Tam, gdzie zwykle kołysały się łodzie, coraz częściej widać piach, muł i odsłonięte fragmenty dna. Poziom wody w Zalewie Sulejowskim spada obecnie o 2–3 centymetry na dobę, a najbardziej dramatyczne obrazy można zobaczyć w rejonie Barkowic. Wody Polskie zapewniają: zbiornik nie jest celowo opróżniany, a prowadzone prace rewitalizacyjne nie mają związku z obecną sytuacją. Winna jest susza.
Woda odpływa szybciej, niż napływa
Według danych Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie średni dopływ do Zalewu Sulejowskiego wynosił w ostatnich dniach zaledwie 8,2 metra sześciennego na sekundę. Tymczasem odpływ utrzymywany jest na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę.
Rachunek jest bezlitosny. Do zbiornika wpływa mniej wody, niż musi z niego wypływać.
Aktualna rzędna lustra wody wynosi 165,22 metra nad poziomem morza. Od 28 kwietnia do 3 sierpnia poziom zbiornika obniżył się o 1,34 metra. W Zalewie Sulejowskim pozostawało w tym czasie około 51,14 mln metrów sześciennych wody.
Największe zmiany widać w górnej, płytszej części akwenu. To właśnie tam woda cofa się najszybciej, odsłaniając rozległe łachy piachu, błotniste zatoki i dawne koryto rzeki.
Dlaczego nie można po prostu zamknąć zapory?
W internetowych komentarzach pojawiają się pytania, dlaczego Wody Polskie nie ograniczą odpływu. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak przesunięcie jednej zasuwy.
Odpływ na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę jest tak zwanym przepływem nienaruszalnym. Ma on zapewnić odpowiednie warunki w Pilicy poniżej zapory: chronić rzeczny ekosystem, organizmy wodne oraz osoby i podmioty korzystające z rzeki.
Gospodarka na zbiorniku musi być prowadzona zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym i obowiązującą instrukcją gospodarowania wodą. Wynika to także z zasad określonych w ustawie Prawo wodne, która nakazuje łączyć korzystanie z zasobów z ich ochroną i zasadą zrównoważonego rozwoju.
Zmniejszenie odpływu mogłoby więc poprawić sytuację przy plażach i przystaniach, ale jednocześnie pogorszyć warunki w Pilicy poniżej tamy. Woda nie zna granic gmin ani turystycznych folderów.
Wody Polskie: to nie rewitalizacja
Przedstawiciele Wód Polskich stanowczo odrzucają sugestie, że niski poziom zbiornika jest skutkiem celowego spuszczania wody albo prowadzonych inwestycji.
– Jedyną przyczyną wysychania zalewu jest susza – podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Wód Polskich Filip Szatanik.
Takie wyjaśnienie jest szczególnie istotne, ponieważ mieszkańcy pamiętają sytuację z 2022 roku. Wtedy poziom Zalewu Sulejowskiego rzeczywiście został obniżony w związku z pracami przy plażach i molo w Smardzewicach. Rzędna miała osiągnąć 164,90 metra, czyli około 1,7 metra poniżej normalnego poziomu piętrzenia. Obecna sytuacja ma jednak zupełnie inne źródło.
Barkowice jak w 2019 roku
Dzisiejsze widoki przywołują wspomnienie lata 2019 roku. Wtedy Zalew Sulejowski również gwałtownie się cofnął. Łodzie osiadały na dnie, sprzęt wodny grzązł w błocie, a turyści spacerowali po miejscach, które wcześniej znajdowały się głęboko pod wodą.
Najbardziej charakterystyczne obrazy pochodziły właśnie z Barkowic. Tam szeroka i stosunkowo płytka część zbiornika reaguje na obniżenie poziomu wody szczególnie wyraźnie. Nawet kilkudziesięciocentymetrowy spadek może oznaczać cofnięcie linii brzegowej o wiele metrów.
Dla żeglarzy, kajakarzy i motorowodniaków oznacza to trudniejsze podejścia do pomostów, pojawienie się mielizn oraz konieczność znacznie ostrożniejszego poruszania się po akwenie. Dla właścicieli przystani, wypożyczalni i punktów gastronomicznych jest to natomiast kolejny cios w środek sezonu turystycznego.
Zalew to nie tylko plaża
Zalew Sulejowski powstał w latach 1969–1973 przede wszystkim jako zbiornik zaopatrujący w wodę Łódź i Tomaszów Mazowiecki. Z czasem stał się jednym z najważniejszych miejsc wypoczynku w centralnej Polsce.
Pełni jednak również funkcję retencyjną, przeciwpowodziową i energetyczną. Jego powierzchnia wynosi około 2700 hektarów, a linia brzegowa liczy blisko 58 kilometrów. Zbiornik zasilają przede wszystkim Pilica i Luciąża.
Niski poziom wody nie jest więc wyłącznie problemem osób, które chciały wypłynąć żaglówką albo rozłożyć ręcznik przy brzegu. To widoczny gołym okiem fragment znacznie większego kryzysu.
Dane IMGW pokazują, że około 65 procent monitorowanych stacji hydrologicznych w Polsce znajduje się w strefie wody niskiej, a na ponad 300 stacjach przepływy spadły poniżej średniego niskiego przepływu z wielolecia.
Państwowa Służba Geologiczna prognozuje jednocześnie, że w sierpniu niżówka hydrogeologiczna może objąć również województwo łódzkie. W przypadku dalszego deficytu opadów problemy mogą dotknąć także płytkich ujęć wód podziemnych.
Burza nie zakończy suszy
IMGW ostrzega przed możliwością gwałtownych wzrostów stanów wody po burzach, między innymi na Pilicy poniżej Zalewu Sulejowskiego. Nie oznacza to jednak, że pojedyncza ulewa odbuduje zasoby zbiornika.
Gwałtowny deszcz może spowodować krótkotrwałe wezbranie rzeki. Aby poziom Zalewu Sulejowskiego zaczął się trwale podnosić, potrzebne są dłuższe i bardziej intensywne opady w całej zlewni Pilicy. Taką ocenę przedstawiają również Wody Polskie.
Susza rzadko przychodzi z syreną alarmową. Nie wdziera się do domów jak powódź. Zabiera wodę po dwa, trzy centymetry dziennie – niemal niezauważalnie. Aż pewnego poranka łódź, która jeszcze niedawno kołysała się przy pomoście, stoi już na piasku.



Napisz komentarz
Komentarze