Nasz artykuł w dużym skrócie
- Lechia Tomaszów Mazowiecki wygrała z ŁKS II Łódź 4:3.
- Dwa gole zdobył Krystian Kolasa, po jednym Kacper Popławski i Łukasz Racis.
- Tomaszowianie prowadzili do przerwy 2:0, ale po zmianie stron w kilka minut stracili całą przewagę.
- To trzecie zwycięstwo Lechii z rzędu po wcześniejszych wygranych z ŁKS Łomża i Mławianką Mława.
- Po pięciu kolejkach Lechia ma 9 punktów i bilans bramkowy 14:11.
Najpierw Kolasa. Potem Popławski
Niedzielne popołudnie w Tomaszowie Mazowieckim przyniosło wszystko to, za co kibice kochają futbol, choć trenerzy zapewne woleliby niektórych fragmentów tego widowiska nigdy więcej nie oglądać.
ŁKS II przystępował do meczu bez punktu, ale nie zamierzał ustawiać się przed Lechią w roli chłopca do bicia. Łodzianie od początku próbowali wysoko atakować i utrudniać gospodarzom rozegranie piłki.
Lechia nie spanikowała. W 9. minucie Marcin Orzechowski przejął piłkę w środku boiska, akcja przeszła przez Daniela Chwałowskiego, a Krystian Kolasa huknął zza pola karnego. Piłka znalazła drogę do siatki i tomaszowianie prowadzili 1:0.
Chwałowski sam szukał bramki, ale tego dnia lepiej wychodziło mu ich przygotowywanie kolegom.
W 37. minucie po przejęciu piłki Filip Becht uruchomił długim podaniem Chwałowskiego. Ten natychmiast dostrzegł wychodzącego na wolną przestrzeń Kacpra Popławskiego. Napastnik Lechii zachował spokój i pokonał bramkarza gości.
2:0.
Do przerwy wszystko wyglądało tak, jak powinno wyglądać.
A potem rozpoczął się zupełnie inny mecz.
Osiem minut, które zmieniło wszystko
Ledwie zawodnicy wrócili na murawę, ŁKS II dostał prezent.
W 48. minucie błąd Lechii przy wyprowadzaniu piłki zakończył się niefortunnym rykoszetem. Strzał Fabiana Olejniczaka odbił się najpierw od Eryka Kapronia, później jeszcze od Jakuba Króla i całkowicie zmylił Antoniego Pawełkiewicza.
Gol samobójczy. 2:1.
Jeżeli ktoś sądził, że był to jedynie chwilowy wypadek przy pracy, szybko został wyprowadzony z błędu.
W 56. minucie ŁKS II przeprowadził szybką kontrę. Michał Gaża posłał piłkę w okolice bramki, gdzie Wiktor Rzemyszkiewicz doprowadził do remisu.
Jeszcze kilka minut wcześniej Lechia miała dwa gole przewagi. Teraz było 2:2.
W futbolu są takie chwile, w których cały scenariusz trzeba podrzeć i pisać od nowa.
Lechia zrobiła to natychmiast.
Racis odpowiedział po minucie
Nie było czasu na rozpamiętywanie straconego prowadzenia.
Minutę po wyrównaniu Eryk Kaproń efektownie przejął piłkę, a futbolówka trafiła do Łukasza Racisa. Zawodnik Lechii przesunął się z nią w kierunku bramki i zdecydował na uderzenie z około 20 metrów.
Piłka wpadła przy słupku.
3:2.
Była to odpowiedź najlepsza z możliwych: szybka, zdecydowana i pokazująca, że dwa ciosy ŁKS nie odebrały Lechii wiary.
Kolasa po raz drugi
W 69. minucie po raz kolejny dał o sobie znać Krystian Kolasa.
Pomocnik dostał piłkę na wolne pole, wbiegł w szesnastkę i mimo ostrego kąta znalazł sposób na bramkarza łodzian.
4:2.
Kolasa miał już tego dnia dwa gole, a Lechia ponownie dwubramkową przewagę.
