjne wygaszenie sprawy, która od miesięcy budziła ogromne emocje wśród pracowników placówki.
Konflikt w ŚDS nie wybuchł nagle. Jak słyszymy od osób związanych z placówką, atmosfera miała być napięta od dawna, a pracownicy wielokrotnie próbowali alarmować o sytuacji.
Środowiskowy Dom Samopomocy to miejsce szczególne. Trafiają tam osoby z zaburzeniami psychicznymi, wymagające stabilności, spokoju i profesjonalnej opieki terapeutycznej. Tymczasem — jak twierdzą nasi rozmówcy — placówka od miesięcy funkcjonowała w cieniu personalnej wojny. Problem polega jednak na tym, że przez bardzo długi czas niewiele z tym robiono.
„Chroniona” przez polityczne układy?
W Tomaszowie od dawna mówiło się, że Marzanna Popławska mogła liczyć na polityczne wsparcie byłego starosty Mariusza Węgrzynowskiego. Oboje związani są z tym samym środowiskiem politycznym, czyli Prawem i Sprawiedliwością, a sama Popławska jest również radną miejską.
Wśród pracowników i części lokalnych działaczy narastało przekonanie, że właśnie polityczny parasol ochronny sprawiał, iż kolejne sygnały o konflikcie nie przynosiły realnych konsekwencji. Tym bardziej że — jak słyszymy — pracownicy szukali pomocy również poza starostwem.
Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że osoby zatrudnione w ŚDS zwracały się o wsparcie także do radnych Koalicji Obywatelskiej — Kazimierza Mordaki oraz Alicji Zwolak-Plichty. Efektem miały być mediacje, które jednak — według pracowników — nie przyniosły realnej poprawy sytuacji. Trudno się dziwić, bo radni KO od dwóch lat coraz bardziej jawnie wspierali i wspierają Węgrzynowskiego i reprezentowaną przez niego frakcję PiS, Antoniego Macierewicza.
To jednak nie koniec kontrowersji.
Według relacji osób związanych ze sprawą projekty pism przygotowywanych w ubiegłym roku przez pracowników i konsultowanych między innymi z radnym KO mogły trafiać do starosty Węgrzynowskiego jeszcze zanim zostały oficjalnie złożone w urzędowym dzienniku podawczym. Jeśli te informacje są prawdziwe, rodzi to bardzo poważne pytania o nadużycie zaufania.
Najbardziej zapomniani byli podopieczni
W całej tej historii najłatwiej zapomnieć o tych, którzy powinni być najważniejsi — uczestnikach Środowiskowego Domu Samopomocy. Placówka przy ul. Majowej w Tomaszowie Mazowieckim pełni niezwykle ważną funkcję społeczną. ŚDS zapewnia wsparcie osobom przewlekle chorującym psychicznie i osobom z niepełnosprawnością intelektualną. Organizuje terapię, rehabilitację społeczną i pomaga uczestnikom funkcjonować poza izolacją.
To nie jest zwykła instytucja administracyjna. To miejsce, w którym atmosfera, stabilność kadry i poczucie bezpieczeństwa mają ogromne znaczenie dla osób szczególnie wrażliwych. Dlatego wielomiesięczny konflikt uderzał nie tylko w pracowników, ale także w samych podopiecznych.
Najbardziej uderzające pozostaje jednak coś innego: przez długi czas sprawa praktycznie nie istniała publicznie. Nie było szerokiej debaty. Nie było zdecydowanych reakcji. Nie było publicznych informacji o skali konfliktu. Dopiero na naszym portalu zaczęliśmy nagłaśniać patologiczne relacje w ŚDSP.
A przecież mówimy o placówce finansowanej ze środków publicznych, podległej samorządowi powiatowemu i odpowiadającej za opiekę nad osobami w kryzysie psychicznym.
Dopiero powołanie przez nowego Starostę, Dariusza Kowalczyka specjalnej komisji, mającej zbadać genezę konfliktu oraz zweryfikować czy mogło rzeczywiście dochodzić do praktyk mobbingu, a następnie groźba dyscyplinarnego zwolnienia i konieczność procedowania sprawy przez Radę Miejską sprawiły, że sytuacja zaczęła zmierzać do finału.
Koniec problemu czy tylko zmiana nazwisk?
Odejście Marzanny Popławskiej może zakończyć najbardziej gorącą fazę konfliktu. Ale pozostaje pytanie, czy lokalne władze wyciągną z tej historii jakiekolwiek wnioski. Bo problemem nie jest wyłącznie jedna dyrektorka. Problemem jest system, w którym pracownicy przez długi czas czują się bezsilni, boją się mówić publicznie i mają przekonanie, że polityczne układy są silniejsze niż procedury. Tutaj "ręka rękę myje" i to niezależnie od partyjnych znaczków wpiętych w klapy marynarek.
W Środowiskowym Domu Samopomocy być może kończy się właśnie pewna epoka. Pytanie tylko, ile kosztowała ona ludzi, którzy przez lata próbowali po prostu spokojnie pracować i pomagać innym.































































Napisz komentarz
Komentarze