Nie ma co owijać w bawełnę: to nie jest przypadek, to nie jest margines, to jest system.
W teorii radny ma reprezentować mieszkańców, patrzeć władzy na ręce, zadawać niewygodne pytania, składać interpelacje, proponować rozwiązania. W praktyce coraz częściej widzimy zupełnie inny obraz: radny jako pracownik zależny od tej samej władzy, którą powinien nadzorować. To konflikt interesów wpisany w samą konstrukcję tej relacji.
W powiecie tomaszowskim ten mechanizm przybrał skalę, która przestaje być niepokojąca, a zaczyna być – bez przesady – patologiczna. Mówimy o sytuacji, w której radni są zatrudniani masowo w jednostkach podległych samorządowi. Szkoły, spółki, instytucje – lista jest długa. Przypadek? Trudno w to uwierzyć. Bardziej przypomina to starannie utkany układ wzajemnych zależności.
A zależność jest prosta: masz pracę – masz też powód, żeby nie zadawać pytań.
Bo jak krytykować pracodawcę, od którego zależy twoje wynagrodzenie? Jak głosować przeciwko decyzjom, które firmuje osoba, od której – pośrednio lub bezpośrednio – zależy twoja zawodowa przyszłość? Jak być niezależnym, kiedy twoja niezależność kosztuje realne pieniądze i bezpieczeństwo?
Efekt? Wystarczy spojrzeć na aktywność części radnych.
Brak interpelacji. Brak wniosków. Brak inicjatyw.
Cisza, która nie jest spokojem – jest raczej pustką.
Sesje rady zamieniają się w formalność. Głosowania przebiegają szybko, sprawnie, niemal automatycznie. Jednomyślność staje się normą, a nie wyjątkiem. Wszystko idzie zgodnie z linią wyznaczoną przez prezydenta czy starostę. Bez sprzeciwu, bez refleksji, bez próby zmiany czegokolwiek.
To nie jest demokracja lokalna. To jest mechanizm zatwierdzania decyzji.
I tu dochodzimy do sedna pytania, które wielu mieszkańców zadaje sobie coraz częściej:
czy radni dbają jeszcze o interes mieszkańców, czy już tylko o własny?
Odpowiedź nie jest wygodna, ale trudno od niej uciec. Jeśli ktoś przez całą kadencję nie zgłasza inicjatyw, nie zabiera głosu w sprawach ważnych dla ludzi, nie podejmuje tematów trudnych – to trudno mówić o reprezentowaniu kogokolwiek poza samym sobą.
Bo mieszkańcy mają konkretne problemy.
Drogi, transport, brak obwodnicy, inwestycje, które budzą kontrowersje, kwestie środowiskowe, jakość usług publicznych. Tymczasem ze strony części radnych – cisza. A jeśli pojawia się aktywność, to raczej w sprawach, które nie naruszają wygodnego status quo.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ten model się utrwala. Staje się normą. Młodsi patrzą i uczą się, że tak właśnie wygląda „robienie polityki lokalnej”: lojalność wobec układu w zamian za stabilizację zawodową.
To już nie jest problem pojedynczych osób. To systemowy mechanizm, który wypacza sens samorządu. Samorząd miał być najbliżej ludzi, a staje się najbliżej układów.
Oczywiście – ktoś powie: przecież to legalne. Radny może pracować w jednostce publicznej. I to prawda. Problem polega na tym, że to, co jest legalne, nie zawsze jest uczciwe wobec mieszkańców. Prawo wyznacza minimum. Standardy życia publicznego powinny być czymś więcej.
Bo w tej historii stawką nie są tylko etaty i wynagrodzenia. Stawką jest zaufanie do państwa na najniższym, najbardziej namacalnym poziomie. Jeśli mieszkańcy widzą, że radny nie działa, że głosuje zawsze tak samo, że nie reaguje na ich problemy – przestają wierzyć, że ich głos ma jakiekolwiek znaczenie.
A kiedy znika zaufanie, znika też sens uczestnictwa. Wybory stają się rytuałem bez treści, a samorząd – instytucją bez realnej kontroli społecznej.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten system nie potrzebuje spektakularnej korupcji. Nie ma tu kopert, nie ma nagrań, nie ma afer na pierwsze strony gazet. Jest coś znacznie trudniejszego do uchwycenia: miękka zależność, cicha lojalność, brak sprzeciwu.
I właśnie dlatego jest tak groźny.
Bo nie krzyczy.
Działa spokojnie.
I z roku na rok coraz bardziej oswaja nas z tym, że tak już jest.
A nie powinno.
To jednak nie koniec. Bo radni trafiają też do instytucji rządowych oraz po[bliskich samorządów. Kompetencje? Nie są wymagane. O tym jednak będzie kolejny mój felieton





























































Napisz komentarz
Komentarze