Jagiellonia częściej przy piłce, Drągowski na posterunku
Pierwsza połowa długo nie zapowiadała zwycięstwa Widzewa. Więcej z gry miała Jagiellonia Białystok, która spokojniej operowała piłką i częściej przedostawała się w okolice pola karnego gości.
Łodzianie rozpoczęli od wysokiego pressingu, jednak gospodarze potrafili spod niego wychodzić. Pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy pojawił się już w 15. minucie. Jesus Imaz oddał strzał, później próbował jeszcze Kajetan Szmyt, ale Bartłomiej Drągowski nie dał się zaskoczyć.
Dla bramkarza Widzewa był to mecz szczególny. W przeszłości reprezentował właśnie Jagiellonię, tym razem jednak sentymentów nie było.
W 32. minucie po rzucie rożnym głową uderzał Yuki Kobayashi. Z kilku metrów nie trafił jednak w światło bramki.
Widzew długo miał problemy ze stworzeniem realnego zagrożenia, ale końcówka pierwszej części spotkania pokazała, że łodzianie potrafią zaatakować niezwykle konkretnie. W 39. minucie po strzale Sebastiana Bergiera piłkę z linii bramkowej wybił Youssuf Sylla.
Chwilę później znowu ważną interwencją popisał się Drągowski, zatrzymując Szmyta.
Do przerwy było 0:0.
Dwie minuty i mecz stanął na głowie
Po zmianie stron obraz gry zaczął się zmieniać. Widzew grał szybciej, agresywniej i znacznie odważniej.
Jeszcze w 50. minucie Drągowski musiał ratować drużynę interwencją nogami. Dwie minuty później to jednak goście świętowali.
Po rzucie rożnym piłka trafiła w pole karne Jagiellonii, gdzie najlepiej odnalazł się Sebastian Bergier. Napastnik Widzewa wygrał walkę o pozycję i uderzeniem głową zdobył gola na 1:0.
Białostoczanie właściwie nie zdążyli zrozumieć, co się stało.
Minęły zaledwie dwie minuty, kiedy przyszło drugie uderzenie.
Po błędach defensywy gospodarzy piłkę przejął Fran Alvarez. Hiszpan zachował zimną krew i technicznym strzałem pokonał Sławomira Abramowicza.
W 54. minucie Widzew prowadził już 2:0.
W futbolu są mecze rozstrzygane długą dominacją. Są też takie, w których o wszystkim decyduje krótka chwila nieuwagi. W Białymstoku wystarczyło około 120 sekund.
Siemieniec rzucił do gry podstawowych piłkarzy
Trener Jagiellonii Adrian Siemieniec próbował ratować sytuację zmianami. Gospodarze rozpoczęli mecz w mocno zmienionym składzie, co było związane m.in. z wcześniejszym spotkaniem z Rangers FC w eliminacjach Ligi Europy.
Po przerwie na boisku zaczęli pojawiać się zawodnicy pierwszego wyboru, ale Widzew nie zamierzał cofać się pod własną bramkę i jedynie bronić wyniku.
Jagiellonia próbowała atakować, jednak kiedy dochodziła do sytuacji strzeleckich, na drodze piłki stawał znakomicie dysponowany Drągowski.
W 80. minucie to Widzew był bliski trzeciego gola. Po uderzeniu Angela Baeny gospodarzy uratowali obrońcy, wybijając piłkę z linii bramkowej.
Sędzia Damian Kos doliczył aż dziesięć minut. Białostoczanie walczyli do końca i jeszcze raz byli bardzo blisko zdobycia kontaktowej bramki. Po strzale głową Nika Preleca piłka uderzyła jednak w poprzeczkę.
Wynik nie uległ już zmianie.
Jagiellonia Białystok – Widzew Łódź 0:2.
Historia zatoczyła koło po 39 latach
Mecz miał również ciekawy historyczny wymiar.
Spotkanie rozegrano 9 sierpnia 2026 roku, dokładnie 39 lat po debiucie Jagiellonii Białystok w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Przeciwnikiem białostoczan 9 sierpnia 1987 roku był… również Widzew Łódź.
Tamten mecz zakończył się remisem 1:1.
Tym razem sentymentalnego podziału punktów nie było. Widzew pojechał do Białegostoku po zwycięstwo i dzięki dwóm błyskawicznym ciosom po przerwie wrócił do Łodzi z kompletem punktów.
Dla kibiców z Łodzi i całego województwa łódzkiego to jeden z tych wyników, które smakują szczególnie dobrze – odniesiony na trudnym terenie, przeciwko zespołowi mającemu w ostatnich latach wysokie aspiracje również na arenie europejskiej.
Jagiellonia Białystok – Widzew Łódź 0:2 (0:0)
Bramki:
0:1 Sebastian Bergier (52. minuta),
0:2 Fran Alvarez (54. minuta).
Sędzia: Damian Kos (Wejherowo)
Widzów: 18 122




Napisz komentarz
Komentarze