Nasz artykuł w dużym skrócie
- Do dramatycznej interwencji doszło 11 sierpnia w Tomaszowie Mazowieckim, w bloku przy ul. Polnej.
- Według prokuratury 31-latek wyrwał przewód doprowadzający gaz do kuchenki, zabarykadował się i groził wybuchem.
- Oficjalny komunikat prokuratury mówi o ewakuacji 54 osób. W pierwszych informacjach policji i mediów była mowa o około 90 mieszkańcach.
- Mężczyzna był nietrzeźwy. Badanie wykazało 0,96 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu.
- Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim zastosował wobec niego trzymiesięczny tymczasowy areszt. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Wyrwany przewód z gazem. Prokuratura ujawnia, co wydarzyło się w mieszkaniu
Dramatyczna akcja służb przy ulicy Polnej w Tomaszowie Mazowieckim rozegrała się 11 sierpnia. Pierwsze informacje mówiły o agresywnym mężczyźnie, który zabarykadował się w mieszkaniu i groził jego wysadzeniem. Dopiero późniejsze ustalenia śledczych pokazały, jak poważna mogła być sytuacja.
Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim poinformowała 19 sierpnia, że prowadzone przez tomaszowską prokuraturę śledztwo dotyczy podejrzenia sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa eksplozji paliwa gazowego w bloku mieszkalnym.
Według śledczych mężczyzna miał wyrwać przewód doprowadzający gaz do kuchenki gazowej. Następnie zabarykadował się w mieszkaniu i zagroził doprowadzeniem do eksplozji.
Prokuratura podkreśla, że groźby potraktowano jako realne, a zagrożenie dotyczyło zarówno życia ludzi, jak i ich mienia.
W budynku nie znajdował się przecież wyłącznie człowiek stojący za drzwiami własnego mieszkania. Za ścianami, piętro wyżej i piętro niżej byli inni ludzie. Rodziny, dzieci, osoby starsze. W przypadku eksplozji gazu granica mieszkania przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Mieszkańcy musieli opuścić blok
W pierwszych godzinach po zdarzeniu policja informowała media o ewakuacji około 90 mieszkańców dwóch klatek schodowych. Taką liczbę podały m.in. Radio Łódź i TVN24.
Późniejszy i oparty już na materiałach śledztwa komunikat prokuratury mówi natomiast o 54 ewakuowanych osobach.
Ta rozbieżność zapewne wynika z różnicy między pierwszymi informacjami przekazywanymi podczas dynamicznej akcji a liczbą ostatecznie ustaloną w postępowaniu. Dla porządku należy jednak odnotować obie wartości – szczególnie że pierwsza informacja o 90 osobach była szeroko rozpowszechniana przez media bezpośrednio po wydarzeniu.
Najważniejsze pozostaje jedno: dziesiątki tomaszowian musiały opuścić swoje mieszkania, ponieważ istniało ryzyko eksplozji gazu.
Służby weszły do środka siłą
Sytuacja była na tyle poważna, że ostatecznie zdecydowano się na siłowe wejście do mieszkania.
31-latek został następnie przekazany ratownikom medycznym. Jak ustaliła prokuratura, znajdował się w stanie nietrzeźwości. Urządzenie pomiarowe wskazało 0,96 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu.
Dzień później, 12 sierpnia, mężczyzna został formalnie zatrzymany. W Prokuraturze Rejonowej w Tomaszowie Mazowieckim przeprowadzono z jego udziałem czynności procesowe, po których śledczy skierowali do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania.
Sąd nie miał wątpliwości. Trzy miesiące aresztu
13 sierpnia Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim, II Wydział Karny, w całości uwzględnił wniosek prokuratury.
Podejrzany został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
To istotna decyzja. Tymczasowe aresztowanie jest najsurowszym środkiem zapobiegawczym przewidzianym przez polską procedurę karną. Nie oznacza oczywiście przesądzenia o winie – o niej może zdecydować dopiero sąd po przeprowadzeniu procesu – oznacza jednak, że sąd uznał argumentację prokuratury dotyczącą potrzeby izolacji podejrzanego.
Prokuratura informuje, że czyn, którego dotyczy postępowanie, zagrożony jest karą do 8 lat pozbawienia wolności.
Opis przedstawiony przez śledczych odpowiada konstrukcji sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób, o którym mowa w art. 164 Kodeksu karnego w związku ze zdarzeniami wymienionymi w art. 163 k.k. Do takich zdarzeń ustawodawca zalicza między innymi eksplozję materiałów łatwopalnych. Za umyślne sprowadzenie samego bezpośredniego niebezpieczeństwa takiego zdarzenia kodeks przewiduje karę od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Mogło skończyć się znacznie gorzej
W tej historii najważniejsze jest jednak coś innego niż paragrafy.
Nie doszło do eksplozji. Nikt nie został ranny.
Kilka słów, wyrwany przewód gazowy i zamknięte drzwi mieszkania wystarczyły jednak, żeby uruchomić potężną operację służb i zmusić dziesiątki ludzi do opuszczenia własnych domów.
Mieszkańcy przy Polnej mogli tamtego wieczoru patrzeć na swój blok z zewnątrz i czekać na odpowiedź na pytanie, którego nikt nie chciałby sobie zadawać: czy będzie jeszcze do czego wracać?
Na szczęście służby zdołały opanować sytuację.
Teraz sprawa przenosi się z ulicy Polnej do sal sądowych. 31-latek jest podejrzanym i zgodnie z prawem należy uważać go za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie prawomocnie stwierdzona. Prokuratura będzie natomiast musiała wykazać przed sądem, że zagrożenie nie było jedynie pijacką deklaracją, lecz – jak wynika z dotychczasowych ustaleń śledczych – realnym niebezpieczeństwem dla mieszkańców całego budynku.




Napisz komentarz
Komentarze