Nasz artykuł w skrócie
- Cenne wyjazdowe przełamanie Lechii – tomaszowianie przełamali serię ligowych porażek, pokonując na wyjeździe Olimpię Elbląg 2:1.
- Błyskawiczny cios rywali i pogoń przed przerwą – spotkanie zaczęło się fatalnie dla zielono-czerwonych, którzy stracili gola już w 50. sekundzie meczu po strzale Łukasza Świętego. Lechia wyrównała rzutem karnym Kacpra Popławskiego w doliczonym czasie pierwszej połowy.
- Pieńkowski na wagę trzech punktów – decydujące o losach pojedynku trafienie zanotował tuż po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania Marcin Pieńkowski.
- Znakomita postawa Awdziewicza w bramce – jednym z głównych bohaterów meczu został bramkarz tomaszowian Mateusz Awdziewicz, który kilkoma spektakularnymi paradami uchronił zespół przed stratą punktów.
Cios po 50 sekundach
Mecze, na które jedzie się kilkaset kilometrów, zwykle zaczynają się od ostrożnego badania przeciwnika. W Elblągu nie było czasu nawet na badanie pulsu.
Minęło zaledwie około 50 sekund, kiedy Maciej Kołoczek dośrodkował w pole karne Lechii. Łukasz Święty znalazł sobie miejsce i uderzeniem głową pokonał Mateusza Awdziewicza.
Olimpia prowadziła 1:0.
Dla Lechii był to najgorszy możliwy scenariusz. Szczególnie że tomaszowianie przyjechali do Elbląga po trudnym ligowym okresie. Trzy poprzednie spotkania ligowe zakończyły się porażkami: 0:2 z KS CK Troszyn, 2:4 w Ząbkach i 1:2 ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki.
Tym razem jednak drużyna Bartosza Grzelaka nie pozwoliła, aby szybko stracony gol ustawił cały mecz.
Lechia przejęła inicjatywę
Zielono-czerwoni ruszyli do przodu. Coraz częściej spychali gospodarzy na ich połowę i przez długie fragmenty prowadzili grę. Problem był jeden: przewaga nie przekładała się na bramkę.
Olimpia czekała natomiast na okazje do kontrataków.
W 30. minucie dwukrotnie przed szansą stanął Tomasz Kaczmarek. I dwukrotnie na wysokości zadania stanął Mateusz Awdziewicz. Szczególnie cenna była jego interwencja w sytuacji sam na sam.
Końcówka pierwszej połowy należała już zdecydowanie do Lechii.
W 35. minucie Krystian Kolasa huknął z dystansu, a piłkę zmierzającą pod poprzeczkę zdołał odbić na rzut rożny Andrzej Witan.
Pięć minut później bramkarz Olimpii znów uratował swój zespół, tym razem po uderzeniu Daniela Chwałowskiego.
Lechia naciskała i wreszcie dopięła swego.
Karny w doliczonym czasie. Popławski bez pomyłki
Kiedy wydawało się, że gospodarze zejdą do szatni z jednobramkowym prowadzeniem, Lechia przeprowadziła szybką akcję lewą stroną.
Łukasz Racis próbował podczas pojedynku biegowego przełożyć piłkę na prawą nogę. Futbolówka podbiła się i trafiła w rękę Michała Kiełtyki.
Sędzia wskazał na jedenasty metr.
Do piłki podszedł Kacper Popławski.
Napastnik Lechii nie zmarnował okazji. Pewne uderzenie i w doliczonym czasie pierwszej połowy było 1:1.
Gol nie tylko wyrównał wynik. Całkowicie zmienił również psychologię spotkania.
30 sekund drugiej połowy. Pieńkowski odwraca mecz
Jeżeli początek pierwszej połowy był dla Lechii koszmarem, początek drugiej wyglądał jak napisany według zupełnie innego scenariusza.
Upłynęło około 30 sekund od wznowienia gry.
Kacper Popławski znakomicie podał w pole karne do wbiegającego Marcina Pieńkowskiego. Ten zachował spokój i posłał piłkę obok Andrzeja Witana.
1:2.
W ciągu kilku minut gry, rozdzielonych przerwą, Lechia zmieniła wszystko. Z drużyny goniącej wynik stała się zespołem, którego musiała gonić Olimpia.
