Przechodziłam obok I Liceum Ogólnokształcącego w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie prowadzona jest obecnie powiatowa inwestycja. Na placu robót stoją palety z kostką. I właśnie oznaczenia na tych paletach zwróciły moją uwagę. Jeżeli dobrze je rozpoznaję, mamy do czynienia z produktem firmy należącej do radnego Rady Powiatu Tomaszowskiego Kazimierza Mordaki. I tutaj zaczyna się moja ciekawość. Jak to właściwie jest? Firma radnego powiatowego może dostarczać materiały wykorzystywane przy inwestycji realizowanej przez Powiat?
Nie twierdzę, że Powiat kupił tę kostkę bezpośrednio od pana radnego. Nie wiem tego. Nie znam umów ani faktur. Być może kostkę kupił generalny wykonawca i sam zdecydował, od którego producenta ją zamówi. Być może pomiędzy Powiatem a firmą pana Mordaki nie ma żadnej umowy. Tylko właśnie dlatego warto chyba o to zapytać.
Zwłaszcza że to nie pierwszy raz, kiedy widzę podobną sytuację. Wcześniej materiały z takim samym – o ile dobrze pamiętam – oznaczeniem widziałam również przy pracach prowadzonych na terenie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Oczywiście jest to wyłącznie moja obserwacja i należałoby ją sprawdzić.
Ale skoro już o sprawdzaniu mowa...
Pan radny Mordaka należy przecież do tych samorządowców, którzy bardzo chętnie i bardzo stanowczo przypominają innym o ograniczeniach dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby sprawujące mandat. Słyszymy o przepisach, zakazach, konsekwencjach, zawiadomieniach do prokuratur (nie tylko) i konieczności wyjaśniania najdrobniejszych wątpliwości.
No więc wyjaśniajmy.
Chciałabym wiedzieć, kto jest wykonawcą prac przy I LO. Kto kupił widoczną na zdjęciach kostkę? Czy kupiono ją bezpośrednio od przedsiębiorstwa należącego do radnego Kazimierza Mordaki? Czy jego firma jest dostawcą albo podwykonawcą przy tej inwestycji? A może rzeczywiście nie ma żadnego związku umownego z Powiatem, a jej produkt został po prostu kupiony przez niezależnego wykonawcę?
To przecież można bardzo łatwo ustalić.
Jest jeszcze jedna rzecz, która szczególnie mnie interesuje. Skoro inwestycja finansowana jest ze środków publicznych, to czy część tych pieniędzy – poprzez wykonawcę – ostatecznie trafia do firmy należącej do powiatowego radnego? Jeżeli tak, to czy ma to jakiekolwiek znaczenie z punktu widzenia ograniczeń dotyczących działalności gospodarczej radnych?
Nie jestem prawnikiem. Dlatego pytam, zamiast wydawać wyroki.
Być może wszystko jest całkowicie zgodne z prawem. Kostkę może przecież układać zupełnie inna firma, która kupiła ją na normalnych zasadach handlowych i sama wybiera swoich dostawców. Jeżeli tak właśnie było, wystarczy to powiedzieć i pokazać dokumenty.
Bo zwykły mieszkaniec, który przechodzi obok szkoły, widzi znacznie prostszy obrazek: powiatowa inwestycja, publiczne pieniądze i produkt przedsiębiorstwa należącego do powiatowego radnego.
I trudno się dziwić, że pojawiają się pytania.
Szczególnie gdy sam zainteresowany tak chętnie zagląda innym do ustaw, rejestrów i dokumentów. Może więc tym razem warto zastosować tę samą zasadę wobec siebie?
Czy art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym ma w takiej sytuacji jakiekolwiek zastosowanie? Czy nie ma go wcale, ponieważ materiał kupił niezależny wykonawca? Gdzie przebiega granica pomiędzy zwykłą działalnością handlową przedsiębiorcy będącego radnym a sytuacją, która mogłaby budzić wątpliwości?
Chętnie przeczytałabym odpowiedź Starostwa Powiatowego.
Kto wykonuje inwestycję przy I LO? Kto dostarczył kostkę? Od kogo została kupiona? Ile kosztowała? Czy przedsiębiorstwo należące do radnego Kazimierza Mordaki uzyskało jakikolwiek przychód związany z realizacją tego zadania? I wreszcie – czy podobna sytuacja miała miejsce przy inwestycjach realizowanych na terenie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia?
Bo może się okazać, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Wtedy sprawa będzie prosta i temat zamknięty.
Ale przyznam, że nie mogę powstrzymać się od jednej złośliwości. Pan radny tak często przypomina innym o przepisach, zakazach i konsekwencjach, że może tym razem warto zacząć od własnego podwórka.
Czy kolejny donos trzeba będzie napisać… na samego siebie?
Oczywiście pół żartem, pół serio. Bo w tej sprawie zamiast donosów zdecydowanie bardziej interesują mnie faktury, umowy i odpowiedź na kilka prostych pytań.
Być może dokumenty pokażą, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. I bardzo dobrze.
Ale skoro od innych wymaga się przejrzystości z lupą w jednej ręce i ustawą w drugiej, to chyba dokładnie tę samą miarę należy przyłożyć do siebie.
Czytelniczka



Napisz komentarz
Komentarze