Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 6 sierpnia 2026 16:55
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Rząd chce liczyć lekarzom pieniądze. Ale czy policzy własne błędy?

Premier Donald Tusk zapowiada nowe narzędzie kontroli zarobków lekarzy. Rząd przyjął projekt ustawy, który ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Oficjalnie chodzi o transparentność, racjonalizację kosztów i lepszą wycenę świadczeń. Problem w tym, że po raz kolejny państwo próbuje leczyć chorobę systemu termometrem, notesem i policyjną latarką. Jak daleko można zajść w cynizmie i głupocie, kiedy stawką jest ludzkie życie i zdrowie.

Sprawa wybuchła po doniesieniach o lekarzu w trakcie specjalizacji, który w 2025 roku miał zarobić około 1,6 mln zł. Pracował m.in. w Warszawskim Szpitalu Południowym. Według informacji przekazanych przez placówkę, miał wypracować łącznie 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie, na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych. To liczba, która powinna zatrzymać uwagę opinii publicznej. Ale nie tylko dlatego, że po drugiej stronie pojawia się kwota z sześcioma zerami. Ważniejsze pytanie brzmi: jak to możliwe, że publiczny system ochrony zdrowia dopuszcza taki model pracy? Kto projektuje grafik? Kto podpisuje umowy? Kto odpowiada za bezpieczeństwo pacjentów? Kto nadzoruje organizację dyżurów? I dlaczego szpital musi funkcjonować w rytmie, który bardziej przypomina przemysłowy tryb awaryjny niż nowoczesną medycynę?

Polityczny symbol zamiast systemowej diagnozy

Premier Donald Tusk mówi o sytuacji „niepokojącej” i zapowiada szybkie przecięcie nieprawidłowości. Rząd chce wiedzieć, „kto, gdzie i ile zarabia”. Brzmi stanowczo. Brzmi sprawczo. Brzmi jak scena z politycznego westernu, w której szeryf wchodzi do miasteczka i zapowiada koniec bezprawia.

Tyle że polska ochrona zdrowia to nie western. To raczej długi, ciężki film społeczny, w którym od lat przewijają się te same kadry: niedobór lekarzy, przeciążone SOR-y, kolejki do specjalistów, szpitale z dziurami w budżetach, dyrektorzy szukający kogokolwiek na dyżur i pacjenci, którzy w tej całej układance stają się zakładnikami systemu.

Sprawa lekarza z Warszawy może budzić poważne pytania organizacyjne i etyczne. Zwłaszcza jeśli potwierdziłyby się doniesienia o możliwym pokrywaniu się dyżurów z aktywnością publiczną. To jednak wyjaśniają już NFZ, ratusz i samorząd lekarski. I bardzo dobrze. Od tego są kontrole, odpowiedzialność zawodowa i procedury.

Nie wolno jednak z pojedynczej historii robić politycznego cepa na całe środowisko medyczne. Nie wolno też udawać, że rejestr wynagrodzeń rozwiąże problem, którego źródło leży dużo głębiej.

Gdy brakuje lekarzy, rynek sam dyktuje ceny

W publicznej debacie łatwo rzucić hasło: „lekarze zarabiają za dużo”. To działa jak iskra na suchą trawę. W kraju, w którym wielu ludzi zarabia za mało, milionowe dochody medyka budzą złość, niedowierzanie, czasem moralny sprzeciw. Ale państwo powinno myśleć chłodniej niż komentarze w internecie.

W niezrównoważonym rynku usług medycznych wysokie stawki kontraktowe nie biorą się z powietrza. Są skutkiem deficytu kadr, permanentnego niedofinansowania, złej organizacji pracy i desperacji placówek, które muszą obsadzić dyżury. SOR nie może wywiesić kartki: „dziś zamknięte, nie mamy lekarza”. Nocna i świąteczna opieka zdrowotna nie może działać tylko wtedy, gdy stawka podoba się ministrowi. Anestezjolog, chirurg, internista czy lekarz ratunkowy nie pojawia się z kapelusza, bo rząd uchwalił ustawę.

Jeśli specjalistów brakuje, a szpitale konkurują o tych samych ludzi, ceny rosną. To nie jest tajemnica. To elementarz rynku. Można się na niego oburzać, można go regulować, można próbować go cywilizować. Ale nie da się go zaczarować tabelą z numerami PESEL.

