To jest właśnie najlepsza wersja bełkotu politycznego. Język ludzi, którzy żyją w świecie własnej iluzji, zbudowanym z frazesów, półprawd i wygodnych kluczy do cudzych głów. Nie służy rozmowie. Nie służy wyjaśnieniu. Nie służy mieszkańcom. Służy manipulacji, unikaniu rzeczowej odpowiedzi i mobilizowaniu własnej klaki, która klaszcze nie dlatego, że rozumie, ale dlatego, że ma klaskać.
Radny Mordaka nie ma, jak widać, czasu, by na stronie swojej firmy umieścić warunki gwarancji dla kupujących. Nie ma też wzmianki o normach stosowanych przy własnych wyrobach. Ma za to swój własny klucz. A może raczej wytrych. Tym wytrychem próbuje otwierać ludziom głowy i pokazywać im układy, które podobno sam widzi. Ciekawy to mezalians: z jednej strony deklaracje, że najważniejszy jest mieszkaniec, z drugiej — praktyka, w której ważny okazuje się przede wszystkim ten mieszkaniec, który bije brawo.
Bo przecież nie każdy mieszkaniec jest równie wygodny. Ten pytający bywa kłopotliwy. Ten wątpiący — podejrzany. Ten, który domaga się konkretów — natychmiast trafia do szufladki z napisem „przeciwnik”. W takiej polityce obywatel nie jest partnerem. Jest statystą. Ma stać pod sceną, machać chorągiewką i nie psuć nastroju głównemu bohaterowi.
Kiedyś taką publiczność nazywano klaką. Dziś są profile społecznościowe, udostępnine posty, komentarze. Pilnowanie, by ego lokalnych polityków czuło się dobrze jest w cenie. Klaka zawsze była kosztowna — nie tylko finansowo. Najwięcej kosztuje wspólnotę, bo zatruwa rozmowę publiczną. Zamiast sporu o fakty mamy konkurs na lojalność. Zamiast odpowiedzi — insynuacje. Zamiast odpowiedzialności — spektakl.
A jednak przychodzi taki moment, kiedy mieszkańcy przestają kupować polityczny bełkot. Kraków pokazał ostatnio, że wyborca nie jest wiecznym zakładnikiem partyjnej scenografii. W referendum z 24 maja 2026 roku mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu prezydenta miasta. Można analizować przyczyny, spierać się o kampanię, emocje i kulisy, ale jedno jest pewne: ludzie potrafią wyjść z domu nie po to, by wysłuchać kolejnej tyrady, lecz po to, by powiedzieć władzy „sprawdzam”. A jak pokazują badania, aby sprzeciwić się sponsorowanym hejterskim profilom takim jak np. SOK Z BURAKA.
Dlaczego?
Odpowiedź jest banalnie prosta. Mieszkańcy chcą normalnie żyć w swoim mieście. Płacą podatki nie po to, by utrzymywać cudze poczucie ważności, lecz po to, by ktoś odpowiedzialnie dbał o drogi, szkoły, usługi publiczne, bezpieczeństwo, przestrzeń i zwykłą codzienność. Nie chcą influencerów od samorządu. Nie chcą kaznodziejów od układów. Nie chcą politycznych kuglarzy, którzy z każdej sprawy robią cyrk objazdowy.
Najboleśniejszy jest jednak brak wiedzy. Szczególnie wtedy, gdy dotyczy osoby pełniącej funkcję publiczną. Człowiek, który wciąż podkreśla, że czegoś nie wie, a mimo to krytykuje bez opamiętania, bardzo szybko traci wiarygodność. Niewiedza sama w sobie nie jest grzechem. Grzechem publicznym jest dopiero niewiedza połączona z pychą. Bo wiedzą można karmić się przez całe życie. Trzeba tylko chcieć otworzyć książkę, dokument, ustawę, protokół — a nie wyłącznie własny profil w mediach społecznościowych.
Tymczasem górę biorą: chory partykularyzm, chwyty poniżej pasa, sięganie do życia prywatnego adwersarzy, półsłówka, sugestie i pomówienia. Wtedy nie mamy już do czynienia z politycznym gadulstwem. Mamy do czynienia z manipulacją w czystej postaci.
To wodolejstwo, to plecenie trzy po trzy — jak powiedzieliby w Wąwalskim maglu — byłoby może nawet urocze, gdyby nie krzywdziło mieszkańców powiatu. Tych samych mieszkańców, którzy w przemówieniach są zawsze najważniejsi, ale w praktyce często okazują się tylko dekoracją do kolejnego politycznego występu.
A przecież samorząd nie jest estradą. Radny nie jest konferansjerem. Mieszkaniec nie jest widzem do kupienia tanim sloganem.
Samorząd zaczyna się tam, gdzie kończy się bełkot. Tam, gdzie zamiast wytrycha pojawia się odpowiedź. Zamiast aluzji — dokument. Zamiast klaki — rozmowa. Zamiast politycznej mgły — zwykła odpowiedzialność.
I może właśnie tego najbardziej boją się lokalni politykierzy: mieszkańca, który przestał klaskać, a zaczął myśleć.



Komentarze