I rozpoczął się najtrudniejszy fragment spotkania.
Awdziewicz zamknął bramkę
Elblążanie ruszyli po wyrównanie, ale Lechia nie cofnęła się bezładnie pod własne pole karne. Tomaszowianie starali się uspokajać grę, długo rozgrywali piłkę i zmuszali gospodarzy do cierpliwego budowania kolejnych ataków.
W 59. minucie zrobiło się jednak bardzo niebezpiecznie.
Mocnym strzałem zza pola karnego popisał się Joao Augusto. Mateusz Awdziewicz odpowiedział kapitalną paradą i sparował piłkę na rzut rożny.
Jeszcze więcej szczęścia — i ponownie dobrej postawy bramkarza — Lechia potrzebowała dziewięć minut później.
Michał Kiełtyka dośrodkował w pole karne, Joao Augusto złożył się do efektownej przewrotki, a piłka uderzyła najpierw w poprzeczkę, a następnie w Awdziewicza. Łukasz Święty próbował jeszcze dobijać, ale tomaszowianie przetrwali również tę sytuację.
To był fragment meczu, w którym bramka wisiała w powietrzu.
Ale nie padła.
Olimpia miała jeszcze jedną ogromną szansę
Kilka minut później Szymon Grączewski znalazł się sam na sam z bramkarzem Lechii.
Napastnik gospodarzy zdecydował się na lob. Przerzucił piłkę nad Awdziewiczem, ale jednocześnie posłał ją obok bramki.
Lechia dostała jeszcze jedno ostrzeżenie.
Tym razem jednak nie zamierzała dopuścić do nerwowej końcówki rozgrywanej wyłącznie pod własnym polem karnym.
Tomaszowianie sami szukali trzeciego gola, a kiedy trzeba było, umiejętnie przenosili ciężar gry daleko od własnej bramki. W ostatnich minutach długo utrzymywali piłkę na połowie Olimpii i odbierali gospodarzom kolejne sekundy potrzebne do zorganizowania pogoni.
Gdy Igor Gabrych zagwizdał po raz ostatni, wynik już się nie zmienił.
Olimpia Elbląg – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:2.
Trzy punkty, które ważą więcej niż zwykłe zwycięstwo
To zwycięstwo było Lechii bardzo potrzebne.
Przed rozpoczęciem 10. kolejki tomaszowianie mieli na koncie 10 punktów i znajdowali się na 12. miejscu tabeli. Olimpia również zgromadziła 10 punktów.
Po wygranej w Elblągu Lechia zwiększyła dorobek do 13 punktów. Pełne miejsce zespołu po 10. kolejce będzie można określić po rozegraniu pozostałych spotkań tej serii.
Jeszcze ważniejsze może być jednak coś, czego w tabeli nie widać.
Lechia zatrzymała serię trzech ligowych porażek. Zrobiła to na wyjeździe, odrabiając straty po golu straconym już w pierwszej minucie. A później, kiedy Olimpia atakowała i obijała poprzeczkę, potrafiła tego wyniku bronić.
Takie zwycięstwa czasami znaczą więcej niż tylko trzy dopisane cyfry w tabeli.
Następny ligowy mecz zielono-czerwoni rozegrają 3 października przy Nowowiejskiej z Polonią Lidzbark Warmiński.
Olimpia Elbląg – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:2 (1:1)
Bramki:
1:0 Łukasz Święty (1.),
1:1 Kacper Popławski (45+1., rzut karny),
1:2 Marcin Pieńkowski (46.).
Lechia Tomaszów Mazowiecki: Mateusz Awdziewicz – Bartłomiej Chyb, Bartosz Winkler (68. Maksym Rosiński), Krystian Kolasa, Miłosz Pawlusiński – Łukasz Racis (83. Filip Zawadzki), Artur Czupryński, Daniel Chwałowski (83. Eryc Papiernik), Marcin Pieńkowski – Kacper Popławski (83. Maksymilian Bogusławski), Bartosz Bogus (60. Eryk Kaproń).
Żółte kartki – Lechia: Bartosz Bogus, Krystian Kolasa, trener Bartosz Grzelak, Filip Zawadzki.
Sędzia: Igor Gabrych (Bydgoszcz).



Napisz komentarz
Komentarze