Wyniki badania pokazują, że postulat kontroli czasu pracy lekarzy nie jest kolejnym frontem politycznej wojny. Popierają go zarówno wyborcy lewicy, centrum, jak i prawicy. To raczej wyraz rosnącego przekonania, że system ochrony zdrowia powinien być przejrzysty, a publiczne pieniądze muszą być wydawane według jasnych reguł.
Kontrola ponad politycznymi podziałami
Za skuteczniejszą weryfikacją rzeczywistego czasu pracy lekarzy opowiedziało się 80 procent osób identyfikujących się z lewicą, 79,5 procent badanych o poglądach centrowych oraz 73,7 procent sympatyków prawicy.
Trudno więc przedstawić ten postulat jako atak jednej części sceny politycznej na środowisko medyczne. W tej sprawie Polacy mówią niemal jednym głosem: lekarz może pracować dużo i dobrze zarabiać, ale państwo oraz dyrekcje szpitali powinny wiedzieć, gdzie i przez ile godzin rzeczywiście wykonuje swoje obowiązki.
Nie bez znaczenia pozostaje bezpieczeństwo pacjentów. Wielogodzinna praca, kolejne dyżury oraz przemieszczanie się między szpitalami, poradniami i prywatnymi gabinetami mogą prowadzić do zmęczenia, obniżenia koncentracji i zwiększenia ryzyka błędu. W medycynie nie jest to problem podobny do źle wypełnionego formularza. Tu ceną pomyłki może być ludzkie zdrowie, a czasami życie.
Im wyższe dochody, tym większe poparcie dla kontroli
Co ciekawe, poparcie dla kontroli czasu pracy lekarzy rośnie wraz z poziomem dochodów respondentów.
Wśród osób uzyskujących do 2 tys. zł netto miesięcznie rozwiązanie poparło 66,8 procent badanych. W grupie zarabiającej co najmniej 9 tys. zł netto odsetek ten wzrósł do 81,7 procent.
Za skuteczną kontrolą opowiedziało się również 78 procent osób aktywnych zawodowo — zarówno pracowników etatowych, jak i prowadzących własną działalność gospodarczą.
Można to odczytywać jako oczekiwanie, że w ochronie zdrowia powinny obowiązywać podobne standardy odpowiedzialności jak w innych zawodach. Kierowca zawodowy ma limity czasu jazdy. Pilot nie może bez końca przebywać za sterami samolotu. Pracownik zakładu produkcyjnego musi rejestrować rozpoczęcie i zakończenie zmiany. Tymczasem w systemie medycznym, finansowanym w znacznej części ze środków publicznych, nadal pojawiają się pytania o nakładanie się godzin pracy w kilku placówkach.
Ministerstwo Zdrowia zapowiada stworzenie mechanizmów umożliwiających weryfikowanie rzeczywistej obecności personelu medycznego w konkretnych miejscach pracy. Według resortu ma to przeciwdziałać sytuacjom, w których te same godziny są wykazywane przez lekarza w więcej niż jednej placówce.
Limit wynagrodzeń budzi większe emocje
Sondaż dotyczył także możliwości administracyjnego ograniczenia wynagrodzeń lekarzy oraz zmian w ustawie gwarantującej coroczne podwyżki dla pracowników medycznych.
Największe poparcie dla wprowadzenia limitu wynagrodzeń zadeklarowali rolnicy — 56 procent — oraz osoby bezrobotne i niepracujące z innych przyczyn — 53,3 procent.
Badanie pokazało również wyraźną różnicę związaną z poziomem wykształcenia. Respondenci z wyższym wykształceniem częściej wskazywali na potrzebę kontroli czasu pracy, natomiast osoby z niższym wykształceniem relatywnie częściej popierały administracyjne ograniczenie wynagrodzeń.
To rozróżnienie jest istotne. Kontrola czasu pracy służy przede wszystkim przejrzystości i bezpieczeństwu. Sztywny limit wynagrodzenia może natomiast prowadzić do trudniejszych konsekwencji — szczególnie w szpitalach powiatowych, które już dziś mają problemy z pozyskiwaniem specjalistów.