Państwo samo stworzyło kontraktową dżunglę

Przez lata publiczna ochrona zdrowia korzystała z kontraktów, wieloetatowości, samozatrudnienia i dyżurów ponad miarę. Ten model był wygodny dla wielu placówek, bo pozwalał łatać dziury kadrowe. Był też wygodny dla państwa, bo zamiast stworzyć stabilny, przewidywalny system pracy, pozwalał utrzymywać fikcję, że wszystko jakoś się kręci.

No i się kręciło. Tylko że teraz koło zaczyna bić po oczach.

Jeśli lekarz rzeczywiście wypracowuje ponad 300 godzin miesięcznie, to zasadnicze pytanie nie brzmi wyłącznie: ile zarobił? Pytanie brzmi: dlaczego system potrzebuje takiej liczby godzin od jednej osoby, żeby działać?

Czy to jest bezpieczne dla pacjentów? Czy to jest zdrowe dla lekarza? Czy to jest racjonalne dla szpitala? Czy dyrekcja placówki miała inne wyjście? Czy konkursy ofert były realnie konkurencyjne, skoro w jednym z obszarów — według oświadczenia szpitala — zgłosiła się jedna osoba?

To są pytania o zarządzanie. O odpowiedzialność. O konstrukcję systemu. A nie tylko o „wysokie zarobki lekarza”.

Rejestr nie zastąpi reformy

Rząd mówi: potrzebujemy danych. To prawda — państwo, które wydaje publiczne pieniądze, musi wiedzieć, na co je wydaje. Transparentność finansów publicznych jest potrzebna. Wycena procedur medycznych nie może być zgadywanką. AOTMiT musi dysponować solidnym materiałem analitycznym, jeżeli ma rzetelnie oceniać koszty świadczeń.

Ale między analizą systemową a personalnym katalogowaniem dochodów jest cienka granica. I właśnie na tej granicy powinno zapalić się czerwone światło.

Bo rząd nie zapowiada dziś wielkiej reformy organizacji pracy szpitali. Nie słyszymy kompleksowego planu dotyczącego limitów dyżurowych, odpowiedzialności menedżerskiej, jakości konkursów kontraktowych, realnego czasu pracy, finansowania SOR-ów, ścieżek specjalizacyjnych i zachęt do pracy w publicznym systemie.

Słyszymy za to, że państwo chce wiedzieć dokładniej, kto ile zarabia.

To klasyczne gaszenie pożaru benzyną. Instalacja jest wadliwa, przewody iskrzą, bezpieczniki wyskakują od lat, a gospodarz domu ogłasza, że od jutra będzie staranniej liczył iskry.

PESEL jako klucz do kolejnej szuflady państwa

Najbardziej niepokojący jest wątek powiązania danych o wynagrodzeniach z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. W języku urzędowym brzmi to niewinnie: identyfikacja, analiza, transparentność, racjonalizacja. W praktyce oznacza to jednak dalszą personalizację państwowego nadzoru nad aktywnością zawodową konkretnej grupy obywateli.

Dziś są to lekarze. Jutro mogą być prawnicy świadczący pomoc z urzędu, nauczyciele pracujący przy projektach publicznych, informatycy realizujący kontrakty dla administracji, eksperci, biegli, wykładowcy, pracownicy organizacji korzystających z dotacji. Logika jest prosta: skoro gdzieś pojawia się pieniądz publiczny, państwo może chcieć wiedzieć coraz więcej.

Tylko gdzie jest granica?

Konstytucja RP w art. 47 gwarantuje prawo do ochrony życia prywatnego. Art. 51 mówi, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby, a władze publiczne nie mogą pozyskiwać i gromadzić innych informacji o obywatelach niż te, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Słowo „niezbędne” jest tutaj kluczowe. Nie „wygodne”. Nie „politycznie użyteczne”. Nie „dobrze wyglądające na konferencji prasowej”. Niezbędne.

Rząd powinien więc jasno odpowiedzieć: dlaczego do poprawy wyceny świadczeń nie wystarczą dane zagregowane, zanonimizowane lub pseudonimizowane? Dlaczego konieczne jest powiązanie informacji z konkretną osobą? Jak długo dane będą przechowywane? Kto będzie miał do nich dostęp? Jakie będą zabezpieczenia? Czy lekarz będzie mógł sprawdzić, kto i kiedy analizował jego dane? Czy system obejmie tylko pieniądze publiczne, czy także kontrakty mieszane?

Bez takich odpowiedzi hasło „transparentność” staje się słowem-wytrychem. A słowa-wytrychy mają to do siebie, że otwierają drzwi, których później trudno pilnować.

