Nasz artykuł w dużym skrócie
- 23 sierpnia obchodzimy Europejski Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Stalinizmu.
- Data nawiązuje do podpisania w 1939 roku paktu Ribbentrop–Mołotow, który poprzedził rozbiór Polski przez III Rzeszę i ZSRR.
- Tomaszów Mazowiecki również boleśnie doświadczył niemieckiego terroru – bombardowań, egzekucji, działalności Gestapo i zagłady miejscowych Żydów.
- Przez siedzibę Gestapo przy ul. Zapiecek 8 przewinęły się tysiące więźniów.
- Wśród ofiar sowieckiej zbrodni katyńskiej znalazł się związany z Tomaszowem dr Witold Szyszkowski.
- Po 1945 roku represje dotknęły także żołnierzy podziemia niepodległościowego i przeciwników nowej, komunistycznej władzy.
- 23 sierpnia przypomina, że totalitaryzm zaczyna się od pogardy dla człowieka, a kończy więzieniem, deportacją i śmiercią.
- Pamięć o ofiarach obu systemów pozostaje także częścią historii Tomaszowa Mazowieckiego i jego mieszkańców.
23 sierpnia obchodzony jest Europejski Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Stalinizmu, nazywany również Międzynarodowym Dniem Czarnej Wstążki. Data została wybrana nieprzypadkowo. Właśnie 23 sierpnia 1939 roku III Rzesza i Związek Sowiecki podpisały pakt Ribbentrop–Mołotow. Oficjalnie był to układ o nieagresji. Za dyplomatycznymi formułami krył się jednak tajny protokół, który dzielił Europę Środkowo-Wschodnią na niemiecką i sowiecką strefę wpływów.
Parlament Europejski w deklaracji przyjętej w 2008 roku przypomniał wprost, że pakt z 23 sierpnia 1939 roku podzielił Europę na dwie strefy interesów. Podkreślił również, że masowe deportacje, mordy i zniewolenie dokonywane przez oba totalitarne reżimy należą do kategorii zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. Rok później Parlament Europejski wezwał państwa Unii do ustanowienia 23 sierpnia ogólnoeuropejskim dniem pamięci ofiar totalitaryzmów.
Niespełna dziewięć dni po podpisaniu paktu rozpoczęła się wojna.
Bomby spadły także na Tomaszów
Kiedy mówi się o 1 września 1939 roku, w zbiorowej pamięci pojawiają się Westerplatte, Wieluń, naloty Luftwaffe i pierwsze komunikaty radiowe o rozpoczęciu wojny. Ale wojna bardzo szybko miała również twarz naszego miasta.
Według materiałów Muzeum w Tomaszowie Mazowieckim już 1 września między godziną 5 a 6 rano pierwsze niemieckie bomby spadły na Tomaszów. Trafiły w domy przy ulicach Krzyżowej, Wieczność – dzisiejszej Słowackiego – oraz Zgorzelickiej. Zginęły trzy osoby, jedna została ranna. Tego samego dnia około godziny 17 zbombardowana została Tomaszowska Fabryka Sztucznego Jedwabiu. Zginęło czterech pracowników budujących schron przeciwlotniczy.
Kilka dni później wojna przeszła już przez miasto całą swoją brutalną siłą. 6 września w rejonie Tomaszowa doszło do walk polskiej 13. Dywizji Piechoty z niemieckimi dywizjami pancernymi. Tego samego dnia Wehrmacht wkroczył do miasta.
Rozpoczynała się okupacja.
Zapiecek – adres, który przestał kojarzyć się z domowym ciepłem
Jednym z najbardziej ponurych symboli niemieckiego terroru w Tomaszowie stał się budynek przy ulicy Zapiecek 8.
Przed wojną mieściła się tam „Kropla Mleka” – instytucja pomagająca młodym matkom i dzieciom. Po wkroczeniu Niemców budynek przejęło Gestapo. Nazwa ulicy, która wcześniej mogła kojarzyć się z ciepłem domu, na kilka lat zaczęła oznaczać strach, bicie, tortury i śmierć.
Jak podaje tomaszowskie Muzeum, przez miejscowe Gestapo przewinęło się ponad 5 tysięcy osób. Większość poddawano brutalnym przesłuchaniom. Co najmniej 700 osób zostało zamordowanych na terenie samego Tomaszowa, choć nie sposób dziś dokładnie ustalić, ile zginęło bezpośrednio na Zapiecku, a ilu więźniów wyprowadzono stamtąd na egzekucje w innych częściach miasta.
To nie są liczby z podręcznika historii. To ludzie, którzy chodzili tymi samymi ulicami, którymi chodzimy dzisiaj.
Miasto, którego część została skazana na zagładę
Przed wojną Tomaszów Mazowiecki liczył około 45 tysięcy mieszkańców. Około 12 tysięcy stanowili Żydzi. Byli sąsiadami, lekarzami, kupcami, rzemieślnikami, przedsiębiorcami. Tworzyli część gospodarczego, społecznego i kulturalnego pejzażu miasta.
W grudniu 1940 roku Niemcy utworzyli w Tomaszowie getto. Trafili do niego nie tylko miejscowi Żydzi, ale również ludzie przesiedleni z okolicznych miejscowości. W pewnym momencie przebywało tam około 15 tysięcy osób.
