Nie zawody sportowe, choć pot lał się jak na stadionie
Na pierwszy rzut oka część konkurencji można byłoby pomylić z ekstremalnymi zawodami terenowymi. Marszobieg, przeszkody, przeprawa przez wodę, transport rannego. Tyle że tutaj wynik na stoperze był tylko częścią zadania.
Każda konkurencja miała sprawdzać umiejętności potrzebne sekcji lekkiej piechoty podczas rzeczywistych działań. Oprócz siły i wytrzymałości liczyły się więc orientacja w terenie, znajomość procedur, strzelanie, komunikacja między żołnierzami i zdolność podejmowania decyzji w sytuacji, gdy na spokojne zastanawianie się zwyczajnie nie ma czasu.
Jednym z elementów rywalizacji był marszobieg taktyczny z wyposażeniem. W innych zadaniach żołnierze wyznaczali azymut i wykonywali czynności z zakresu pomocy medycznej oraz ratownictwa pola walki.
Pojawił się również szturm na stanowisko karabinu maszynowego. Tu nie wystarczał indywidualny refleks. Sekcja musiała działać jak jeden mechanizm – od komunikacji po podział zadań.
Do tego strzelania specjalistyczne i przeprawa wodna.
Krótko mówiąc: wojskowy wielobój, w którym nie ma konkurencji „na przeczekanie”.
Tor przeszkód, ranny i zadanie logiczne
Jednym z najbardziej widowiskowych elementów zawodów był tor przeszkód.
Zawodnicy musieli transportować rannego, pokonywać kolejne elementy terenu różnymi sposobami, a następnie – mimo narastającego zmęczenia – rozwiązywać zadania wymagające logicznego myślenia.
I właśnie w tym tkwi sens podobnego sprawdzianu. W sytuacji bojowej zmęczenie nie zwalnia przecież z myślenia. Przeciwnie – właściwa decyzja podjęta w najgorszym możliwym momencie może być ważniejsza niż kilka sekund przewagi zdobytej wcześniej.
Jeden punkt zrobił różnicę
Rywalizacja o czołowe miejsca była wyjątkowo wyrównana.
Najlepiej w całych zawodach poradziła sobie 10 Świętokrzyska Brygada Obrony Terytorialnej, która zdobyła 75 punktów.
Drugą lokatę zajęła 6 Mazowiecka Brygada Obrony Terytorialnej.
Tuż za nią znalazła się 3 Podkarpacka Brygada Obrony Terytorialnej, kończąc zawody z wynikiem 64 punktów. Różnica pomiędzy drugą a trzecią ekipą wyniosła zaledwie jeden punkt.
To najlepiej pokazuje, jak niewielki margines błędu mieli zawodnicy. Źle wykonany element, chwila zawahania czy strata kilku sekund mogły zmienić końcową kolejność.
Gospodarze zawodów – reprezentacja 9 Łódzkiej Brygady Obrony Terytorialnej im. gen. bryg. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” – zakończyli zmagania na ósmym miejscu.
Tu pojedynczy „komandos” zawodów nie wygra
Choć podobne zawody eksponują indywidualną sprawność żołnierzy, ich najważniejszym bohaterem pozostaje sekcja.
Najlepszy strzelec nie wygra zawodów, jeśli jego koledzy nie dotrzymają tempa. Najsilniejszy zawodnik niewiele zdziała, jeśli zawiedzie komunikacja. A człowiek doskonale przygotowany fizycznie może stracić punkty, gdy pod wpływem stresu podejmie złą decyzję.
To jedna z podstawowych zasad działania małych pododdziałów: sekcja jest tak sprawna, jak sprawnie potrafią współdziałać jej członkowie.
Podobny charakter ma także podstawowe szkolenie żołnierzy WOT. 9 ŁBOT opisuje m.in. tzw. pętlę taktyczną – wielogodzinny sprawdzian odporności fizycznej i psychicznej, umiejętności bojowych oraz współpracy, który kończy etap szkolenia rekrutów.
Łódzcy terytorialsi i Tomaszów Mazowiecki
Dla mieszkańców naszego regionu 9 Łódzka Brygada OT nie jest jednostką odległą wyłącznie geograficznie czy organizacyjnie. Osoby zainteresowane służbą w jej szeregach mogą rozpocząć drogę do WOT także za pośrednictwem Wojskowego Centrum Rekrutacji w Tomaszowie Mazowieckim, które 9 ŁBOT wskazuje wśród właściwych centrów rekrutacyjnych.
Brygada realizuje jednocześnie nie tylko zadania związane z przygotowaniem do działań obronnych. Do zadań WOT należą również działania podczas klęsk żywiołowych, akcje poszukiwawcze, ochrona życia i zdrowia mieszkańców oraz współpraca z administracją i samorządami w ramach zarządzania kryzysowego.
W samym 2025 roku do 9 Łódzkiej Brygady OT wcielono ponad 400 nowych żołnierzy, a brygada rozwijała zarówno klasyczne szkolenie bojowe i ratownicze, jak i zdolności wykorzystujące bezzałogowe statki powietrzne.
Zawody w Łodzi były więc czymś więcej niż walką o puchar i miejsce w tabeli. To był egzamin z tego, co w lekkiej piechocie najbardziej podstawowe: kondycji, wyszkolenia, zimnej głowy i zaufania do człowieka idącego obok.
A kiedy o podium decyduje jeden punkt, najlepiej widać, że czasem o wyniku przesądzają właśnie najdrobniejsze rzeczy.



Napisz komentarz
Komentarze