Orwell nie musi przychodzić w mundurze

Nie trzeba od razu malować na ścianie portretu Wielkiego Brata z „Roku 1984”. Państwo nadzoru rzadko przychodzi dziś w czarnym płaszczu i z pałką. Częściej przychodzi w garniturze, z prezentacją, z tabelą Excela i zapewnieniem, że chodzi wyłącznie o dobro wspólne.

Oczywiście, państwo ma prawo kontrolować wydatkowanie publicznych pieniędzy. Ma prawo przeciwdziałać patologiom. Ma prawo sprawdzać, czy szpital działa zgodnie z umową, czy lekarz był na dyżurze, czy świadczenie zostało udzielone, czy konkurs był uczciwy.

Ale państwo nie powinno w każdej sytuacji sięgać po najprostszy odruch: centralizować, rejestrować, personalizować, nadzorować.

Zwłaszcza gdy równocześnie nie pokazuje planu naprawy mechanizmu, który doprowadził do patologii.

To nie lekarze wymyślili ten system

Trzeba powiedzieć jasno: jeżeli w ochronie zdrowia pojawiają się nadużycia, powinny być wyjaśniane i rozliczane. Jeśli ktoś opuszcza dyżur, fałszuje czas pracy albo wykorzystuje publiczną placówkę jak prywatny bankomat, powinien ponieść konsekwencje. Pacjent ma prawo do bezpieczeństwa, a podatnik do uczciwego wydatkowania pieniędzy.

Ale uczciwość wymaga też drugiego zdania: to nie tylko lekarze sami stworzyli system, w którym szpitale walczą o obsadę dyżurów, kontrakty bywają jedynym ratunkiem, a dyrektorzy placówek kupują dostępność specjalisty po stawkach, które dyktuje rynek.

To państwo odpowiada za ramy. To państwo odpowiada za finansowanie. To państwo odpowiada za liczbę miejsc specjalizacyjnych, wycenę świadczeń, organizację publicznej opieki zdrowotnej i zasady kontroli. Jeżeli po latach zaniedbań rząd odkrywa, że system działa chaotycznie, to nie wystarczy wskazać palcem lekarza i powiedzieć: „oto problem”.

Problem jest większy. I dużo mniej wygodny politycznie.

Wielki arkusz kalkulacyjny nie uzdrowi pacjenta

Polska ochrona zdrowia nie potrzebuje dziś kolejnego wielkiego arkusza kalkulacyjnego z numerami PESEL. Potrzebuje odwagi do reformy. Potrzebuje uczciwej odpowiedzi na pytanie, ilu lekarzy brakuje, dlaczego publiczne szpitale nie potrafią stabilnie zatrudniać specjalistów, jak ograniczyć pracę ponad ludzką miarę i jak sprawić, by publiczny system nie przegrywał z własnymi kontraktowymi protezami.

Rząd może oczywiście policzyć zarobki lekarzy. Może stworzyć rejestr. Może zbudować kolejną bazę danych, kolejny panel, kolejne narzędzie analityczne.

Tylko że pacjent stojący w kolejce na SOR nie będzie krócej czekał dlatego, że w Warszawie ktoś przypisał wynagrodzenie lekarza do numeru PESEL. Szpital w powiatowym mieście nie znajdzie nagle anestezjologa, bo AOTMiT zobaczy dokładniejszy wykres. Dyrektor placówki nie obsadzi dyżuru samą transparentnością.

Bez reformy państwo będzie jedynie coraz dokładniej mierzyć temperaturę pacjenta, którego samo od lat nie potrafi leczyć.

A to już nie jest polityka zdrowotna. To teatr kontroli.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Iga Świątek nie zostawiła rywalce złudzeń, Hubert Hurkacz wygrał trzysetowy pojedynek, a Magda Linette odwróciła losy trudnego meczu. W kolarskim peletonie Jonathan Milan znów pokazał potęgę sprinterskich nóg, Katarzyna Niewiadoma-Phinney walczyła z czasem we Francji, zaś świat futbolu pożegnał Franco Baresiego. Wtorek, 4 sierpnia, przyniósł sport, w którym radość mieszała się z rozczarowaniem, a triumfy z chwilami zadumy. Data dodania artykułu: 04.08.2026 23:10
Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Wtorek, 4 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości, obok których trudno przejść obojętnie. Zmarł Andrzej Morozowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy politycznych. W Ukrainie rosyjski atak zabił polskiego wolontariusza. Europa walczy z rekordowym upałem, suszą i pożarami, a niski poziom Dunaju zagraża produkcji energii. Nad Bałtykiem polskie myśliwce ponownie przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy. Do tego cyberatak na system Żabki i brutalna napaść we Wrocławiu. To był dzień, w którym każda kolejna wiadomość brzmiała jak ostrzeżenie. Data dodania artykułu: 04.08.2026 22:44
Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosków dotyczących nowych zasad nauczania edukacji zdrowotnej. Politycy PiS twierdzą, że obowiązkowy przedmiot naruszy prawa rodziców i konstytucyjną ochronę rodziny. Ministerstwo Edukacji odpowiada konstrukcją przepisów: zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym zostały wydzielone do osobnych, nieobowiązkowych zajęć. Prawny spór nie sprowadza się jednak wyłącznie do pytania, czego dzieci będą uczyły się w szkołach. Dotyczy także tego, czy tak istotną zmianę można było wprowadzić rozporządzeniami ministra. Data dodania artykułu: 04.08.2026 20:01
Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

