Nasz artykuł w skrócie
- Napięcia militarne w Europie – myśliwce NATO zestrzeliły nad Litwą drona z Białorusi, który mógł przenosić ładunek wybuchowy. Polskie lotnictwo prewencyjnie operowało w powietrzu podczas ataków na Ukrainę, a Dania wezwała ambasadora Rosji po ostrzelaniu śmigłowca racami z fregaty.
- Sceptycyzm wobec rozejmu i kryzys naftowy – Ukraina warunkuje "rozejm energetyczny" Donalda Trumpa twardymi gwarancjami USA. Przez ataki Huti i blokady w Arabii Saudyjskiej ropa Brent skoczyła do 108,49 USD za baryłkę.
- Drastyczne ceny paliw i nowy podatek – w Łódzkiem ceny paliw zbliżają się do historycznych rekordów (Pb95 za ok. 8 zł, diesel za 9 zł). Rząd przyjął 60-procentowy podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, by sfinansować program obniżek.
- Surowe kary dla kierowców na przejazdach – Rada Ministrów zatwierdziła przepisy o natychmiastowej utracie prawa jazdy na 3 miesiące za wjazd na tory przy czerwonym świetle lub omijanie zapór.
- Inicjatywy w regionie i Budżet Obywatelski – rusza program szkoleniowy „ChroniMy” wart 54,4 mln zł, choć podział na powiat tomaszowski nie jest znany. W Tomaszowie trwa głosowanie na 18 projektów TBO (pula 1,7 mln zł z ponad 5 mln zł zgłoszonych potrzeb).
- Perfekcyjny start polskich siatkarzy – reprezentacja Polski pokonała Ukrainę 3:0 na mistrzostwach Europy, wygrywając grupę B z nieskazitelnym bilansem setów 12:0.
Dron nad Litwą. Tym razem NATO nie tylko poderwało samoloty
Jeszcze niedawno komunikaty brzmiały: „wykryto obiekt”, „poderwano lotnictwo”, „trwa identyfikacja”.
Dzisiaj padło inne słowo: zestrzelono.
Krótko po północy włoskie Eurofightery pełniące misję obrony powietrznej NATO przechwyciły i zniszczyły drona nad Litwą. Obiekt prawdopodobnie nadleciał z Białorusi i został strącony w pobliżu miejscowości Pratkūnai w okolicach Kowna. Litewskie służby odnalazły szczątki. Według dowódcy litewskich sił powietrznych maszyna prawdopodobnie przenosiła materiał wybuchowy.
To pierwszy przypadek, gdy samoloty NATO zniszczyły drona nad terytorium Litwy. Wcześniej podobne bezzałogowce wpadały już do przestrzeni państw Sojuszu, czasem przypadkowo, czasem w okolicznościach pozostawiających znacznie więcej pytań niż odpowiedzi.
I właśnie pytanie o intencję jest dziś najtrudniejsze.
Przypadek? Błąd nawigacji? Test reakcji NATO? Element presji psychologicznej?
Odpowiedź poznamy być może później. Problem polega na tym, że rakieta przeciwlotnicza nie ma luksusu czekania na konferencję prasową.
Polska znów patrzyła w niebo
Równocześnie Rosja przeprowadzała kolejne ataki na Ukrainę. W związku z zagrożeniem w polskiej przestrzeni działało lotnictwo wojskowe. Była to operacja prewencyjna – nie poinformowano o naruszeniu naszej przestrzeni powietrznej.
Jeszcze w niedzielę rosyjski dron uderzył w rejonie ukraińskiego Jagodzinia, blisko polskiej granicy, a w poniedziałek polskie służby wydobyły z Bałtyku szczątki bezzałogowca, który według wstępnej oceny był rosyjską maszyną wojskową.
Teraz dochodzi Litwa.
Geografia tych zdarzeń układa się w coraz mniej przypadkowy wzór: Ukraina, Polska, Litwa, Bałtyk.
Dla Tomaszowa temat bezpieczeństwa nie jest szczególnie abstrakcyjny. W mieście stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. Gdy w komunikacie pojawiają się słowa „gotowość”, „lotnictwo”, „wschodnia flanka” czy „reagowanie”, nie czytamy wyłącznie o jednostkach zaznaczonych prostokątem na wojskowej mapie. Czytamy także o ludziach, których codziennie mijamy na ulicach miasta.
Rosyjska fregata strzela racami w stronę duńskiego śmigłowca
Bałtyk przestał być spokojnym północnym jeziorem NATO.