Można było pomyśleć: teraz już naprawdę wystarczy tylko spokojnie dowieźć wynik.
Ale ten mecz najwyraźniej nie zamierzał zakończyć się spokojnie.
Pawełkiewicz ratował Lechię
ŁKS II nie miał już nic do stracenia. Goście ruszyli do ataku, a ciężar gry coraz częściej przenosił się w okolice pola karnego Lechii.
Wtedy bardzo ważną postacią spotkania został Antoni Pawełkiewicz. Bramkarz gospodarzy kilkukrotnie zatrzymywał łodzian i nie pozwalał im ponownie złapać kontaktu.
Aż do doliczonego czasu.
W 95. minucie Mieszko Lorenc dośrodkował w pole karne, a Piotr Krzymowski delikatnym uderzeniem głową zmienił lot piłki.
4:3.
Na kolejną odpowiedź zabrakło już ŁKS-owi czasu. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie.
Trzecia wygrana z rzędu. Lechia złapała rytm
Jeszcze po dwóch pierwszych kolejkach początek sezonu mógł budzić niepokój. Lechia przegrała najpierw 1:2 z KTS Weszło Warszawa, a następnie takim samym wynikiem z Wisłą II Płock.
Później coś jednak wyraźnie zaskoczyło.
Najpierw było efektowne 5:2 z ŁKS Łomża, następnie wyjazdowe 3:2 z Mławianką Mława, a teraz 4:3 z ŁKS II Łódź. Klub jeszcze przed niedzielnym spotkaniem podkreślał, że chce przedłużyć zwycięską serię — i cel został osiągnięty.
To oznacza 12 strzelonych goli w trzech ostatnich spotkaniach.
Lechia zaczęła więc sezon od dwóch porażek, ale odpowiedziała w najlepszym możliwym stylu – dziewięcioma punktami w trzech kolejnych meczach.
Nie znaczy to oczywiście, że wszystko funkcjonuje idealnie. Niedzielny pojedynek boleśnie pokazał, że chwila braku koncentracji potrafi niemal w jednej chwili zniweczyć pracę wykonywaną przez całą pierwszą połowę.
Ale pokazał również coś ważniejszego.
Kiedy ŁKS w kilka minut doprowadził z 0:2 do 2:2, Lechia nie rozsypała się. Potrzebowała zaledwie minuty, żeby ponownie wyjść na prowadzenie.
Takie mecze budują zespół.
Teraz wyjazd do Białegostoku
Kolejne spotkanie Lechia rozegra w sobotę, 29 sierpnia o godz. 12.00. Tomaszowian czeka wyjazdowe starcie z Jagiellonią II Białystok.
Po trzech kolejnych zwycięstwach poprzeczka pójdzie więc w górę. Ale Lechia pojedzie na Podlasie już jako zupełnie inny zespół niż ten, który rozpoczynał sezon od dwóch porażek.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – ŁKS II Łódź 4:3 (2:0)
Bramki:
1:0 Krystian Kolasa (9)
2:0 Kacper Popławski (37)
2:1 Jakub Król (48, samobójcza)
2:2 Wiktor Rzemyszkiewicz (56)
3:2 Łukasz Racis (57)
4:2 Krystian Kolasa (69)
4:3 Piotr Krzymowski (90+5)
Lechia: Antoni Pawełkiewicz – Bartłomiej Chyb, Marcin Orzechowski (81. Bartosz Winkler), Jakub Król, Filip Becht – Miłosz Pawlusiński, Eryk Kaproń, Daniel Chwałowski (78. Filip Zawadzki), Krystian Kolasa (78. Maksym Rosiński) – Łukasz Racis (62. Marcin Pieńkowski), Kacper Popławski (62. Bartosz Bogus).
Żółte kartki: Eryk Kaproń (Lechia) – Mikołaj Kotarba, Mieszko Lorenc, Wiktor Rzemyszkiewicz (ŁKS II)
Sędziował: Norbert Chrząstek (Radom)
Widzów: 258.




Napisz komentarz
Komentarze