Nasz artykuł w dużym skrócie
- Zacięte starcie i podział punktów – Widzew dwukrotnie wychodził na prowadzenie w meczu z Wieczystą, jednak rywale za każdym razem zdołali błyskawicznie odpowiedzieć trafnym uderzeniem.
- Seria remisów i czekanie na domową wygraną – po dziewięciu rozegranych kolejkach łodzianie mają na koncie 9 punktów. Zespół zremisował aż sześć spotkań i nadal czeka na pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością.
- Szczera ocena trenera Stolarskiego – szkoleniowiec Mateusz Stolarski przyznał po meczu, że po zdobyciu bramki na 2:1 jego podopieczni zamiast dążyć do podwyższenia wyniku, skupili się głównie na głębokiej defensywie.
Widzew naciskał. Pomógł Milić
Pierwszy domowy mecz Mateusza Stolarskiego w roli trenera Widzewa długo wyglądał tak, jakby wreszcie miało nadejść oczekiwane przełamanie.
Łodzianie rozpoczęli agresywnie. Już w 2. minucie po podaniu Mariusza Fornalczyka uderzał Giannis Papanikolaou, ale Mateusz Kochalski nie dał się zaskoczyć.
Widzew przejął inicjatywę, zamknął rywali na ich połowie i w 19. minucie objął prowadzenie. Stipe Biuk mocno dograł piłkę w pole karne, a Antonio Milić próbując interweniować skierował ją do własnej bramki.
1:0 i wydawało się, że gospodarze mają spotkanie pod kontrolą.
I właśnie wtedy pojawił się problem, który tego wieczoru miał wrócić jeszcze raz.
Jeden błąd wystarczył
Wieczysta przez długie fragmenty pierwszej połowy nie potrafiła stworzyć większego zagrożenia. Widzew miał kolejne sytuacje, ale brakowało drugiego gola.
Za niewykorzystane okazje zapłacił w 37. minucie.
Po dalekim wybiciu Kochalskiego błąd popełnił Marcel Krajewski. Piłkę przejął Lucas Piazon i stanął oko w oko z Bartłomiejem Drągowskim. Brazylijczyk wykorzystał sytuację i doprowadził do remisu.
Zamiast spokojnego prowadzenia Widzew schodził więc do szatni przy wyniku 1:1.
– W pierwszej połowie nie mamy prawa zejść bez prowadzenia. Powinniśmy sfinalizować nasze sytuacje i podwyższyć prowadzenie, a straciliśmy gola po naszym błędzie – mówił po spotkaniu Stolarski.
Garcia dał nadzieję
Po przerwie spotkanie stało się bardziej otwarte. Wieczysta przestała ograniczać się do obrony, a coraz więcej pracy miał także Drągowski.
W 65. minucie stadion Widzewa jednak znów eksplodował.
Po zbyt krótkim wybiciu obrońców gości piłka trafiła do Mario Garcii. Hiszpan uderzył precyzyjnie i Łodzianie ponownie prowadzili.
2:1.
Do końca pozostawało około pół godziny. Widzew miał przed sobą przeciwnika znajdującego się w dolnych rejonach tabeli i własny stadion wypełniony przez ponad 16 tysięcy kibiców.
Można było oczekiwać ataku po trzecią bramkę.
Stało się odwrotnie.
Zamiast dobić rywala, Widzew zaczął bronić wyniku
To właśnie ten fragment spotkania najbardziej zirytował Mateusza Stolarskiego.
– Oczekuję od zespołu, żeby szedł po kolejnego gola, a miałem wrażenie, że siedliśmy i chcieliśmy dotrwać do końca. Spowodowało to, że straciliśmy kontrolę nad meczem – przyznał szkoleniowiec.
Wieczysta poczuła swoją szansę.
W 80. minucie Petar Pusić dośrodkował z rzutu wolnego, a Antonio Milić wyskoczył najwyżej w polu karnym i głową pokonał Drągowskiego.
Chorwat stał się tym samym jednym z głównych bohaterów meczu. Najpierw strzelił gola samobójczego, później uratował swojej drużynie punkt.
„Nie zasłużyliśmy na nic więcej”
Końcówka należała już bardziej do przyjezdnych. To Wieczysta szukała zwycięskiego gola, podczas gdy Widzew nie potrafił odzyskać rytmu z pierwszej części meczu.
– Do 65. minuty należało nam się zwycięstwo, ale po tym, co widziałem później, muszę z przykrością stwierdzić, że nie zasłużyliśmy na nic więcej niż remis – podsumował Stolarski.
To zdanie dobrze opisuje sytuację Widzewa po dziewięciu kolejkach.
Łodzianie mają dziewięć punktów. Aż sześć spotkań zakończyli remisami. Na własnym stadionie nadal nie wygrali w lidze.
Nie jest więc problemem tylko to, że zespół traci punkty. Bardziej niepokojący jest sposób, w jaki je traci. Z Wieczystą miał przewagę, sytuacje i dwa razy prowadzenie. I dwukrotnie pozwolił rywalowi wrócić do meczu.
Stolarski mówił wprost o „syndromie braku zwycięstwa w Łodzi”. Być może właśnie to jest dziś największym przeciwnikiem Widzewa – nie ustawienie rywala, nie nazwiska po drugiej stronie boiska, lecz coraz cięższy plecak kolejnych spotkań bez domowego zwycięstwa.
Teraz Ekstraklasę czeka reprezentacyjna przerwa. Widzew wykorzysta ją między innymi na sparingi z Górnikiem Łęczna i Starem Starachowice.
Dla Mateusza Stolarskiego będzie to czas na pracę nie tylko nad taktyką i skutecznością. Także nad tym, by kiedy Widzew następnym razem obejmie prowadzenie, nie próbował jedynie doczekać ostatniego gwizdka.
Widzew Łódź – Wieczysta Kraków 2:2 (1:1)
Bramki: Antonio Milić 19. (samobójcza), Lucas Piazon 37., Mario Garcia 65., Antonio Milić 80.
Widzów: 16 693.



Napisz komentarz
Komentarze