Kibice zgromadzeni na Tarczyński Arenie nie mogli się nudzić i to od pierwszych minut. Zaraz na początku spotkania czerwoną kartkę zobaczył Przemysław Wiśniewski, a później goście prowadzili 2:0 i 3:1, a spotkanie zakończyło się remisem 3:3.
- Kibice mogą być usatysfakcjonowani tym, co dzisiaj zobaczyli. Było wszystko: dynamika, zwroty akcji, gole. Zobaczyliśmy dzisiaj, jak szalony może być futbol – zaczął swoją wypowiedź po meczu trener Śląska Ante Simundza.
Dalej opiekun gospodarzy nie był łaskawy dla swoich podopiecznych i nie krył rozczarowania ich postawą w pierwszej połowie.
- Nasza postawa była poniżej poziomu, jakiego się spodziewałem. Byłem zaskoczony. Po czerwonej kartce dla rywala podajemy informacje, jak się mają zawodnicy zachowywać, ale oni tego nie robią. Bo gorąca głowa, bo za szybko chcą pewne rzeczy wykonać i są tego konsekwencje. Mieliśmy grać bezpiecznie z tyłu, a byliśmy groźni sami dla siebie. Takie sytuacje, jak przy pierwszym golu się zdarzają, ale zachowanie przy drugim golu dla Widzewa jest nie do zaakceptowania na poziomie ekstraklasy – dodał.
Słoweniec pochwalił też jednak swój zespół za pewne aspekty.
- Przegrywaliśmy 0:2 i 1:3, ale wróciliśmy do gry. To pokazuje, że potrafimy walczyć i rywalizować na poziomie ekstraklasy. Musimy jednak brać większa odpowiedzialność za swoje poczynania. Nie jest dobrze, jeżeli tracimy głowę z powodu kartki dla rywala, czy gorącej atmosfery meczu. Musimy nauczyć się z tym radzić – podsumował.
Trener Widzewa nie ukrywał rozczarowania i nie był zadowolony, że z Wrocławia wywiózł tylko punkt. Zwrócił przede wszystkim jednak uwagę na ostatnią akcję meczu, kiedy jeden z jego zawodników (Emil Kornvig) padł w polu karnym Śląska.
- Muszę uważać i powstrzymać emocje, aby nie powiedzieć nieco za dużo. Są ludzie bezkarni i tacy, których można ukarać. Są też tacy, którzy za nieprzyłożenie się do pracy mogą stracić pracę. Dla mnie to był rzut karny dla Widzewa w ostatniej akcji meczu. Ale dlaczego tak się nie stało, pewnie znajdą się wytłumaczenia, bo przecież nie będzie tak, że ktoś się przyzna do błędu. A nawet jeżeli ktoś się przyzna do błędu, to będzie już dla nas marne pocieszenie. To była szansa, aby ten mecz wygrać – ocenił Aleksandar Vuković.
Trener Widzewa nie ukrywał, że nie był zadowolony z niektórych decyzji sędziego.
- Była decyzja na środku boiska, gdzie był ewidentny faul na naszym zawodniku. Puszczono akcję i później był stały fragment dla Śląska i padła bramka. Nie mam pretensji do sędziego, ale widzimy szybko powtórki... – przyznał opiekun Łodzian.
Widzew pozostaje niepokonany na wyjeździe w tym sezonie, a Śląsk na własnym boisku.(PAP)
marw/ bia/




Napisz komentarz
Komentarze