4 sierpnia 2026: Gombrowicz, Baczyński, Mont Blanc i „Purple Rain”. Rząd o sankcjach, Europa o kryzysie w Ceucie

Dziś jest wtorek, 4 sierpnia, dwieście szesnasty dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.59, a zajdzie o godz. 20.24. Imieniny obchodzą Franciszek, Fryderyk, Jan, Krescencjusz i Maria. Data dodania artykułu: 04.08.2026 08:16
4 sierpnia 2026: Gombrowicz, Baczyński, Mont Blanc i „Purple Rain”. Rząd o sankcjach, Europa o kryzysie w Ceucie

Przegląd najważniejszych informacji dnia

Poniedziałek, 3 sierpnia 2026 roku, upłynął pod znakiem wojny, zbrojeń i coraz bardziej napiętej sytuacji międzynarodowej. Donald Trump przekonywał, że Stany Zjednoczone rozmawiają z Iranem, polskie samoloty przechwyciły nad Bałtykiem kolejną rosyjską maszynę rozpoznawczą, a Ukraina rozpoczęła budowę europejskiej koalicji, która ma stworzyć nowy system obrony antyrakietowej. W kraju uwagę przyciągnęły decyzje prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące prawa łaski oraz historyczny rekord indeksu WIG20. Data dodania artykułu: 03.08.2026 23:59
Przegląd najważniejszych informacji dnia

Polecane

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA 240 zł za godzinę, kontrola grafików i jawne kontrakty. W czwartek rozmowy o zmianach w ochronie zdrowia Dzień Świeżego Oddechu. Tomaszów bierze głęboki wdech i sprawdza, kto jadł czosnek Między krzyżem a światłem. Kościół wspomina Przemienienie Chrystusa Ewakuacja i zadymienie w scenariuszu ćwiczeń. Służby sprawdzały gotowość w Tomaszowie Nawet 40 stopni w Polsce. Czerwone ostrzeżenie IMGW dla Tomaszowa i powiatu Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody Od dinozaurów po „Łowcę androidów”. Filmowy sierpień w Heliosie w Tomaszowie Biura na wynajem w Łodzi – jak wybrać przestrzeń dopasowaną do potrzeb firmy? Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi 5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi Bielizna, która pomaga odzyskać pewność siebie. Dzień Bielizny z myślą o Amazonkach
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: co to jest "psycholożki"?.. ktoś wie? Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: WuPe Treść komentarza: Wreszcie w sposób sensowny ktoś przedstawił problem w mediach. Źródło komentarza: Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody Autor komentarza: Aniołek Treść komentarza: Dla mojej ukochanej LECHII pojechałbym rowerem ! I zaparkowałbym pod topolą !!! Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: A ja na to - jak na lato. Mojej ukochanej Lechii, w której, już jako młody chłopak zaczynałem ze sportem, należy się miejska, normalna, dobrze wyposażona hala sportowa z odpowiednim zapleczem. Rozpacz za tymi obsmarkanymi topolami? Wy, populiści -ekolodzy obsadźcie sobie topole na błoniach i tam sobie pohasacie do upadłego. Będzie tylko jeden problem: na te błonia będziecie musieli przez całe miasto dojechać swoimi autkami ropniakami i benzyniakami. Parkowanie przy nowej hali? Projekt budowlany przewiduje dosyć dużo miejsca na parkowanie. Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Aleksy a dalej jak Jakie nazwisko chyba Ukraina To polskie wojsko 🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🤔🤕 Źródło komentarza: Brązowy medal żołnierza z Tomaszowa Mazowieckiego. St. szer. Aleksy na podium mistrzostw Polski Autor komentarza: Grażyna Treść komentarza: Posadzą 425,tylko ile się przyjmie po paru latach! Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama