To będzie bardzo osobisty felieton. Długo zastanawiałem się nad tym, czy powinien zostać napisany. Bardzo trudno bronić się, kiedy człowiek obrzucany jest oszczerstwami. Jeszcze trudniej, gdy niszczona jest jego rodzina, firma, w której pracuje. Z prowadzenia firmy na wysokim poziomie czyni się zarzut, a z półprawd tworzy się obrzydliwą konstrukcję, mającą wywołać negatywne emocje a często wręcz nienawiść osób, które nie są w stanie poznać prawdy. Znają ją ludzie, którzy z naszych usług korzystają.
Firma otrzymuje 1,5 miliona? Kłamstwo i nic więcej
Zacznę od najważniejszego, bo to wywołuje najwięcej emocji. To nie jest prawda, że firma, w której pracuję otrzymała, czy jak się sugeruje zarobiła 1,5 miliona złotych ze środków PFRON. Jest to najbardziej obrzydliwe oszczerstwo z jakim można mieć do czynienia. Ta kwota, to pieniądze, jakie otrzymujemy nie my, ale pacjenci, chorzy i niepełnosprawni ludzie.
Jaki więc mamy z tym związek? Taki, że to nasza firma ich zwyczajnie kredytuje. Ludzie nie muszą czekać na zwrot pieniędzy, zamiast nich czeka nasza firma. Często oczekiwanie jest wielomiesięczne a kwoty kredytu rosną do setek tysięcy złotych.
To nie znaczy, że jesteśmy jacyś wielcy krezusi, którzy mają miliony złotych zalegających środków na firmowych kontach. Aby pokryć te kwoty zaciągane są normalne kredyty obrotowe. To znaczy, że nie zarabiamy na tym kredytowaniu, jak sugeruje Piotr Kucharski, ale ponosimy dodatkowe koszty. Dlaczego tak robimy? Bo taka jest filozofia firmy.
Poniżej być może najważniejszy akapit tej części felietonu.
Dofinansowania PFRON jakie realizujemy dotyczą przede wszystkim zakupu pieluch. Korzystają z nich osoby niedołężne, chorzy na nowotwory, z demencją Alzhaimerem itd. Zdecydowana większość ma dochody na bardzo niskim poziomie (dlatego dofinansowania przysługuje), gdyby nie nasza pomoc to często nie mogliby korzystać ze środków higienicznych codziennego użytku. Bo zwyczajnie nie byłoby ich na to stać. Można zobaczyć na moim profilu internetowym, że ludzie dziękują mi za tego rodzaju pomoc. Dla radnego Kucharskiego jest ona czymś nagannym. Być może kiedy sam będzie musiał być pieluchowany zrozumie. Jednak nawet jemu chorób tak poważnych nie życzę.
Pokażę Wam coś, czego oszczercy nie widzieli, bo widzieć nie mogli. Lista ma oczywiście charakter zanonimizowany. Zobaczyć na niej rzeczywistych odbiorców pieniędzy z PFRON i przekonacie się jak gigantycznym oszustami są panowie: Kucharski, Mordaka i Goska

Mają 60 procentowy udział w rynku!
To jest kłamstwo numer dwa. Jak obliczył to Kucharski tego nie wiem. Musiałby sięgnąć do danych NFZ, a te nie są ogólnie dostępne i nie dla każdego. Do takiego twierdzenia używa manipulacji. Ten udział, to relacja jedynie dofinansowań PFRON, jakie otrzymują nasi pacjenci, do tych, które otrzymują pozostali. To nie jest to samo.
Faktyczny udział w rynku szacuję na około 30 procent. Cieszymy się, że jest taki, bo startowaliśmy od zera.
Radnemu Kucharskiemu nie przeszkadzało, kiedy jego partyjna koleżanka miała 100 procentowy udział w rynku, nie posiadając w Tomaszowie właściwie żadnej konkurencji. Ta osoba również składa wnioski w PFRON, tyle, że nie kredytuje pacjentów.
Ta relacja towarzysko partyjna jest bardzo ważna, po pozwala stawiać pytanie: czy Kucharski działa (jak twierdzi) w interesie społecznym, czy w interesie przyjaciółki i jej konkurencyjnego biznesu. Oczywiście o takich szczegółach radny nie wspomina. Bo i po co? Przecież mogłyby się pojawić pytania o intencje ataków na nas.
Strzępek sam zanosi wnioski do PCPR
Oczywiście, że zanosi i zanosić będzie. Wiele osób nie jest w zwyczajnie w stanie tego zrobić samodzielnie. Mają problem z poruszaniem się, komunikacją z innymi ludźmi. Trzeba od nas dotrzeć do gmachu Starostwa. Odczekać w kolejce, wejść do pokoju, poczekać aż pracownik zweryfikuje. Często w imieniu niedołężnej żony, robi to mąż, niewiele bardziej sprawny od niej.
Dostarczam te „kwity” w ich imieniu. I tyle. Za to chyba ten zarzut irytuje mnie najbardziej.
