- Widzew od 7. minuty grał w dziesiątkę po czerwonej kartce Przemysława Wiśniewskiego.
- Mimo osłabienia łodzianie prowadzili do przerwy 2:0.
- Po godzinie gry było już 3:1 dla Widzewa.
- Śląsk zdobył dwie bramki w ostatnim kwadransie i uratował remis 3:3.
- Widzew pozostaje niepokonany w tym sezonie na wyjazdach.
- Po sobotnich meczach łodzianie mieli sześć punktów i zajmowali szóste miejsce w tabeli.
- W niedzielę 30 sierpnia o godz. 20.15 Widzew podejmie Lecha Poznań.
Początek jak z koszmaru
Pierwsze minuty meczu zapowiadały dla Widzewa katastrofę.
Już w 7. minucie łodzianie stracili piłkę na własnej połowie. Malaly Dembele ruszył na bramkę Bartłomieja Drągowskiego, a Przemysław Wiśniewski ratował sytuację faulem. Po analizie arbiter Marcin Kochanek nie miał wątpliwości – czerwona kartka.
Widzew miał więc przed sobą ponad 80 minut gry w osłabieniu.
W piłce takie momenty potrafią przewrócić cały plan taktyczny jak domek z kart. Tym razem wydarzyło się coś odwrotnego. To Śląsk wyglądał, jakby nagle zabrakło mu instrukcji obsługi meczu.
Trener Widzewa musiał szybko reagować. Już w 11. minucie Mateusz Żyro zastąpił Mariusza Fornalczyka. Łodzianie cofnęli się, zagęścili środek pola i czekali.
A potem uderzyli.
Garcia otworzył wynik
W 15. minucie gospodarze sami zaprosili Widzew pod własną bramkę.
Grzegorz Tomasiewicz stracił piłkę przed polem karnym. Łodzianie błyskawicznie wykorzystali prezent. Karol Niemczycki obronił jeszcze pierwsze uderzenie, lecz wobec dobitki Mario Garcii był już bezradny.
1:0 dla Widzewa. Grającego w dziesiątkę.
Śląsk ruszył do przodu, długo utrzymywał się przy piłce, ale przypominało to momentami obleganie zamku bez drabin i machin oblężniczych. Piłka krążyła, gospodarze dochodzili pod pole karne, lecz niewiele z tego wynikało.
Widzew bronił się ofiarnie i szukał kontrataków.
Dziesięciu przeciw jedenastu? Widzew strzela drugi raz
W 36. minucie łodzianie zadali kolejny cios.
Karol Świderski przedarł się w okolice linii końcowej i zdołał dograć piłkę w pole karne. Defensywa Śląska zachowała się zaskakująco biernie, a Fran Alvarez wykorzystał okazję.
Było 2:0.
Na trybunach wrocławskiego stadionu trudno było uwierzyć w to, co pokazywała tablica wyników. Gospodarze przez całą pierwszą połowę grali z przewagą jednego zawodnika, a mimo to schodzili do szatni z dwubramkową stratą.
Co więcej – przed przerwą Śląsk nie oddał ani jednego celnego strzału.
Śląsk wraca do życia
Po przerwie gospodarze wyszli na murawę zupełnie odmienieni.
I potrzebowali zaledwie dwóch minut.
Po rzucie rożnym zrobiło się ogromne zamieszanie. Piłka trafiła w stojącego na linii bramkowej Steve'a Kapuadiego i wpadła do siatki. Gol samobójczy. Wrocławianie złapali kontakt.
1:2.
Stadion się obudził. Śląsk ruszył. Wydawało się, że teraz Widzew może zostać zamknięty we własnym polu karnym i pozostanie jedynie pytanie, kiedy gospodarze wyrównają.
Tyle że ten mecz od początku nie zamierzał podporządkować się logice.
Baena na 3:1. Widzew znów odskakuje
W 63. minucie to Widzew trafił po raz trzeci.
Mario Garcia dotarł do końcowej linii, dograł przed bramkę, a pozostawiony bez należytej opieki Angel Baena umieścił piłkę w siatce.
3:1 dla Widzewa.
Grając praktycznie cały mecz w dziesięciu, łodzianie mieli dwa gole przewagi.