Dania poinformowała dziś, że rosyjska fregata wystrzeliła dwie race sygnalizacyjne w kierunku wojskowego śmigłowca Fennec, który wykonywał rutynową misję fotograficzną nad wodami międzynarodowymi. Jedna z rac przeleciała blisko maszyny.
Duński minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen nazwał incydent „nieakceptowalnym” i podkreślił, że mógł on zagrozić życiu załogi. Rosyjski ambasador został wezwany do MSZ. Moskwa odpowiada, że to Duńczycy wykonywali „niebezpieczne manewry” w pobliżu okrętu.
Brzmi znajomo.
Najpierw „przypadkowy” dron.
Potem niezidentyfikowany obiekt.
Później race.
W pewnym momencie język dyplomacji zaczyna przypominać napisy końcowe filmu, którego nikt nie chciał oglądać.
Trump ogłasza rozejm. Ukraina mówi: jeszcze go nie ma
Donald Trump oznajmił w poniedziałek, że Rosja i Ukraina zgodziły się nie atakować wzajemnie swojej infrastruktury energetycznej.
Wtorek pokazał jednak, że sprawa jest znacznie mniej oczywista.
Wołodymyr Zełenski zadeklarował gotowość Kijowa do takiego rozwiązania, ale postawił podstawowy warunek: Rosja musi zrobić to samo, a Stany Zjednoczone powinny zagwarantować wykonanie porozumienia. Ukraina nie traktuje więc deklaracji Trumpa jako obowiązującego już rozejmu.
I trudno się dziwić ostrożności.
Wojna nauczyła świat jednej rzeczy: pomiędzy zdaniem „strony się zgodziły” a rzeczywistym milczeniem rakiet potrafi zmieścić się bardzo długa noc.
Ropa znowu powyżej 108 dolarów. Kryzys jedzie już na polskie stacje
Bliski Wschód nie zamierza przy tym oddawać miejsca Ukrainie na pierwszej stronie.
We wtorek Brent dochodziła do 108,49 dolara za baryłkę. Powodem jest coraz bardziej niepokojąca układanka: uszkodzony i wyłączony saudyjski rurociąg East–West, ataki Huti, zawieszenie załadunku ropy w porcie Yanbu oraz kolejne problemy na trasach omijających Cieśninę Ormuz.
Huti zajęli dodatkowo wyspy Wielki i Mały Hanish na Morzu Czerwonym. Wcześniej przejęli Mayun przy Bab el-Mandeb. Ich pozycje coraz mocniej obejmują szlak, którym statki płyną w stronę Kanału Sueskiego i Europy.
I tutaj wielka mapa świata zwija się nagle do rozmiaru paragonu ze stacji benzynowej.
Radio Łódź sprawdzało dziś rano ceny w regionie. Na jednej ze stacji Pb95 kosztowała 7,79 zł, diesel 8,79 zł, a LPG 3,03 zł. Eksperci ostrzegają, że benzyna może przebić 8 zł, a olej napędowy 9 zł za litr.
Dla mieszkańca Tomaszowa Bab el-Mandeb może brzmieć jak nazwa miejsca z „Baśni tysiąca i jednej nocy”.
Do chwili, gdy pojawia się na ekranie dystrybutora przy Warszawskiej, Ujezdzkiej czy św. Antoniego.
Rząd chce zabrać 60 procent nadzwyczajnych zysków koncernów
Rada Ministrów odpowiedziała dziś na kryzys własnym ruchem.
Przyjęła projekt ustawy wprowadzającej 60-procentowy podatek od nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw paliwowych. Danina nie ma obejmować zwykłego zysku firm, ale nadwyżkę ponad poziom wyliczony w odniesieniu do marż z 2025 roku. Rząd szacuje wpływy na około 4 mld zł.
To drugie podejście do tej koncepcji. Wcześniejszą ustawę prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem.
Donald Tusk zapowiedział dziś, że jeżeli prezydent podpisze nowy projekt po jego przejściu przez parlament, rząd uruchomi kolejny wariant programu „Ceny Paliwa Niżej”, czyli wsparcia mającego ograniczyć rachunki kierowców.
Spór będzie zapewne ostry.
Po jednej stronie argument: nadzwyczajny kryzys przynosi koncernom nadzwyczajne zyski, więc część pieniędzy powinna wrócić do obywateli.
Po drugiej: nowy podatek może zostać przerzucony na klientów albo ograniczyć inwestycje.
Jedno nie podlega dyskusji – przy dieslu pukającym w drzwi z napisem 9 zł/litr temat paliw przestał być ekonomicznym dodatkiem do polityki.