Radny Goska pyta, czy dostarczam wnioski także pochodzące z innych firm. Sami odpowiedzieć możecie sobie na pytanie: czy ktoś taki w ogóle rozumie o czym mówi? Ale odpowiem i ja. Jeśli się do mnie zgłoszą, to im zaniosę. Czemu nie.
Jest też coś w tej sprawie, co się pomija. Otóż w ciągu tygodnia pomagam w ten sposób ok. 100 osobom (przykładowa lista powyżej). Wyobraźcie sobie, że te osoby same idą do PCPR osobiście.
Już dzisiaj są tam problemy z obsłużeniem ludzi. Gdyby sami klienci zanosili wnioski, każdy z nich zająłby od 15-30 minut pracownikowi. Jeśli uśrednimy ten czas, do na przykład 20 minut, to wychodzi dodatkowy etat, a może nawet dwa.
Jak to możliwe? Zaraz to wyjaśnię.
Jeden przelew zamiast kilkuset
Otóż, załóżmy, że firma przestaje kredytować pacjentów, a niewiele brakowało, by taka decyzja zapadła. Mając konieczność zapłaty jednorazowej kwoty, za kwartalne zaopatrzenie, rozbijali by ją na miesięczne (dokładne kwoty kwartalnego często zaopatrzenia macie skanie powyżej). W ten sposób liczba wniosków, trafiających do PCPR by się potroiła. Czyli nie wystarczyłby już 1 dodatkowy pracownik. Należałoby zatrudnić trzech. Koszt, to jakieś 250-300 tysięcy złotych rocznie. Ale nie jest on jedyny, bo zamiast jednego przelewu trzeba byłoby wysłać setki przelewów bezpośrednio do beneficjentów.
To są dodatkowe koszty. Ja to radnym tłumaczyłem, ale nienawiść i chęć dokopania mi zwyciężyła.
Niepełnosprawni przez całe lata byli okradani ze środków PFRON
Nie wierzycie? A to prawda. Oczekiwanie na dopłaty często liczono w latach. Opiszę to na bardzo konkretnym przykładzie i pokażę jak ten proceder ukrócono, w czym miałem swój udział. Zwróciłem na to uwagę, kiedy zgłosił się do nas Pan, który chciał kupić łóżko rehabilitacyjne. Zapytał o cenę. Dowiedział się, że koszt wówczas to 2,5 tysiąca złotych.
I co on to? No więc Pan stwierdził, że mu odpowiada, ale chce, by mu wystawić fakturę na 6 tysięcy – Wy więcej zarobicie a ja nic nie zapłacę. – Oczywiście się nie zgodziliśmy, więc poszedł do konkurencji. Podobnie było z innymi rzeczami. Zawyżano masowo wartości na fakturach i wypompowywano kasę. To był właśnie powód, że ludzie czekali latami, by otrzymać wózek, dopłatę do protezy itd. Porozmawiałem o tym z dyrektorem Więckowskim i rozpoczął się żmudny proces porządkowania.
Ostatecznie udało się złodziejstwo ukrócić. Niemal w 100 procentach. Dzisiaj pacjent nie czeka wcale. Nawet jeśli jest kilkumiesięczna luka w dostępności środków, to czeka na nie nasza firma a nie chory człowiek. Słowo złodziejstwo, nie jest używane na wyrost.
Radny chodzi do szpitala… Skandal?
Ano chodzę i chodzić będę. Dzięki temu, że tam chodzę, niemal na każdym oddziale zrobiono inwestycje. W prawie każdej miałem swój udział. Za to nasza firma do szpitala sprzedaje… nic. Dwa lata tropienia nas (przecież główna księgowa Socha sama mi przyznawała, że nic znaleźć nie mogła) i.. zero.
Za to podejrzane radnym Kucharskiemu i Gosce wydawały się moje transporty wózków na oddział wewnętrzny. Cóż… wózki podarowaliśmy… jak wiele innych rzeczy wcześniej. A teraz też będę myślał nad tym, co zrobić z drzwiami wejściowymi na pediatrii. Ekipa ode mnie zrobi pomiary i wycenę. Jeśli zmieścimy się w 10 tysiącach sfinansuję sam, jeśli będzie więcej złożę wniosek do Starosty. Tak właśnie wydaję moje diety radnego.
Korupcja, w mojej opinii, jednak jest i to na szeroką skalę Tyle tylko, że to nie nasza firma ją uprawia, ale konkurenci, związani z panem Kucharskim. Od lat walczę nieskutecznie z tym procederem, a tit nawet mnie kiedyś z tego powodu wyśmiewał. Lekarze i pielęgniarki wysyłają pacjentów w konkretne miejsce. Często nie dają im nawet zlecenia do ręki.
Pani/pan pójdzie tu czy tu, a tam już wszystko będą mieli. Mówią też, że jest to jedyne miejsce, gdzie można zlecenie zrealizować. No to ludzie idą. A jak już dostaną zlecenie na papierze, to z przypiętą do niego ulotką. Skąd to wiem? Bo ludzie z tymi zleceniami i ulotkami trafiają czasami do nas przez pomyłkę.



Napisz komentarz
Komentarze