Wydawało się, że jeśli przetrwają jeszcze kilka minut, mogą wywieźć z Wrocławia trzy punkty zdobyte w okolicznościach, które długo wspominaliby kibice.
Ale wtedy zaczęła się ostatnia część tego widowiska.
Śląsk nie umarł
W 78. minucie gospodarze rozegrali rzut rożny. W polu karnym Widzewa zabrakło krycia i Przemysław Banaszak uderzeniem głową zdobył bramkę na 2:3.
Na stadion wróciła wiara.
Chwilę później Śląsk trafił do siatki ponownie, lecz sędziowie dopatrzyli się spalonego.
Widzew był coraz bliżej końca. Jeszcze kilka minut. Jeszcze kilka wybić. Jeszcze jeden zablokowany strzał.
Nie wystarczyło.
Szczupak Shabaniego i 3:3
W 89. minucie Piotr Samiec-Talar znakomicie dośrodkował w pole karne. Eniss Shabani rzucił się do piłki i efektownym szczupakiem pokonał Drągowskiego.
3:3.
Wrocławski stadion eksplodował, a Widzew musiał pogodzić się z tym, że prowadzenie 3:1 nie wystarczyło do zwycięstwa.
Końcówka była jeszcze nerwowa. Śląsk chciał pójść za ciosem, ale Widzew również próbował wykorzystać luki w defensywie gospodarzy.
Siódmej bramki już nie było.
Punkt zdobyty czy dwa stracone?
To pytanie po takim meczu nie ma prostej odpowiedzi.
Jeżeli spojrzeć na wydarzenia z 7. minuty – remis na wyjeździe po ponad 80 minutach gry w dziesiątkę trzeba szanować.
Jeżeli jednak zatrzymać obraz meczu w 63. minucie, kiedy Angel Baena trafiał na 3:1, trudno uciec od poczucia, że Widzew wypuścił z rąk zwycięstwo.
Jedno jest pewne: nudno nie było.
Widzew utrzymał także serię spotkań bez porażki na wyjeździe. Wcześniej łodzianie zremisowali 0:0 w Płocku z Wisłą i pokonali 2:0 Jagiellonię w Białymstoku. W sobotę dołożyli remis we Wrocławiu. W domu ich bilans wygląda gorzej – po remisie z Motorem przyszła porażka 1:2 z Koroną Kielce.
Po sobotnich spotkaniach 5. kolejki Widzew miał sześć punktów w pięciu meczach i bilans bramkowy 8:7, co dawało mu tymczasowo szóste miejsce w tabeli. Układ klasyfikacji może się jeszcze zmienić po niedzielnych spotkaniach.
Teraz Lech Poznań
A następne wyzwanie będzie z najwyższej półki.
W niedzielę 30 sierpnia o godz. 20.15 Widzew Łódź podejmie Lecha Poznań. Termin spotkania potwierdził także poznański klub.
Po szalonym wieczorze we Wrocławiu będzie więc niewiele czasu na rozpamiętywanie straconego prowadzenia.
Bo jeśli spotkanie ze Śląskiem czegoś dowiodło, to tego, że tegoroczny Widzew potrafi przetrwać bardzo wiele. Teraz musi jeszcze nauczyć się jednej rzeczy: kiedy ma rywala na deskach, trzeba zakończyć walkę.
Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:3 (0:2)
Bramki:
0:1 Mario Garcia (15)
0:2 Fran Alvarez (36)
1:2 Steve Kapuadi (47, samobójcza)
1:3 Angel Baena (63)
2:3 Przemysław Banaszak (78)
3:3 Eniss Shabani (89)
Czerwona kartka: Przemysław Wiśniewski (Widzew, 7. minuta)
Sędzia: Marcin Kochanek
Widzów: 21 205
Widzew: Bartłomiej Drągowski – Marcel Krajewski, Przemysław Wiśniewski, Steve Kapuadi, Mario Garcia – Fran Alvarez, Julian Shehu (76. Emil Kornvig), Lindon Selahi, Angel Baena (87. Ricardo Visus), Mariusz Fornalczyk (11. Mateusz Żyro) – Karol Świderski (46. Sebastian Bergier).




Napisz komentarz
Komentarze