Stał się polityką.
Trzy miesiące bez prawa jazdy za czerwone światło na przejeździe
Druga dzisiejsza decyzja rządu brzmi w Tomaszowie szczególnie mocno.
Rada Ministrów przyjęła projekt zmian, zgodnie z którym kierowca ma tracić prawo jazdy na trzy miesiące m.in. za objeżdżanie opuszczonych zapór, wjazd na przejazd podczas opuszczania lub podnoszenia rogatek, przejazd przy czerwonym świetle albo wjechanie na tory, gdy po drugiej stronie nie ma miejsca do kontynuowania jazdy.
To nie jest dla naszego regionu teoretyczna dyskusja.
Kilka dni temu na linii kolejowej nr 22 pomiędzy Tomaszowem Mazowieckim a Radomiem ciężarówka wjechała na przejazd i zderzyła się z pociągiem. Jedna osoba zginęła, około 20 zostało rannych. Tragedia stała się jedną z przyczyn ogólnopolskiego protestu maszynistów.
Prawo często przychodzi po katastrofie.
Najpierw są syreny.
Potem zdjęcia rozbitego pociągu.
Później pogrzeb.
A na końcu ktoś siada przy biurku i pisze przepis, który być może powinien istnieć wcześniej.
Projekt musi jeszcze przejść przez parlament i zostać podpisany przez prezydenta, więc nowe sankcje jeszcze nie obowiązują.
54,4 mln zł na odporność Łódzkiego. Ale ile dla Tomaszowa?
Województwo Łódzkie uruchamia tymczasem duży program przygotowania ludności do sytuacji kryzysowych.
W projekcie „ChroniMy” do rozdysponowania jest dokładnie 54 414 316,02 zł. Ponad 51,6 mln pochodzi z Europejskiego Funduszu Społecznego Plus, reszta z budżetu państwa. Program ma obejmować m.in. pierwszą pomoc, zachowanie w sytuacjach zagrożenia oraz szkolenie strażaków OSP w wykorzystaniu dronów. Zajęcia mają trafić do każdej gminy województwa.
I tu pojawia się pytanie najważniejsze z punktu widzenia mieszkańca naszego powiatu.
Ile z tych 54 milionów rzeczywiście zobaczymy w Tomaszowie, Ujeździe, Lubochni, Inowłodzu, Czerniewicach, Żelechlinku czy Rokicinach?
Na razie szczegółowego podziału nie ma.
A dzisiejsza noc nad Litwą pokazuje, że słowa „ochrona ludności” i „dron” przestały należeć wyłącznie do języka urzędowych strategii.
Pięć milionów pomysłów. Tomaszów ma tylko 1,7 miliona
W lokalnej skali mieszkańcy dostali za to decyzję do podjęcia już teraz.
Trwa głosowanie w Tomaszowskim Budżecie Obywatelskim 2027. Na liście jest 18 projektów – od boisk, skateparku i pumptracku, przez pracownie szkolne i ochronę jerzyków, po centrum ratownictwa, kursy pierwszej pomocy, rodzinny piknik i imprezę motoryzacyjną.
Problem można opisać jednym działaniem matematycznym.
Projekty: 5 064 565,36 zł.
Pieniądze: 1,7 mln zł.
Czyli większość propozycji przegra.
Głosowanie trwa do 24 września. Każdy mieszkaniec może wskazać jeden projekt infrastrukturalny i jeden społeczny.
Wielkie państwa podejmują dziś decyzje o samolotach, podatkach i ropie.
Tomaszowianie o boisku, bezpieczeństwie, szkole albo skateparku.
Skala inna.
Mechanizm demokracji ten sam.
Na koniec: Polska 3, Ukraina 0. Dwanaście setów i ani jednego oddanego
Wieczorem przyszła wiadomość, przy której można na chwilę odłożyć telefon z alertami.
Polscy siatkarze pokonali Ukrainę 3:0 – 25:20, 25:13, 25:23 w mistrzostwach Europy. To czwarte zwycięstwo biało-czerwonych w turnieju. Polska nie straciła dotąd nawet seta i z bilansem 12:0 zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie B jeszcze przed ostatnim spotkaniem z Bułgarią.
Czasem warto skończyć dzień właśnie tak.
Nie mapą z czerwonymi strzałkami.
Nie wykresem ropy.
Nie zdjęciem drona.
Tablicą wyników.
3:0.
I oby jak najwięcej naszych wieczornych wiadomości mogło kończyć się właśnie takim rodzajem emocji.



Napisz komentarz
Komentarze