Najtrudniejsza może być zima
W wystąpieniu w Sejmie premier mówił o scenariuszu obejmującym najbliższych kilka miesięcy – do wczesnej wiosny 2027 roku. Według przedstawionej przez niego oceny późna jesień oraz zima mogą okazać się jednym z najbardziej krytycznych okresów wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Tusk wskazywał przede wszystkim na możliwość dalszych intensywnych ataków na ukraińską energetykę, transport, magazyny i infrastrukturę kolejową. Oceniał również, że Rosja nie wykazuje obecnie gotowości do rozmów prowadzących do szybkiego zakończenia działań wojennych. Są to informacje i oceny przekazane przez premiera na podstawie danych, do których – jak zaznaczał – ma dostęp polski rząd; ich części dotyczącej materiałów wywiadowczych nie można niezależnie zweryfikować na podstawie publicznie dostępnych dokumentów.
Nadlatują szybciej. Nowa generacja rosyjskich dronów
Jednym z najważniejszych elementów wystąpienia była kwestia nowych rosyjskich dronów odrzutowych.
Nie jest to już tylko prognoza. Ukraiński wywiad wojskowy informował w 2026 roku o wdrażaniu konstrukcji Geran-4 i Geran-5, a ukraińskie siły powietrzne wskazują na szybko rosnący udział bezzałogowców z napędem odrzutowym w rosyjskich atakach. Są szybsze od klasycznych Shahedów/Geranów napędzanych silnikami tłokowymi, przez co ich przechwytywanie stało się trudniejsze.
W przypadku Geran-4 mówi się o prędkościach liczonych w setkach kilometrów na godzinę oraz wykorzystaniu bardziej zaawansowanych systemów naprowadzania. Rosja rozwija również Geran-5 oraz S8000 Banderol, czyli broń znajdującą się już na pograniczu klasycznego drona i taniego pocisku manewrującego
To właśnie szybkość takich konstrukcji powoduje, że czas na wykrycie zagrożenia i reakcję systemów obrony powietrznej staje się krótszy.
„Przypadkowy” atak, który przypadkiem nie musi być?
Najpoważniejsza część sejmowego wystąpienia dotyczyła jednak państw NATO.
– W ocenie wywiadów w planie rosyjskim są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę – mówił Donald Tusk.
Według premiera takie zdarzenia mogłyby być później przez Rosję przedstawiane jako przypadki, błędy nawigacyjne czy konsekwencje walk prowadzonych na Ukrainie. Tusk ocenił, że celem podobnej strategii mogłoby być sprawdzanie reakcji NATO i osłabianie solidarności sojuszników.
To ważne rozróżnienie: premier mówił o ocenie służb i możliwym scenariuszu, a nie o informacji, że podjęto już decyzję o przeprowadzeniu konkretnego ataku na Polskę.
Czy każdy rosyjski dron uruchamia artykuł 5 NATO?
Nie.
Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego stanowi, że zbrojna napaść na jedno państwo NATO traktowana jest jako napaść na wszystkich sojuszników. Nie istnieje jednak automat, zgodnie z którym każde przekroczenie granicy przez pojedynczy pocisk czy dron natychmiast oznacza wojnę całego NATO z państwem, z którego pochodziła broń.
Państwa Sojuszu dokonują oceny zdarzenia i jego charakteru. Sam art. 5 zobowiązuje sojuszników do udzielenia pomocy zaatakowanemu państwu poprzez działania, które każdy z nich uzna za konieczne; mogą one obejmować również użycie siły zbrojnej. (NATO)
I właśnie tę niejednoznaczność – według przedstawionej przez Tuska oceny – Rosja mogłaby próbować wykorzystywać.
Cztery kilometry od Polski
Czwartkowe wydarzenia pokazały, że problem nie jest abstrakcyjny.
Podczas rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę w kierunku polskiej granicy zmierzał szybko poruszający się odrzutowy bezzałogowiec. Według rzecznika Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych spadł lub został zestrzelony po ukraińskiej stronie około czterech kilometrów od granicy z Polską.
Polska poderwała myśliwce. Uruchomiono także procedury alarmowe dla mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono.
Kilka dni wcześniej rosyjski dron uderzył również w lokomotywę pociągu relacji Kijów–Warszawa, znajdującą się według ukraińskich kolei około dwóch kilometrów od polskiej granicy. Pasażerowie nie zostali ranni.
Polska wzmacnia granicę
Premier zapowiedział dalsze wzmacnianie ochrony przejść granicznych i infrastruktury na wschodzie kraju. Chodzi zarówno o obronę przeciwlotniczą, ochronę funkcjonariuszy i pracowników przejść, jak również możliwość szybkiej odbudowy dróg, kolei czy infrastruktury energetycznej w przypadku jej uszkodzenia.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa już kilkakrotnie we wrześniu kierowało do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego komunikaty związane z rosyjskimi atakami na Ukrainę.
A Tomaszów Mazowiecki?
Czwartkowe ostrzeżenie nie obejmowało województwa łódzkiego ani powiatu tomaszowskiego. Nie ma więc podstaw, by dzisiejsze wydarzenia przedstawiać mieszkańcom Tomaszowa jako bezpośrednie zagrożenie.
Są jednak kolejnym przypomnieniem, że wojna tocząca się za wschodnią granicą Polski ma również wymiar bezpieczeństwa naszego kraju. W sytuacji rzeczywistego zagrożenia podstawowym źródłem informacji powinny być komunikaty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Dowództwa Operacyjnego RSZ, administracji państwowej i lokalnych służb, a nie anonimowe wpisy publikowane w mediach społecznościowych.
Na razie najważniejszy komunikat z czwartku jest prosty: rosyjski atak odbywał się niezwykle blisko polskiej granicy, polskie lotnictwo zostało poderwane, ale granica powietrzna Rzeczypospolitej nie została naruszona.



Napisz komentarz
Komentarze