Na przełomie października i listopada 1942 roku przyszedł finał. Mieszkańców getta wywieziono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince, gdzie zostali zamordowani. Około tysiąca osób pozostawiono jeszcze przez pewien czas w tzw. małym getcie. Część z nich w 1943 roku deportowano do obozów pracy w Bliżynie i Starachowicach. Wojnę przeżyli nieliczni.
Po całym świecie zostały później rozsiane fotografie, dokumenty, nazwiska i wspomnienia rodzin, których życie w Tomaszowie skończyło się w wagonie jadącym do Treblinki.
Katyń miał również tomaszowskie nazwiska
Europejski Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Stalinizmu przypomina jednak także o drugim totalitaryzmie.
17 września 1939 roku od wschodu na Polskę uderzył Związek Sowiecki. Jednym z następstw sowieckiej agresji była niewola tysięcy polskich oficerów, policjantów, urzędników i przedstawicieli inteligencji. Wiosną 1940 roku na podstawie decyzji najwyższych władz ZSRR tysiące z nich zostało zamordowanych.
Wśród ofiar był człowiek bardzo mocno związany z Tomaszowem – dr Witold Stanisław Szyszkowski.
Był lekarzem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, podporucznikiem rezerwy, ordynatorem szpitala miejskiego w Tomaszowie Mazowieckim, lekarzem naczelnym Ubezpieczalni Społecznej, prezesem miejscowego oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża i Towarzystwa Przeciwgruźliczego. Trafił do sowieckiej niewoli, był więziony w Kozielsku. Znalazł się wśród ofiar zbrodni katyńskiej.
Gdy więc mówimy „Katyń”, nie mówimy wyłącznie o wielkiej historii Polski. Mówimy również o lekarzu, którego znali tomaszowscy pacjenci.
Rok 1945 nie wszystkim przyniósł wolność
Klęska III Rzeszy zakończyła niemiecką okupację Tomaszowa. Nie oznaczała jednak prostego powrotu Polski do rzeczywistości sprzed 1939 roku.
Nowa władza instalowana była pod osłoną Armii Czerwonej, a byli żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego niejednokrotnie stawali się przedmiotem zainteresowania komunistycznego aparatu bezpieczeństwa.
Tomaszowskie Muzeum przypomina, że w styczniu 1945 roku nie ujawniły się wszystkie miejscowe struktury Polskiego Państwa Podziemnego, co uchroniło część konspiratorów przed masowymi aresztowaniami. Niektórzy żołnierze AK podjęli później działalność przeciwko nowemu systemowi.
Jednym z nich był związany z Tomaszowem płk Rudolf Majewski „Roman”, „Leśniak”, dowódca 25. Pułku Piechoty AK. Nie przeżył stalinowskiego więzienia we Wronkach. Inni byli skazywani na wieloletnie więzienie, a nawet na śmierć. Także tutaj wielka historia komunizmu i stalinizmu przestaje być abstrakcyjnym hasłem. Ma nazwiska, rodziny i życiorysy.
Pamięć nie służy zemście
Nazizm i stalinizm wyrastały z różnych ideologii, inaczej definiowały swoich wrogów i nie można mechanicznie uznawać ich za systemy identyczne. Łączyła je jednak pogarda dla jednostki, terror państwowy i przekonanie, że w imię ideologicznego celu można odbierać ludziom wolność, własność, godność, a w końcu życie.
Dlatego 23 sierpnia nie powinien być dniem licytowania się na liczbę ofiar. Nie o to chodzi w pamięci.
Pamięć potrzebna jest przede wszystkim żywym.
Bo zanim pojawiły się komory gazowe, katownie Gestapo, strzały w tył głowy nad dołami śmierci i stalinowskie więzienia, wcześniej były słowa. Było wskazywanie „wrogów”. Odbieranie im człowieczeństwa. Przyzwyczajanie społeczeństwa, że pewnych ludzi wolno traktować gorzej. Potem przyszło prawo podporządkowane władzy. Następnie strach. A na końcu zawsze ktoś stawał po drugiej stronie drzwi z nakazem aresztowania.
Dlatego warto dzisiaj spojrzeć również na Tomaszów.
Na ulicę Słowackiego, gdzie pierwszego dnia wojny spadały niemieckie bomby. Na Zapiecek, gdzie ludzie krzyczeli podczas przesłuchań. Na miejsca, w których kiedyś stało tomaszowskie getto. Na nazwisko doktora Witolda Szyszkowskiego. Na losy żołnierzy AK, którzy po wojnie przekonali się, że koniec jednej okupacji nie musi oznaczać początku pełnej wolności.
Historia obu totalitaryzmów nie wydarzyła się gdzieś daleko. Przeszła przez Tomaszów. Przez nasze ulice, domy i rodziny.
I może właśnie dlatego 23 sierpnia warto na chwilę zatrzymać codzienny pośpiech.
Nie po to, by żyć przeszłością.
Po to, żeby kiedyś nie trzeba było jej przeżywać ponownie.




Napisz komentarz
Komentarze