Lekarze reprezentujący deficytowe specjalizacje często dyktują warunki, ponieważ bez ich zatrudnienia oddział nie może funkcjonować. Dyrektor szpitala staje wówczas przed wyborem rodem z dramatu bez dobrego zakończenia: zaakceptować wysoką stawkę albo zamknąć oddział i pozbawić mieszkańców dostępu do leczenia.
Maksymalnie 240 zł brutto za godzinę
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła pakiet zmian, który zakłada między innymi określenie maksymalnej stawki wynagrodzenia pracownika medycznego na poziomie 240 zł brutto za godzinę.
Resort zapowiada również raportowanie czasu pracy do Narodowego Funduszu Zdrowia, ustalenie maksymalnego czasu pracy medyków zatrudnionych na kontraktach oraz wprowadzenie limitów udziału wynagrodzeń w wydatkach szpitali. Oficjalnym celem zmian ma być zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów, poprawa przejrzystości zatrudnienia oraz przeciwdziałanie tak zwanym kominom płacowym.
Na razie są to jednak przede wszystkim zapowiedzi. Nie wszystkie projekty ustaw i rozporządzeń zostały opublikowane, dlatego nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie nowe limity miałyby być obliczane, kogo obejmowałyby wyjątki i czy szpitale mogłyby przekraczać stawkę w przypadku braku specjalisty.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że pierwsze regulacje przygotowane przez Ministerstwo Zdrowia mają trafić pod obrady Rady Ministrów, a pierwsze efekty zmian powinny być widoczne we wrześniu.
Szpitale pod lupą NIK
Problem wynagrodzeń i zatrudnienia personelu medycznego ma również zbadać Najwyższa Izba Kontroli. Według informacji przekazanych przez rzecznika NIK czynności kontrolne w wybranych placówkach mają objąć między innymi mechanizmy wzrostu płac, sposób zatrudniania personelu oraz wydatki szpitali na wynagrodzenia.
Temat szczególnie mocno wybrzmiewa w województwie łódzkim, gdzie ujawniano przypadki miesięcznych wynagrodzeń lekarzy kontraktowych przekraczających 100 tys. zł. Są to kwoty działające na opinię publiczną jak czerwona płachta, choć trzeba pamiętać, że dotyczą pojedynczych specjalistów, zakresu wykonywanych procedur, odpowiedzialności oraz liczby przepracowanych godzin.
Nie zmienia to faktu, że publiczny system powinien umieć odpowiedzieć, za co konkretnie płaci i czy wynagrodzenie pozostaje proporcjonalne do wykonanej pracy.
Pacjent nie może zostać zakładnikiem sporu o pieniądze
Dyskusja o zarobkach lekarzy łatwo zamienia się w populistyczne widowisko. Z jednej strony pojawia się obraz lekarza milionera, który krąży między szpitalami z przysłowiową walizką kontraktów. Z drugiej — obraz państwa próbującego oszczędzać na ludziach, którzy przez lata zdobywali specjalistyczną wiedzę i ponoszą ogromną odpowiedzialność.
Prawda, jak zwykle, nie mieści się na jednym transparentie.
Lekarz powinien godnie zarabiać. Wybitny specjalista może zarabiać bardzo dobrze. Szpital powiatowy musi mieć możliwość zatrudnienia chirurga, anestezjologa, kardiologa czy radiologa nawet wtedy, gdy na rynku brakuje takich osób.
Jednocześnie nie może być zgody na sytuację, w której publiczne placówki płacą za godziny istniejące wyłącznie w dokumentach albo jeden lekarz formalnie pracuje w kilku miejscach w tym samym czasie.
Kontrola czasu pracy nie jest wymierzona w lekarzy. Jest wymierzona w chaos. A chaos w ochronie zdrowia zawsze ostatecznie płaci pacjent — dłuższą kolejką, zamkniętym oddziałem, odwołanym zabiegiem albo błędem popełnionym przez człowieka, który od wielu godzin nie miał prawa zachować pełnej koncentracji.
Badanie CBOS zostało przeprowadzone metodą wywiadów telefonicznych CATI w dniach 6–8 czerwca 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1001 dorosłych mieszkańców Polski.



Napisz komentarz
Komentarze